Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
W stronę rewolucji
2018-04-18
Mateusz Kubiak

Armenią po raz kolejny wstrząsają masowe protesty. Demonstranci sprzeciwiają się objęciu teki premiera przez rządzącego od dekady z fotelu prezydenta Serża Sarkisjana.

By dobrze zrozumieć obecną sytuację, należy cofnąć się do 2015 roku, kiedy to rządząca Republikańska Partia Armenii (jej liderem pozostaje niezmiennie Sarkisjan) zainicjowała reformę systemu politycznego. Na mocy przeprowadzonego wówczas referendum zdecydowano o zmianie konstytucji i przejściu od systemu półprezydenckiego do parlamentarnego. Do finalnego „skonsumowania” reformy doszło w ostatnich dniach: 9 kwietnia zaprzysiężony został nowy, posiadający ograniczone już kompetencje, prezydent, zaś 17 kwietnia na stanowisko premiera kraju powołano Serża Sarkisjana. Stało się tak mimo że w poprzednich latach ten ostatni przekonywał, iż w przypadku zmiany konstytucji z pewnością nie obejmie funkcji szefa rządu.

Zachowanie władzy przez Sarkisjana nie jest oczywiście szczególnym zaskoczeniem, a wielu wręcz od samego początku postrzegało osobiste ambicje dotychczasowego prezydenta jako główny motor napędowy reformy. Mimo to urzeczywistnienie się tego scenariusza doprowadziło do wybuchu masowych protestów społecznych. Ich liderem stał się Nikol Paszinjan – wieloletni przeciwnik Sarkisjana, a obecnie przewodniczący opozycyjnej partii Umowa Społeczna. Już w czasie protestów w 2016 roku (okupacja posterunku policji w Erywaniu przez „Śmiałków Sasunu”) udowodnił, że jest w stanie zjednać sobie poparcie tłumu.

 

Mój Krok”

Choć o trwających obecnie protestach zrobiło się głośno dopiero w ostatnich dniach, to tak naprawdę rozpoczęły się one z końcem marca. Wówczas Paszinjan zainicjował akcję „Mój Krok”, polegającą na ponad dwustukilometrowym, dwutygodniowym marszu sprzeciwu. W międzyczasie inicjatywa zyskała poparcie opozycyjnych ruchów obywatelskich (Odrzuć Sarkisjana, W imię Armenii), zaś przedstawiciele Umowy Społecznej w geście protestu zdecydowali się odpalić race dymne w sali parlamentu.

13 marca Nikol Paszinjan dotarł do Erywania, a bieg wypadków przyśpieszył. Na ulicach armeńskiej stolicy pojawiło się kilka tysięcy obywateli (zarówno studentów, jak i przedstawicieli innych grup społecznych), a dzień później doszło do krótkotrwałej okupacji budynku Armeńskiego Radia. W tym samym czasie oficjalnie potwierdzono kandydaturę Serża Sarkisjana na nowego premiera kraju, co jedynie wzmogło kontestacyjne nastroje. Protestujący wezwali obywateli do nieposłuszeństwa: blokady mostów i głównych traktów komunikacyjnych, sparaliżowania pracy metra, strajku w szkołach czy nawet wyciągnięcia całej dostępnej gotówki z bankomatów. Na ulicach znów pojawiły się tysiące manifestantów, doszło też do pierwszych starć z policją. Manifestacje zostały zorganizowane nie tylko w Erywaniu, ale również w innych miastach.

 

Sarkisjan premierem

Skala protestów bynajmniej nie odwiodła rządzących od wcześniejszych planów – decydenci nie zdecydowali się na choćby skomentowanie sytuacji, a parlament zgodnie z planem przegłosował 17 kwietnia kandydaturę Sarkisjana na nowego premiera kraju. Co również łatwo było przewidzieć, doszło do dalszej eskalacji, a Nikol Paszinjan wezwał wręcz do rozpoczęcia aksamitnej rewolucji i tworzenia komitetów blokujących pracę administracji na terenie całego kraju. Liczbę protestujących trudno oszacować, ale zdaniem niektórych mogła przekroczyć nawet 20 tysięcy ludzi. Wiele wskazuje na to, że również dzisiaj (18 kwietnia), podczas wieczornej demonstracji, na ulicach zgromadzi się co najmniej tyle osób. Te prognozy podzielają rządzący, którzy równolegle polecili znacząco wzmocnić siły oddelegowanych jednostek policji.

***

Miejscowi komentatorzy twierdzą, że obecne protesty są dużo lepiej zorganizowane, niż demonstracje z poprzednich lat. Mimo to do tej pory jest za wcześnie by stwierdzać, że faktycznie mogą one przerodzić się w pełnoprawną rewolucję. Wydaje się, że scenariusz ten musiałby bazować na czynnikach nieprzewidywalnych, takich jak chociażby reakcja społeczeństwa na możliwe aresztowanie Paszinjana lub przemoc ze strony służb mundurowych. Nawet jeżeli jednak obecne protesty wygasną, to stanowią one kolejny już dowód, że w Armenii narasta gotowość do odrzucenia istniejącego systemu, którego ikoną stał się na przestrzeni dekady Serż Sarkisjan. Co bowiem szczególnie istotne – demonstracje te wybuchły nie ze względu na problemy gospodarcze, ale z uwagi na niechęć do swojego politycznego przywódcy. Kraj zmierza w stronę przemian, a dzisiejsze zajścia stanowią jedynie ich kolejną zapowiedź.

Mateusz Kubiak

Fot. Ավետիսյան91 (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Mateusz Kubiak
Powrót
Najnowsze

Tolerancyjny jak Gruzin

22.05.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Forum Europa z Widokiem na Przyszłość

22.05.2018
NEW
Czytaj dalej

Dokąd uda się Nieśmiertelny Pułk?

17.05.2018
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Z domu do domu?

15.05.2018
Damian Markowski
Czytaj dalej

Pisanie w ciężkich czasach…

14.05.2018
Oya Baydar
Czytaj dalej

Wokół książki „Czerniawski. Polak, który oszukał Hitlera”

14.05.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu