Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Złudzenie rozwoju
2018-02-16
Anna Głąb

W ubóstwie żyje około 20 milionów Rosjan. Gdy Putin zaczynał trzecią kadencję, było ich znacznie mniej. Nie brakuje sygnałów, że w kolejnych latach problemy będą się nawarstwiać.

Najważniejszym wydarzeniem 2017 roku w Rosji było nadejście roku 2018. Symbolem swoistego marazmu i oczekiwania stała się popularna w tym czasie jako mem rzeźba Homunculus loxodontus. W rosyjskojęzycznym internecie otrzymała ona nazwę Żdun, co oznacza „Oczekującego”.

Podsumowaniem tych oczekiwań była długo omawiana i spodziewana obietnica Władimira Putina o kandydowaniu w nadchodzących wyborach prezydenckich. Nikt nie ma dzisiaj wątpliwości, kto je zwycięży. Tematem zastępczym jest więc prognozowanie, co czeka Rosję w kolejnych latach prezydentury Putina.

 

Planem jest… brak planu

Wstępem do dyskusji o przyszłości Rosji była tradycyjna grudniowa konferencja prezydenta dla przedstawicieli mediów. Okazała się jednak rozczarowująca, padały opinie i deklaracje słyszane już wielokrotnie, często mijające się z prawdą. Rozmowa skupiła się wokół bieżących problemów, a nie wyzwań i jasnego planu rozwoju.

Na szczególną uwagę zasługuje kilka kwestii. Główna wybrzmiała już w odpowiedzi na pierwsze pytanie, bardzo ważne, bo dotyczące planów i celów prezydenta na kolejną kadencję. Putin podkreślił, że nie chciałby podczas konferencji skupiać się na postulatach wyborczych. To zrozumiałe, występował jako urzędujący prezydent, więc prowadzenie agitacji byłoby nie na miejscu, a akurat zachowywanie pozorów ma dla niego znaczenie. Dziennikarzom jednak należała się jakaś informacja, a głowa państwa zaplątała się próbując określić, jak zaawansowane są prace nad programem wyborczym. Putin najpierw powiedział, że, podobnie jak pozostali kandydaci, na pewno będzie mieć program wyborczy; następnie stwierdził, że taki program powinien być opracowany, a na końcu, że jest on już praktycznie gotowy. Widać, że po ponad siedemnastu latach u władzy, prezydent już nie zaprząta sobie głowy tym, jak zyskać głosy. Chociaż kampania rozpoczęła się 18 grudnia ubiegłego roku, na początku lutego na wyborczej stronie Putina wciąż nie ma żadnej informacji o programie. Nie ma również zapowiedzi jego oficjalnej prezentacji. Spekuluje się, że takim momentem może być orędzie do Zgromadzenia Federalnego, jednak jego termin jeszcze nie jest znany.

 

Druga Norwegia”

Jaki ma być więc plan Rosji na przyszłość? W ogólnych słowach brzmi on: infrastruktura, ochrona zdrowia, oświata i wysokie technologie. Tak jak dotychczas, zapewne na deklaracjach się skończy. Między słowami wybrzmiał bowiem realny plan Rosji – Arktyka. Putin wskazał, że tak jak niegdyś Syberia była źródłem bogactwa Rosji, tak teraz będzie nim właśnie Arktyka. Po prostu nikt na Kremlu nie ma pomysłów innych, niż sięganie do kolejnych złóż surowców. Nie ma co zaprzeczać, że w okresach dobrej koniunktury jest to również plan bardzo dochodowy (szczególnie dla biznesu powiązanego z Kremlem). Inwestycje będą więc pompowane, tak jak do tej pory, w sektor wydobywczy, a uzależnienie Rosji od surowców nie będzie ulegać zmniejszeniu. Rozwój nowoczesnych technologii (o ile nie będą przydatne w eksploatacji złóż) pozostanie mrzonką.

Minister finansów Anton Siluanow, mając na uwadze ponowne wysokie ceny ropy naftowej, wskazuje, że Rosja znowu będzie gromadzić rezerwy. Ich wysokość przekraczająca 7 procent produktu krajowego brutto (PKB) ma pozwolić budżetowi uniezależnić się od cen surowców. Rosja miałaby tym samym stać się „drugą Norwegią”, która to nie odczuła wahań cenowych tak silnie, jak wiele innych krajów surowcowych. Warto jednak przypomnieć, że Rosja w najbardziej sprzyjającym okresie (luty-marzec 2009 roku) zgromadziła rezerwy na poziomie 20 procent PKB! I tak nie pomogło jej to jednak w utrzymaniu stabilności gospodarki. Ze wspomnianych 20 procent PKB, 12 przypadało na Fundusz Rezerwowy, który służył do pokrywania deficytu budżetowego – służył, bo z końcem 2017 roku wydano z niego ostatnie ruble i tym samym przestał istnieć. Rosja ma jeszcze jeden fundusz (pierwotnie miał zwiększać oszczędności emerytalne Rosjan) i w razie konieczności również będzie wydawać znajduje się w nim środki. Problem nie leży więc w wysokości rezerw, ale w jakości zarządzania finansami państwowymi w ogóle.

 

Oderwanie od rzeczywistości

W czasie grudniowej konferencji dziennikarze kilkukrotnie, bezpośrednio lub pośrednio, wskazywali, że otoczenie prezydenta nie przekazuje mu rzetelnych informacji. Rzeczywistość nie wygląda bowiem tak, jak widzi ją Putin. Problemy się nawarstwiają, a część z pytań równie dobrze można by było zadać władzy kilka czy kilkanaście lat temu. W Rosji wciąż są równi i równiejsi (szczególnie wobec prawa), apel o zaprzestanie „znęcania się” nad przedsiębiorcami pozostaje aktualny od ponad dziesięciu lat, wciąż wykorzystywane są kryminalne mechanizmy w sferze usług komunalnych. To tylko niektóre z problemów. Jeden z dziennikarzy przyznał się, że oszukał biuro prasowe, aby wejść na salę, bo faktycznie jest… dyrektorem przedsiębiorstwa na Dalekim Wschodzie. Wiedział, że jedynie osobista interwencja prezydenta może coś zmienić w trudnej sytuacji firmy, wywołanej niedawno wprowadzonymi regulacjami prawnymi. I ile by Putin nie zaprzeczał, że państwo jest „ręcznie sterowane”, jedynie u niego Rosjanie szukają pomocy w rozwiązaniu problemów.

W niektórych kwestiach prezydent musiał przyznać, że istnieją niedociągnięcia. W kreowanej przez niego rzeczywistości są to jednak trudności znacznie mniej poważne w porównaniu z tymi z lat dziewięćdziesiątych. Władze w Rosji lubią odwoływać się do tych „lichych czasów”, mogą wtedy świętować osiągnięcia swojej polityki. Nikt nie chce również, by obecne problemy wiązano z rządami Putina. I dzięki różnym zabiegom udaje się to przekonanie wśród Rosjan utrzymać – mimo prawie dwóch dekad prezydenta u władzy.

Praktycznie bez echa przeszły dwa wręcz sensacyjne oświadczenia Putina. Pierwsze to przyznanie, że władza federalna nie zawsze wie, co się dzieje w poszczególnych regionach federacji (zwłaszcza gdy dzieje się źle). Drugim były słowa, że szczególnie Daleki Wschód jest silnie i głęboko skryminalizowany – „do Boga wysoko, do cara daleko”, przypomniał prezydent. Obiecał co prawda „porządki” w regionie, jednak skoro nie udało się tego dokonać w ciągu ostatnich siedemnastu lat, ludzie zapewne nie powinni mieć wielkich nadziei. Władze regionalne pracują w końcu z jego nadania (wystarczy przypomnieć rozmowy ze wszystkimi powoływanymi w 2017 roku na funkcje pełniących obowiązki gubernatora). Putin popiera również liderów regionalnych, podejrzewanych o powiązania ze światem przestępczym. Do takich zalicza się na przykład Oleg Kożemiako, który od 2005 roku zdążył być gubernatorem trzech podmiotów, a obecnie rządzi bogatym w surowce Sachalinem.

Jeśli dokładnie prześledzić wydarzenia w regionach, ma się wręcz wrażenie, że w części z nich lata dziewięćdziesiąte wcale się nie skończyły. Z rąk niezidentyfikowanych sprawców wciąż giną dziennikarze, politycy czy nawet przedstawiciele służb wewnętrznych. Wszystko dzieje się jedynie na mniejszą skalę i bardziej subtelnie, a sprawiedliwość i rządy prawa pozostają pustymi hasłami. Od lat dziewięćdziesiątych niezmienne są również schematy okradania (i państwa, i obywateli) przez spółki pośredniczące w opłatach za usługi komunalne. Firmy takie powstają, zbierają opłaty od mieszkańców i ogłaszają bankructwo nie przekazując środków do dostawców usług, a ludzi pozostawiając z długami. Proste rozwiązanie, jakim byłby ustawowy obowiązek bezpośredniego rozliczania należności, jest już drugi rok omawiane w rosyjskim parlamencie.

 

Silny prezydent – słaba Rosja

Kreml przed wyborami chce prezentować wydarzenia w kraju w możliwie pozytywny sposób. Niepokojące zjawiska nie przebijają się do głównego nurtu. Szerokiego omówienia niektórych kwestii ekonomicznych nie podejmują się również media branżowe. Dla przykładu, w styczniu szef Federalnej Administracji Skarbowej poinformował o przejęciu zarządu nad regionalnymi finansami w dwóch podmiotach: Chakasji oraz obwodzie kostromskim. Decyzję taką podjęto po raz pierwszy w historii, z uwagi na nadzwyczaj wysokie zadłużenie obu regionów. Problemy finansowe podmiotów federacji stanowiły wyzwanie dla władz przez całą trzecią kadencję Putina, a sytuacja wciąż jest daleka od stabilizacji. I chociaż dzisiaj kondycja rosyjskiej gospodarki oraz finansów państwa wygląda inaczej niż w 1998 roku, warto pamiętać, że początki ówczesnego kryzysu objawiały się problemami finansowymi regionów i ogłaszaniem przez nie niewypłacalności.

Państwowa propaganda dużo mówi o pozytywnych wskaźnikach gospodarczych – wzroście gospodarczym, niskiej inflacji i małym bezrobociu. Niezależnie od nich, prognozy o czekającej Rosję stagnacji, pozostają aktualne. Wzrost PKB na poziomie 1,5 proc. jest bowiem niższy niż planowano (2,1 procent) i zdecydowanie słabszy niż gospodarki światowej (3 procent). Produkcja przemysłowa nie wyszła z recesji, rok 2017 zakończyła spadkiem w wysokości 1,7 procent rok do roku. Niskiej inflacji towarzyszy spadek realnych dochodów Rosjan, nieprzerwany od 2014 roku. Ponad połowa pracujących Rosjan obawia się czasowego wstrzymywania wypłat lub obniżenia wynagrodzenia. Zmniejsza się zdolność oszczędzania, a żeby utrzymać dotychczasowy (lub jakikolwiek) poziom życia, wzrasta zadłużenie, najbardziej wśród najbiedniejszych. Oszczędnościowa transza składki emerytalnej (stanowi 6 procent wysokości wynagrodzenia) zamiast zwiększać indywidualne środki przyszłych emerytów, pozostaje „zamrożona” do 2020 roku. Oznacza to, że będzie na bieżąco wydatkowana na świadczenia wypłacane przez Fundusz Emerytalny, a Rosjanie posiadają te środki jedynie wirtualnie. W założeniu miały one trafić do niepaństwowych funduszy emerytalnych. Te jednak w wyniku wspomnianego manewru (stosowanego od 2014 roku) mogą nie otrzymać, jak się szacuje, łącznie około 6 bilionów rubli. Pytanie jak państwo planuje spłacać przyszłe zobowiązanie – wskazywana kwota przekracza 70 procent rocznego budżetu Funduszu Emerytalnego, już dzisiaj borykającego się z deficytem.

Władze wciąż liczą, że wyższe ceny ropy naftowej i dodatkowe petrodolary rozwiążą problemy. Dzięki dobrej koniunkturze w roku wyborczym można było ponownie zamienić się w „socjalnego populistę” i obiecać podatkową amnestię, dodatkowe wsparcie na pierwsze dziecko dla najbiedniejszych rodzin oraz podniesienie wysokości minimalnego wynagrodzenia przynajmniej do poziomu minimum egzystencji. Jakby nie oceniać takiego populizmu, działania te są ważne dla rosyjskich gospodarstw domowych.

Kwestia darowania zadłużenia podatkowego jest jednak dość niejednoznaczna. Z jednej strony bezwarunkowa amnestia wzmaga wśród obywateli pokusę nadużyć w przyszłości, z drugiej – parlament umorzył zadłużenie również z tytułu podatków regionalnych i lokalnych. Pogorszy to i tak już niełatwą sytuację części regionalnych budżetów. Wsparcie finansowe na pierwsze dziecko wydaje się z perspektywy Rosji koniecznością. Dane za 2017 rok wskazują na powrót ujemnego przyrostu naturalnego, a sytuacja demograficzna ma się tylko pogarszać. Podniesienie wysokości płacy minimalnej obiecywano już od wielu lat, zawsze jednak tłumaczono się brakiem pieniędzy. Ustalanie przez władzę minimalnego wynagrodzenia na poziomie niższym niż minimum egzystencji oznaczało akceptację przez nią sytuacji, w której obywatel z otrzymywanej pensji nie jest w stanie zapewnić sobie godnego życia. Taka sytuacja ma dotyczyć prawie 4 milionów pracujących Rosjan. I chociaż część z nich może dostawać nadwyżkę w kopertach, to dane Rosstatu na temat biedy pozostają bezlitosne. W ubóstwie żyje bowiem dużo więcej Rosjan – około 20 milionów (prawie 14 procent ludności). W 2012 roku, gdy Putin zaczynał trzecią kadencję, liczba ta wynosiła około 15 milionów. Plan wyciągnięcia Rosji z nędzy pozostał na papierze, a dla znaczącej części obywateli, sytuacja uległa pogorszeniu. Słupki poparcia dla Putina tymczasem wzrosły. Prezydent się umocnił, Rosja osłabła.

Rosjanie zdecydowali jednak, że będą czekać do wyborów, a potem kolejną kadencję na spełnienie obietnic – silnej i bogatej Rosji, sprawiedliwych sądów czy wytępienia korupcji. Nie jest ważne, że brakuje obiektywnych przesłanek, by ich realizacja się powiodła. Putin obiecał, więc trzeba tylko cierpliwie poczekać.

 

Anna Głąb

Fot. Ilya Plekhanov (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Anna Głąb
Powrót
Najnowsze

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Wojna o ukraińską tożsamość

27.07.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Grant dla polskich dziennikarzy

25.07.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu