Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Podzielona pamięć
2018-01-19
Dominik Wilczewski

Dla podlaskich Białorusinów Romuald Rajs był, jest i pozostanie zbrodniarzem. Czy wobec jego publicznej rehabilitacji będą oni mogli dalej czuć się pełnoprawnymi obywatelami Rzeczpospolitej?

Nie będziemy robić sądu nad „Burym”, bo nie będziemy sądzić bohaterów. Będziemy wynosić ich na piedestały – te słowa wicedyrektora TVP Historia, dr Jędrzeja Lipskiego, padły na zorganizowanej 11 stycznia w warszawskim Przystanku Historia dyskusji wokół filmu Ewy Szakalickiej Podwójnie wyklęty.

Podlaska trauma

Romuald Rajs „Bury” był oficerem Armii Krajowej, m.in. uczestnikiem operacji „Ostra Brama” – wyzwolenia Wilna z rąk niemieckich. W lipcu 1944 roku udało mu się uniknąć aresztowania przez Sowietów. Przedarł się na tereny Podlasia, gdzie przystał do antykomunistycznego podziemia, najpierw poakowskiego, a od września 1945 roku do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego – formacji sympatyzującej z ruchem narodowym.

Gdyby w tym miejscu zakończyć biografię „Burego”, byłby on pewnie oczywistym kandydatem na bohatera. Rajs był zdolnym i odważnym dowódcą, za udział w walkach na Wileńszczyźnie został odznaczony Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari. Nie złożył broni, gdy w Polsce rozpoczęto ustanawianie władzy komunistycznej. Ujęty przez UB został skazany na śmierć i stracony w 1949 roku.

O jego losie przesądziły jednak wydarzenia stycznia i lutego 1946 roku. Jako dowódca Pogotowia Akcji Specjalnej NZW „Bury” ze swym oddziałem przeprowadził pacyfikację kilku miejscowości w okolicach Bielska Podlaskiego, zamieszkałych przez prawosławną ludność białoruską. Pretekstem była rzekoma współpraca mieszkańców z władzami komunistycznymi i organami bezpieczeństwa. Jednak oddział „Burego” nie ograniczył się do likwidacji domniemanych konfidentów. Podpalono gospodarstwa, otwarto ogień do mieszkańców, rozstrzelono także kilkudziesięciu wozaków. Łącznie zginęło 79 osób, w tym kobiety i dzieci.

Sprawę badał pion prokuratorski IPN w Białymstoku: w komunikacie ogłoszonym po zakończeniu śledztwa w 2005 roku stwierdza się, że działań PAS NZW w styczniu i lutym 1946 roku nie można usprawiedliwiać, ani utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż noszą znamiona ludobójstwa. Zdaniem prokuratury IPN działania „Burego” wpłynęły negatywnie na stosunki polsko-białoruskie na terenie Białostocczyzny i były na rękę władzy komunistycznej, dostarczając jej argumentu o bandyckim charakterze podziemia.

Przez wiele lat, już po 1989 roku, postać „Burego” budziła emocje głównie na Podlasiu, przede wszystkim w społeczności miejscowych Białorusinów. Emocje te nasiliły się w ostatnich latach, wraz z podniesieniem na poziom państwowy upamiętnienia żołnierzy antykomunistycznego podziemia. O ile w skali kraju postać Rajsa nie była jeszcze jakiś czas temu eksponowana w równym stopniu, co na przykład Witold Pilecki czy Zygmunt Szendzielarz, o tyle na Podlasiu już od dłuższego czasu działały inicjatywy na rzecz jego upamiętnienia. Był on popularną postacią w szeregach zwolenników ruchów narodowych, ale pozytywnie o jego działalności w podziemiu wypowiadają się także niektórzy historycy.

Jeden z nich, dr Wojciech Muszyński z IPN, współautor monografii o NZW Przeciwko Pax Sovietica, twierdził w czasie promocji książki, że celem Rajsa nie było spalenie wsi i wymordowanie mieszkańców, tylko „uspokojenie” nastrojów komunistycznych. Zgodnie z argumentacją obrońców dowódcy PAS NZW ofiary wynikały z niezastosowania się przez mieszkańców wsi do poleceń partyzantów. Stoi to w sprzeczności z ustaleniami śledztwa IPN, wedle których Rajs działał w celu wyniszczenia ludności, kierując się przesłankami narodowościowymi i wyznaniowymi.

„Bury” a Bandera

Romuald Rajs nie jest jedyną postacią z szeregów tak zwanych Żołnierzy Wyklętych, która budzi takie kontrowersje. Cień zbrodni na ludności cywilnej pada także na innych dowódców z NZW: Mieczysława Pazderskiego „Szarego” i Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, odpowiedzialnych za pacyfikacje ludności ukraińskiej. Za zabójstwa osób narodowości żydowskiej i słowackiej na Podhalu ma odpowiadać inny znany dowódca partyzancki, Józef Kuraś „Ogień”. Zwolennicy rehabilitacji takich postaci prawdopodobnie nie dostrzegają potencjalnych zagrożeń dla wizerunku Polski za granicą, jak i dla poczucia wspólnotowości w kraju.

To w jaki sposób kształtowana jest obecnie polska polityka historyczna jest uważnie śledzone na przykład na Ukrainie. W sytuacji, gdy przedstawiciele państwa polskiego domagają się od Ukrainy potępienia zbrodni UPA przeciwko ludności polskiej i krytykują oddawanie honorów Stepanowi Banderze czy Romanowi Szuchewyczowi, próby rehabilitacji polskich zbrodniarzy mogą czynić takie żądania mało wiarygodnymi.

Uhonorowanie „Burego” najbardziej może zaszkodzić stosunkom polsko-białoruskim. Do zbliżenia poglądów na historię między Warszawą a Mińskiem nie dojdzie na pewno dopóty, dopóki w oficjalnej historiografii białoruskiej dominuje narracja sowiecka, w której na przykład żołnierze AK uważani są za bandytów. Ale zbliżaniu stanowisk bez wątpienia nie pomoże także „stawianie na piedestały” postaci takich jak Rajs.

W ubiegłym roku białoruski historyk i deputowany parlamentu dr Ihar Marzaluk w jednym z wywiadów wskazał, że właśnie zbrodnie „Burego” są jednym z grzechów, za które Polska powinna prosić Białorusinów o wybaczenie. Jest to głos historyka kojarzonego z władzami, ale jego poglądy są podzielane także przez część białoruskiej opozycji. W środowiskach niezależnych na Białorusi nie brak opinii, że dalsze honorowanie postaci odpowiedzialnych za zbrodnie na Białorusinach może poważnie zaszkodzić nie tylko stosunkom międzypaństwowym, ale także między społeczeństwami.

W czasie niedawnego spotkania z przedstawicielami mniejszości narodowych i związków wyznaniowych prezydent Andrzej Duda mówił o Rzeczpospolitej jako wspólnocie, „którą stanowimy ponad wszelkimi różnicami”. Tymczasem dla podlaskich Białorusinów Romuald Rajs był, jest i pozostanie zbrodniarzem. Czy zatem wobec jego publicznej rehabilitacji będą oni mogli dalej czuć się pełnoprawnymi członkami tej wspólnoty?

 

Dominik Wilczewski


Polecamy inne artykuły autora: Dominik Wilczewski
Powrót
Najnowsze

Nowe szaty faszyzmu

14.06.2018
Joanna Grodzka
Czytaj dalej

Iran od najciemniejszej strony

11.06.2018
Paulina Niechciał
Czytaj dalej

Nowa płyta Mickiewicza

07.06.2018
Dariusz Rott
Czytaj dalej

Literatura przybliża to, co odległe

04.06.2018
Ayfer Tunç
Czytaj dalej

Dyskusja: Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

02.06.2018
NEW
Czytaj dalej

Rasputin wyobrażony

01.06.2018
Jan Brodowski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu