Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rysowanie nowej mapy
2019-01-02
Andrzej Chwalba, Martyna Słowik

Z profesorem Andrzejem Chwalbą, historykiem, znawcą I wojny światowej, rozmawia Martyna Słowik.

 

 

 

MARTYNA SŁOWIK: Jaka była pozycja narodów Europy Wschodniej w trakcie konferencji paryskiej?

PROF. ANDRZEJ CHWALBA: Ich pozycja przetargowa była zmienna i nie zawsze zgodna z wizją aliantów. Ale po kolei… Kiedy wojna wybuchła, mocarstwa uważały, że nie ma konieczności wprowadzania zmian na mapie Europy, nie widziały miejsca dla nowych państw. Szczęśliwie dla aspiracji narodów pozbawionych własnych państw wojna trwała jednak wystarczająco długo, aby ich marzenia z sierpnia 1914 roku mogły się spełniać, poczynając od października i listopada roku 1918.

W naszej części Europy – między morzami Bałtyckim, Adriatykiem i Czarnym – znajdowały się państwa przegrane w Wielkiej Wojnie: z jednej strony Niemcy i Austro-Węgry, a z drugiej Rosja, która najpierw przegrała militarnie, a następnie po rewolucji bolszewickiej wycofała się z wojny. Była to sytuacja komfortowa z punktu widzenia ambicji narodów zamieszkujących ten obszar. Przegrani nie decydowali. Decydowali alianci. W niejednym przypadku ich interesy pokrywały się z interesami narodów szukających drogi do niepodległości.

Lecz nie wszystkie narody dostały szansę wybicia się na niepodległość i stworzenia własnego państwa. Polacy ją otrzymali. Istotną rolę odegrał w tym prezydent USA Thomas Woodrow Wilson. Już w czerwcu 1918 roku było pewne, że Polska powstanie. Pewne też stało się powstanie Czechosłowacji. Natomiast w przypadku innych państw regionu – Litwy, Łotwy, Estonii czy Finlandii – alianci długo zwlekali z podjęciem decyzji o ich prawnym uznaniu. Uważali, że zwycięstwa bolszewików są chwilowe, bo taka jest logika każdej rewolucji, która w jakimś momencie wyhamowuje, a wówczas znów odrodzi się wielka Rosja jako sojusznik aliantów. Nie chciano jej osłabiać, popierając aspiracje narodów zamieszkujących Rosję.

W wyobrażeniach aliantów Polska miała być średniej wielkości państwem składającym się z zachodniej części Galicji, części zaboru pruskiego oraz z większości ziem Królestwa Polskiego, bez zamieszkanej przez Litwinów jego części północnej. Natomiast o Ukrainie i Białorusi alianci nie myśleli jako o potencjalnych państwach. Ich powstanie rozbijałoby jedność Rosji, a oni chcieli dawnego i silnego imperium. Życzyli sobie tego zwłaszcza Francuzi. Po pierwsze, byli przekonani, że silna Rosja to sojusznik na wypadek rewizjonizmu niemieckiego. Po drugie, zainwestowali w gospodarkę rosyjską poważne kapitały i nie chcieli ich stracić, gdyby do władzy doszli bolszewicy.

 

Jak więc państwa Europy Wschodniej lobbowały za swoimi interesami podczas konferencji paryskiej?

Delegacje litewska, łotewska i ukraińska były obecne w Paryżu, przekonując do swoich racji, ale bez sukcesu, także dlatego, że konferencja dotyczyła relacji między Niemcami a ich sąsiadami oraz losu Niemiec: demilitaryzacji, kwestii kolonii i tak dalej. Dla aliantów ambicje narodów wschodniej części były kwestiami trzeciorzędnymi. Dlatego próby ich przekonywania podczas konferencji, że my – Ukraińcy, Litwini czy Finowie – mamy prawo do własnego państwa, nie spotykały się z pozytywną reakcją. Podczas konferencji ustalono jedynie granice Niemiec z Polską i Czechosłowacją, natomiast obszary leżące na wschód od Polski i Czechosłowacji nie stały się przedmiotem obrad konferencji paryskiej.

 

Jaką postawę przyjęli alianci wobec wydarzeń w Rosji w trakcie trwania konferencji paryskiej?

W roku 1919, gdy toczyły się obrady, uważali, że trzeba wspierać finansowo i materiałowo opozycję antybolszewicką. Francuzi wspierali białych do momentu, kiedy ostatni rosyjski biały generał walczący z bolszewikami, Piotr Wrangel, uznał się za pokonanego, wsiadł na okręt i odpłynął z Krymu na zachód.

Natomiast Anglicy mieli coraz mniej cierpliwości dla białych i wspierali ich coraz słabiej, a w 1920 roku faktycznie zaniechali wsparcia, uważając, że biali nie wygrają z bolszewikami. Francuzom biała Rosja była potrzebna, Anglikom niekoniecznie. Między Rosją i Anglią w XIX wieku występowały daleko idące napięcia zwłaszcza w Azji Środkowej i na Środkowym Wschodzie. Anglicy obawiali się, że biali po zwycięstwie mogą powrócić do konfrontacyjnej polityki wobec ich imperialnych interesów. Warto pamiętać, że przed wybuchem Wielkiej Wojny Wielka Brytania i Rosja nie były połączone sojuszem wojskowym. Brytyjczycy nie martwili się też szczególnie utratą kapitałów w Rosji, gdyż ich zaangażowanie w gospodarkę rosyjską przed 1914 rokiem było stosunkowo skromne.

 

Z tego powodu nie pozwolono na przyjazd obalonego Mikołaja II?

Brytyjska opinia publiczna w osobie Mikołaja II widziała symbol autokratycznej Rosji. Przed wojną nie cieszył się ich sympatią. Przeciwnie. Ogólnie rzecz biorąc, reżim Mikołaja II miał złą prasę w Anglii. Pamiętano carowi między innymi krwawe stłumienie rewolucji 1905 roku. W 1917 i 1918 roku, kiedy ważyły się jego losy, w Anglii nie było liczniejszych środowisk, które stanęłyby w jego obronie. Zresztą Mikołaj II wcale nie był entuzjastą wyjazdu na emigrację. Uważał, że jego miejsce jest w Rosji. Był naczelnym wodzem armii rosyjskiej od 1915 roku. W przekonaniu o konieczności pozostania w Rosji utwierdzała go też żona. Uważała, że na rosyjskiej ziemi muszą być do końca.

 

A zatem Anglicy zbliżyli się do bolszewików.

Rzeczywiście pod koniec 1919 roku Anglicy poszukiwali kontaktów z bolszewicką Rosją. Byli realistami. Widzieli, że skoro bolszewicy wygrywają, to znaczy, że cieszą się pewnym poparciem społecznym. Mogli zatem rozważyć nawiązanie dobrych relacji handlowych. I takie kroki podjęli. Nie oznaczało to jeszcze uznania de iure państwa sowieckiego. Natomiast w tym samym czasie Francja odmawiała jakichkolwiek kontaktów z bolszewikami. Do nawiązania dobrych relacji z Moskwą zachęcały rząd i parlament brytyjski tamtejsze związki zawodowe oraz Partia Pracy. Robotnicy i działacze związkowi organizowali manifestacje na rzecz państwa sowieckiego. Hasłem prosowieckiej lewicy były słowa: „ręce precz od Rosji!”. Lewica, nie tylko zresztą brytyjska, widziała w Rosji bolszewickiej realizację swoich marzeń – oto proletariusze wzięli w swoje ręce władzę i starają się żyć godnie i sprawiedliwie. Wyobrażenie Rosji jako więzienia narodów, jako państwa przemocy, gwałtu, terroru jeszcze nie istniało. Dlatego koalicyjny rząd Lloyda George’a musiał brać pod uwagę opinie mnóstwa ludzi. Musiał być bardziej elastyczny wobec czerwonej Rosji niż Francuzi. Niechęć Anglików do wspierania białych przeniosła się później na Polskę, do pomagania której w wojnie z bolszewikami też się nie palono. Anglicy nie chcieli udzielać nam wsparcia, a jeśli już udzielali, to z wielkimi oporami.

Nie wszystkie państwa, które powstały w trakcie Wielkiej Wojny lub po niej, przetrwały konfrontację z czerwoną Rosją. Żadne z państw, które pojawiły się na Kaukazie – Gruzja, Armenia, Azerbejdżan – nie zachowały niepodległości, bo Armia Czerwona na nie uderzyła i je zniszczyła. Białoruś i Ukraina nie mogły powstać, bo Moskwa stworzyła Białoruską Republikę Sowiecką i Ukraińską Republikę Sowiecką. W moskiewskiej, imperialnej optyce, nie było miejsca na Ukrainę Semena Petlury czy na niepodległych Białorusinów.

 

Czy Francja próbowała wpływać na Anglię, aby ta zmieniła front wobec Rosji?

Oczywiście, ale Anglicy mieli własne interesy. Już w trakcie konferencji paryskiej było widać, że Francja i Anglia nie mówią jednym głosem. Podczas wojny łączył ich wspólny cel: konieczność pokonania Niemiec. To się stało. Od tego momentu każdy pilnował swoich spraw. Dlatego też Anglia była skłonna szybciej uznać nowo powstałe państwa bałtyckie – Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię – niż Francja. W Londynie panowało przekonanie, że skoro kraje te powstały, to trzeba się z nimi porozumieć i mieć nad nimi kontrolę. Z kolei Francuzi cały czas żyli złudzeniami o białej Rosji. To musiało powodować napięcia. Dla Francji Polska była bardzo ważna, ważniejsza niż dla Anglii. Ta druga wiedziała, że Polska musi istnieć, bo jest zbyt wielu Polaków i coś z nimi trzeba zrobić… Ponadto prezydent Wilson poparł powstanie Polski, co jednak nie znaczyło, że Anglia będzie wspierać polskie aspiracje co do korzystnych granic na zachodzie i wschodzie. Nie było przypadkiem, że autorem bardzo niekorzystnej dla Polski, a zalecanej linii granicznej na Bugu, był minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii lord Curzon. Anglikom nie podobało się, że Francja chciała widzieć nasz kraj i inne państwa Europy Wschodniej w swojej orbicie wpływów. Chcieli równowagi w Europie kontynentalnej, a nie dominacji Francuzów, którzy mieli ambicje zastąpić Niemcy na kontynencie.

 

W jaki sposób izolacjonizm amerykański wpłynął na losy państw Europy Wschodniej?

Amerykanie nie uczestniczyli w konstruowaniu nowej architektury politycznej Europy na wschodzie. Ich aktywna rola polityczna zakończyła się na traktacie wersalskim i powołaniu Ligi Narodów. Także Rzym nie był bliżej zainteresowany losem Europy Wschodniej, a Japonia, jako piąte główne państwo alianckie, zupełnie się tym regionem nie zajmowała. Decydowali Anglicy i Francuzi.

 

À propos wojny polsko-bolszewickiej: czy po bitwie warszawskiej Józef Piłsudski mógł inaczej postąpić z Ukraińcami, czyli wywiązać się ze zobowiązań wobec Petlury i zagwarantować niepodległość Ukrainie?

Nie mógł, nawet gdyby bardzo chciał. Jego umowa z Petlurą nie została ratyfikowana przez Sejm. To osłabiło jego racje. Zakończona porażką tak zwana wyprawa kijowska spowodowała, że mimo zwycięstw warszawskiego i niemeńskiego pozycja Piłsudskiego była słabsza niż przed majem 1920 roku. Mocniejszy był Sejm i rząd, ale to nie był jego rząd. W związku z tym Piłsudski nie mógł narzucić swojej wizji politycznej. Nie był dyktatorem, choć był naczelnikiem państwa. Ponadto, mimo zwycięstwa niemeńskiego, armia polska nie była w stanie posuwać się dalej. Alianci stanowczo deklarowali, że nie pożyczą już ani pieniędzy, ani nie sprzedadzą Polsce uzbrojenia na dalszą – jak to nazywali – awanturniczą i imperialną wojnę na wschodzie. Zarówno polscy opozycyjni politycy, jak i alianci ostrzegali Piłsudskiego: „musi się pan natychmiast zatrzymać, nie może pan okupować ziem ukraińskich, białoruskich, litewskich”. Rzeczywiście na Wołyniu i Polesiu Polacy nie stanowili więcej niż 10 procent ogółu ludności. Polacy mieli jedynie większość na północnym wschodzie (Grodno, Wilno). Polska, nie mając ani poważnych zasobów pieniężnych, ani przemysłu zbrojeniowego, nie mogła bez wsparcia aliantów kontynuować wojny. Byliśmy zdani na ich łaskę i niełaskę. W tej atmosferze delegacja polska skupiająca polityków niechętnych wizji Piłsudskiego rozpoczęła rokowania z władzami bolszewickimi. Rozmowy ostatecznie zakończyły się podpisaniem traktatu ryskiego w marcu 1921 roku. Już na początku rozmów bolszewicy wykluczyli obecność delegacji Ukrainy Petlury. Nie wyobrażali sobie, aby w Kijowie był ulokowany wrogi im rząd. Polska delegacja akceptowała tę argumentację. Większość jej składu stanowili politycy uważający, że Polacy nie mogą umierać za Ukrainę, gdyż Polska jest zbyt słaba, a poza tym nie mają w tym interesu. Mieli świadomość, że zarówno bolszewicy, jak i biała Rosja, która jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, nie dopuszczą do sytuacji, aby Ukraina należała do Ukraińców. Przeciwni wolnej Ukrainie byli alianci, pomimo że dyplomaci związani z Piłsudskim próbowali ich przekonać do zmiany stanowiska.

 

A więc Petlury nie dało się uratować?

Polska zobowiązała się w preliminariach pokojowych wobec strony bolszewickiej, że nie będzie wspierać żadnych wrogich jej formacji. Ale Polacy nie opuścili całkowicie wojsk Petlury. Przekazali im broń i amunicję i pozwolili na dokonanie ofensywy w kierunku Ukrainy. Armia Petlury ruszyła na wschód, ale około stu kilometrów od granicy została pobita i po dwóch – trzech tygodniach musiała się wycofać. Samodzielna wyprawa wojsk Petlury dowiodła, że bez wsparcia Polski i Europy Ukraina nie ma żadnych szans na zwycięską walkę z państwem bolszewickim.

 

Andrzej Chwalba jest profesorem historii, badaczem historii społecznej, kulturowej i politycznej XIX – XXI wieku oraz relacji polsko-rosyjskich. Kierownik Zakładu Antropologii Historycznej w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tekst ukazał się w numerze 6/2018 „Nowej Europy Wschodniej”, w ramach specjalnego dodatku Rok 1918 w Europie Wschodniej pod redakcją Zbigniewa Rokity. Dodatek był współfinansowany z przekazanych przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec. Partnerem dodatku jest magazyn „Osteuropa”.

 

Fot. Carnegie Endowment for Peace 1924 (domena publiczna) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

Polska nie wybuchła

11.11.2019
Sonia Knapczyk Andrzej Leon Sowa
Czytaj dalej

Retrospektywa filmów Pawła Łungina z udziałem reżysera

09.11.2019
Grzegorz Szymczak
Czytaj dalej

Wybory w Kiszyniowie. Czas na Cebana

08.11.2019
Miłosz Szymański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu