Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polityka absurdów
2018-03-28
Jakub Łoginow

Polskie władze długo obiecywały budowę nowych przejść na granicy z Ukrainą, jednak z czasem zmieniły zdanie i oświadczyły, że kolejne przejścia są niewskazane. Dlaczego? Bo te istniejące służą do przemytu, więc po zbudowaniu nowych wzrosną straty Skarbu Państwa.

Państwo polskie nie wie, co począć z faktem, że ogromny odsetek osób przekraczających granicę z Ukrainą to tak zwane mrówki – ta bezsilność jest praprzyczyną wszelkich problemów. Zmartwienie by zniknęło, gdyby Polska przyjęła strategię słowacką: tam za wykrycie nawet drobnego przemytu grożą surowe kary (włącznie z zakazem wjazdu na teren Unii Europejskiej), zwłaszcza dla recydywistów. Przynosi to rezultaty. Mieszkańcy graniczących ze Słowacją rejonów ukraińskiego Zakarpacia wiedzą, że muszą zarabiać na życie w inny sposób niż przez przemyt przysłowiowych„fajek”. Kto nie jest w stanie się utrzymać z rolnictwa, turystyki lub legalnego handlu, próbuje szczęścia, wyjeżdżając na zarobitki: głównie do Czech, Słowacjii na Węgry, ale też na przykład na budowy do Kijowa czy innych ukraińskich miast.

Tymczasem w regionie Ukrainy, który graniczy z Polską, sytuacja jest całkowicie odwrotna. W rejonach mościskim, jaworowskim czy żółkiewskim wyrasta już trzecie pokolenie, w którym ogromny odsetek nie ma innego pomysłu na życie niż przemycanie papierosów i wódki do Polski. Zamiast myśleć o edukacji czy emigracji zarobkowej, wybiera się drobny przemyt i cwaniakowanie. Sytuacja ta może trwać,gdyż polskie państwo ją ignoruje; pokutuje przekonanie, że „ci biedni ludzie muszą przecież z czegoś żyć, więc walka z przemytem byłaby niehumanitarna”.

Model, który de facto przyjęła Warszawa, to dziwna hybryda: przymykamy oko na przemyt, ale uprzykrzamy życie podróżnym przez stosowanie permanentnego strajku włoskiego, czyli celowo ślamazarne odprawy. Według logiki władz w ten sposób skala przemytu będzie mniejsza, a podróżnych zniechęci się do częstszego przekraczania granicy. Ofiarą takiego stanu rzeczy padają więc też osoby uczciwe (na przykład Ukraińcy pracujący w Polsce), którzy muszą stać w wielogodzinnych kolejkach wraz ze szmuglerami. Równocześnie Warszawa odrzuca propozycje ostrzejszej walki z przemytem, takie jak likwidacja małego ruchu granicznego, który po wejściu w życie ruchu bezwizowego nie ma już społecznego uzasadnienia.

Wobec bierności Polski w walce z przemytem, można by rozładować kolejki dzięki u tworzeniu nowych przejść. Ale czy zostaną zbudowane? Podczas ostatniego Forum Ekonomicznego w Krynicy marszałek Senatu Stanisław Karczewski i przewodniczący ukraińskiej Rady Najwyższej Andrij Parubij ogłosili, że w 2018 roku Polska i Ukraina zbudują cztery nowe przejścia graniczne. Ta deklaracja była później kilkukrotnie potwierdzana, a niedawno Parubij z Karczewskim wizytowali polsko-ukraińską granicę, szukając miejsc, gdzie nowe przejścia mogłyby powstać. To ambitny plan. Na jego realizację Polska i Ukraina musiałyby przeznaczyć łącznie co najmniej kilkaset milionów złotych. Dwa najnowsze przejścia – Dołhobyczów i Budomierz –kosztowały odpowiednio 146 milionów i 147 milionów złotych. Czy to dużo? Tak,bowiem Polska co roku przeznacza na inwestycje na polskiej granicy wschodniej śmiesznie niskie kwoty: to 50 milionów złotych do podziału na całą granicę z Rosją,Białorusią i Ukrainą.

Jeśli deklaracje Parubija i Karczewskiego były składane na poważnie, w przyszłorocznym polskim budżecie powinno znaleźć się znacznie więcej środków na projekty infrastrukturalne na naszej wschodniej granicy. Dwukrotnie pytałem Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, czy w 2018 roku kwota na podobne inwestycje zostanie zwiększona. Odpowiedź była odmowna. Ostatecznie po wielkich bojach zwiększono tę pulę z 50 milionów do zaledwie 60 milionów złotych w budżecie na 2018 rok. Oznacza to, że nowe przejścia nie powstaną.

W tej sprawie interweniowało niedawno kilku posłów, którzy w swoich interpelacjach pytali, dlaczego nie zapewniono środków na obiecane przejścia. Odpowiedź resortu była bardziej niż wymowna. „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zdecydowanie przeciwstawia się tworzeniu infrastruktury, która wykorzystywana byłaby w zasadniczej mierze przez osoby naruszające polskie przepisy prawa, w tym w szczególności przepisy celno-akcyzowe” –brzmi jej kluczowy fragment.

Tymczasem Parubij z Karczewskim nadal objeżdżają granicę, zapewniając, że nowe inwestycje w przyszłym roku mimo wszystko powstaną. Przypomina to sytuację z 2007 roku, kiedy po przyznaniu nam Euro 2012obiecano budowę (do 2012 roku) ośmiu nowych przejść granicznych. Z ośmiu powstały dwa (wspomniane) – oba po mistrzostwach. Kolejne wciąż są w planach, ale MSWiA się nie spieszy: zdaniem resortu przejścia będą służyć przemytowi, z którym jednak walczyć na wzór słowacki nie trzeba.

Jakub Łoginow jest ekspertem do spraw współpracy transgranicznej oraz dziennikarzem polskich, słowackich i ukraińskich mediów. Prowadzi polsko-słowacko-ukraiński portal Porteuropa.eu, poświęcony między innymi problematyce pogranicza.

Artykuł ukazał się w numerze 1/2018 „Nowej Europy Wschodniej”.

Fot. PM - pl:Wikipedysta:P (public domain) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Jakub Łoginow
Powrót
Najnowsze

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Wojna o ukraińską tożsamość

27.07.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu