Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Literatura przybliża to, co odległe
2018-05-30
Ayfer Tunç

Żyjmy jak samotne, wolne drzewa,
żyjmy w braterstwie jak las.

Nazım Hikmet

Historia i geografia nie zależą od człowieka.

Aby zbudowany przez człowieka porządek trwał, ludzkość pragnie przenieść swą przeszłość – bardzo krótką w porównaniu z wiekiem Ziemi – w teraźniejszość i w tym celu tworzy opowieść, do której co dzień dodaje nowy kawałek. Opowieść ta, nazywana historią, jest długa i, niestety, mroczna.

Dla geografii ludzie są bez znaczenia. Ziemia obraca się dookoła własnej osi wraz z nimi. Morza, równin i gór człowiek nie interesuje, rzeki płyną nie z jego powodu, szczyty nie wznoszą się po to, by się na nie wspinał. Ale człowiek je zna, bo wszystkie je nazwał.

To on stworzył pojęcie historii. Można dyskutować, ile się z niej nauczył, ale w każdym razie nadał znaczenie przeszłości. Określił, czym jest geografia, dotarł do wszystkich zakątków planety i sporządził mapy. Wyznaczył granice: tam jesteś ty, tu jestem ja, tam jest twój kraj, a tu mój. Stworzył też języki i podobnie jak za pomocą granic, również przy ich użyciu dokonał podziału. Teraz żyje na obracającej się niezależnie od niego Ziemi otoczony wyrysowanymi przez siebie granicami, nigdy dobrze nie poznawszy innych ludzi.

Jako dziecko ludzkiej cywilizacji powstałej na tej planecie setki tysięcy lat temu, żyję w kraju zwanym Turcją i czuję się z nim związana każdą cząstką mego ciała. Moi przodkowie przybyli tu z innego, nienależącego do Turcji brzegu Morza Czarnego. Rodzice mojego ojca oraz jego dziadowie i pradziadowie przyszli na świat na zachodnim wybrzeżu, w Warnie, zaś pradziadowie mojej matki – na wschodnim, w Suchumi, na terenie nieuznawanego na arenie międzynarodowej państewka, Abchazji. Nie mam pojęcia, od jak dawna tam mieszkali, skąd przybyli moi prapradziadowie ani z kim się podczas tej długiej podróży spotkali. Dziadek, który dorastał w Warnie, mówił zarówno po turecku, jak i po bułgarsku. Ale matka mojej babci po kądzieli zmarła, nigdy nie nauczywszy się tureckiego, choć był to język państwa, które wyrokiem historii stało się jej nową ojczyzną. Czy miała nadzieję powrócić kiedyś do starego kraju, czy nie miała czasu uczyć się nowego języka, tego się już nie dowiemy, zbyt dawne to dzieje. Ja, podobnie jak moi rodzice, urodziłam się w Turcji i nigdy nie musiałam jej opuścić, ale wysłuchałam niezliczonych opowieści o emigracji, poczynając od relacji o losach mojej własnej rodziny. Analizując zdarzenia składające się na to, co nazywamy historią, zadawałam sobie pytanie, dlaczego ludzie migrują – i przy każdej historii o wyjeździe odpowiedź na nie była inna. Nie znam języków, którymi posługiwali się przodkowie ze strony ojca i matki. Moim rodzimym językiem, podstawowym elementem mojej osobowości, jest turecki i to w nim piszę.

Jeśli ktoś chciałby się czegoś dowiedzieć o poważnych problemach, z jakimi boryka się dziś Turcja, ma do dyspozycji nieskończone możliwości ery cyfrowej; internet dostarcza wiedzy na temat tego, co się dzieje w dowolnym kraju na świecie, zalewa potokiem wiadomości, analiz, informacji o tym, kto ma rację, a kto jest w błędzie, kto żywi złe zamiary, a kto wykazuje nadmierny optymizm. Na milionach fotografii można ujrzeć zarówno piękne miejsca, jak i tragiczne wydarzenia w Turcji, i tak jak w wypadku innych krajów, raz widuje się więcej tych pierwszych, a innym razem tych drugich. Wszystkie problemy świata i wszelkie cierpienia ludzi mamy na wyciągnięcie ręki. Możemy do nich dotrzeć z łatwością, rzecz tylko w tym, jak wiele chcemy o nich wiedzieć.

W tym oceanie informacji najtrudniej dostępna jest z natury rzeczy literatura, choć to ona wydaje się najcenniejszym, najbardziej bezpośrednim, a jednocześnie najmniej zwodniczym sposobem, by poznać ludzi mówiących innymi językami i się do nich zbliżyć.

Literatura nie jest mostem łączącym jedynie użytkowników danego języka. Pozwala poznać i zrozumieć także tych, którzy posługują się innymi językami. Rosjan poznałam dzięki Dostojewskiemu, Tołstojowi, Czechowowi. Nad Chłopcami z Placu Broni Ferenca Molnára płakałam po turecku i po turecku zachwycałam się Brunonem Schulzem. Jestem dumna, że większość dzieł Witolda Gombrowicza została przełożona na mój ojczysty język. Będę szczęśliwa, mogąc w nim czytać ponadtysiącstronicową powieść-rzekę Pétera Nádasa Historie równoległe. Odczuwam tęsknotę za wszystkimi znanymi mi i nieznanymi dobrymi pisarzami, od których oddziela mnie bariera języka.

Potrzebujemy literatury, a nie dzielących nas granic, stosunków ekonomicznych, polityki, geografii, historii. Ta ostatnia jest mroczna, wypełniona kipiącymi wrogością opisami zdarzeń widzianych z perspektywy tylko jednej strony. Oficjalne dzieje krajów, które łączy wspólna przeszłość, zupełnie do siebie nie przystają; nie wiemy, która z wizji jest prawdziwa, w naszych umysłach zasiane zostaje ziarno nieufności. Również geografia bywa wykorzystywana do podsycania, a niekiedy wręcz wzbudzania wrogich uczuć. Rzeka, która dotąd po prostu sobie płynęła, nagle staje się rzeką graniczną, oddzielającą nas od bliskich, którzy zostali na drugim brzegu (w tureckich opowieściach o rozstaniach w podobnym kontekście występuje Morze Egejskie).

Literatura pozostaje głównym narzędziem porozumienia między ludźmi, budowania poczucia wspólnoty i wzajemnego zrozumienia, a także przekazywania dobra. Choć rządzący z uporem powtarzają co innego, ci którzy wierzą, że człowiek jest z natury dobry, wiedzą, że historia bywa fałszywa i nieobiektywna. Literatura zaś, choć ze swej istoty również posługuje się kłamstwem, nakierowuje jednak myśli na rzeczy dobre, pozwala zarówno poznać siebie samego, zajrzeć w głąb siebie, jak i pokochać innych. Jej wpływ na człowieka, niezależnie od jego narodowości, jest zaiste zbawczy. Gdyż to właśnie człowiek jest tym, czym literatura się zajmuje.

Magda Szábo, László Krasznahorkai, Czesław Miłosz czy inni pisarze, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzili, tworzyli nie tylko dla osób czytających w ich rodzimym języku, lecz dla ogółu ludzkości, pragnąc połączyć go w ponadnarodowej wspólnocie, którą Goethe określał mianem Weltliteratur. Nawet gdy nie znamy języka twórcy, jesteśmy w stanie czytać i odbierać jego dzieła w naszym. Uniwersalne cechy istoty ludzkiej nie są ograniczane przez mowę czy narodowość, a środki służące do tego, by je opisać, dostępne są w każdym języku.

Ludzie powinni móc żyć w świecie niepodzielonym granicami i wolnym od wrogości, celebrować swe współistnienie na tej planecie, okazując sobie nawzajem dobro. I wierzyć w potęgę słowa, literatury. Tak jak powiedział wielki turecki poeta, Nazım Hikmet, powinni żyć „w braterstwie jak las”.

Przełożyła Anna Akbike Sulimowicz

 

Ayfer Tunç jest turecką pisarką, autorką opowiadań i powieści, ukończyła nauki polityczne na uniwersytecie w Stambule, w 2003 r. otrzymała międzynarodową nagrodę literacką Balkanika.

Artykuł prezentujemy w ramach Miesiąca Spotkań Autorskich we Wrocławiu – tym razem gościem honorowym wydarzenia jest Turcja.

Fot. Raysonho @ Open Grid Scheduler / Grid Engine (cc0 1.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Wymazana pamięć Donbasu

13.07.2018
Jewgienija Biełorusiec Olha Rusina
Czytaj dalej

Inszallach zabija innowacyjność

10.07.2018
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Na wojnę

06.07.2018
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Akt oskarżenia przeciwko Banderze

02.07.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Nikol Zbawiciel

29.06.2018
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Śladami przodków

25.06.2018
Antoni Radczenko Aleksander Radczenko
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu