Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
„Ukry”: wiele etnosów, jeden naród
2018-01-15
Bohdana Kostiuk (z Kijowa)

Oto historia tworzenia współczesnego ukraińskiego narodu opowiedziana poprzez doświadczenia walczących na Donbasie: Żyda, dwójki Rosjan, Ukraińca z Polski i Krymskiego Tatara.

 

Nas, Ukraińców, nazywali różnie: czasem „chochołami”, czasem „Małorosjanami”. W ostatnich latach modne stały się takie określenia jak „ukropy” czy „ukry”. Jakich haseł by nie wymyślono, łączy nas wiele – to nie tylko paszport, ale przede wszystkim miłość do ojczyzny, szacunek do jej historii, języka, tradycji, kultury i gotowość budowania nowoczesnego państwa.

Zdaniem kijowskiego historyka i politologa, Aleksandra Palija, na Ukrainie kształtuje się obecnie naród polityczny we współczesnym znaczeniu. Budują go obywatele niezależnie od swojego pochodzenia etnicznego. Palij komentował dla Radio Swoboda: „Ukraina tworzy nowoczesny europejski naród, opierając się na różnych zamieszkujących ją nacjach i dając im możliwość, aby stały się budowniczymi tego projektu”. Owe tworzenie nie sprowadza się tylko do brania udziału w politycznym i społecznym życiu kraju, polega też na walce na Donbasie. Przytoczę kilka historii przedstawicieli kilku narodowości, którzy udali się na rosyjsko-ukraiński front.

 

Historia pierwsza. Polak o ukraińskich korzeniach, przed rosyjsko-ukraińską wojną żył w Polsce, ochotnik z batalionu Donbas, Konrad Kamilski.

Obywatele Ukrainy stoją przed niezwykle trudnym zadaniem: muszą nie tylko pokonać wrogów zewnętrznych, ale również zniszczyć wewnętrznych. Nie wiem, co jest cięższe – przywrócić integralność terytorialną Ukrainy czy uporać się z korupcją i kumoterstwem wśród władz, urzędników. Jestem Ukraińcem i chcę pomóc mojemu państwu. – wyznaje Kamilski. – Na początku przyjechałem do Kijowa i zapisałem się do batalionu Donbas, w którym większość oficerów i żołnierzy rozmawia ze sobą po rosyjsku (z ukraińskim językiem sam miałem problemy). Następnie walczyłem na wschodzie Ukrainy. Dziś myślę o tym, jak pomóc Ukraińcom zbudować nowoczesne związki zawodowe, które broniłyby praw pracowniczych. Chciałbym, aby nad Dnieprem pojawiła się miejscowa Solidarność – tłumaczy mężczyzna.

Jego zdaniem Ukraina i jej partnerzy w Unii Europejskiej poradzić muszą sobie z jeszcze jednym wyzwaniem: prowadzoną przez Rosję wojną informacyjną.

Kreml stara się udowodnić całemu światu, że w Kijowie do władzy doszli nacjonaliści, że Ukraina prześladuje swoich rosyjskojęzycznych obywateli. Tymczasem w ukraińskiej armii wielu mówi po rosyjsku – nawet w nazywanym nazistowskim pułku Azow liczni żołnierze między sobą rozmawiają w tym języku – tłumaczy Kamilski. – Albo pójdź do kawiarni w Kijowie: tam po rosyjsku ludzie dyskutują o kluczowych dla zbudowania nowego państwa kwestiach!

 

Historia druga. Z pochodzenia Rosjanin, żołnierz Ochotniczego Ukraińskiego Korpusu (siły Prawego Sektora), Paweł Salikow.

Przodkowie Salikowa w połowie XIX wieku zostali wywiezieni z Rosji na środkową Ukrainę. Ktoś wygrał w karty całą wioskę (obowiązywało jeszcze prawo pańszczyźniane), tamtejszych chłopów z całym dobytkiem zapakowano na wozy i wysłano na południowy-zachód.

Dowieźli moich przodków na Połtawszczyznę, tam zbudowali oni nową wioskę i gospodarstwa – opowiada Salikow. – Do czasu, gdy poszedłem do szkoły, z rodzicami rozmawiałem po rosyjsku, a babcia uczyła mnie ukraińskiego. W efekcie dobrze władam zarówno rosyjskim, jak i ukraińskim.

Gdy jesienią 2014 roku w szeregach Ochotniczego Ukraińskiego Korpusu trafiłem na donieckie lotnisko, okazało się, że znaczniej bezpieczniej przejść na ukraiński. Przeciwko nam walczyli rosyjscy żołnierze i czeczeńscy bojownicy, oni zupełnie nie rozumieli tego języka – wspomina żołnierz.

Po jakimś czasie wrócił do domu, do miasta Krzemieńczuk w obwodzie połtawskim. Zajmuje się tam problemami socjalnymi weteranów, którzy walczyli w strefie ATO, na wschodzie kraju.

Ukraińcy uniezależnili się od wpływów Kremla i mało prawdopodobne, aby raz jeszcze zechcieli wrócić do „Ruskiego świata”. Ten ostatni przyniósł im tylko krew, śmierć i krzywdy. Nie po drodze nam z tymi, którzy ciągną nas w przeszłość – puentuje Salikow.

 

Historia trzecia. Ortodoksyjny Żyd Aszer Józef Czerkaski.

Aszer mieszka w Dnieprze, dawnym Dnipropietrowsku (nazwa zmieniła się w ramach niedawnej dekomunizacji). Od razu po tym, jak „życzliwe zielone ludziki” zjawiły się na Krymie, poczuł, że spokojny żywot jego rodziny ortodoksyjnych Żydów dobiega końca. Mężczyzna urodził się i dorastał na Półwyspie Krymskim, za młodu przeniósł się do dzisiejszego Dniepru, gdzie istniała żydowska szkoła i religijne centrum – niezbędne ortodoksom.

Po aneksji mojego ojczystego Krymu Rosjanie postanowili stworzyć sztuczne państewko o nazwie „Noworosja”, włączyć Ukrainę w „Ruski świat”. Mi zdecydowanie się to nie spodobało – opowiada Aszer. – Naradziłem się z krewnymi i zgłosiłem się na ochotnika na front, aby „ruscy bracia” nie dotarli do Dniepru, Charkowa czy Odessy. Modliłem się, aby Wszechmocny dał mi siłę pokonać wroga, który przyszedł do mojego domu – wspomina Czerkaski.

Po skończeniu służby Aszer wrócił do Dniepru. Dziś jest deputowanym tamtejszej rady miejskiej – zajmuje się wsparciem narodowych i religijnych organizacji w mieście, pomaga rodzinom żołnierzy, którzy odnieśli rany lub zginęli na froncie.

 

Historia czwarta. Krymski Tatar, żołnierz specjalnej jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy o pseudonimie „Krym”.

Mężczyzna jest weteranem radzieckiej wojny w Afganistanie. Od pierwszych dni rosyjsko-ukraińskiej wojny służy w wojsku Ukrainy.

Będę walczył dopóty, dopóki Krym nie wróci pod kontrolę Kijowa. Dziś okupanci starają się zdławić opór Krymskich Tatarów i ukraińskich patriotów, którzy pozostali na półwyspie – mówi „Krym”. – Ludzi jednak, którzy przeżyli ludobójstwo i deportacje czasów radzieckich, nie przestraszasz tak łatwo. My, Krymscy Tatarzy, mamy w genach walkę o swoje prawa, w tym o prawo do życia na swojej ziemi – tłumaczy żołnierz.

 

Historia piąta. Etniczny Rosjanin, Krymianin z siódmego pokolenia, historyk Igor Łosjew. Od kilku lat żyje w Kijowie, wykłada na Akademii Kijowsko-Mohylańskiej. Zdaniem Łosjewa zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji trwa proces kształtowania się współczesnego narodu. U Rosjan proces ten opiera się jednak na innych wartościach.

Rosjanie nie posiadali nigdy państwa narodowego: w swojej istocie Rosja jest imperium. To kraj, który podbił i podporządkował sobie ogromne terytoria i liczne narody, przy tym utwierdzając etnicznych Rosjan w przekonaniu, że car czy prezydent są bożymi pomazańcami – tłumaczy historyk. – Dziś „boski” czy „naznaczony przez Boga” prezydent wraz ze swoim otoczeniem starają się „zjednoczyć” swoich obywateli dla sprawy umacniania kraju, próbują też zaszczepić im poczucie pogardy i nienawiści wobec innych narodów.

Według Łosjewa odpowiedzią Ukrainy na tę politykę może i musi być jedność obywateli ukraińskich różnych narodowości w walce o suwerenność i demokratyczne wartości.

Przełożył Zbigniew Rokita


Bohdana Kostiuk jest dziennikarką i reporterką ukraińskiej sekcji Radio Swoboda. Współpracowniczka „Nowej Europy Wschodniej”.

Fot. Ministry of Defense of Ukraine (CC BY-SA 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Nowe szaty faszyzmu

14.06.2018
Joanna Grodzka
Czytaj dalej

Iran od najciemniejszej strony

11.06.2018
Paulina Niechciał
Czytaj dalej

Nowa płyta Mickiewicza

07.06.2018
Dariusz Rott
Czytaj dalej

Literatura przybliża to, co odległe

04.06.2018
Ayfer Tunç
Czytaj dalej

Dyskusja: Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

02.06.2018
NEW
Czytaj dalej

Rasputin wyobrażony

01.06.2018
Jan Brodowski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu