Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Przeciwności Jednej Rosji
2018-09-23
Anna Głąb

Wyniki wrześniowych wyborów regionalnych w Rosji pokazały, że partia władzy utraciła gwarancję na wygrywanie. Konkurencją dla niej są nawet kandydaci dotychczas w ogóle nieznani, ważne, że nie reprezentują Jednej Rosji.

 

Oficjalna przyczyna porażki

Od początku było wiadomo, że reforma emerytalna będzie trudnym tematem polityczno-społecznym. Prezydent Władimir Putin w 2005 roku mówił, że za czasu jego rządów wiek emerytalny nie ulegnie podwyższeniu. Rządzi jednak już tak długo, że trzeba się było na to zdecydować. Niezadowolenie społeczne od początku miał skupić na sobie rząd (on oficjalnie zgłosił projekt) oraz Jedna Rosja (głosując za jego przyjęciem w Dumie Państwowej). Putin przez długi czas nie wypowiadał się na temat reformy, a jego rzecznik Dmitrij Pieskow składał oświadczenia, że administracja prezydenta nie bierze udziału w pracach. Rosjanom trudno było jednak uwierzyć, że prezydent o niczym nie wie i na nic nie ma wpływu.

Odbiło się to negatywnie na ratingu poparcia dla działalności Putina i z poziomu 82 procent w kwietniu br. spadł on do 70 procent w sierpniu (dane Centrum Lewady). W lustrzanym odbiciu wzrósł wskaźnik braku poparcia – z 17 do 30 procent. Analogicznie zachowywały się ratingi Dmitrija Miedwiediewa, rządu federalnego, gubernatorów oraz Dumy Państwowej. Odwróceniu uległy też ogólne nastroje społeczne – o tym, że Rosja podąża we właściwym kierunku jest przekonanych obecnie 45 procent respondentów (60 procent jeszcze w kwietniu br.), o niewłaściwym – 43 procent (26 procent w kwietniu br.).

Sytuację miało poprawić oficjalne wmieszanie się prezydenta (być może zaplanowane wcześniej) i ostateczne złagodzenie propozycji reformy, szczególnie wobec kobiet. Tego faktu sondaże jeszcze nie zdążyły uwzględnić, a w międzyczasie odbyło się badanie opinii publicznej na największej próbie – ogóle wyborców w poszczególnych podmiotach federacji.

 

Zmęczenie władzą

Przed wyborami, zaplanowanymi na 9 września br., Jedna Rosja musiała przeprowadzić ponadprzeciętną mobilizację. O kolejne kadencje ubiegali się mer Moskwy i gubernator obwodu moskiewskiego, a wybory gubernatorów odbyły się łącznie w dwudziestu dwóch regionach. Ponadto w szesnastu podmiotach wybierano regionalne organy ustawodawcze, w dwunastu rady miejskie głównych miast-stolic, a w czterech także ich merów.

Potwierdziły one tendencję spadku zaufania do partii władzy, już nie tylko deklaratywnej, lecz realnie utrudniającej jej zwycięstwo wyborcze. Przejawiło się ono w antyestablishmentowym zachowaniu przy urnie – głosowaniu na kogokolwiek, poza Jedną Rosją, lub wyrażeniu sprzeciwu przez oddanie głosu nieważnego. Nastroje społeczne oddaje ostatnie badanie Centrum Lewady dotyczące poparcia dla partii politycznych. Elektoratu, jaki straciła Jedna Rosja (spadek poparcia z 37 procent w grudniu 2017 roku do 28 procent we wrześniu br.), nie przejęły w znaczącej liczbie inne ugrupowania. Wyborcy zdecydowali bowiem, że w ogóle nie poszliby głosować (wzrost z 17 do 22 procent) lub zniszczyliby kartę do głosowania (wzrost z 1 do 5 procent, a wśród respondentów zdecydowanych na pojawienie się w lokalu wyborczym, taką formę protestu zadeklarowało 7 procent).

W czasie samych wyborów, opcja „przeciwko wszystkim” pojawiła się na karcie wyborczej do rady miasta Krasnojarska. Zaznaczyło ją 8,5 procent głosujących i, gdyby była ona partią, byłaby czwartą siłą polityczną w mieście, prawie na równi z trzecią w kolejności Sprawiedliwą Rosją (9 procent głosów). Dodatkowo, w głosowaniu na listy partyjne w Krasnojarsku zwyciężyła Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR). Z jednej strony, Władimir Żyrinowski stał na czele tej listy, a jego populistyczne hasła są chwytliwe dla znacznej części społeczeństwa, z drugiej – nieproporcjonalnie wysokie poparcie w porównaniu z rankingiem federalnym również może być przejawem głosowania przeciwko partii władzy.

Taką formę protestu można uznać za „bezpieczną”, bo mimo deklaracji o gotowości aktywnego wyrażenia sprzeciwu dla reformy emerytalnej, na organizowanych protestach trudno o nieprzebrane tłumy. Mimo niezadowolenia, wciąż przeważa apatia, przekonanie o braku alternatywy oraz o tym, że wszystko i tak jest już przesądzone.

 

Wyzwanie „drugiej tury”

W tak zbudowanym systemie ożywienie i zainteresowanie wyborców wzbudzały tylko nieoczekiwane rezultaty – najczęściej doprowadzenie do drugiej tury wyborów gubernatora. Jeśli kandydat władzy miał problem z wykorzystaniem „zasobu administracyjnego” i nie był popularny wśród wyborców (problem ten wzrastał wraz z wyznaczaniem przez prezydenta osób spoza elit regionalnych), w drugiej turze wyborów jego szanse na zwycięstwo malały, niezależnie od wyników pierwszej.

Taka świadomość po 9 września br. towarzyszyła czterem kandydatom Jednej Rosji. W Kraju Nadmorskim, drugą turę wyznaczono nietypowo – już tydzień po pierwszej. Brak rozstrzygnięcia w tym regionie był zaskoczeniem, a drugie miejsce, jakie zajął reprezentant Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF) – Andriej Iszczenko z 26,6 procent poparcia, i tak uznano za „niebezpieczne” wobec zdobycia 46,6 procent przez Andrieja Tarasenko z Jednej Rosji. Czas na kampanię przed drugą turą skrócono więc maksymalnie (tylko tydzień przerwy między głosowaniami mógł też zaskoczyć część wyborców), a w planie podróży Putina na Wschodnie Forum Ekonomiczne we Władywostoku znalazł się czas na spotkanie z „pełniącym obowiązki gubernatora” Tarasenką. Putin wyraził nadzieję, że w drugiej turze „wszystko będzie w porządku”, a więc faworyt Kremla wygra bez niespodzianek. I na oczekiwaniach te nadzieje się zakończyły, bo jak się okazało, poparcie nawet samego Putina już nie jest gwarancją zwycięstwa.

Próba przyspieszenia rozstrzygnięcia odbiła się na władzy rykoszetem. W trakcie liczenia głosów, przez większą część wieczoru 16 września br. Iszczenko był liderem. Liczby na jego niekorzyść odwróciły się praktycznie w ostatnim momencie. KPRF poczuła się urażona do szpiku kości, bo dla niej to już kolejne „ukradzione głosy” (wcześniej odebrano i tak względnie słaby wynik w wyborach parlamentarnych 2016 roku wobec skali fałszerstw na rzecz Jednej Rosji). I chociaż nieformalny konsensus polityczny zapewniał komunistom gubernatorów w dwóch podmiotach, możliwość realnej wygranej w trzecim stała się dla nich istotną kwestią. Żaden z kandydatów nie uznał swojej porażki, oskarżając drugą stronę o fałszerstwa wyborcze. O osobistą interwencję Putina poprosił lider komunistów – Giennadij Ziuganow.

Dzień po wyborach przed budynkiem regionalnej administracji we Władywostoku zebrało się kilkaset osób popierających Iszczenkę. Pierwotne plany protestu głodowego i rozłożenia „pola namiotowego” przez jego zwolenników zostały potem odwołane i widać było wygaszanie nastrojów społecznych. Inicjatywę przekazano szczeblowi federalnemu i zakulisowe działania na szczytach władzy doprowadziły do anulowania wyników wyborów oraz zaplanowania przeprowadzenia „trzeciej” tury za trzy miesiące. Obecnie nie wiadomo na pewno, czy obaj dotychczasowi pretendenci wezmą w niej udział. Jednak za trzy miesiące Rosjanie mogą być bardziej zajęci przygotowaniem do Nowego Roku, a utrzymanie niskiej frekwencji dotychczas działało na korzyść partii władzy.

Do wykorzystania niskiej frekwencji ważny był jednak jeden warunek. Jedna Rosja musiała mieć bazową pulę głosów (emerytów, pracowników administracji i instytucji budżetowych), by „poprawić” swój wynik klasycznymi machinacjami wyborczymi. Jeśli jednak głosów oddanych na inne partie jest za dużo, zwiększa się też liczba kart, które trzeba dorzucić aby wygrać. Właśnie ten problem miała regionalna komisja wyborcza w Kraju Nadmorskim – zbyt późno zorientowano się, jak wielu głosów brakuje „właściwemu kandydatowi”. Kiedy do policzenia zostało niecałe 4 procent kart do głosowania, trzeba było „dorzucić” dodatkowo około 5 procent, a liczbowo – aż dwadzieścia cztery tysiące.

Na taki krok nie zdecydowano się 9 września w Jakucku. Tam kandydat na mera z ramienia Jednej Rosji przegrał z kandydatką Partii Odrodzenia Rosji Sardaną Awksientiewą. Nazwa ugrupowania nie ma tutaj znaczenia, kluczowa była możliwość wystawienia przez nią kandydata bez konieczności zbierania podpisów. Do wyborów nie dopuszczono bowiem popularnego regionalnego polityka, który przekazał swoje poparcie Awksientiewej. Jeszcze w nocy spotkał się z nią wybrany tego samego dnia gubernator republiki i reprezentant Jednej Rosji. Oficjalnie, żeby pogratulować i omówić kwestię współpracy (chociaż nie było jeszcze ostatecznych wyników), bardziej prawdopodobne zdaje się jednak wybadanie przez gubernatora potencjalnej zwyciężczyni, by jak najszybciej podjąć ewentualną decyzję o zmianie rezultatu. Że może nie być łatwo, pokazały już wybory prezydenckie, gdzie w Jakucji odnotowano najniższe poparcie dla Putina i jednocześnie najwyższe dla kandydata KPRF – Pawła Grudinina. To właśnie po tej administracyjnej porażce nastąpiła zmiana na stanowisku szefa republiki.

 

Co, jeśli nie wygrana?

Jeszcze inny wariant wybrano w Kraju Chabarowskim, gdzie druga tura wyborów gubernatora odbędzie się 23 września. Kandydat Jednej Rosji i dotychczasowy gubernator zaproponował swojemu przeciwnikowi, kandydatowi LDPR, stanowisko swojego zastępcy (w pierwszej turze obaj zdobyli około 35 procent głosów). Ten drugi się zgodził, jednak formalnie nie rezygnuje, a głosowanie i tak się odbędzie. W takim krajobrazie politycznym konkurencja między kandydatami będzie wyglądać nadzwyczaj egzotycznie.

Druga tura miała się też odbyć w Republice Chakasji, tam reprezentant Jednej Rosji i urzędujący gubernator Wiktor Zimin w pierwszej turze przegrał (zyskując około 32 procent głosów) z Walentinem Konowałowem z KPRF (prawie 45 procent). Widząc przebieg i konsekwencje głosowania w Kraju Nadmorskim, Kreml realnie ocenił szanse swojego kandydata w tym regionie i dwa dni przed głosowaniem Zimin zrezygnował z udziału w wyborach. Oficjalnie z uwagi na kwestie zdrowotne, ale wiadomo, że przegrana z kretesem byłaby dużą rysą wizerunkową partii władzy. Druga tura została przeniesiona na 7 października br., a zgodnie z prawem do walki z Konowałowem stanie polityk Sprawiedliwej Rosji, który w pierwszej turze był trzeci. Niezależne od tego rozstrzygnięcia, Jedna Rosja straciła swojego gubernatora w kolejnym regionie.

Wybory gubernatora według pierwotnych planów przebiegały tylko w czwartym podmiocie – obwodzie włodzimierskim. Tam Swietłana Orłowa, gubernator z Jednej Rosji, zmierzy się z politykiem LDPR (w pierwszej turze zyskała tylko 5 punktów procent więcej). Dobry rezultat osiągnął on tylko dlatego, że kandydata KPRF w tradycyjnie „czerwonym” regionie w ogóle nie zarejestrowano w wyborach (władza obawiała się jego wygranej). Orłowa nie jest lubiana, głosowanie miało więc charakter protestu i podobnie może być w drugiej turze.

 

Utrata kontroli

Spośród szesnastu podmiotów, gdzie przeprowadzono wybory regionalnych organów ustawodawczych, Jedna Rosja nie zdobyła większości bezwzględnej w jedenastu, w tym w trzech podmiotach najwięcej głosów uzyskała KPRF. Dobre wyniki zaprezentowała także LDPR. I właśnie z nimi Jedna Rosja musi teraz wchodzić w koalicję. Chociaż w ramach wykształconego systemu opozycyjność partii jest kwestią umowną, brak skojarzenia kandydata z Jedną Rosją zaczyna podnosić jego szanse na zwycięstwo albo rezultat lepszy niż pierwotnie przewidywano. Pewne symptomy władza zauważyła już wcześniej i problemy z rejestracją kandydatury miewali również przedstawiciele partii systemowej opozycji. Dla utrzymania pozoru konkurencji nie można było wykluczyć wszystkich, więc głosowanie „przeciwko” Jednej Rosji zawsze znalazło beneficjenta.

Partia rządząca, dzięki przeprowadzanej reformie emerytalnej, ma uniwersalne usprawiedliwienie swojego słabego rezultatu w regionach. Nie musi się tłumaczyć, dlaczego Rosjanie mogą być zmęczeni bieżącą władzą, brakiem poprawy poziomu życia czy też jego pogorszeniem (kiedy oligarchowie mogą liczyć na milionowe wsparcie państwowe, zwykli ludzie muszą sami wiązać koniec z końcem). Kremlowi grunt się jeszcze nie pali, ale problem przyprawia o ból głowy. Wraz ze słabnącą pozycją Jednej Rosji, rośnie cena lojalności partii systemowej opozycji, przynajmniej na poziomie regionalnym. Przy zachowaniu obecnej tendencji, będzie to wymagać znaczącego przeformatowania partii władzy przed wyborami parlamentarnymi 2021 roku.

Fot. Alexandr Podgorchuk, Klops.ru (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Anna Głąb
Powrót
Najnowsze

Polska Polityka Wschodnia 2018

21.10.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gruzińskie Sowa i Przyjaciele

18.10.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

XIV Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2018

14.10.2018
NEW
Czytaj dalej

"Pepiki" Mariusza Surosza – Zapowiedź

10.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Moskiewska Brygada Śmierci

09.10.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

07.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu