Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Szaleństwo smoka
2018-04-16
Sema Kaygusuz

Sema Kaygusuz, czołowa turecka pisarka: „Trudno się z tym pogodzić, ale stadem, które chce wypasać dziś Erdoğan, jest elektorat, proszony o poparcie tego, czego absolutnie nie można poprzeć. Jak Turcy mogą się w tej sytuacji zachować?”.

 

Smok z tureckich baśni, w porównaniu do tego z Dalekiego Wschodu, zawsze był bardziej przerażający. Nasz smok nie ma magicznych mocy broniących świętych duchów. To potwór, który pali i dewastuje wsie, niszczy żyzną ziemię i nigdy nie ma dość przelewu krwi. Kiedy ta ogromna jaszczurka przybyła z Chin do basenu Morza Śródziemnego, straciła wraz ze skrzydłami swoją wyższość moralną, stała się kapryśna i nabrała diabelskiego, przepełnionego nienawiścią charakteru.

Znam frapującą opowieść, w której głównym bohaterem jest tego rodzaju brutalny smok. Dawno, dawno temu, u podnóża wielkiej góry, na żyznej ziemi, znajdowała się wioska. Jej mieszkańcy byli szczęśliwi, póki smok nie napadł znienacka na ich osadę. Splądrował całe zapasy oleju i wina, pożarł stada kóz i powrócił do swojej jaskini na szczycie góry, nie pozostawiając mieszkańcom nic do zjedzenia. Smok z każdym dniem stawał się coraz grubszy i coraz bardziej władczy.

Żeby pozbyć się swojego dręczyciela, mieszkańcy wioski postanowili zaryzykować. Co roku wybierano młodego, osieroconego pasterza, szkolono go z umiejętności walki, karmiono resztkami jedzenia i wysyłano na szczyt, by zabił smoka. Niestety, żaden z tuzinów wojowników-pasterzy nie powrócił. Po latach, kiedy nie było już młodych mężczyzn zdolnych do walki ze smokiem, mieszkańcy musieli wybrać pastuszka, któremu nie wyrósł jeszcze pierwszy zarost. Chłopiec był tak utalentowany, że błyskawicznie został mistrzem w strzelaniu z łuku. Przekonani o jego gotowości mieszkańcy urządzili wielką uroczystość i przy wtórze modlitw pasterz wyruszył, by zabić smoka.

Po dniu wspinaczki dotarł do jaskini. Kiedy znalazł się w środku, oszołomiły go liczne bogactwa. Jaskinia była wypełniona niezliczonymi stosami owoców i jadła. Jak okiem sięgnąć: skrzynie pełne skarbów, czarujące klejnoty, worki pszenicy, garnce melasy, beczki wina. Pośród tych olbrzymich bogactw, niewyobrażalnych dla chłopca, bezlitosny smok spał potulny jak baranek. Pasterz naciągnął łuk, wypuścił strzałę i zabił smoka, nie naruszając nawet jego snu. Nie mógł uwierzyć, że to było tak łatwe. Na dowód zabicia smoka wyciął mu serce i schował do torby. W tym momencie nasz bohater spojrzał w ciemną czeluść jaskini. Opanowany przez nagłą potrzebę zaczął wszystkiego dotykać, badać złote skarby i smakować jedzenie. Opętany przyjemnością zdobywał swoim dotykiem każdy centymetr jaskini. Po kilku godzinach pasterz nie był już sobą. Najpierw z kręgosłupa wyrósł mu pokryty kolcami ogon, a potem pojawiły się szpony. Kiedy w końcu przemienił się w zionącego ogniem smoka, opuścił jaskinię i pod wpływem olbrzymiego głodu ryknął w stronę wsi u podnóża góry. Słysząc potworny dźwięk, mieszkańcy poczuli nieopisane rozczarowanie i zaczęli opłakiwać młodego pasterza.

Ten smok jest niewątpliwie jednym z nas. Jest naszym rodakiem. Naszym krewnym. Pasterz i młodzi mężczyźni, którzy go poprzedzali, są częścią smoka. Mieszkańcy wsi, wysyłając kolejnych męczenników, przedłużali jednocześnie rodowód smoków i przykładali rękę do własnej zagłady. W tym sensie, smok jest sumą tych, którzy wprawdzie nie zostali wskrzeszeni – bo przecież do wskrzeszenia dochodzi w ramach tego samego ciała – lecz zostali przywróceni do życia i pragną zemsty. Nie zadowolą się tylko zniszczeniem losu żywych, ale przepełnieni zazdrością stają się dużo bardziej niszczycielscy. Ta baśń o smoku opisuje wyczyny wszystkich potwornych, budzących strach i podziw despotów, wszystkich dyktatorów świata w drodze do hegemonii władzy. Tym, co czyni tę opowieść niesamowitą alegorią współczesnej Turcji jest postać pasterza.

Od kiedy prezydent Recep Tayyip Erdoğan zadeklarował podczas Narodowego Kongresu Rolniczego w listopadzie 2016 roku, że „też jestem pasterzem”, musieliśmy uświadomić sobie ze zdumieniem, że w morzu ikon, postaci, archetypów, symboli i mitów naszej kultury typologia pasterza – bogata w sugestywne znaczenia dotyczące władzy i służebności – nie osiągnęła jeszcze statusu archetypu. Pasterz, mało znaczący atom, został porzucony w przestrzeni abstrakcji, funkcjonując jako niewiele więcej niż sztuczna ilustracja, figura retoryczna. W wielu legendach, które czytałem, pasterz pojawia się jako zasadniczy szczegół narracji o kształtowaniu się bohatera, jakby protagonista potrzebował najpierw być zwykłym pasterzem, by móc dojrzeć. Ale nie tylko postaci mityczne jak Parys zdobyły swoją pierwszą lekcję życia dzięki pasterstwu. Również wielu historycznych przywódców – jak chociażby Cortés, który zmiótł Azteków z powierzchni ziemi.

Podczas tego przemówienia, prezydent Erdoğan przestrzegał przed niedocenianiem pasterstwa: „Osoba, która nie rozumie filozofii pasterstwa, nie może rządzić. Ja też jestem pasterzem. Wszyscy jesteście pasterzami i wszyscy jesteście odpowiedzialni za tych, których zaganiacie, jak powiedział nasz prorok.” Warto zauważyć, że prezydent nazwał siebie pasterzem i uniknął sugestii, że słuchacze są stadem owiec, szybko dodając: „Wszyscy jesteście pasterzami.” Zrównał w ten sposób publiczność z sobą, w wyniku czego stał się pasterzem pasterzy. I kiedy wszyscy potencjalni pasterze obecni na sali będą przemawiać do swoich społeczności pasterskich, prezydent z minuty na minutę będzie gromadził coraz więcej mocy – jako pasterz pasterzy pasterzy.

Narodzony ze związku pana i sługi w pierwszych społeczeństwach agrarnych, wychowany na przekarmionego giganta przez religie monoteistyczne, które nagradzały ludzi – najdoskonalsze stworzenia – zadaniem pasterstwa i co za tym idzie nieograniczoną eksploatacją natury. Ten model „władcy-pasterza” jest tak powszechny, że gdy tylko ktoś wymówi słowo „pasterz”, znajduje swoje miejsce w umysłach milionów – nawet jeśli kwestia tego, kto jest stadem, pozostaje wieloznaczna. Pasterz należy do abstrakcyjnej przestrzeni naszej pamięci – jako bóg lub istota boska. Wodzowie-pasterze pojawili się w antycznych społeczeństwach wschodnich: Egiptu, Asyrii czy Palestyny. W prawie asyryjskim ludzie byli stadem, a król pasterzem, lecz stado niewątpliwie należało do Boga. Dla Żydów, którzy posłużyli się tym lejtmotywem bardziej dosłownie, pasterz nie posiadał władzy nad ziemią, lecz nad stadem. Poprzez zaganianie stada, prowadzenie go, wskazywanie drogi, pasterz zapewniał mu zdrowie i dobrobyt.

Dla Greków pasterz stał się silną metaforą filozofii moralności. Trazymach, jeden z sofistów, który powiedział, że „sprawiedliwość sprzyja silnym”, przypuścił cięty atak na pojmowanie prawości przez Sokratesa, mówiąc mu, że najpierw powinien odróżnić owcę od pasterza; po czym rozpoczął zgryźliwą krytykę: „– Bo tobie się zdaje, że pasterze owiec i krów mają na oku dobro owiec i krów i tuczą je, i chodzą koło nich mając na oku coś innego niż dobro swoich panów i własne, i tak samo ci, co rządzą w państwach, którzy naprawdę rządzą, myślisz, że jakoś inaczej się odnoszą do rządzonych niż jak do owiec i o czymś innym myślą nocą i dniem, jak nie o tym, skąd by wyciągnąć jak największą korzyść dla siebie.” Pasterz, a nawet pies pasterski, pojawiają się często w Państwie Platona jako analogia państwowości. Platon mówi do Glaukona: „I myśmy też w naszym państwie pomocników, tak jak psy, poddali pod władzę rządzących, że to niby pasterze miasta.”

Biorąc pod uwagę autokreację prezydenta Erdoğana jako pasterza – na spotkaniu dotyczącym rolnictwa – możemy wreszcie stwierdzić bez wątpienia, że stado, które wypasa, którym rządzi, to stado ludzkich ciał. Oczywiście fakt, że to ludzkie stado jest zarazem elektoratem, czyni sprawę trochę bardziej skomplikowaną. Najłatwiej dla pasterza byłoby, gdyby każda jednostka w stadzie była jedynie ciałem. Wówczas przywódca-pasterz mógłby podtrzymywać swoją władzę poprzez zapewnienie obywatelom ich podstawowych, instynktownych potrzeb, takich jak pożywienie, dach nad głową, bezpieczeństwo i zdrowie. Zatem aby zapewnić, że obywatel pozostanie jedynie ciałem, należy utrzymać go na poziomie podstawowego instynktu. Władza pasterza, którą omawia Foucault, jest związana z obserwowaniem każdej poszczególnej jednostki. W przedoświeceniowej myśli chrześcijańskiej pasterz jako postać wierna swojemu stadu wierzących wymaga absolutnego posłuszeństwa. W rzeczywistości, z perspektywy wierzących, którzy poddali się woli Boga, władza pasterska nie wymaga legitymizacji. Nasuwa się zatem, że być może to postać Abla sprawia, że pojęcie suwerenności Boga jest wspólne dla wszystkich religii abrahamowych. Rozumienie boskiej sprawiedliwości narodziło się nie tylko wskutek tragicznej śmierci tego pasterza z rąk swojego brata. W czasach historycznych niektórzy władcy-pasterze po objęciu tronu przywoływali odebranie władzy Ablowi z głębokim poczuciem krzywdy i, co za tym idzie, moralnym autorytetem.

Po Ablu pasterzami byli Izaak, Amos i Mojżesz. Według Al-Buchariego, Mahomet pasł mekkańskie owce zanim został handlarzem. Tradycyjnie uznaje się, że prorok Mahomet powiedział: „Skromność i łagodność są cechami właściciela owiec”; zatem w islamie elementem wiary jest, że kto pracuje jako pasterz, posiada kontemplacyjny charakter oraz poczucie łagodności i współczucia. Pasterz, który przejawia wolę, by pozostać samotnie w dolinie ze swoim stadem, zdobywa fazilet, boskie wyróżnienie, dzięki nieustannemu modleniu się do swojego Boga. Równocześnie posiada nie tylko cnotę dyscypliny, dzięki której może przepędzać stado z pastwiska na pastwisko, prezentuje też cierpliwość i czujność, chroniąc je przed drapieżnikami. Ten kodeks pasterza jako atrybut władcy zaczął nabierać znaczenia w wielu średniowiecznych traktatach politycznych i moralnych. Owe traktaty, napisane w celu wzmocnienia tradycji państwa islamskiego, definiowały idealnego suwerena jako sposób na udoskonalenie trybu zarządzania. Z jednej strony, wykrystalizował się w nich ideał Pasterza-Suwerena; z drugiej zaś, społeczeństwo zaczęło być przedstawiane jako stado, które trzeba paść. W większości przypadków, Pasterz-Suweren nie jest osobą bezwzględną, mściwą i przebiegłą, lecz władcą litościwym. Jego zadaniem jest utrzymanie stada przy życiu. „Gdyby nie suweren” – pisze Abū Manṣūr al-Tha'ālibī – „ludzie pożarliby się nawzajem! Tak jak stado bez pasterza zostaje pożarte przez drapieżniki.”

Dlaczego postać Pasterza-Suwerena – od XV wieku, kiedy to suweren sam stał się poddanym w Imperium Osmańskim, rzadko używana jako coś więcej niż porównanie – powróciła dziś, w towarzystwie słów proroka? Czy stało się tak dlatego, że skromny pasterz jedynie prowadzący swoje stado jest bardziej do przyjęcia jako antidotum na nasze czasy niż imperator, król, czy dyktator? Podczas gdy antyfaszyści podnoszą głos przeciwko islamofaszystom na całym świecie, czy to wyobrażenie o pasterzu oddanym swojemu stadu wciąż rządzi umysłami współczesnego społeczeństwa? W obecnych czasach, kiedy tysiące członków administracji państwowej zostało wyrzuconych wskutek oskarżenia o przynależność do Ruchu Gülena; kiedy togi akademików są deptane; kiedy nieznana dotąd liczba dziennikarzy jest przetrzymywana w więzieniach bez procesu; kiedy wiceprzewodniczący i niektórzy posłowie Ludowej Partii Demokratycznej, jedynej wiarygodnej opozycji w Turcji, zostali usunięci z parlamentu i wsadzeni do więzienia; kiedy media zostały całkowicie zakneblowane; kiedy prawa człowieka w prowincji kurdyjskiej są łamane, a cała Europa tylko się przygląda; kiedy na naszych oczach są wykonywane egzekucje młodych osób; kiedy na podstawie fałszywych oskarżeń wielu młodych ludzi zostało uznanych za terrorystów, za sam udział w kampanii „Nie”; kiedy uchodźcy są przedmiotem negocjacji jak jeńcy wojenni – w tych szalonych czasach, kim są owce we współczesnej fantazji pasterza? Trudno się z tym pogodzić, ale stadem jest elektorat, proszony o poparcie tego, czego absolutnie nie można poprzeć. Poprzez instrumentalizację wszystkich mechanizmów demokracji parlamentarnej elektorat jest zmuszany do niewyobrażalnego wyboru, w atmosferze skrajnej nierówności i bezprawia. Pytanie, czy powinniśmy dać jednemu człowiekowi władzę absolutną jest reklamowane, jakby był to produkt demokracji. Ale odpowiedź na tak wynaturzone pytanie nie może brzmieć tak ani nie. W wyniku tego, „tak” oczekiwane od elektoratu nie jest wyborem, lecz ostrym rozkazem.

Wreszcie jasne staje się dla nas, jakie jest to trudne do zdefiniowania stado. Elias Canetti pisze w Masie i władzy: „Po każdym rozkazie, wykonanym przez sprawcę pozostał w nim [w człowieku] jeden kolec. […] Bez względu na to, jak długo kolec tkwił w człowieku, nigdy się nie zasymiluje, pozostanie ciałem obcym. […] Jako obca instancja żyje dalej w ciele tego, kto rozkaz odebrał, uwalniając go od wszelkiego poczucia winy. […] S i e b i e uważa za ofiarę, tak więc dla tej właściwej, rzeczywistej, nie odczuwa już nic.” Jeśli zaś chodzi o pasterza, gdy tylko zmieni się w smoka, nigdy nie będzie już w stanie powrócić do swojego stada. Od tego momentu świat jest tylko i wyłącznie miejscem polowania.

Translated by Nicholas Glastonbury

Z angielskiego przełożyła Katarzyna Dudzic-Grabińska

Sema Kaygusuz jest jedną z najważniejszych współczesnych tureckich pisarek.

Artykuł prezentujemy w ramach Miesiąca Spotkań Autorskich we Wrocławiu – tym razem gościem honorowym wydarzenia jest Turcja.

Fot. Senat RP/Polish Senate (cc by-sa 3.0 pl) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Nieznane regiony

22.06.2018
Anna Głąb
Czytaj dalej

Symbol pojednania

21.06.2018
Iza Chruślińska
Czytaj dalej

Niedoskonała pamięć

18.06.2018
Maxim Rust
Czytaj dalej

Nowe szaty faszyzmu

14.06.2018
Joanna Grodzka
Czytaj dalej

Iran od najciemniejszej strony

11.06.2018
Paulina Niechciał
Czytaj dalej

Nowa płyta Mickiewicza

07.06.2018
Dariusz Rott
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu