Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rewolucja mentalna w Armenii
2018-12-11
Jan Brodowski, Krzysztof Popek

Z dr. Janem Brodowskim, wykładowcą w Instytucie Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozmawia Krzysztof Popek.

 

 

 

KRZYSZTOF POPEK: Nikt nie miał wątpliwości, kto jest faworytem niedzielnych wyborów w Armenii. Nikol Paszinjan uzyskał ponad 70 procent poparcie. Rozumiem, że oczekiwania zostały spełnione. Jak Pan ocenia wyniki wyborów?

JAN BRODOWSKI: W pierwszej kolejności należy stwierdzić, że Paszinjan dysponuje obecnie potwierdzonym w wyborach mandatem społecznym. Pamiętamy wydarzenia z przełomu kwietnia i maja, kiedy na fali protestów udało się doprowadzić do zmiany rządu w Armenii. Ten wynik jest potwierdzeniem oczekiwań ormiańskiego społeczeństwa. Poparcie jest imponujące, wyniosło 70,44 procent, przynajmniej tak wynika ze wstępnych danych Centralnej Komisji Wyborczej. Jednak frekwencja była niższa niż w wyborach parlamentarnych 2017 roku – oscyluje na poziomie około 49 procent, natomiast w poprzednich wyborach przekroczyła 60 procent. Warto rozważyć, skąd ta różnica?

 

Czy można spodziewać się stabilizacji władzy Paszinjana? Przedwyborcze roszady partyjne wskazywały, że może on mieć trudności z utworzeniem stabilnego zaplecza politycznego.

Można założyć, że sytuacja będzie kształtować się teraz dynamicznie. Inaczej prowadzi się politykę mając rząd mniejszościowy, a inaczej mając większość w parlamencie. Wszystkie te deklaracje, które były czynione w okresie wiosennych protestów, jak i te deklaracje, które później padały, w ocenie społeczeństwa są wiążące. Warto chociażby przywołać wystąpienie Paszinjana z Giumri z końca kampanii wyborczej, kiedy to upamiętniając rocznicę trzęsienia ziemi, deklarował, że będzie kładł szczególny nacisk na sprawy społeczne. W tym momencie nie będzie mógł używać argumentu, że maprzeciwko sobie większość parlamentarną.Teraz stoi przed wyzwaniem, jakim jest spełnienie niezwykle wysokich oczekiwań.

 

Teraz już nie będzie żadnych wymówek. Paszinjan dużo obiecał – przede wszystkim poprawę sytuacji ekonomicznej, co można osiągnąć jedynie przez gruntowne reformy i przyciągnięcie kapitału z zagranicy. Czy będzie w stanie sprostać tym oczekiwaniom?

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że w Armenii, pomimo wiosennych protestów, udało się utrzymać rosnące PKB. Ewenementem jest również to, że w tym roku odnotowano odwrócenie negatywnych tendencji migracji. Czy za deklaracjami otwarcia na nowych inwestorów pójdą konkretne działania polityczne i propozycje ustaw?Obserwując dotychczasowe działania Paszinjana, w centrum znajduje się walka z korupcją. Zobaczymy czy będzie równie konsekwentny wprowadzając reformy gospodarcze.

 

Pojawiają się zarzuty wobec Paszinjana, że do tej pory jego działania nie były wymierzone stricte w zjawisko korupcji, a raczej w konkretne skorumpowane jednostki. Jest to argument, który miałby wskazywać, że po jego obietnicach nie można spodziewać się zbyt wiele. Jaki los czeka wcześniej rządzącą Republikańską Partię Armenii, która – jak wszystko wskazuje – nie wejdzie do parlamentu? Czy po ustabilizowaniu nowej władzy można spodziewać się bardziej konkretnych rozliczeń?

Pierwsze tego typu działania były podejmowane już w stosunku do Roberta Koczariana, prezydenta w latach 1998–2008, który obarczany jest  odpowiedzialnością za wydarzenia roku 2008 i ponownie został zatrzymany w przededniu wyborów. Śledząc historię samego Paszinjana, warto pamiętać, że był on wówczas bardzo zaangażowany w działania opozycyjne. Pojawia się pytanie, czy będziemy mieli do czynienia z taką sytuacją, jaką mieliśmy w Gruzji po dojściu do władzy Gruzińskiego Marzenia. Czy partia, na czele której stoi Paszinjan, będzie chciała dokonać rozliczeń motywowanych zemstą polityczną? Takie zagrożenie oczywiście istnieje.

Republikańska Partia Armenii najprawdopodobniej (bo wciąż nie mamy ostatecznych wyników) nie przekroczy 5-procentowego progu wyborczego, a zatem nie wejdzie do parlamentu. Wszystko wskazuje na to, że w parlamencie znajdą się trzy partie. Wiele zależy od tego, jakie działania będzie podejmować druga siła w parlamencie Kwitnąca Armenia, na czele z Gagikiem Carukjanem.

 

Przed rozliczeniami w Armenii przestrzega Rosja, ostatnio pojawiały się wypowiedzi Siergieja Ławrowa na ten temat. Czy można spodziewać się zwrotu w polityce zagranicznej Armenii pod rządami Paszinjana w kontekście stosunków z Rosją oraz światem zachodnim?

W pierwszej kolejności Paszinjan będzie starał się uporządkować sytuację wewnętrzną. Ma on pełną świadomość tego, że zmiana dotychczasowego kursu politycznego na arenie międzynarodowej byłaby niezwykle trudna.Jego pierwsze działania na tym polu wskazywały, że zdaje sobie sprawę z wpływu i znaczenia Rosji.Należy przypomnieć, że pierwsze spotkanie na szczeblu międzynarodowym z udziałem Paszinjana jako premiera odbyło się w Soczi. Przypuszczam, że na tym etapie będzie dążyć do zachowania balansu. Pojawiły się deklaracje, w których Paszinjan wyrażał chęć utrzymywania dobrych relacji z Unią Europejską, ale będzie starał się równocześnie nie stwarzać wrażenia zagrożenia dla dotychczasowych wpływów Moskwy.

 

Czy faktycznie mieliśmy do czynienia z rewolucją w Armenii, patrząc na proces przejmowania władzy przez Paszinjana?

W mojej ocenie mamy do czynienia z rewolucją mentalną w społeczeństwie Armenii. Jeżeli popatrzymy na wybory z 2017 roku czy na wcześniejsze wydarzenia, to zobaczymy, że społeczeństwo nie było w stanie się zmobilizować. W niedzielę doszło do wyborów, w których, zgodnie z oceną misji obserwacyjnej OBWE, zachowano podstawowe wolności obywatelskie, miała miejsce żywa debata polityczna i – co najważniejsze – uniknięto tych zjawisk, które powszechnie miały miejsce wcześniej, czyli na przykład przymuszania do głosowania czy kupowania głosów. Takie zjawiska na szeroką skalę obserwowaliśmy w roku 2017, więc pod tym względem możemy śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju rewolucją mentalną społeczeństwa ormiańskiego.

Wracając do początku rozmowy, mimo niższej frekwencji wyborczej w porównaniu z 2017 rokiem, warto podkreślić, że odzwierciedla ona realny poziom zaangażowania społecznego w proces wyborczy a nie wynikający z przymusu administracyjnego. Mamy więc do czynienia z rzeczywistą wolą społeczną.

 

Czy może to być zapowiedź kierunku, w jakim zmierzają inne społeczeństwa Kaukazu Południowego?

Patrząc na region, szerzej nie można postawić takiej diagnozy. W Azerbejdżanie od lat sytuacja jest stabilna i nie dostrzeżemy pozytywnych tendencji w procesie wyborczym, czego potwierdzeniem jest wybór, w kwietniu tego roku, Ilhama Alijewa na kolejną czwarta już kadencję.Ostatnie wybory prezydenckie w Gruzji, które odbyły się w końcu listopada, pokazują niezwykle głęboką polaryzację społeczeństwa. Sam proces wyborczy został uznany przez wielu obserwatorów za najgorszy od lat.Powyższe przykłady, jak i same wydarzenia w Armenii, pokazują jak bardzo niejednoznaczne są procesy zachodzące obecnie na obszarze Kaukazu Południowego.

 

Dr Jan Brodowski jest wykładowcą w Instytucie Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalizuje się w obszarze Kaukazu Południowego.

 

Fot. sedrakGr (cc by 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Paszinjan kontra sądy

20.05.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Świadek Wieku – Na nowy wiek. Setne urodziny Herlinga-Grudzińskiego

19.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego 2019

17.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Litewska tradycja karania rządzących

16.05.2019
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Festiwal Filmów Polskich „Wisła”: Konkurs Główny

14.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

Prezydent Gruzji w Polsce

09.05.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu