Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wojna o (północno)macedońską duszę
2018-09-29
Krzysztof Popek

Grecko-macedoński spór o nazwę Macedonii trwa od 1992 roku i stanowi kluczowy czynnik wpływający na rozwój tego kraju, uniemożliwiając mu wejście do Unii Europejskiej oraz NATO. Zaplanowane na 30 września 2018 roku referendum w sprawie zmiany nazwy państwa na „Macedonia Północna” ma szansę zakończyć konflikt i umożliwić Macedończykom integrację z Zachodem. Byłoby to wbrew interesom Rosji, która postrzega Bałkany jako sferę swoich wpływów.

 

Aleksander Macedoński czy Grecki?

Rząd w Atenach uznaje, że nazwa „Macedonia” jest związana wyłącznie z grecką historią oraz tradycją, a posługiwanie się nią przez inne państwo ma być wyrazem pretensji terytorialnych do ziem wchodzących w skład Grecji (tzw. Macedonia Egejska). Stosując luźne porównanie, można byłoby wyobrazić sobie sytuację, w której przy północno-zachodniej granicy Polski powstaje państwo o nazwie Pomorze. Jednak potencjał militarny i gospodarczy Macedonii czyni te obawy nieuzasadnionymi, co jednak nie łagodziło stanowiska Grecji. Przyjęcie Macedonii do OZN pod nazwą Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii (FYROM, Former Yugoslavian Republic of Macedonia) czy zmiana flagi nie wystarczyły, a rządy w Skopje i Atenach od lat nie mogły dojść do porozumienia.

W ciągu ostatnich dwóch lat doszło do istotnych zmian w obu krajach, które nigdy jeszcze nie były tak blisko zakończenia sporu. W 2016 roku konserwatywna partia WMORO – Demokratyczna Partia Macedońskiej Jedności Narodowej utraciła większość w parlamencie, a rząd utworzyła proeuropejska Socjaldemokratyczna Unia Macedonii w koalicji z partiami mniejszości albańskiej. W maju 2017 roku premierem został Zoran Zaew, który za priorytet na kolejne lata przyjął wprowadzenie kraju do EU i NATO. Droga do realizacji tego celu wiedzie przez porozumienie z rządem w Atenach. Grecja, której pozycja międzynarodowa nie jest najsilniejsza wobec pogrążenia w kryzysie gospodarczym, również złagodziła swoje stanowisko.

Na początku 2018 roku doszło do serii spotkań między przedstawicielami obu państw, w tym premierów Zorana Zaewa i Aleksisa Tsiprasa na Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos. Przez następne miesiące Skopje czyniła symboliczne ustępstwa, związane z usuwaniem imienia Aleksandra Wielkiego z nazwy portu lotniczego czy autostrady A1. W czerwcu nad jeziorem Prespa miało miejsce kolejne spotkanie szefów rządów. Ustalono, że Macedonia zmieni nazwę państwa na „Republika Północnej Macedonii” (mac. Република Северна Македонија) i zerwie z tradycjami starożytnego państwa Aleksandra Wielkiego. Grecja zaś ma przestać blokować akces byłej jugosłowiańskiej republiki do EU i NATO oraz uznać odrębność narodu i języka macedońskiego.

 

Referendum a frekwencja

Wszystko teraz zależy od Macedończyków, którzy 30 września w referendum odpowiedzą na pytanie: „Czy jesteś za członkostwem w Unii Europejskiej i NATO, akceptując umowę między Republiką Macedonii oraz Republiką Grecką?” Sondaże z sierpnia pokazują, że większość obywateli Macedonii jest gotowa zmienić nazwę kraju w zamian za wejście do UE i NATO: 41,5 procent jest za porozumieniem z Grecją, przeciwnych – 35 procent. Inne sondaże potrafiły pokazywać jeszcze większe poparcie dla polityki Zaewa.

Szansą dla przeciwników zmian jest natomiast frekwencja. Jeżeli wyniesie poniżej 50%, referendum będzie nieważne. I tu pojawia się szkopuł. Oficjalnie, zarejestrowanych obywateli Macedonii jest 2 mln, gdy w praktyce w kraju, ze względu na procesy migracyjne, żyje około 1,3–1,4 mln ludzi. Frekwencja 50%, formalnie 1 mln, wydaje się być mało realna do osiągnięcia. Jednak tu trzeba pamiętać, że referendum ma charakter konsultacyjny, nie jest wiążące prawnie, a celem premiera Zaewa jest uzyskanie silnego mandatu społecznego dla prowadzonej przez siebie polityki.

Taktyka związanego z byłym obozem władzy prezydenta Iwanowa i innych środowisk przeciwnych porozumieniu opiera się na przekonywaniu, że referendum ma niewielkie znaczenie i wcale nie stanowi kroku do przyjęcia Macedonii do EU i NATO. Nie opowiadają się bezpośrednio przeciwko samej integracji z Zachodem, jednak uważają, że rząd Zaewa idzie na zbyt dalekie ustępstwa wobec Grecji, graniczące ze zdradą interesu narodowego. Niewątpliwie, jeżeli frekwencja wyniesie poniżej 50%, ogłoszą oni swój sukces i będą sabotować wejście porozumienia w życie. Prezydent ma zaś do tego realne narzędzia, gdyż musi zaaprobować zmiany w konstytucji, wymagane do zmiany nazwy państwa.

 

„My natomiast nic nie mówimy”

Skopje dawno nie było celem tylu wizyt zachodnich polityków. W samym wrześniu gośćmi premiera Zaewa byli sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, kanclerz Niemiec Angela Merkel, kanclerz Austrii Sebastian Kurz czy szefowa europejskiej dyplomacji Frederica Mogherini. Zachód przekonuje, że nawet jeżeli frekwencja referendum nie wyniesie 50%, ale Macedończycy opowiedzą się za integracją z EU i NATO, będzie to wystarczający mandat dla władz w Skopje do uznania ważności głosowania.

Koncepcja integracji Macedonii z strukturami świata zachodniego stoi naturalnie w sprzeczności z interesami Rosji, która nie chce dopuścić do dalszego rozszerzania się NATO na Bałkanach. Sekretarz Obrony USA James Mattis, który w sierpniu wizytował Skopje, wyraził przekonanie o tym, że Moskwa wspiera finansowo ugrupowania, które sprzeciwiają się zmianie nazwy kraju i referendum. – Nie chcemy, by Rosja robiła w Macedonii to, co próbowała robić w tak wielu innych krajach. – zaznaczył Mattis.

Minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow konsekwentnie odpowiada, że to USA i Europa mieszają się w wewnętrzne sprawy Macedonii, agitując bezpośrednio na rzecz porozumienia z Grecją. – My natomiast nic nie mówimy, co by mogłoby zostać odebrane jako agitacja za jedną bądź drugą stroną. – podkreśla Ławrow.

Rosjanie faktycznie nie podejmują oficjalnych kroków, wolą typowe dla siebie działania zawoalowane. Nie powinno to nikogo zaskakiwać. Gdy w zeszłym roku Czarnogóra wchodziła do NATO, władze Pogoricy formułowały szereg zarzutów wobec Rosjan, którzy starali się skrycie sabotować ten proces. Już w lipcu z Grecji zostało usuniętych dwóch rosyjskich dyplomatów, którzy mieli podważać ustalenia dotyczące porozumienia grecko-macedońskiego. Dowodem na rosyjskie zaangażowanie w referendum macedońskie według władz w Skopje jest sprawa Ivana Savvidisa – rosyjskiego biznesmena o greckich korzeniach. Miał on wspierać ruchy przeciwne porozumieniu, a nawet posługiwać się nielegalnymi środkami by wpływać na opinię publiczną w Macedonii. Według doniesień „New York Times’a”, na Facebooku każdego dnia pojawia się nawet 40 sztucznych profili, nawołujących do bojkotu referendum, które są powiązane z Rosjanami. Takie działania uosabiają taktykę, po którą coraz częściej sięga Kreml w polityce międzynarodowej.

 

Interesy mocarstw

Problemem dla Rosjan nie jest kwestia wejścia Macedonii do Unii Europejskiej, gdyż jej zależność gospodarcza od rynku europejskiego i kapitału brytyjskiego czy greckiego jest już faktem. Rosjanie od dawna ekonomicznie nie mogą rywalizować z UE na obszarze post-jugosłowiańskim. Problem dla Kremla stanowi rozszerzanie NATO na Bałkanach, co jest traktowane jako naruszanie równowagi sił (która faktycznie już dawno została naruszona na niekorzyść Rosji). To obrazuje, że rosyjscy decydenci wciąż myślą w kategoriach zimnowojennych. Nie można jednak ich lekceważyć. Zarzuty dotyczące ingerowania w przebieg Brexitu czy ostatnie wybory prezydenckie w USA mogą okazać się prawdziwe, co byłoby dowodem na to, że działania Kremla mogą być bardzo skuteczne, szczególnie w zakresie wojny cyfrowej. Gra jest o istotną stawkę – klęska referendum odsunęłaby jakiekolwiek postępy w integracji Macedonii z UE i NATO na bardzo długi okres czasu.

Tu trzeba podkreślić, że Zachodowi nie do końca zależy na samej obecności Macedonii w NATO i EU, a bardziej na kwestii stabilizacji samego kraju i regionu. Macedonia boryka się z liczną, nieidentyfikującą się z państwem mniejszością albańską, a głosy mówiące o perspektywie rozpadu nie są przesadzone. Wizja powstania kolejnego państwa albańskiego na Bałkanach czy utworzenia Wielkiej Albanii, złożonej z Albanii, Kosowa i wschodniej Macedonii, jest natomiast niebezpieczną perspektywą dla stabilności całego regionu. Tego scenariusza powinna obawiać się także Rosja, tradycyjna wspierająca prawosławne oraz słowiańskie kraje, które mają stanowić (choć nie stanowią) główny nośnik jej wpływów na Bałkanach.

Fot. Vlada na Republika Makedonija (No Copyright) www.flickr.com


Powrót
Najnowsze

Sport postawiony pod ścianą

15.12.2018
Krzysztof Popek Piotr Rowicki
Czytaj dalej

Obserwatorzy w Działaniu

14.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Jak de-rumunizowała się Rumunia?

13.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Plebiscyt na najlepszą historyczną książkę 2018 roku

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu