Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Jesteśmy silni (cz. 1)
2011-06-12
Z Elkhanem Nurijewem rozmawiają Małgorzata Nocuń i Andrzej Brzeziecki
NOWA EUROPA WSCHODNIA: W tym roku przypada dwudziesta rocznica upadku ZSRR, a więc i uzyskania niepodległości przez Azerbejdżan. Jak można podsumować dwie dekady niepodległości Azerbejdżanu? Jakie są największe osiągnięcia i porażki?
 
ELKHAN NURIJEW: Rok 1991 przyniósł odzyskanie niepodległości, ponieważ w latach 1918-1920 Azerbejdżan był niepodległym państwem. Istniała wtedy Demokratyczna Republika Azerbejdżanu i była to pierwsza demokratyczna republika na muzułmańskim Wschodzie. W 1993 roku zaś do władzy powrócił nasz narodowy lider Hejdar Alijew i od tego datowałbym prawdziwą niepodległość. Muszę tu podkreślić słowo „powrócił”, ponieważ długie lata rządził on radzieckim Azerbejdżanem, w latach 1969-1982 jako pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Azerbejdżanu. Miał więc duże doświadczenie. W 1993 roku pod jego kierownictwem rozpoczęła się budowa niezależnego państwa. Dziś można powiedzieć, że wykonano kawał dobrej roboty.

Niepodległość suwerennego państwa podzieliłbym na dwa etapy: pierwszy to prezydentura Hejdara Alijewa, natomiast drugi to prezydentura jego syna Ilhama Alijewa.

Hejdar Alijew znał się na polityce regionalnej i międzynarodowej, zdawał sobie sprawę, czym jest Realpolitik. Potrafił budować z wieloma państwami świata takie stosunki, w jakich panuje równość i partnerzy czerpią wzajemne korzyści gospodarcze. W latach 1993-2003 Azerbejdżan otworzył się na świat. Staliśmy się pełnoprawnym członkiem wspólnoty międzynarodowej, zaczęliśmy uczestniczyć w pracach międzynarodowych organizacji. Ważnym wydarzeniem było przyjęcie w roku 1995 nowej konstytucji, regularnie odbywały się wybory, zarówno parlamentarne, jak i prezydenckie. Hejdar Alijew potrafił zaprowadzić stabilizację i zbudować bezpieczeństwo państwowe. W 1994 roku podpisano słynne porozumienie dotyczące eksploatacji trzech wielkich złóż ropy naftowej na Morzu Kaspijskim. Był to tak zwany kontrakt stulecia, otworzył bowiem Azerbejdżanowi drogę do międzynarodowego systemu energetycznego. Do Baku zjechali przedstawiciele największych światowych kompanii zajmujących się wydobyciem ropy. Powstały i powstają nowe rurociągi.

Na rozwój Azerbejdżanu wpływał jeden czynnik: polityczna stabilizacja, która pozwalała nam rozwijać gospodarkę kraju. Dlatego PKB w tym okresie rósł i do tej pory rośnie. W latach 1993-2003 zarówno w polityce, gospodarce, jak i w sferze socjalnej udało się zatem dokonać przełomu. Kraj stał się o wiele silniejszy. Z Azerbejdżanem zaczęto się liczyć i zaczęto nas szanować. Jedynym problemem jest konflikt między Azerbejdżanem i Armenią o Górski Karabach.

Czemu przemilczał Pan lata 1991-1993, gdy rządzili Ajaz Mutalibow i potem Abulfaz Elczibej?

To był ciężki okres. Azerbejdżan dopiero co ogłosił niepodległość, na terytorium kraju zachodziły trudne procesy polityczne i ostra walka o władzę. Krótkowzroczność, brak rozeznania w polityce i błędy niektórych przywódców doprowadziły do tego, że znaleźliśmy się na skraju wojny domowej. Sytuację uratował powrót do kraju Hejdara Alijewa, dlatego uważam, że okres realnej niezależności Azerbejdżanu możemy datować od 1993 roku.

Po roku 2003, gdy władzę objął jego syn Ilham Alijew, zaczął się nowy etap, który nazwałbym przejściem od stabilizacji do modernizacji. Wybraliśmy drogę modernizacji. Wielu zapyta: a dlaczego nie westernizacji? Otóż każdy naród ma własne tradycje narodowe. Azerbejdżan studiuje procesy, które dokonują się w krajach zachodnich, i czerpie z nich to, co uważa za pozytywne i zgodne z naszą narodową tradycją. Mamy własny model rozwoju od stabilizacji do modernizacji, modernizacja będzie stopniowo prowadzić do demokracji. To dobry wybór strategiczny, bo jeśli dokona się analizy sytuacji w sąsiednich państwach, w Armenii i w Gruzji, to dojdzie się do prostego wniosku, że Azerbejdżan wyprzedza te kraje.

A jak odpowie Pan na krytykę, że dziś nie ma w Azerbejdżanie opozycji w parlamencie?

W Azerbejdżanie istnieje opozycja. Czterdzieści partii opozycyjnych jest zarejestrowanych. Być może działalność niektórych z nich nie odpowiada wymogom czasów. Są partie posiadające reprezentacje w parlamencie, należące do konstruktywnej opozycji.  

Jednak po ostatnich wyborach do parlamentu w ubiegłym roku nie ma w nim naprawdę opozycyjnych partii.

W parlamencie nie ma wielu opozycyjnych partii, ponieważ społeczeństwo nie oddało na nie głosu. We współczesnych czasach opozycja powinna się zmieniać, a jej jedynym celem nie może być dojście do władzy. Potrzebne są nowe programy i nowe podejście.

Twierdzi Pan, że to wasz azerbejdżański model, ale to przypomina wariant rosyjski. Tam też mówi się o „suwerennej demokracji”, planuje się modernizację i dopiero później demokratyzację…

Nie, ja nie uważam, że demokratyzacja powinna być później, bo konsekwencją modernizacji jest właśnie demokratyzacja. Nie boimy się jej, bo nie jest ona dla Azerbejdżanu zjawiskiem nowym. Istniała tu w latach 1918-1920, w pracach parlamentu brały udział także kobiety.

Już prawie 20 lat znajdujemy się w stanie wojny z Armenią – tak to trzeba uczciwie powiedzieć. Nasze terytorium – Górski Karabach i siedem powiatów wokół niego jest okupowanych, około miliona uchodźców z okupowanych terenów żyje w różnych regionach Azerbejdżanu, także w Baku. I w takiej sytuacji nasz kraj się modernizuje, nasi politycy i eksperci, mimo wojny, mówią o demokracji. Czy wiele jest takich przykładów w świecie? Gdzie indziej na pewno wprowadzono by stan wojenny i wszystko usprawiedliwiano wojną.

Czy rzeczywiście opozycji w parlamencie nie ma tylko dlatego, że jest ona byle jaka? Może wybory nie były demokratyczne? Nie wszyscy obserwatorzy mogli wjechać w listopadzie ubiegłego roku do Azerbejdżanu, media także nie miały wolności działania. Stany Zjednoczone, starające się utrzymywać poprawne stosunki z Azerbejdżanem, skrytykowały te wybory.

Nie wszystkim się podoba, że Azerbejdżan jest państwem coraz silniejszym, że się rozwija. Nikt oczywiście nie zaprzecza: mamy pewne problemy z demokracją, jesteśmy jednak młodym państwem i potrzebujemy czasu na to, aby się rozwinęła. Nie należy natomiast wprowadzać polityki podwójnych standardów. I to w XXI wieku. Jedne standardy mają obowiązywać wielkie państwa, a inne standardy mają obowiązywać małe państwa. To jest okrutne i niesprawiedliwe w stosunku do młodych, niepodległych państw.

Podwójne standardy są często stosowane. Nasze wybory przebiegły w sposób spokojny. Obserwatorzy to odnotowali. Czy w Armenii odbywają się demokratyczne wybory? Tam dopiero niszczono opozycję. Dlaczego więc USA i OBWE nie dały tak krytycznej oceny armeńskich wyborów? Pomiędzy wyborami w Armenii a w Azerbejdżanie jest naprawdę spora różnica.

Kolejny przykład podwójnych standardów: jeśli wszystkie państwa uznają nienaruszalność terytorialną Azerbejdżanu – a tak deklarują – jeśli ONZ, Rada Europy przyjęły tak wiele rezolucji, jeśli opinia międzynarodowa przyznaje, że należy oswobodzić okupowane terytoria, to ja jako ekspert nie rozumiem, dlaczego te zachodnie państwa nie naciskają na Armenię, aby te terytoria oswobodziła. Azerbejdżański naród nie może cierpieć cały czas. Nasza cierpliwość ma swoje granice.

Wychodzi na to, że w stosunku do Iraku, Kuwejtu i Kosowa można przedsięwziąć takie kroki, natomiast w stosunku do Armenii nie można tego uczynić.

Są też inne „podwójne standardy”. Obrońcy praw człowieka twierdzą, że Azerbejdżan posiada ropę i dlatego Unia Europejska oraz USA wybaczają wam wszystkie kłopoty z demokracją.

Nie, to nie jest tak. Azerbejdżan prowadzi zdywersyfikowaną politykę energetyczną. Nie jesteśmy wcale zależni od Europy i ona nic nam nie musi wybaczać. Pomagamy Europie w dywersyfikacji polityki energetycznej. Z drugiej strony, mamy umowę z Rosją: we wrześniu 2010 roku podpisaliśmy porozumienie gazowe. Posiadamy także umowę z Iranem. Rozwijamy naukę i turystykę, inwestujemy w informatykę, planujemy wysłanie kosmicznego satelity.

Nasza polityka zagraniczna ma zbalansowany charakter i cechuje ją zdrowy pragmatyzm: jest oparta na narodowych interesach, z których nigdy nie zrezygnujemy. Balansujemy pomiędzy Rosją i USA, balansujemy pomiędzy Rosją i Turcją, pomiędzy Rosją i Iranem, pomiędzy USA i Iranem, pomiędzy Rosją i Unią Europejską, a nawet pomiędzy USA i Unią. I ta polityka pozwala nam z powodzeniem rozwijać stosunki ze wszystkimi regionalnymi i ponadregionalnymi aktorami.

Mówił Pan o tradycji demokratycznej w Azerbejdżanie z lat 1918-1920, ale potem nastąpiła długa epoka radziecka. Jak ocenia Pan tę spuściznę, w jakim stopniu Azerbejdżan można określić jako kraj poradziecki?

Azerbejdżan w okresie radzieckim był jedną z najlepiej funkcjonujących republik. Byliśmy krajem samowystarczalnym. Wchodziliśmy w skład ZSRR, ale jak tylko imperium upadło, z Azerbejdżanem nie stało się nic złego. Mieliśmy duży potencjał gospodarczy i Azerbejdżan był gotowy na rozpad ZSRR. Jeśli tylko nie mielibyśmy konfliktu z Armenią, Azerbejdżan byłby krajem nie tylko rozwijającym się, ale wręcz kwitnącym. Proszę sobie wyobrazić, że w sytuacji konfliktu z Armenią gospodarka Azerbejdżanu cały czas się rozwija. I nie ja to stwierdzam, to są dane z Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i raportów Doing Bussines. Jeśli w tak trudnych warunkach Azerbejdżan może się rozwijać, a jeszcze w dodatku pomagać Gruzji w okresie kryzysowym, to naprawdę myślę, że jeśli tylko nie byłoby konfliktu, nasz kraj mógłby osiągnąć jeszcze więcej. Nawet globalny kryzys światowy nie odcisnął silnego piętna na Azerbejdżanie, manat, nasza narodowa waluta, nie stracił na wartości. Kryzys tymczasem wpłynął na wszystkie inne kraje, które zmuszone były zwrócić się do swoich sponsorów. Gruzja poprosiła o pomoc USA, Armenia zwróciła się w stronę Rosji. Azerbejdżan nikogo nie prosił pomoc.

Czym więc jest Azerbejdżan: czy jest to państwo, którego sukces oparty jest na ropie? Czy jest to autorytarny reżim?

Z punktu widzenia kultury i historii jest to państwo o starej, bogatej tradycji. Większość jest muzułmańska, ale współżyje tu ze sobą wiele wyznań. Jest to także państwo wielonarodowe i cechujące się tolerancją. Wśród różnych narodowości żyją tu tysiące Ormian. Wyznawcy wielu religii przez lata żyli razem w zgodzie.

Na wszystkich uroczystościach państwowych duchowni różnych kościołów uczestniczą wspólnie. Bo dziś jest to państwo świeckie, modernizujące się. Państwo będące mostem łączącym cywilizację wschodnią i zachodnią.

Jaka jest rola islamu? Czy istnieje niebezpieczeństwo radykalizacji wiernych?

W Azerbejdżanie religia jest oddzielona od państwa. Azerbejdżan jest państwem świeckim i bardzo cenimy sobie ten status. Obecnie w naszym kraju obywatele mają do religii duży szacunek. Jest to część naszej historii, kultury, naszej świadomości. Miejsce religii określa Konstytucja i społeczeństwo posiada całkowitą wolność religijną. W Azerbejdżanie żyją wyznawcy islamu, działa Rosyjska Cerkiew Prawosławna, judaizm oraz Kościół katolicki.  

Rząd wciąż walczy z opozycją, a może jednak realne niebezpieczeństwo czai się właśnie w meczetach, gdzie przychodzą młodzi ludzie i zaczynają angażować się w ruch radykalnego islamu?

Istnieją pewne siły destabilizacyjne. Działają poprzez różnego rodzaju „misjonarzy” z krajów Bliskiego Wschodu i Iranu. W większości ludzie ci przebywają poza granicami Azerbejdżanu – w Iranie, Rosji (na Kaukazie Północnym), nawet w Europie i USA. Dagestan jest regionem bardzo niestabilnym, interesują się nim niektóre ruchy w Iranie i Arabii Saudyjskiej.   

Istnieją więc siły, które chciałyby naruszyć stabilność Azerbejdżanu i w tym celu wykorzystują czynnik religijny. Jednak te radykalne ugrupowania nie są w stanie realnie nam zagrozić. W Azerbejdżanie nie jest możliwa radykalna islamizacja. Społeczeństwo nigdy się na to nie zgodzi.

Iran też kiedyś był państwem świeckim…

Nie należy porównywać sytuacji w Iranie w tamtych czasach z dzisiejszym Azerbejdżanem. To są zupełnie inne państwa. Nasz kraj nigdy nie szedł ku radykalnemu islamowi. Ludzie wyznają islam, ale nie zradykalizują się. To nie jest dla naszego kraju niebezpieczeństwo; głównym problemem Azerbejdżanu jest w tej chwili nierozwiązany konflikt o Górski Karabach.


Elkhan Nurijew jest doktorem nauk politycznych, w latach 2008-2011 był dyrektorem Centrum Studiów Strategicznych przy prezydencie Azerbejdżanu. Specjalizuje się w tematyce bezpieczeństwa na Kaukazie Południowym i w polityce energetycznej. W latach 1991-1994 pracował w Ministerstwie Spraw zagranicznych Azerbejdżanu oraz wykładał politologię i stosunki międzynarodowe na azerbejdżańskich uczelniach.

Polecamy inne artykuły autora: Z Elkhanem Nurijewem rozmawiają Małgorzata Nocuń i Andrzej Brzeziecki
Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu