Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Na wojnę
2018-07-05
Aneta Strzemżalska

Wojska azerbejdżańskie zbliżyły się do granicy z Armenią przejmując nowe terytoria. Azerbejdżan jak nigdy dotąd dąży go zakończenia tego konfliktu. Czy w Karabachu wkrótce znowu zawrze?

W drugiej połowie czerwca Azerbejdżanie z rozmachem świętowali stulecie utworzenia Sił Zbrojnych Azerbejdżanu. Punktem kulminacyjnym była uroczysta parada, zorganizowana tak, by Armenia nie miała wątpliwości co do siły bojowej przeciwnika. Na centralnym placu Baku – Placu Wolności – zademonstrowano 240 jednostki nowoczesnego sprzętu wojskowego, w tym m.in. amerykańskie helikoptery Bell-412 (wcześniej fakt, że Azerbejdżanie je posiadają, był niejawny).

Militarnej paradzie – jak to zwykle bywa w przypadku państw aspirujących do odbicia utraconych terytoriów – towarzyszy ostra retoryka wojenna. 30 czerwca minister obrony Azerbejdżanu Zakir Hesenow publicznie oświadczył, że jeśli nie dojdzie do przyspieszenia pokojowych negocjacji w sprawie Górskiego Karabachu Baku jest gotowe do zbrojnego rozwiązania konfliktu. Jego wypowiedź nie jest wyjątkiem: wpisuje się w rozpowszechniony w Azerbejdżanie agresywny dyskurs wojenny. Słowom towarzyszą czyny.


Walka o „ziemię niczyją”

Tym razem punktem zapalnym nie okazał się – jak to bywało w ostatnich latach – sam Karabach, a pogranicze nachiczewańsko-armeńskie, do tej pory uważane za najbezpieczniejszą ze wszystkich armeńskich rubieży. Media azerbejdżańskie zapowiadają odbicie jedenastu tysięcy hektarów północnych obrzeży Rejonu Szerurskiego, w tym przejęcie kontroli nad zajętą w 1992 roku przez Ormian wsią Günnüt (właściwie jej zgliszczami) i otaczającymi ją wzgórzami Hunut i Gyzylgaja. Zmianę pozycji azerbejdżańskie media dokumentują bogatym materiałem wizualnym. Udowadniając w ten sposób powrót dawnych mieszkańców do swoich domów i na groby przodków.

Wersję mieszkańców Nachiczewańskiej Republiki – powołując się na relacje wojskowych oraz naocznych świadków – potwierdzają bakijscy niezależni eksperci. Czołowy działacz opozycyjnego ruchu społecznego „Realna Alternatywa” Natig Dżafarli w rozmowie z NEW poświadcza przesunięcie pozycji azerbejdżańskich wojsk, ale zaznacza, że zajęte tereny zostały „odbite” bez prowadzenia działań zbrojnych. Dżafarli uważa, że w ramach politycznych targów z Erywaniem – wymuszeniu posłuszeństwa na Nikole Paszynianie – Kreml zezwolił na przejęcie przez Azerbejdżan kontroli nad pasem ziemi, który od 1992 roku był buforowy, czyli niezamieszkały. W wyniku zmian wojska azerbejdżańskie miały zdobyć znacznie wygodniejsze pozycje; m.in. mogą teraz kontrolować wieś Areni (w armeńskich mediach pojawiły się informacje o panice mieszkańców, którzy z okien swoich domów widzą wrogie siły zbrojne), a także główną trasę, łączącą Erywań z Laczinem i Hankendi.

Z kolei media armeńskie oraz politycy zaprzeczają utarcie kontroli nad wyżej wspomnianymi terytoriami. Erywań utrzymuje, że wizyta Azerbejdżan w dawnych miejscach zamieszkania była kontrolowana przez ich rząd: została zorganizowana na prośbę azerbejdżańskich władz i ograniczyła się jedynie do odwiedzenia przez sąsiadów grobów swoich przodków.

Wersji tej nie potwierdzają niezależni dziennikarze. W komentarzu dla NEW Artur Danielian przyznaje, że koncentracja azerbejdżańskich sił zbrojnych w Nachiczewanie jest niespotykanie wysoka. Ekspert zgadza się, że nastąpiło przesunięcie pozycji w ramach pasa buforowego, który nie wchodzi w skład terytorium Armenii. Dodaje również, że na zajętych terytoriach została zbudowana nowa infrastruktura, taka jak okopy i drogi dojazdowe.

 

Zmiany taktyczne

Niewielkie przesunięcie wojsk azerbejdżańskich na granicy nachiczewańsko-armeńskiej niewątpliwie jest elementem walki o Górski Karabach. Azerbejdżan jak nigdy dotąd dąży go zakończenia tego konfliktu. Republika ma aspiracje, by zostać hubem transportowym przez który mają przebiegać największe arterie, łączące Północ z Południem oraz Wschód z Zachodem. Wojna z Armenią nie służy tym planom, więc bakijscy oficjele naciskają na Erywań, jak mogą.

Nikolowi Paszynianowi, zajętemu wewnętrznymi sprawami republiki, nowa otwarta wojna wydaje się nie być na rękę. Jednak chcąc nie chcąc premier dolewa oliwy do i tak już mocno rozpalonego ognia. Świadczy o tym zmiana założeń polityki Armenii wobec separatystycznego regionu.

W rozmowie z NEW założyciel i prezes erywańskiego think thanku Regional Studies Center Richard Giragosian wyjaśnia, że dostosowanie doktryny bezpieczeństwa Erywania do nowych warunków geopolitycznych opiera się na dwóch zasadniczych założeniach. Pierwsza z nich to zrezygnowanie przez rząd Armenii z monopolu na reprezentowanie Karabachu w międzynarodowych pertraktacjach pokojowych. Drugie ustalenie dotyczy odstąpienia od koncepcji suwerenności Karabachu na rzecz pełnej integracji terenów objętych konfliktem z Armenią (wcześniej istniały dwa konkurencyjne podejścia: niepodległy Arcach, który obejmował Karabach wraz z siedmioma rejonami okupowanymi wokół niego oraz Karabach jako integralna część Armenii).

Pierwszy punkt, a więc zmiany w strategii bezpieczeństwa, zadowolił obie strony – ocenia Giragosian. – Paszynian niejako przerzucił odpowiedzialność za rozwiązanie konfliktu na Sahakiana [prezydenta Górskiego Karabachu]. Z kolei władze stepanakerckie zyskały możliwość umocnienia swojej podmiotowości jako państwo. Natomiast drugi punkt – precyzuje ekspert. – implikuje powrót do polityki Serża Sarkisjana, która zakładała oddanie Azerbejdżanowi rejonów okupowanych wokół Karabachu, a następnie ustalenie statusu prawnego samego Karabachu. Jakiekolwiek negocjacje odnośnie do zmiany statusu Karabachu mają być prowadzone dopiero za jakiś czas, w perspektywie kilkuletniej, tak żeby nie zagrażały utrzymaniu się u władzy obecnego premiera Armenii – dodaje Giragosian.

 

Stary-nowy alians

Z odwlekaniem w czasie zmiany statusu Karabachu wyraźnie nie zgadza się wspierany przez Rosję Azerbejdżan. Kwestia rychłych zmian w regionie konfliktu była centralnym tematem konferencji pod wymownym tytułem „Azerbejdżan – jedyny sojusznik Rosji na Kaukazie”. W pierwszych dniach lipca do miejscowości o symbolicznym znaczeniu (wsi Czodżuk Mardżanly, odbitej przez Azerbejdżan podczas działań zbrojnych w kwietniu 2016 roku) zjechała prawdziwa plejada rosyjskich działaczy politycznych. Wśród nich ideolog eurazjatyzmu Aleksander Dugin, działacz społeczny Maksim Szewczenko, ekspert wojenny i redaktor naczelny czasopisma „Obrona narodowa” Igor Korotczenko oraz analityk popularnego portalu Geopolitica.ru Aleksander Bowdunow. Wszyscy oni jednym chórem powtarzają: Karabach bezwarunkowo powinien wrócić do Azerbejdżanu.

Ci, którzy uważnie śledzą rozwój wydarzeń w Armenii, nie mają wątpliwości, że historia w pewnym sensie zatoczyła koło. O zwrocie okupowanych przez Armenię rejonów wokół Karabachu w zamian za wstąpienie Azerbejdżanu do Unii Euroazjatyckiej była mowa już w drugiej połowie 2015 roku. Nieudane negocjacje poskutkowały wojną czterodniową w kwietniu 2016 roku i odejściem Serża Sarkisjana z polityki. Oprócz bezmiernej korupcji Ormianie nie mogli wybaczyć byłemu prezydentowi, że sprzedał Ojczyznę – ponoć był skłonny podpisać akt zwrotu części terytoriów okupowanych. Teraz w podobnej sytuacji jest Nikol Paszynian.

Biorąc pod uwagę sukcesywne dążenia Moskwy do zmiany statusy Karabachu w zamian za przeciągnięcie na swoją stronę Baku, a także koncentrację wojsk azerbejdżańskich wzdłuż całej granicy z Armenią oraz Karabachem (jednostki opuściły bazy, położone w głębi kraju i ulokowały się na obszarach przygranicznych), może się wkrótce okazać, że Rosja zamiast strzelać gole, zacznie strzelać do ludzi. W kolejnym miejscu. Rękami zwaśnionych narodów oczywiście, nie swoimi. Mundial kończy się za niecałe dwa tygodnie i sierpień może być bardzo gorący.

 

Aneta Strzemżalska

Fot. Ilgar Jafarov (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Aneta Strzemżalska
Powrót
Najnowsze

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Wojna o ukraińską tożsamość

27.07.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Grant dla polskich dziennikarzy

25.07.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu