Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
„Pierwszy przechodzący”, czyli trzecia szansa pułkownika Hrycenki
2019-03-04
Marek Bogdan Kozubel

W ostatnich tygodniach w polskich mediach niejednokrotnie komentuje się przebieg kampanii prezydenckiej na Ukrainie. Na urząd gwaranta konstytucji wymienia się przede wszystkim urzędującego prezydenta Petra Poroszenkę, liderkę partii Bat`kiwszczyna (Ojczyzna) Julię Tymoszenko oraz cieszącego się wysokimi sondażami aktora i komika Wołodymyra Zełenskiego. Czasem można usłyszeć lub przeczytać o najsilniejszym spośród kandydatów prorosyjskich Juriju Bojce albo uchodzącym za politycznego klauna Ołehu Laszce, przywódcy opłacanego przez oligarchę Rinata Achmetowa ugrupowania Radykalna Partia. Zapomina się jednak o pewnym silnym i cieszącym się sporym zaufaniem społecznym kandydacie – pułkowniku rezerwy Sił Zbrojnych Ukrainy i byłym ministrze obrony w latach 2005–2007, który już trzeci raz startuje w wyborach prezydenckich. W 2010 roku przez hasło na swych bilbordach „Przechodzący przejdą sami, a ja głosuję na Hrycenkę” (co miało odnosić się do wyników sondaży i namawiało, by im nie ulegać) zyskał mało chlubny przydomek „Pierwszy nieprzechodzący”. Ostatnie tygodnie kampanii wskazują jednak na to, że Anatolij Hrycenko, bo o nim mowa, nie tylko jest w stanie utrzymać wysokie notowania w niesprzyjających warunkach, ale i zwiększyć swe szanse na ostateczne zwycięstwo.

 

Atuty byłego ministra obrony

Największym atutem Hrycenki jest to, że nie można mu przylepić łatki osoby skorumpowanej. Jest to szczególnie ważne na ukraińskiej scenie politycznej, gdzie wielu politykom można zarzucić udział w szeregu afer korupcyjnych. W ostatnich miesiącach obóz prezydencki próbował z mizernym skutkiem zdyskredytować Hrycenkę, co koordynował deputowany Bloku Petra Poroszenki Iwan Winnyk (jest on równocześnie przewodniczącym komisji śledczej badającej proces sprzedaży sprzętu wojskowego). Hrycenkę starano się obarczać winą za niski poziom przygotowania Sił Zbrojnych Ukrainy do konfliktu militarnego w 2014 roku. Zarzucano mu choćby sprzedaż wielu pojazdów wojskowych po zaniżonych cenie. Tymczasem pułkownik i jego obóz polityczny skutecznie odpiera te zarzuty, wskazując na to, że w kręgu kompetencji ministra obrony nie leży kwestia sprzedaży wyposażenia wojska. Za to odpowiada szef Rady Bezpieczeństwa i Obrony Narodowej, a tym był w 2005 roku m.in. urzędujący dzisiaj prezydent Ukrainy. Na domiar złego politycy BPP pomijają fakt, iż najbardziej destrukcyjne dla Sił Zbrojnych Ukrainy były lata rządów Wiktora Janukowycza, gdy nie Hrycenko, ale znowu Poroszenko należał do obozu władz – był przecież ministrem spraw zagranicznych. Wygląda to na próbę wybielania przedstawicieli prorosyjskiego obozu władzy Janukowycza. W świetle ostatnich nowych oskarżeń korupcyjnych wobec środowiska bliskiego prezydentowi, dotyczących właśnie zbrojeniówki, atakowanie Hrycenki traci jakikolwiek sens.

Kolejnym atutem Hrycenki jest aktywny udział w polityce zagranicznej Ukrainy, mimo tego, że nie należy do korpusu dyplomatycznego. Liczne spotkania pułkownika z ważnymi zachodnimi politykami oraz udział w konferencjach budują jego pozytywny wizerunek zagranicą, jak i wśród tych Ukraińców, którzy interesują się polityką zagraniczną. Kolejne wyjazdy, nagłaśniane na portalach społecznościowych, uwiarygadniają deklaracje Hrycenki, iż posiada on plan uregulowania sytuacji w Donbasie, który powstaje w konsultacji z partnerami zagranicznymi Ukrainy.

Hrycenko buduje swój wizerunek polityka nieskorumpowanego i otwartego na zwykłych ludzi. Poza „swojskiego chłopa” ma przyciągać do niego przeciętnych obywateli Ukrainy – szczególnie tych w średnim i podeszłym wieku, a więc najaktywniej biorących udział w wyborach. W stopniowym zyskiwaniu ich zaufania mógł przewrotnie odegrać rolę fakt, iż Hrycence zablokowano dostęp do największych stacji telewizyjnych, głównie kontrolowanych przez oligarchów. Wtedy pułkownik zaczął objeżdżać cały kraj. Spotkanie twarzą w twarz procentowało, podczas gdy pozostałych czołowych ukraińskich polityków widywano niemal wyłącznie na ekranie telewizora. W końcu skoro Hrycenki nie zapraszano do dużych stacji, wybierał małe, regionalne media, co znowu mogło się przełożyć na wzmocnienie jego popularności.

W końcu wśród wielu Ukraińców zaczyna rosnąć pragnienie by ich państwem kierował polityk silny, niemal na pograniczu autorytaryzmu. Wystarczy wspomnieć, iż nad Dnieprem sporą sympatią cieszy się dyktator Białorusi Aleksandr Łukaszenko, który wyprzedza popularnością znacznie bardziej liberalnych polityków zachodnich. Ukraińcy mają nadzieję na to, że silny przywódca doprowadzi do agonii obecnego systemu politycznego, stoczy zwycięski bój z rodzimą korupcją, poprawi sytuację gospodarczą oraz zakończy wojnę w Donbasie na warunkach, które nie będą nosić znamion kapitulacji. To dosyć naturalne zjawisko po fiasku przemian zaraz po Rewolucji Godności z lat 2013–2014, gdy okazało się, że idealistyczną naiwnością i dobrymi chęciami nie da się zmienić kraju. Hrycenko jawi się Ukraińcom jako silny lider – posiada doświadczenie na stanowisku ministra obrony oraz deklaruje, iż będzie realizował swój program, nawet wbrew woli parlamentu.

 

Wszyscy ludzie pułkownika

Kolejnym solidnym atutem byłego ministra obrony jest jego otoczenie. Hrycenko prowadzi udaną kampanię promocji kandydatów na stanowiska obsadzane przez prezydenta. Są to: ministrowie obrony i spraw zagranicznych, szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, prezes Narodowego Banku Ukrainy, szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy i Prokurator Generalny. Pułkownik systematycznie nagłaśnia kolejne kandydatury na poszczególne stanowiska, utrzymując elektorat „demokratyczny” w stałym zainteresowaniu tym politycznym serialem.

Najpierw wskazał doświadczonego, acz młodego oficera Wiktora Trepaka na potencjalnego Szefa SBU. Trepak brał udział w nagłośnieniu kilku ważnych afer korupcyjnych, głównie w środowisku prokuratorskim. Następnie po odejściu z SBU, co zrobił w akcie protestu wobec szerzących się w niej patologii, wykorzystywał informacje, które skrycie przekazywali mu koledzy ze służb, do sabotowania planów obozu Petra Poroszenki w zakresie dyskredytowania Hrycenki. Zapewne też ten fakt miał wpływ na plany pułkownika dotyczące wyznaczenia Trepaka na tak odpowiedzialne stanowisko.

Kolejny był kandydat na stanowisko ministra obrony, Iwan Aparszyn, z którym Hrycenko miał okazję współpracować w resorcie obrony. Przedstawił go publicznie 5 lutego podczas wizyty we Lwowie. Następnie dochodzili kolejni kandydaci, których pułkownik z radością prezentował: 11 lutego w Charkowie Ołeksandra Sawczenkę jako przyszłego prezesa NBU, a 20 lutego podczas udziału w emisji na żywo programu „Swoboda słowa” na kanale ISTV deputowaną Switłanę Zaliszczuk jako przyszłą minister spraw zagranicznych. Hrycence stale towarzyszy także jego rzeczniczka Krystyna Bondarenko.

Z pewnością na korzyść Hrycenki wpływa fakt, iż jego ekipa to osoby w większości młode, charyzmatyczne, posiadające niemałe doświadczenie oraz nieskompromitowane. Należy zaznaczyć, że strzałem w dziesiątkę było wskazanie Zaliszczuk jako potencjalną minister spraw zagranicznych. Poza znajomością języków i doświadczeniem w dyplomacji, przedstawicielka ugrupowania Eurooptymistów jest niewątpliwie charyzmatyczna. Nie bez znaczenia jest również jej „niesowiecki” styl ubioru, czym skutecznie i pozytywnie wyróżnia się w oczach dyplomatów. W końcu Hrycenko umiejętnie zagrał na nucie postępowej, co też może zostać przyjęte dobrze na Zachodzie – wskazał młodą kobietę na jedno z najważniejszych stanowisk w rządzie. Nie bez powodu pułkownik zabiera ze sobą Zaliszczuk na wyjazdy zagraniczne, m.in. do Monachium, gdzie przedstawił ją np. Kurtowi Volkerowi.

 

Wartościowy sojusz

Popołudniu 1 marca mer Lwowa, Andrij Sadowy, ogłosił, że rezygnuje z dalszego udziału w wyścigu o fotel prezydencki i udziela poparcia Hrycence. Ostatnie sondaże nie dawały mu najmniejszych szans na wejście do drugiej tury, stale wskazując pułkownika jako lidera poparcia elektoratu „demokratycznego”. Sadowy zaczął być niesłusznie postrzegany w internecie jako rzekomy „kandydat techniczny” urzędującego prezydenta, który zgłasza swój udział w wyborach tylko po to, by ukraść kilka procent jednemu z oponentów Poroszenki. Wraz z tym topniało poparcie i zaufanie do partii mera Lwowa – Samopomocy. Według ostatnich wyników badań Agencji Socjologicznej „Fama”, potencjał Hrycenki stale rośnie i poparcie dla niego może sięgać 9,4–9,8 procenta, dla Sadowego zaś od 5,1 do 5,9 procenta[1].

Na dodatek opublikowany 27 lutego sondaż Ukraińskiego Instytutu Badań Społecznych im. Ołeksandra Jaremenki i Centrum Monitoringu Społecznego wskazywał, że w razie rezygnacji Sadowego z wyborów, Hrycenko może uzyskać skok poparcia do 15,6 procenta, wyprzedzając tym samym Zełenskiego (13,7 procenta), Tymoszenko (9 procent) i Poroszenkę (8,4 procenta)[2]. Po pojawieniu się tych wyników, presja na Sadowego zaczęła znowu rosnąć, a następnego dnia poinformował przez jeden z portali społecznościowych, że zastanawia się nad rezygnacją. Portal Ukraińska Prawda dowiedział się o dramatycznym przebiegu rozmowy Sadowego z jego najbliższym otoczeniem: Ołehiem Bereziukiem, Ołehiem Ławrykiem, Jehorem Soboliewem, Oksaną Syroid, Romanem Semenuchą, Ostapem Procykiem i Paraskiewią Dworianyn. Wszyscy poza Soboliewem i Procykiem byli przeciwko połączeniu sił z Hrycenką, ale Sadowy uświadomił im, że dalszy uparty, skazany na klęskę udział w wyborach prezydenckich oznacza dla Samopomocy polityczne samobójstwo. Pragmatycznie stwierdził: „Jeżeli teraz tego nie zrobimy [wycofamy się w wyborów – M. B. K.], wtedy cały ten gniew [chodzi o wrogi nastrój elektoratu – M. B. K.] wobec tego, że nie skorzystaliśmy z okazji by poprzeć Hrycenki, spadnie na nas wszystkich”[3].

Jakie korzyści niesie za sobą sojusz z Sadowym, który przecież miał bardzo niskie notowania? Otóż poza kilkuprocentowym wsparciem wyborców wiernych merowi lwiego grodu, Hrycence będzie sprzyjał szereg innych czynników. Wśród nich należy wymienić zjawisko synergii, efekt domina, siatkę regionalną Samopomocy oraz zdjęcie łatki „pierwszego nieprzechodzącego”.

Zjawisko synergii to nic innego jak napływ wyborców do elektoratu kandydata. W takiej sytuacji Hrycenko potencjalnie otrzymuje nie tylko głosy tych, którzy nadal byli gotowi zagłosować na mera Lwowa, ale również części niezdecydowanych wyborców z elektoratu umownie określanego mianem „demokratycznego”. Właśnie jako wystąpienie zjawiska synergii należy interpretować piątkowe słowa Sadowego o tym, że jego rezygnacja z udziału w wyścigu wyborczym doda pułkownikowi 10 procent poparcia[4].

Efekt domina z kolei dotyczy spodziewanych rezygnacji innych kandydatów liczących na wsparcie elektoratu „demokratycznego”. Ich odpowiedzialna decyzja, również mimo niskiego poparcia, też wzmocni zjawisko synergii. W ostatnim tekście wspominałem, iż po zawiązaniu sojuszu Hrycenko-Sadowy z udziału w kampanii mogą zrezygnować i inni przedstawiciele opozycji demokratycznej[5]. Pisząc właśnie ten akapit w piątkowe popołudnie (1 marca), zerkam na wszelki wypadek na stronę jednego z ukraińskich portali informacyjnych – o godzinie 15:03 czasu polskiego Dmytro Hnap, były dziennikarz śledczy i reprezentant partii Syła ludej (Siła ludzi), poinformował o rezygnacji na korzyść Anatolija Hrycenki[6]. Sytuacja zmienia się więc dynamicznie i pozostaje czekać na rezygnację m.in. Romana Bezsmertnego.

Hrycenko będzie od tego momentu mógł liczyć na wsparcie rozległej i dobrze zorganizowanej siatki terenowej Samopomocy. Na tym polu raczej nie wystąpi wielki opór lokalnych przedstawicieli tej partii przed grą na korzyść pułkownika. Bez sojuszu z Pozycją Obywatelską, los Samopomocy byłby w oczach większości elektoratu „demokratycznego” przesądzony. Uznaliby, jak wyżej zaznaczał sam Sadowy, że mer Lwowa i jego ugrupowanie to siły „techniczne” – czy to kolaborujące z Bankową, czy też zachowujące się jak przysłowiowy „pies ogrodnika”. Zresztą od kilku miesięcy w mediach społecznościowych chodziły słuchy o tym, że struktury terenowe Samopomocy, a także kilku popularnych deputowanych tejże partii, głównie Jehor Soboliew, postulowało połączenie sił z Hrycenką i udzielenie mu poparcia jako jedynemu politykowi demokratycznemu, który będzie zdolny pokonać w drugiej turze wszystkich rywali z pozostałych obozów. Właśnie ta sprzyjająca mu siatka terenowa wydatnie wzmocni struktury Pozycji Obywatelskiej w zakresie agitacji i następnie kontroli na procesem wyborczym, by nie doszło do „cudu nad urną”. To pozwoli Hrycence zebrać liczbę głosów wystarczającą do przejścia do drugiej tury, ale również obronić swój wynik przed fałszerstwami na korzyść oponentów broniących starego systemu politycznego.

Wraz z poparciem mera Sadowego zdjęta zostaje łatka „pierwszego nieprzechodzącego”. Pomimo tego, że Hrycenko jeszcze przed zawiązaniem tego aliansu cieszył się znacznie większym poparciem wyborców, teraz jego szanse drastycznie wzrosły nawet w oczach elektoratów innych kandydatów. Pryska również definitywnie mit, będący zresztą składową wspomnianej łatki, jakoby Hrycenko nie był zdolny do zawierania trwałych sojuszy. Zawarte wcześniej porozumienia z Wiktorem Czumakiem, Mykołą Katerynczukiem i Mykołą Tomenko były umiejętnie, a może nieco nachalnie, prezentowane jako dowód na to, że z pułkownikiem można się dogadać. Był to również subtelny element nacisku na Sadowego, który nie zawierał tak głośnych sojuszy na swoją korzyść. Przedstawiał Hrycenkę jako otwartego na współpracę, a mer Lwowa przez swą nieustępliwość i ambicję niemal otrzymał łatkę „kandydata technicznego”. Nie mniej właśnie na sojuszu z Sadowym najbardziej zależało elektoratowi „demokratycznemu”.

Przedstawiciele sztabu Poroszenki nie pozostawili bez komentarza sojuszu dwóch czołowych przedstawicieli opozycji demokratycznej. Ołeh Miedwiediew stwierdził, skąd inąd z ogromną przesadą, że: „nieliczni już na ten moment wyborcy Andrija Iwanowycza [Sadowego] w różnych proporcjach dzielą się między sześcioma kandydatami [demokratycznymi]. I nawet mogę wam powiedzieć, że część wyborców Sadowego w razie jego rezygnacji z udziału w kampanii jest gotowych zagłosować na Petra Poroszenkę, a nie tylko na Anatolija Hrycenkę”[7]. Rzecznik sztabu wyborczego urzędującego prezydenta nie podał żadnych danych potwierdzających jego daleko idącą tezę.

 

Wyzwania i problemy

Nie jest jednak tak, że Hrycenko ma już zagwarantowany udział w drugiej turze. Przed pułkownikiem nadal stoi szereg wyzwań. Przede wszystkim zalicza się do nich dalsze zbieranie poparcia, najlepiej nie tylko z elektoratu „demokratycznego”. Następnie struktury terenowe Pozycji Obywatelskiej i jej aliantów muszą doprowadzić do tego, aby potencjalni wyborcy pułkownika poszli do urn. W końcu będzie przed nimi stało trudne zadanie obrony dobrego wyniku Hrycenki podczas zliczania głosów, gdyż zagrożony przez niego aktualny układ polityczny, którego naczelnym obrońcą jest urzędujący prezydent, nie odpuści.

Problemem mogą okazać się relacje wewnątrz obozu demokratycznego. Należy pamiętać, że Hrycenkę poparli dotychczas przedstawiciele innych partii demokratycznych, na przykład Wiktor Czumak z partii Chwila. Zbyt duża liczba sojuszników przy jednym stole może doprowadzić do ostrych sporów podczas planowania „podziału łupów” przed dniem głosowania. Należy przypomnieć, że budowanie sojuszu z Samopomocą opóźniało się w dużej mierze z powodu nadmiernych ambicji osób otaczających Sadowego. Zalicza się do nich m.in. Oksana Syrojid, która występowała zdecydowanie przeciwko sojuszowi z Hrycenką. Konflikty wewnątrz obozu będą więc pewne. Przed pułkownikiem stoi wyzwanie neutralizowania sporów za pomocą różnych narzędzi, w tym i subtelnego nagłaśniania w mediach postaw tych, którzy będą ulegali przerośniętym ambicjom. Czyli w zasadzie wykorzystać dotychczasową taktykę pt. „Ja chcę rozmawiać i nawet iść im na rękę, a oni nie chcą”.

W końcu Hrycenko może spodziewać się i negatywnej reakcji wielu politologów i osób nazywanych na wyrost „ekspertami”, których liczba od wybuchu wojny ukraińsko-rosyjskiej w 2014 roku drastycznie wzrosła, mocno zarazem obniżając poziom debaty publicznej w państwie. Większość z nich z przekonaniem twierdziła, iż Hrycenko nie ma szans, najczęściej zresztą podając jako argument starą mantrę o „pierwszym nieprzechodzącym”. Najczęściej są to zresztą osoby bezkrytyczne wobec sondaży oraz ulegające różnym hype’om. Doskonałym przykładem jest choćby popularny nad Dnieprem politolog Wołodymyr Fesenko, który zafascynował się wynikami sondażowymi Zełenskiego[8]. Do osób, którym sojusz Hrycenko-Sadowy może popsuć narrację, należy również znany „technolog polityczny” Serhij Hajdar, który również jest przekonywał, że Hrycenko nie może wygrać, pomimo licznych zalet[9]. Należy pamiętać o tym, że sukces pułkownika może doprowadzić do zmiany układu politycznego oraz reguł prowadzenia polityki, co zmusi wielu ukraińskich politologów, socjologów i „ekspertów” do nauczenia się nowych zasad. Pomimo tego, że jest to korzystne dla Ukrainy, to może nie wydawać się atrakcyjne dla nich. Osobiście podejrzewam, iż wielu z nich będzie starało się demonizować osobę Hrycenki z bardzo przyziemnych powodów. Siła oddziaływania ich argumentów może być jednak słaba z uwagi na jej zasięg, nieprzekonujące tezy, jak i stale topniejące zaufanie przeciętnych Ukraińców do „ekspertów”.

Sporą szansą, jak i wyzwaniem, będzie dla Hrycenki przekonanie Swiatosława Wakarczuka, popularnego wokalistę nie mniej popularnego zespołu Okean Elzy, by ten udzielił mu swego poparcia. Rockmen zadeklarował dnia 15 lutego, iż poprze tego kandydata z obozu demokratycznego, który spełni szereg jego warunków: będzie aktywnie brał udział w debatach telewizyjnych nadawanych na żywo, przedstawi członków swej ekipy oraz zademonstruje, w jaki sposób realizował swe poprzednie obietnice wyborcze[10]. Po tej deklaracji na wielu portalach informacyjnych natychmiast pojawiły się komentarze, że Wakarczuk poprze właśnie Hrycenkę, który, jeszcze zanim oficjalnie zaczął swą kampanię wyborczą, deklarował, iż chce brać udział w debatach na żywo oraz przedstawi jeszcze przed 31 marca wszystkich kandydatów na ważne stanowiska obsadzane przez prezydenta.

***

Anatolij Hrycenko jest niesłusznie pomijany przez wszystkie polskie media i komentatorów politycznych. Osobiście zetknąłem się z takowym stosunkiem do tego kandydata m.in. ze strony dr Łukasza Adamskiego z Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, który w jednym ze swych postów na popularnym portalu społecznościowym przedstawiał pośrednio właśnie mera Sadowego jako niemal pewnego rywala urzędującego prezydenta, podczas, gdy ja pozwoliłem sobie na zdanie odrębne. Z kolei w prasie drukowanej i internetowej komentuje się jedynie kampanię Petra Poroszenki, rzecz jasna trwa hype na Wołodymyra Zełenskiego oraz czasem jeszcze wspomina się o Julii Tymoszenko. Nie mniej czas oraz sympatie Ukraińców udowodniły, że Hrycenko jest jednym z najpoważniejszych uczestników wyścigu wyborczego. Jeżeli nie popełni błędów, przekona kolejnych potencjalnych wyborców i utrzyma w ryzach swych sojuszników, to niewykluczone, że tym razem w końcu zostanie prezydentem. Do trzech razy sztuka.

 

[1] https://www.pravda.com.ua/news/2019/03/1/7208048/.

[2] https://www.obozrevatel.com/ukr/politics/gritsenko-otrimae-15-golosiv-v-razi-priednannya-do-nogo-sadovogo-opituvannya.htm?fbclid=IwAR1R3pRRWFAWnhTh1STdEkQTYSZ7vJfasin8cKvmGLxk8esIlqRDmp2MwAg.

[3] https://www.pravda.com.ua/news/2019/03/1/7208061/.

[4] https://www.pravda.com.ua/news/2019/03/1/7208104/.

[5] http://www.new.org.pl/5973-sondazowe-manowce-wolodymyra-zelenskiego.

[6] https://www.pravda.com.ua/news/2019/03/1/7208089/.

[7] https://www.pravda.com.ua/news/2019/03/1/7208077/.

[8] https://www.youtube.com/watch?v=vKv3k6JNoro&t=434s.

[9] https://www.youtube.com/watch?v=gwgbVdrEiwk.

[10] https://www.obozrevatel.com/president-2019/est-tri-usloviya-vakarchuk-rasskazal-za-kogo-budet-golosovat-na-vyiborah-prezidenta.htm.

 

Fot. Kharkivian (Serhii Petrov) (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu