Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wszyscy zwyciężyli, nikt nie wygrał
2019-03-08
Antoni Radczenko

Paradoksalna sytuacja ukształtowała się po niedzielnych wyborach samorządowych na Litwie. Niemal wszystkie większe ugrupowania polityczne ogłosiły zwycięstwo, chociaż wyniki na dobrą sprawę pokazały, że prawdziwego zwycięzcy… brak. Część komentatorów politycznych mówi o „erozji systemu partyjnego”.

 

3 marca mieszkańcy Litwy wybierali radnych oraz merów 60 jednostek samorządowych. Najwięcej, czyli 311 na 1 461 miejsc w radach samorządowych zdobyły lokalne komitety wyborcze, które stają się coraz popularniejszą formą zdobywania władzy na szczeblu samorządowym. Przed czterema laty startowało 58 komitetów, w tym roku już 87. Po odzyskaniu niepodległości w wyborach samorządowych na Litwie można było kandydować tylko z list ugrupowań partyjnych. Krytycy zarzucali jednak takiemu systemowi zbytnie upartyjnienie władz lokalnych, które stawały się za bardzo zależne od polityki krajowej i zbyt dalekie od bezpośrednich wyborców. Dlatego Sejm znowelizował Ustawę o wyborach samorządowych zezwalając w 2011 roku na tworzenie niepartyjnych komitetów wyborczych, a w 2015 roku także na bezpośrednie wybory merów, czyli zwierzchników jednostek samorządowych: miast i rejonów.

 

Pomiędzy demokracją a feudalizacją

Zdaniem części ekspertów, te reformy zamiast „tworzenia prawdziwej samorządności” wzmocniły jedynie w samorządach nepotyzm, presję administracyjną i lokalne układy, niemające nic wspólnego z postawami ideologicznymi czy demokracją. „Wśród tych, którzy wygrali w I turze i tych, którzy przeszli do II, nie brakuje osób mających problemy z prawem, słynących z metod autorytarnych oraz politycznych przebierańców. To oczywiście prawo ludzi wybierać kogo chcą. Jednak to pokazuje, jaki mamy pogląd na demokrację i jakich trzymamy się zasad” – zauważył tuż po wyborach politolog Mažvydas Jastramskis z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityki Uniwersytetu Wileńskiego.

Z kolei zdaniem politolożki Ainė Ramonaitė obecny system może doprowadzić do wzmocnienia „tendencji feudalnych” na prowincji. „Widzimy, jak mocną pozycję zajmują merowie w terenie i to raczej nie z powodu dobrze wykonywanej pracy na rzecz społeczeństwa. Można zaobserwować też inne zjawisko: wyborcy mają inny pogląd na reprezentującą mera partię lub komitet, a inny na osobę mera. Jeśli taka tendencja utrzyma się na dłużej, to zwiększy się przepaść między polityką krajową a samorządową” – podkreśla ekspertka.

Cytowany powyżej Jastramskis jest przekonany, że na Litwie postępuje proces degradacji systemu partyjnego. „Na szczeblu państwowym mamy do czynienia z erozją systemu partyjnego. Paradoksalnie, ale wygląda na to, że jedynym antidotum na erozję systemu i popularność niepartyjnych komitetów są silne partie. Najlepiej pokazali się socjaldemokraci i konserwatyści” – oświadczył politolog.

 

Brak zwycięzcy

Wśród partii brakuje bezapelacyjnego lidera. W poprzednich wyborach samorządowych, w roku 2015, jednoznacznie tryumfowali socjaldemokraci (359 mandatów), drudzy byli konserwatyści (253), dalej – Ruch Liberałów (217), Partia Pracy (147), Związek Chłopów i Zielonych (140), Porządek i Sprawiedliwość (81), AWPL-ZChR wraz z Aliansem Rosjan (65). W tym roku kolejne, po niepartyjnych komitetach wyborczych, dwa miejsca na podium trafiły do dwóch ugrupowań tradycyjnych. Konserwatyści (Związek Ojczyzny – Litewscy Chrześcijańscy Demokraci) zdobyli 267 mandatów, natomiast socjaldemokraci wywalczyli 264 miejsca. Obecnie rządzący na poziomie krajowym Litewski Związek Chłopów i Zielonych, który przez lata przebywał w politycznym letargu, aż w 2016 nieoczekiwanie zdobył Sejm – będzie miał 218 radnych. Na dalszych miejscach znaleźli się Ruch Liberałów (121), Partia Pracy (60), Porządek i Sprawiedliwość (49). Partia polskiej mniejszości na Litwie Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR), która tradycyjnie poszła na wybory w koalicji z Aliansem Rosjan, zdobyła 56 mandatów. Tak więc generalnie wszyscy, oprócz konserwatystów i „Chłopów”, odnotowali spadek, jednak zwycięstwo konserwatystów jest symbolicznie minimalne i nie daje im w żadnym wypadku pewności, co do sukcesów w przyszłości. „Chłopi” poprawili swój wynik bardziej, ale buńczuczne zapowiedzi ich lidera Ramūnasa Karbauskisa, iż w tym roku partia wygra wszystkie wybory, legły w gruzach. „Chłopi” pod względem liczby oddanych głosów i zdobytych mandatów są dopiero czwarci.

 

Rok wyborów

Rok 2019 jest nazywany na Litwie rokiem potrójnych wyborów. Za niecałe dwa miesiące odbędą się wybory prezydenckie, a dwa tygodnie później – do Parlamentu Europejskiego. Natomiast już w roku następnym odbędą się wybory sejmowe. Tak więc wybory samorządowe były naturalnym sprawdzianem sił przed zbliżającymi się o wiele ważniejszymi bataliami wyborczymi. Niestety niedzielne wyniki nie przechyliły szalę w żadną ze stron.

Nie patrząc na deklaracje Ramūnasa Karbauskisa, przewodniczącego Związku Chłopów i Zielonych, który obecnie rządzi Litwą przy oficjalnym poparciu marginalnych Socjaldemokratycznej Partii Pracy oraz Porządku i Sprawiedliwości, a także nieoficjalnym AWPL-ZChR, że „zdobyliśmy więcej mandatów niż poprzednio (…) i nie widzę sensu uważać siebie za przegranych”, to partii nie udało się ugruntować pozycję lidera na politycznej scenie kraju.

Lider konserwatystów Gabrielius Landsbergis, którego partia jest główną siłą opozycyjną i ma najlepsze notowania sondażowe w kraju, wynik określił jako „skromne zwycięstwo”. „Zdobyliśmy więcej mandatów. Więc sam wynik nie jest zły, ale czeka nas wiele wyzwań” – skomentował polityk.

Sytuacja socjaldemokratów jest jeszcze bardziej zagmatwana. Partii udało się wprawdzie zdobyć trzecie miejsce, ale za to przegrali z kretesem wybory w Wilnie i w innych większych miastach. Po raz pierwszy nie będą mieli w stołecznej radzie ani jednego radnego. Wilno jako stolica ma kluczowe znaczenie pod względem politycznym, gospodarczym i prestiżowym. Ta przegrana może negatywnie wpłynąć na dalszą karierę polityczną niespełna 40-letniego przewodniczącego LSDP Gintautasa Paluckasa, który od dwóch lat próbuje zamienić „postkomunistyczny twór” w europejską partię lewicową. Wewnątrzpartyjne reformy napotkały sprzeciw „starej gwardii”, co doprowadziło do rozłamu i powstania nowej Litewskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy. Za kilka miesięcy dojdzie do wyboru prezesa i jeśli Paluckasowi nie uda się utrzymać, to może doprowadzić do dalszych podziałów oraz osłabienia lewicy, a nawet do jej marginalizacji (porównywalnej do sytuacji, z którą od kilkunastu lat mamy do czynienia w Polsce).

Tak więc pomimo iż wszyscy zapewniają o swoich zwycięstwach, wiele wskazuje na to, że centrale partyjne będą musiały dogadywać z lokalnymi kacykami w celu zapewnienia wsparcia, nie tylko przy formowaniu koalicji w poszczególnych samorządach, ale i w walce o zwycięstwach w przyszłych wyborach. I pod tym względem kluczowe znaczenie w litewskiej polityce ma niewątpliwie Wilno.

 

Wilno jako trampolina

W przeszłości stanowisko mera Wilna niejednokrotnie było trampoliną do kariery ogólnokrajowej. W tegorocznych wyborach zwycięzcą okazał się teraźniejszy gospodarz stolicy Remigijus Šimašius i jego niepartyjny komitet „Za Wilno, z którego jesteśmy dumni!”. Co prawda słowo „niepartyjny” nie bardzo do niego pasuje. Wcześniej Šimašius był prominentnym członkiem, a nawet liderem Ruchu Liberałów. W roku 2016, gdy ówczesny prezes partii Eligijus Masiulis został zatrzymany pod zarzutem przyjęcia łapówki (sprawa sądowa toczy się do tej pory), notowania partii poszły w dół. Šimašius będąc politykiem popularnym postanowił na wybory samorządowe powołać własny komitet, a nie startować z listy partii, co mogło go kosztować zwycięstwo. Polityk został wyrzucony z ugrupowania, a wraz z nim partię opuścił niemal cały oddział wileński. Chociaż na Šimašiusa czeka jeszcze II tura, w której zmierzy się z byłym merem Artūrasem Zuokasem, to już teraz ma największą frakcję w radzie. I spore szanse na ostateczną elekcję. Šimašius w I turze zdobył ponad 37 procent, a jego rywal niecałe 23 procent. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w następnym roku spróbuje swych sił w wyborach sejmowych jako jeden z liderów nowego ugrupowania liberalnego.

 

AWPL-ZchR a Rosjanie

Mówiąc o Wilnie, warto na zakończenie kilka zdań poświęcić Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która od 2008 roku w każdych kolejnych wyborach samorządowych zbierała coraz więcej głosów. Tym razem stało się inaczej. Porównując z wynikami 2015 roku, partia polskiej mniejszości straciła prawie 1/3 głosów w skali kraju. Jej udział procentowy zmniejszył się z 7,49 procent do 5,23 procent. Po długich latach sukcesów wyborczych AWPL-ZChR znalazła się praktycznie na granicy progu wyborczego. Rządzący w sposób autorytarny ugrupowaniem Waldemar Tomaszewski, chociaż od lat dzięki swoim kontrowersyjnym działaniom i wypowiedziom jest najbardziej nielubianym politykiem na Litwie, bardzo dobrze wyczuwa koniunkturę polityczną. W 2014 roku jako jedyny polityk na Litwie sprzeciwił się antykremlowskiej retoryce wszystkich ugrupowań politycznych, czym zyskał głosy rosyjskiej mniejszości. Jednak „rosyjska miłość” do Tomaszewskiego nie trwała długo i po kilku latach mniejszość rosyjska zaczęła znów szukać „opiekuna” spośród partii ogólnokrajowych. W tym roku dzięki jej głosom w Wilnie tryumfował lider Partii Pracy Viktor Uspaskich.

***

Podsumowując, wybory samorządowe nie wyłoniły na Litwie bezapelacyjnego zwycięzcy. Właściwie każdy z liderów największych ugrupowań partyjnych ma wiele kwestii do przemyślenia i żaden z nich nie może być pewien ani swojej, ani swojej partii świetlanej politycznej przyszłości.

 

Fot. Darius Smalskys (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Antoni Radczenko
Powrót
Najnowsze

Ochrońmy wspólnie Zamek na wodzie!

23.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Startuje 12. Festiwal "Wisła" w Moskwie!

23.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

Ciemna Noc Muzeów w Gdańsku, czyli historia kontrowersyjnej ballady

21.05.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Wrocław: Polska – Ukraina. Różne perspektywy wspólnej historii. Debata w Centrum Historii Zajezdnia

21.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Prof. Adolf Juzwenko laureatem nagrody PAU im. Jerzmanowskich

20.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu