Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wymazana pamięć Donbasu
2018-07-13
Jewgienija Biełorusiec, Olha Rusina

Z Jewgieniją Biełorusiec, fotografką i autorką projektów artystycznych o Donbasie, rozmawia Olha Rusina.

 

OLHA RUSINA: Pani najnowszy projekt fotograficzny, Zapomniane archiwum, był prezentowany podczas Międzynarodowego Biennale Sztuki Współczesnej w Kijowie w 2017 roku – przedstawia zdjęcia protestów górników na Donbasie latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Jednocześnie jest częścią większego projektu, Zwycięstwa pokonanych, o współczesnych kopalniach Donbasu, które działają w warunkach wojny. W jaki sposób powstały te projekty?

JEWGIENIJA BIEŁORUSIEC: Na jednym ze zdjęć Zapomnianego archiwum widzimy zakrwawioną twarz, na innym – scenę pobicia. Na przykład na tym ostatnim widz szybko zauważa szereg dziwnych szczegółów: agresja milicjanta jest próżna i „spokojna”, a pobity atrzy w obiektyw, jak gdyby oczekiwał czegoś od fotografa. Oba ujęcia są świadectwami wspomnianych protestów górników z lat dziewięćdziesiątych. Są metaforami, ale w jeszcze większym stopniu dokumentami opowiadającymi o brutalnej pacyfikacji protestu górników w Ługańsku w 1996 roku. W owej dekadzie protesty pracowników kopalń nie odbywały się ednak wyłącznie w Ługańsku i Doniecku: były masowe i objęły zarówno Ukrainę wschodnią, jak i zachodnią. Zdjęcia zrobił nieznany fotograf, który próbował utrwalić tragiczne wydarzenia, aby materiały wykorzystać jako dowody w sądzie. Był to czas przełomowy, kiedy świadkowie oraz ofiary przemocy milicyjnej na Ukrainie wierzyli, że sprawiedliwy i niezawisły sąd jest możliwy, że może ochronić pokojowy protest. Zdjęcia trafiły do mnie, gdy przygotowywałam wystawę poświęconą kopalniom, które nie zawieszają pracy podczas ziałań wojennych toczących się obecnie na wschodzie Ukrainy. Później dołączyłam je do mojego wielopłaszczyznowego projektu Zwycięstwo pokonanych. W ramach projektu robiłam zdjęcia w miastach Donbasu, które były ostrzeliwane lub na początku wojny kupowane przez siły prorosyjskie, a później, jeszcze w 2014 roku, zostały odbite przez armię ukraińską. Moja praca nie byłaby możliwa bez wsparcia Niezależnego Związku Zawodowego Górników Ukrainy. To właśnie oni zaproponowali mi zapoznanie się z niewielkim archiwum fotograficznym, które zawiera dokumentację protestów związku zawodowego podczas jego istnienia. W pewnym sensie jest to „stracone” archiwum: nie zawiera dokumentacji wszystkich akcji, a tylko pewną, małą ich liczbę; nie wszystkie zdjęcia są podpisane, a ich autorstwo jest najczęściej niemożliwe do ustalenia.


Tradycja protestów górników ma swój początek jeszcze w latach 1989 – 1991.

Tak – wówczas masowe strajki górnicze odbywały się w całym Związku Radzieckim i, według wielu historyków, stały się jedną z głównych przyczyn jego upadku. Już wtedy socjalne ądania protestujących były ściśle powiązane z postulatami politycznymi [domagano się między innymi suwerenności Ukrainy – przyp. red.]. Wówczas ruch górników zwyciężył represyjny system radziecki, który chylił się ku upadkowi. W połowie lat dziewięćdziesiątych już nie radziecki, a ukraiński ruch protestu osiągał czasami pojedyncze zwycięstwa taktyczne, ale ogólnie rzecz biorąc, przegrał – z jawną przemocą. Pokojowe akcje były krwawo tłumione, przywódców aresztowano, wielu z nich musiało wyjechać z kraju. Ścisłe połączenie żądań politycznych i socjalnych to jedna z cech ukraińskiego ruchu robotniczego. Główne żądania lat 1994 – 1996 były związane z opóźnieniami w wypłacie wynagrodzeń, ale dotyczyły też możliwości uczestniczenia w życiu politycznym regionu. Możemy uważać ruch górniczy tych lat za brutalnie stłumioną „rewolucję godności”, prototyp Majdanu.

 

Protesty na Donbasie we wczesnych latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku są dziś na Ukrainie prawie zapomniane. Dobrze pamięta się ówczesne ruchy niepodległościowe w zachodniej części kraju, a następnie pomarańczową rewolucję i rewolucję godności. Dlaczego pamięć o protestach Donbasu jest nieobecna w dyskursie publicznym?

Należałoby przeprowadzić badania socjologiczne. Ja mogę tylko przypomnieć, że donbaskie protesty zostały brutalnie spacyfikowane w czasach, gdy nie było powszechnego dostępu do internetu. Później region zdominowały osoby, które niszczyły potencjał sprzeciwu. Wydaje mi się, że w interesie rządzących Donbasem było przedstawienie tych protestów jako lokalnych i mało znaczących. Chciano także uczynić wszystko, aby uniknąć dalszych kontaktów między różnymi regionami Ukrainy i między związkami zawodowymi. To jedna z pragmatycznych i współczesnych przyczyn tworzenia wizerunku „człowieka z Donbasu”. Trudno jest wymienić imiona i nazwy odpowiedzialnych za kreowanie „Donbaskich”, ponieważ historia korupcji w regionie wciąż nie jest do końca zbadana, społeczeństwo nie zna wszystkich faktów.


Podczas donbaskich demonstracji lat dziewięćdziesiątych jeden z górników, Ołeksandr Myhalewycz, dokonał samospalenia. Ta najbardziej radykalna forma protestu powtarza się w różnych państwach i w różnych latach, ale zawsze w warunkach walki człowieka z systemem. Jakie jest Pani zdanie na temat takiej formy protestu?

Myhalewycz to nie jedyny taki przypadek na Ukrainie. W budynku resortu energetyki w 2016 roku aktu samospalenia próbował dokonać jeden z górników, którzy wcześniej ogłosili strajk głodowy: Wiktor Tryfonow. Wówczas strajk trwał już od kilku dni, górnicy żądali wypłacenia zaległych pensji pracownikom donbaskiej miejscowości Selidowo. Ten gest desperacji Tryfonowa miał na celu zwrócenie uwagi prasy na powtarzające się opóźnienia w wypłacaniu wynagrodzeń w tym regionie. Górnik doznał oparzeń, został uratowany, a pensje przekazano następnego dnia. Ekstremalna sytuacja mieszkańców małych miast przemysłowych, wokół których toczą się dziś operacje wojskowe i dla których opóźnienia w wypłacaniu wynagrodzeń mogą oznaczać wyrok śmierci, powinna być oczywista nawet bez tej akcji. Akty samospalenia górników wiążą się z postawą Jana Palacha [w styczniu 1969 roku dokonał aktu samospalenia w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację – przyp. red.], gdy szalony samobójczy gest jest komunikatem wysłanym w świat. Powinny stać się też sygnałem dla społeczeństwa: solidarności, oporu i zbiorowego działania.

 

Z jakim stosunkiem do protestów lat dziewięćdziesiątych można spotkać się dziś na Donbasie? Czy mieszkańcy regionu pamiętają o nich?

Na Ukrainie jest słabo rozwinięta pamięć historyczna, tradycja przechowywania oraz analizy wydarzeń. Moja praca nosi tytuł Zapomniane archiwum również dlatego, że ujawnia kolejną lukę w zbiorowej pamięci. Świadkowie i uczestnicy protestów oczywiście pamiętają o nich i wiele mogą opowiedzieć. Ale nawet według ich wspomnień nie będzie łatwo zrekonstruować całego obrazu żądań z początku i połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Te protesty nie miały swoich kronikarzy, wiele szczegółów straciliśmy. Jednocześnie na Donbasie pamięć o demonstracjach jest żywa, ale nazwałabym ją „półmitologiczną”. Może stać się ona podstawą ewentualnego przyszłego ruchu oporu. To miejscowa wersja pamięci o Majdanie, która pozwala wierzyć we własny potencjał protestacyjny i zdolność do obrony swoich praw.

 

Wiele osób nazywa zamrożone konflikty nową formą antagonizmu, która zastąpiła „otwarte wojny” XX wieku (przykładami są Górski Karabach czy Naddniestrze). Dziś wielu ludzi obawia się, czy Donbas nie stanie się kolejną pozycją na tej liście: wojna trwa już cztery lata, a porozumienia mińskie nie działają. Jaki wpływ na przyszłość Wschodu mają jego mieszkańcy i ich działalność, którą Pani badała?

Konflikt między Ukrainą a okupowaną częścią Donbasu jest zjawiskiem sztucznym. Nie stoją za nim żadne przesłanki, nie istniał wcześniejszy antagonizm. Obywatele mieszkający na okupowanych terytoriach, których „bronią” rosyjskie formacje wojskowe i wyszkoleni bojownicy, są tymi samymi obywatelami Ukrainy co mieszkańcy Kijowa, Charkowa, Dniepra, Chersonia. Są zakładnikami okoliczności, z różnych przyczyn nie byli w stanie wyjechać z okupowanych terytoriów. Oczywiście, położenie kresu tej wojnie zależy głównie od społeczności międzynarodowej, która może nakładać kolejne sankcje i wywierać nacisk na Rosję. Ale mieszkańcy wschodu Ukrainy też sporo mogą zdziałać: mają możliwość odbudowania zniszczonych przez wojnę miast, uczestniczenia w procesie pojednania. Powtórzę jednak: nie na nich spoczywa odpowiedzialność za pokój. Istotne, aby podkreślać, jak ważne jest dziś na Donbasie zagwarantowanie podstawowych praw człowieka i obywatela. Im więcej Ukraina będzie inwestować w ochronę tych praw, tym większe są szanse na stworzenie demokratycznego społeczeństwa w przyszłości. Ich utrata nawet przez niewielką część obywateli prowadzi do zniszczenia demokratycznych i prawnych instytucji w całym społeczeństwie – opisali to tacy myśliciele jak Hannah Arendt i Giorgio Agamben.

 

Jakie formy współczesnych protestów zobaczyła Pani w badanych miejscowościach? Wydaje się, że nowe zjawiska – wojny hybrydowe, zamrożone konflikty – stwarzają też różne możliwości oporu, który mogą stawiać mieszkańcy tych regionów.

W Zwycięstwie pokonanych podążamza interpretacją Waltera Benjamina, który widział historię jako narrację pisaną przez zwycięzców. Chciałam uczynić słyszalnymi głosy tych, którzy mają odwagę mówić z pozycji klęski: socjalnej, kulturowej, społecznej, wojskowej. Moje poszukiwania doprowadziły mnie do kopalń na wschodniej Ukrainie. Tam przeprowadzając wywiady i badania, zdałam sobie sprawę, jak znaczącą dla oporu wobec agresji zbrojnej, lecz z jakiegoś powodu niewidoczną, była na pierwszym etapie wojny pozycja związków zawodowych, różnych organizacji robotniczych i po prostu tych, którzy pracują w wielkiej produkcji przemysłowej na Donbasie. Prawie nigdy nie słyszymy tych ludzi. Jedna z najważniejszych tez mojego projektu brzmi: podczas toczącej się wojny na wschodniej Ukrainie ogromne znaczenie ma sprzeciw tych, którzy mieszkają i pracują w małych miejscowościach. Zachowało się nagranie, na którym kobiety wypędzają ze swoich miast uzbrojone grupy bojowników. Ale nie ma wideo, które pokazywałoby opór stawiany przez pracowników kopalni. Tymczasem istnieje wiele przykładów takich postaw, podam tylko jeden z nich. W obwodzie ługańskim w Łysyczańsku podczas okupacji miasta przez separatystów kopalnię próbowano zamknąć, a górników zagnać na front, aby „bronili russkogo mira”. Górnicy i ich kierownictwo odmówili jednak udziału w wojnie i zrobili wszystko, aby utrzymać kopalnię i nie dopuścić, by uzbrojeni ludzie wkroczyli na jej teren.

 

Czym skutkował taki opór?

Ocalono nie tylko wiele przedsiębiorstw przemysłowych, ale też całe małe miasteczka, w których szkoły, przedszkola i infrastruktura miejska często są uzależnione od konkretnych przedsiębiorstw. W warunkach 2014 roku – wojny informacyjnej (w tym: propagowania wojny z Ukrainą), ubóstwa, opóźnień w wypłacaniu pensji, szantażu i gróźb – zdecydowana odmowa uczestniczenia w operacjach wojskowych była bohaterska. Niezwykle trudno jest podejmować przemyślane decyzje, gdy miejsce twojego zamieszkania zostało wyznaczone przez kogoś jako epicentrum konfliktu. Nawet dzisiaj zdarzają się opóźnienia w wypłacaniu pensji górnikom pracującym po ukraińskiej stronie Donbasu. Należy dostrzec ten gest zaniedbania ze strony państwa ukraińskiego. Zwycięstwo pokonanych poświęcone jest nie tylko wymienionym problemom. Za pośrednictwem zdjęć i tekstów mówi przede wszystkim o codziennej pracy w kopalniach, które znajdują się w niebezpiecznie bliskiej odległości od frontu. Dotyka tajemnicy ludzkiej determinacji, życiorysów, tego, jak niepojęta pozostaje ludzka praca.

 

Czy w związku z wojną zmienia się rozpowszechniony na Ukrainie stereotyp Donbasu? Z jednej strony widzimy, że sposoby oporu bywają różne, z drugiej – protesty i determinacja miejscowych są szerzej niezauważane.

Stereotyp Donbasu jest wytworem wojny hybrydowej. To mieszanka ideologiczna, „stwór” wykreowany przez rosyjską i ukraińską propagandę. To nadal fikcyjna tożsamość, która jest niezbędna do politycznej manipulacji, a jednocześnie odczłowieczenia ludzi żyjących na wschodzie Ukrainy i umierających pod ostrzałami gradów. Stereotyp, z którym mamy do czynienia, nie zmienia się w związku z wojną: jest raczej przez nią wytworzony i niezbędny do jej kontynuowania. Wzmocniony przez prasę, działania militarne czy okupację, stopniowo się rozwija. Trudno wytyczyć linię i powiedzieć: tutaj, od tego momentu w skonstruowaną sztucznie tożsamość Donbasu wierzy wystarczająca liczba ludzi, aby uznać ją za rzeczywistą. Zadaniem tych, którzy zajmują się Donbasem, jest zrobienie wszystkiego, aby pokazać niższość i fałsz tego sztucznego konstruktu.

 

Jewgienija Biełorusiec jest fotografką, założycielką poświęconego literaturze, sztuce i polityce czasopisma „Prostory” oraz członkinią zespołu kuratorskiego Hudrada. Zajmuje się fotografią i sztuką audiowizualną na pograniczu sztuki, literatury, dziennikarstwa i aktywizmu społecznego.


Rozmowa ukazała się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej” (3-4/2018).

Fot. Viktor Vasilievich Kovalenko (cc by-sa 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Polska Polityka Wschodnia 2018

21.10.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gruzińskie Sowa i Przyjaciele

18.10.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

XIV Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2018

14.10.2018
NEW
Czytaj dalej

"Pepiki" Mariusza Surosza – Zapowiedź

10.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Moskiewska Brygada Śmierci

09.10.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

07.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu