Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski są małżeńsko-pisarskim duetem. Interesują się kulturą i historią krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosji. Publikowali m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Nowej Europie Wschodniej”, „National Geographic”, „Polityce”, regularnie współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym „Akcent”. Autorzy Naukowców spod czerwonej gwiazdy (PWN, 2016), Grażdanina N. N. (PWN, 2017), Naznaczonych przez rewolucję bolszewików (Editio, 2017) oraz Inżynierów Niepodległe (PWN, 2018; książka powstała w efekcie stypednium twórczego MKiDN na 2018 r.)

Х (Ch) jak chunchuzi
2018-12-30
Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

W 1915 roku carskie władze ochrzciły pociąg pancerny mianem Chunchuza. Jeśli przypomnieć, że radziecką termobaryczną artylerię nazwano imieniem rosyjskiego Pinokia – Buratino, wyda się to wręcz normalne. Co innego tu intryguje. Chunchuzi okazali się być obiektem eksperymentu, z którego Związek Radziecki był znany, acz sława ta ma piekielny posmak, a Stalin już za tę jedną rzecz powinien stanąć przed międzynarodowym trybunałem.

Właściwie hunhuzi, ale litera „h” w rosyjskim alfabecie nie występuje, a i nie tak dawno także w polszczyźnie funkcjonował zapis przez „ce ha”. Ci więc, którzy czytali Tajemniczą wyprawę Tomka Alfreda Szklarskiego, powinni ich pamiętać jako ‘chunchuzów’. „A cóż to znów za czort, szanowny panie?” – pyta jeden z bohaterów powieści. Odpowiedzi udziela agent carskiej policji Pawłow:

To po prostu bandyci! Dla zdobycia byle drobiazgu potrafią człowieka poddać najgorszym torturom lub poderżnąć gardło. Nawet obecnie zdobywają się na napady po naszej stronie rzeki.

Hunhuzi zatrzymani przez członków gwardii Matyldy,Informacja zgodna z historyczną wykładnią Państwa Środka, bowiem w oficjalnych cesarskich dokumentach mianem ‘hunhuzów’ określano przestępców, którzy działali na północ od stolicy kraju aż po brzegi Amuru. Mandżuria ze swoimi bogactwami sprzyjała specjalizacji i bandy, liczące nieraz po kilkuset zbójów, parały się grabieżami i porwaniami poszukiwaczy żeń-szenia (jego cena równa była złotu) i kopaczy kruszców. Schemat był podobny – znienacka, z ogłuszającym wrzaskiem opanowywali mandżurską wioskę i dokonywali swego dzieła. Okrucieństwo hunhuzów było legendarne, a i sami bandyci dbali o podtrzymanie reputacji. Stąd wyraźna teatralizacja ich rzemiosła – stroje sugerujące konszachty z demonami, broń często nieadekwatna do zadań – wielgachne topory, piki i wszelakie instrumentaria nadające się raczej do rwania, szarpania i kaleczenia niż do efektywnej walki z dobrze uzbrojonym przeciwnikiem. Znalazło to też potwierdzenie w samej nazwie, gdyż w językach chińskich hunhuz oznacza ‘czerwonobrody’. Mieszkańcy Państwa Środka nie miewają rudych bród i nazwę tę tłumaczy się najczęściej faktem barwienia przez bandytów zarostu na czerwono. Czynili to wzorem aktorów chińskiego teatru, którzy w taki to sposób przedstawiali demony. Inna, ‘kolonialna’ wykładania, zasadza się na porównaniu do przybyszów z Europy, którzy z zapałem łupili lokalną ludność, a jak wiadomo wśród Anglosasów czy Nordyków mogli znaleźć się rudzielcy. Wiadomo też, że hunhuzi ozdabiali strzelby czerwonymi sznurami i gdy przymierzali się do strzału, mogli uchodzić za czerwonobrodych. Ostatnie wytłumaczenie jest niewątpliwie wtórne, bowiem broń palna w rękach hunhuzów pojawiła się w drugiej połowie XIX wieku i fakt ten należy łączyć z przybyciem Rosjan nad brzegi Amuru. Wejście carskiej administracji diametralnie odmieniło losy mandżurskiej bandyterki, a rozpoczęcie budowy Kolei Wschodniochińskiej otwiera złoty okres w ich historii. Wraz z przybyciem tysięcy rosyjskich robotników, inżynierów, a w końcu handlowców zapomniane przez Boga i ludzi osady przeistaczały się w tętniące życiem miasta, które niedostatecznie chronione przez wojsko, co i rusz stawały się obiektem hunhuzich najazdów. Do 1904 roku, czyli wojny z Japonią, trwała niekończąca się walka z czerwonobrodymi, którzy do swych specjalności dodali również napaści na konwoje z carskimi pieniędzmi i kontrabandę. Na terenie Rosji opium nie było uznawane za używkę i na północnym brzegu Amuru bandyci zakładali plantacje maku, który przerobiony szmuglowali do Chin, skąd przywozili dużo tańszą wódkę, zwaną hansziną i tym towarem raczyli spragnionych osadników. Biznes kwitł i potężne szajki zdawały się wygrywać z rosyjskimi służbami pogranicznymi w wojnie o dominację wzdłuż granicy. Nadzieję na odwrócenie tego stanu dało ściągniecie na Daleki Wschód doskonale wyposażonej i wyszkolonej „Gwardii Matyldy”. Regularna carska armia nie mogła operować na terenie Państwa Środka, za to oddziały służby ochrony kolei, żartobliwie nazwane od imienia żony carskiego polityka, Siergieja Wittego, nie podlegały już tym ograniczeniom. Walka, która wówczas rozgorzała – okrutna, krwawa, pełna zwrotów akcji – gdybyż tylko miała utalentowanych biografów, przyćmiłaby historie rodem z Dzikiego Zachodu. W zmaganiach tych brali udział również Polacy i o jednym z nich pisaliśmy zarówno na łamach "Kultury Enter" (2018/5 nr 86), jak i w książce Inżynierowie Niepodległej. Michał Jankowski, bo o nim tu mowa, wybitny zarządca i podróżnik doświadczył napaści hunhuzów i nie raz brał dział w obywatelskich pościgach. Jeden z takich wypadów zakończył się spektakularnym sukcesem:

Wieści o zwycięstwie docierały[...] lotem błyskawicy i Jankowskiego witano niczym herosa, nazywając „nenuni”, czyli po koreańsku „czterooki”. Plotka głosiła, że z tyłu głowy miał dodatkową parę oczu i w chwili zagrożenia ją wykorzystał.

Budowniczowie kolei WschodniochińskiejKoreańczycy z znajdującego się na terenach Rosji dorzecza Ussuri byli bodaj najbardziej narażeni na ataki hunhuzów. Z drugiej strony dziesiątki, jak nie setki tysięcy chińskich włościan znad północnych brzegów Amuru wspierało bandytów i to ze względu na owo zaplecze nie dało się raz na zawsze rozwiązać problemu czerwonobrodych.

3.	Podwórze jednego z domów MillionkiWojna rosyjsko-japońska 1904 roku wstrząsnęła regionem. Mandżuria stała się protektoratem Państwa Kwitnącej Wiśni, a działający tam hunhuzi – w dużej mierze agenturą cesarza Mutsuhito. Za to we Władywostoku i okolicach bandyci zachowali swój sznyt i w sławetnym chinatown Millionce dzierżyli władzę, mając w głębokim poważaniu carską administrację; nagłówki lokalnych gazet co i rusz krzyczały o zamachach czy śmiałych napadach; warsztatu mogliby się tu uczyć amerykanie opisujący późniejsze dokonania Al Capone. Ale i nad wschodnie wybrzeża Rosji dotarła wielka historia. W wyniku rewolucji bolszewickiej i rozgorzałej wojny domowej powstała tu zależna od Japonii Republika Dalekiego Wschodu. We władzach marionetkowego państwa stanęli przedstawiciele białych, ale włościanie oraz – co znamienne – mniejszości koreańska i chińska zeszły do podziemia, sympatyzując z bolszewikami. Równocześnie japońscy żołnierze przestali postrzegać hunhuzów jako sojuszników i z właściwym sobie okrucieństwem ich zwalczali; można w tym dostrzec zapowiedź ludobójstwa, którego dopuścili się na ludności chińskiej. Rok 1922 przyniósł kolejne przetasowanie. Armia Czerwona pokonała białych, zepchnęła wojska sprzymierzone i dotarła do wschodnich rubieży kraju, likwidując tym samym Republikę Dalekiego Wschodu; de facto jej władze pod lufami sowieckich naganów poprosiły o włączenie do Kraju Rad. W ramach porządków zmieciono ze sceny niegdysiejszych decydentów, doceniając przy tym dawnych sprzymierzeńców, w tym mniejszości narodowe. Koreańczycy postrzegali Związek Radziecki jako miejsce dla nich przyjazne i włączyli się w budowę nowego państwa. Powstawały więc koreańskie kołchozy, fabryki, szkoły i całe oddziały wchodzące w skład sił ochrony pogranicza. Inaczej Chińczycy – większość z nich wróciła do tradycyjnych i dochodowych zajęć: poszukiwania żeń-szenia i złota, produkcji opium i kontrabandy. Nie dość na tym, po południowej stronie Amuru hunhuzi znaleźli oparcie w lokalnych chińskich władzach, a do ich band dołączali Rosjanie, którzy nie godzili się z rządami bolszewików. Nic wiec dziwnego, że w drugiej połowie lat dwudziestych XX wieku nie tylko w relacjach prasowych, ale i w dokumentach partyjnych dużo pisze się o chińskich przestępcach przekraczających Amur i atakujących ludność radzieckiego pogranicza (oficjalne dane mówią o 57 incydentach w 1927 r. i 35 w 1928 r.). W gronie „czerwonobrodych” niemal za każdym razem trafiali się „kontrrewolucjoniści”. Ale także i tu dotarła polityka. Stalin w 1927 roku podpisał z Czang Kaj-szekiem pakt o nieagresji i zapewne nie chciał psuć misternej układanki, cierpliwie wyczekując momentu, gdy będzie mógł w rozprawić się z hunhuzami.

Panorama rzeki UssuriJesienią 1931 roku Japończycy ponownie wtargnęli do Mandżurii, przekształcając ją w zależne od siebie państwo Mandżukuo i znów odsunięto działania wobec czerwonobrodych. Chińskich bandytów należało teraz traktować jako sprzymierzeńców w walce z krajem Nipponu. W Związku Radzieckim raz ogłoszony wyrok musiał być wykonany. Ostatecznie stało się to jesienią 1937 roku. Najpierw jednak we wspólnym postanowieniu Rady Komisarzy Ludowych i Centralnego komitetu WKP(b) Nr 1428-326 ogłoszono przesiedlenie Koreańczyków zamieszkujących ZSRR do Kazachstanu. Działania te prowadzono dynamicznie, acz nie utrudniano Koreańczykom opuszczenia ZSRR, a także umożliwiano im wyjazd z rodzinami i dobytkiem. Zamieszanie, ale i ogromne poczucie niesprawiedliwości ogarnęło radziecki Daleki Wchód, gdyż wśród internowanych było wielu urzędników partyjnych oraz wojskowych, a także przedstawiciele lokalnej koreańskiej inteligencji, która jednoznacznie solidaryzowała się z bolszewikami. W cieniu pierwszej w historii ZSRR deportacji narodowościowej NKWD przeprowadziło i tę akcję. Najpierw we władywostockiej Millionce na ulicach rozpoczęto łapanki i wszystkich Chińczyków, bez przesłuchania zamykano w więzieniach. Działano brutalnie, szybko i w pierwszej połowie 1938 roku lokalni aparatczycy ogłosili – zgonie z prawdą zresztą – że problem największego chinatown ZSRR przestał istnieć. Podobnie postąpiono z chińskimi dzielnicami w Czycie, Chabarowsku i innych miastach leżących nad Amurem. Zlikwidowano też chińskie kołchozy. Znamienne, że na stu Chińczyków przypadało zaledwie pięć kobiet, tak więc nieliczne rodziny były zazwyczaj mieszane i familiom, w skład których wchodziła Rosjanka, pozwolono wyjechać za granicę. Reszta obywateli Państwa Środka albo zginęła w sowieckich kazamatach (szacuje się, że zakatowano co trzeciego zatrzymanego), albo została zesłana. Chińczycy najczęściej mieli w swych biografiach przestępcze epizody i trafiali do łagrów Północy. To zaś było jednoznaczne z wyrokiem śmierci. Podawane są różne liczby, m.in. 70 tys. ofiar, ale nie ulega wątpliwości, że każda z nich będzie zaniżona.

5.	Widok na Gułag w Workucie (ok. 1940 r.), do takiego właśnie obozu byli wysyłani ChińczycyI tak oto rozwiązano problem hunhuzów, z którym nie mogli sobie poradzić ani carscy administratorzy, ani sami Chińczycy, ani też bezwzględni oficerowie Nipponu, choć ci – można podejrzewać – w końcu wypracowaliby własną metodę. Bolszewiccy decydenci dokonali jednak rzeczy porażającej w swej prostocie. Zrozumiawszy, dlaczego u czerwonobrodych, niczym u mitycznej hydry, na miejsce uciętej głowy, wyrastają dwie nowe, zlikwidowali nie tylko ich samych, ale i tę moc, która pozwalała im przetrwać, czyli... usunęli wszystkich Chińczyków.

Ryciny:

W poprzedniej odsłonie Sowieckiego alfabetu – Ф (F) jak fufajka.

 


Polecamy inne artykuły autora: Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Powrót
Najnowsze

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

Polska nie wybuchła

11.11.2019
Sonia Knapczyk Andrzej Leon Sowa
Czytaj dalej

Retrospektywa filmów Pawła Łungina z udziałem reżysera

09.11.2019
Grzegorz Szymczak
Czytaj dalej

Wybory w Kiszyniowie. Czas na Cebana

08.11.2019
Miłosz Szymański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu