Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gorące lato w Gruzji
2018-07-19
Wojciech Wojtasiewicz

Po serii wiosennych protestów do dymisji podał się premier Giorgi Kwirikaszwili. Jego następcą został kolejny współpracownik Bidziny Iwaniszwilego. Czy Gruzińskiemu Marzeniu uda się wyjść z poważnego kryzysu politycznego?


Kolejne sprawy pojawiały się jedna po drugiej.

Zaczęło się od oburzenia społecznego i wielodniowych protestów, które wywołał najazd służb specjalnych na dwa kluby muzyczne w Tbilisi pod pozorem walki z dilerami narkotykowymi. Następnie ludzie wyszli na ulice w masowych demonstracjach solidaryzując się z ojcem zamordowanego w grudniu zeszłego roku nastolatka – prokuraturze i sądowi nie udało się zidentyfikować zabójców syna Zazy Saralidzego. Wszystko wskazuje na to, że w tuszowanie sprawy zamieszany był wysoko postawiony urzędnik prokuratury. Obóz władzy, aby załagodzić gniew społeczny, zdecydował się na powołanie parlamentarnej komisji śledczej, której jak na razie również nie udało się ustalić nowych szczegółów dotyczących morderstwa Saralidzego. W końcu w czerwcu na kilka dni stanęło tbiliskie metro. Powodem był strajk maszynistów, którzy domagali się podwyżki płac. To zresztą niejedyna grupa społeczna niezadowolona z poziomu życia czy warunków pracy. Kilka dni temu doszło do kolejnego już wybuchu metanu w kopalni węgla kamiennego w miejscowości Tkibuli, w wyniku którego śmierć poniosły cztery osoby, a sześć innych zostało rannych.



Mały rząd

Wymienione problemy doprowadziły do odwołania premiera. Oficjalnie Giorgi Kwirikaszwili twierdził, że jego odejście ze stanowiska szefa rządu spowodowane było różnicą zdań z Bidziną Iwaniszwilim (wiosną gruziński milioner ponownie formalnie stanął na czele partii rządzącej) na kwestie gospodarczo-społeczne i główne kierunki polityki rady ministrów. W pierwszych dniach po dymisji spekulowano, że Kwirikaszwilego zdecyduje się zastąpić sam Iwaniszwili. Jednak szara eminencja gruzińskiej polityki zdecydowała się na wystawienie na urząd premiera dotychczasowego ministra finansów, 36-letniego Mamukę Bachtadzego. Gruzińskie media informowały, że Bachtadze ma zostać w niedalekiej przyszłości zięciem Iwaniszwilego (jedne twierdziły, że jest narzeczonym córki Iwaniszwilego, inne zaś podawały, iż pozostaje w związku z synem gruzińskiego miliardera). W przeszłości Bachtadze był szefem Gruzińskich Kolei.

Nowy premier ograniczył liczbę resortów z 14 do 11. Zlikwidowane zostały ministerstwa więziennictwa (włączone do resortu sprawiedliwości), kultury i sportu (włączone do resortu edukacji) oraz przesiedleńców wewnętrznych (włączony do resortu pracy, zdrowia i spraw społecznych). Wraz z Giorgim Kwirikaszwilim z rady ministrów odszedł szef dyplomacji Micheil Dżanelidze oraz minister gospodarki Dimitri Kumsiszwili. Ponadto z teką ministra pożegnał się dotychczasowy szef resortu edukacji. Nowymi ministrami zostali: Dawid Zalkaliani (dotychczasowy wiceminister) – spraw zagranicznych, Micheil Batiaszwili – edukacji, nauki, kultury i sportu (były rektor Uniwersytetu Biznesu i Technologii w Tbilisi), Iwane Maczawariani – finansów (były dyrektor handlowy jednego z największych gruzińskich operatorów telefonii komórkowej Geocell) oraz Giorgi Kobulia – gospodarki i zrównoważonego rozwoju (były główny wspólnik w moskiewskim biurze firmy McKinsey). Nowy premier oświadczył, że chce postawić na profesjonalistów w swoich dziedzinach spoza świata polityki, a głównymi celami jego rządu będą: rozwój regionalny, nowe inwestycje w rolnictwo, rozwój małych i średnich firm, industralizacja, rozwój gospodarki opartej na technologii, digitalizacja sektora finansowego oraz całościowa reforma sektora edukacji.

 

Nowy prokurator

W gabinecie pozostało dwóch najbardziej kontrowersyjnych ministrów: spraw wewnętrznych – Giorgi Gacharia (w randze wicepremiera) oraz sprawiedliwości – Tea Culukiani. Pierwszy z nich krytykowany jest za brak determinacji w rozszyfrowaniu sprawy zabójstwa syna Zazy Saralidzego. Natomiast Culukiani obarczana jest winą za porażkę reformy sądownictwa i prokuratury. W okresie pełnienia przez nią funkcji szefowej resortu sprawiedliwości (od początku rządów Gruzińskiego Marzenia) doszło już do kilkukrotnych zmian na stanowisku prokuratura generalnego, zawsze w atmosferze skandalu. Ostatni prokurator Irakli Szotadze podał się do dymisji w związku ze sprawą zabójstwa syna Zazy Saralidzego. Nowy prokurator Szalwa Tadumadze (dotychczasowy szef administracji rządowej) został wybrany przy zdecydowanym sprzeciwie opozycji i organizacji pozarządowych. Adwersarze rządu zarzucali premierowi, że po raz kolejny szef prokuratury wskazany został w nietransparentnym procesie, jest de facto przedstawicielem rządu, co oznaczać będzie dalsze uzależnienie władzy prokuratorskiej i sądowniczej od wykonawczej. Gruzini, pomimo wielu zmian w organach ścigania i wymiarze sprawiedliwości przeprowadzanych od końca 2012 roku, uważają, że są one nieefektywne, podległe władzy politycznej i niesprawiedliwe. Dziwić zatem może, że przy okazji zmian rządowych, GM nie zdecydowało się na pozbycie niepopularnej minister Culukiani, która, jak sama przyznała, jest matką chrzestną syna prokuratora Tadumadzego.



Poszukiwanie kandydata

Przetasowania w rządzie to nie jedyne problemy partii rządzącej. GM ma ewidentny kłopot ze znalezieniem kandydata w wyborach prezydenckich zaplanowanych na jesień bieżącego roku. W minionych miesiącach spekulacje na temat przedstawiciela obozu władzy w zbliżającej się elekcji dotyczyły większości ministrów, byłego premiera, mera Tbilisi oraz lidera Gruzińskiego Marzenia, Bidziny Iwaniszwilego. Obecnie partia rządząca miałaby rozważać poparcie deputowanej niezależnej (mandat zdobyła z poparciem GM) i byłej minister spraw zagranicznych w okresie rządów Micheila Saakaszwilego (po odwołaniu w ostrej kontrze do byłego prezydenta), Salome Zurabiszwili. Gruzinka, urodzona w Paryżu w rodzinie gruzińskich imigrantów, absolwentka paryskiego Sciences Po oraz Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, wieloletnia pracownica francuskiego MSZ, wreszcie ambasador Francji w Gruzji, zamierza wziąć udział w wyborach jako osoba niezależna. Poparcie partii rządzącej z pewnością zwiększałoby jej szanse na wygraną. Jednak pomysł wsparcia Zurabiszwili przez Marzycieli wydaje się dość ryzykowny. Jeśli zostałaby prezydentem mogłaby się wybić na podobną niezależność jak Giorgi Margwelaszwili, co nie byłoby korzystne dla GM.

Obecny prezydent w dalszym ciągu nie zdecydował, czy będzie starał się o reelekcję. Spekuluje się, że gdyby wziął udział w wyścigu prezydenckim, mógłby liczyć na poparcie pomniejszych, liberalnych partii opozycyjnych (m.in. Partii Republikańskiej, Ruchu na Rzecz Budowy, Naszej Gruzji-Wolnych Demokratów).

Z kolei dwie główne siły opozycji parlamentarnej – Zjednoczony Ruch Narodowy i Europejska Gruzja – podpisały porozumienie w związku z wyborami prezydenckim, w którym zadeklarowały, że ich kandydaci nie będą atakować się nawzajem w pierwszej turze głosowania, natomiast w drugiej ten, który się w niej znajdzie, otrzyma poparcie przegranego. ZRN oraz dziewięć pomniejszych ugrupowań wystawili na prezydenta byłego szefa gruzińskiej dyplomacji Grigola Waszadzego. W zeszłym roku bezskutecznie ubiegał się on o fotela mera Kutaisi. Europejska Gruzja zapowiedziała, że swojego kandydata zaprezentuje w najbliższych dniach.

W wyborach najpewniej wezmą również udział: Nino Burdżanadze, liderka Ruchu Demokratycznego-Zjednoczonej Gruzji; Szalwa Natelaszwili, przewodniczący Partii Pracy; Irma Inaszwili bądź Dawid Tarchan-Mourawi, liderzy Sojuszu Patriotów Gruzji, a także pomniejsi kandydaci bez szans na wygraną.

Opozycja gruzińska wiąże wielkie nadzieje z wyborami prezydenckimi. Liczy na sukces, który będzie początkiem zmiany władzy w kraju. Jednak jak na razie nie ma powodów do zadowolenia. Były prezydent Micheil Saakaszwili pod koniec czerwca został skazany zaocznie na sześć lat więzienia przez sąd w Tbilisi za nadużycie władzy w związku ze zleceniem pobicia deputowanego opozycji w 2005 roku. To już drugi wyrok dla byłej głowy państwa. Wcześniej został skazany na trzy lata więzienia w związku z ukrywaniem dowodów na zabójstwo gruzińskiego bankiera. Powrót Saakaszwilego z Holandii, gdzie aktualnie przebywa, po wydaleniu go z Ukrainy, do Gruzji jest coraz mniej prawdopodobny.

***

Wydaje się, że gruzińskie społeczeństwo jest w coraz większym stopniu zmęczone rządami Gruzińskiego Marzenia. Gruzini niezadowoleni są z powodu trudnej sytuacji gospodarczej (bezrobocie, niskie płace, deprecjacja lari, konieczność dalszego zadłużania się w bankach) oraz problemów ze swobodami obywatelskimi i wymiarem sprawiedliwości (najazd na kluby muzyczne, sprawa zabójstwa syna Zazy Saralidzego, porażka reformy prokuratury i sądownictwa, brak liberalizacji polityki antynarkotykowej). Również na arenie międzynarodowej w ostatnim czasie trudno mówić o sukcesach. Niby członkowie NATO na ostatnim szczycie organizacji po raz kolejny chwalili Tbilisi za wprowadzane z sukcesem reformy w sektorze obronnym, podkreślali, że w przyszłości Gruzja wstąpi do Sojuszu, jednak, jak to ujął prezydent USA Donald Trump, „jeszcze nie teraz”. W czerwcu natomiast niepodległość Abchazji i Osetii Południowej uznał syryjski reżim Baszara al-Asada.

Partia rządząca po raz kolejny ma nadzieję, że poprzez różnego rodzaju sztuczki PR-owe i przetasowania personalne, uda się ukoić zszargane nerwy Gruzinów. Jednak widać, że wytrzymałość społeczna jest już na granicy. Wystarczy iskra, a na ulicach Tbilisi pojawiają się dziesiątki tysięcy Gruzinów. Jak na razie największym sprzymierzeńcem rządzących jest słaba, podzielona i niepopularna opozycja. Dopóki nie dojdzie po tej stronie sceny politycznej do zasadniczych zmian, obóz władzy może spać w miarę spokojnie. Politycznym przełomem mogą stać się wybory prezydenckie. Mimo że głowa państwa nie ma już tak szerokich prerogatyw jak za czasów Micheila Saakaszwilego, ewentualne zwycięstwo innego kandydata niż Gruzińskiego Marzenia może pomóc złapać wiatr w żagle opozycji. Jednak, aby tak się stało, musiałoby dojść do współpracy, a najlepiej wystawienia jednego kandydata, przez ZRN, Europejską Gruzją i środowisko skupione wokół Giorgiego Margwelaszwilego. Po politycznie gorącej wiośnie, zapowiada się gorące lato (w Gruzji od kilku tygodni panują upały w granicach 30-40 stopni) i jesień, których skutki trudne są do przewidzenia.


Wojciech Wojtasiewicz

Fot. George Mel (cc by-sa 2.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Plebiscyt na najlepszą historyczną książkę 2018 roku

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Armenia: Ostateczne zwycięstwo „aksamitnej rewolucji”

10.12.2018
Kacper Ochman
Czytaj dalej

Żegnamy Ludmiłę Aleksiejewą

09.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Oświadczenie Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa

09.12.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu