Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nadchodzi bałkańska wiosna?
2019-03-18
Krzysztof Popek

Do ciągnących się od kilku miesięcy antyrządowych protestów w Serbii, Czarnogórze oraz Albanii, dołączyli Bułgarzy. Można usłyszeć podobne hasła: ludzie wyrażają sprzeciw wobec wszechobecnej korupcji, domagają się gwarancji wolności mediów oraz przestrzegania standardów demokracji. Czy te demonstracje są w stanie faktycznie coś zmienić?

 

W Belgradzie protesty przeciwko Aleksandrowi Vučiciowi trwają od jesieni 2018 roku, jednak w ostatni weekend nabrały szczególnych rozmiarów. W sobotę dziesiątki tysiące Serbów wyszło na ulicę stolicy i protestowało pod siedzibę państwowej telewizji. W nocy do budynku RTS wkroczyła grupa demonstrantów, co spotkało się z interwencją policji. Następnego dnia protesty przeniosły się pod pałac prezydencki.

Telewizja publiczna w Serbii funkcjonuje jako tuba propagandowa rządzącej Serbskiej Partii Postępowej. Opozycja od miesięcy nie ma możliwości wypowiedzi w stacji, a protesty nie są relacjonowane. Przekaz ogranicza się do promocji działań rządu i ataków na przeciwników obozu władzy.

Protesty nie są inicjatywą oddolną, są organizowane przez partie opozycyjne i organizacje przeciwne rządowi. Prezydent Aleksandar Vučić wykorzystuje ten fakt, przedstawiając demonstracje jako narzędzie w rękach wrogich mu opcji politycznych. Otwarcie deklaruje, że nie ma zamiaru spełniać postulatów dotyczących reformy systemu wyborczego oraz uniezależnienia mediów publicznych. Głośno zrobiło się o słowach prezydenta, który zadeklarował, że nawet gdy pięć milionów Serbów wyjdzie na ulice, to nie ustąpi.

Zasięg protestów nie ogranicza się do Belgradu, a objął także inne duże miasta w Serbii: Nowy Sad oraz Nisz. Skala demonstracji jest porównywana do tych sprzed 20 lat, wymierzonych w reżim Slobodana Milosevica. Wtedy też dochodziło do protestów pod siedzibą rządowej telewizji, a tłum wkraczał do budynku. Powoduje to jasne skojarzenia.

W sobotę doszło także do demonstracji w Czarnogórze, które skoncentrowały się w stolicy kraju – Podgoricy. Protesty antyrządowe trwają już od dwóch miesięcy. Podobnie jak w Serbii, gniew ludzi wymierzony jest w głowę państwa – w prezydenta Milo Đukanovicia, faktycznie rządzącego krajem od początku lat 90. Protestujący sprzeciwiają się nadużyciom władzy, braku wolności mediów, wszechogarniającej korupcji oraz niskim standardom demokratycznym. Słyszalne są postulaty obalenia „ostatniego dyktatora Europy” (a przynajmniej jednego z ostatnich).

W Serbii i Czarnogórze protesty miały charakter pokojowy, w albańskiej Tiranie demonstracje nabrały nieco bardziej brutalnego wymiaru. W czasie manifestacji pod budynkiem parlamentu, w ruch poszły pałki i kamienie, doszło do regularnych starć z policją, jakkolwiek uczestnicy po obu stronach nie odnieśli poważnych obrażeń. W Albanii protesty trwają od lutego, na ich fali opozycja domaga się rozpisania nowych wyborów.

W weekend również w Bułgarii doszło do wystąpień. Przez ulice Sofii przeszła demonstracja, wzywająca do ustąpienia rządu, ogłoszenia nowej konstytucji opartej o zasady demokracji bezpośredniej oraz przystąpienia do faktycznej walki z korupcją. Szczególnie istotne jest ostatnie z tych haseł – Bułgaria wciąż przoduje w niechlubnych rankingach skali korupcji wśród krajów Unii Europejskiej. Doszło do starć z policją, w czasie którego funkcjonariusze użyli gazu pieprzowego – wiatr jednak sprawił, że poszkodowani zostali w takim samym stopniu protestujący, co policjanci.

***

Nie należy jednak spodziewać się „Bałkańskiej Wiosny”, ciągnące się nawet miesiącami protesty raczej nie doprowadzą do zmian na poszczególnych scenach politycznych czy rozpisania nowych wyborów. Niemniej, jeżeli demonstracje przyniosłyby jakieś efekty w jednym z państw regionu, można byłoby się spodziewać efektu domina. Pytanie, czy wybory doprowadzą faktycznie do upragnionych zmian w sytuacji, gdy rządzący dysponują poparciem społecznym i brakuje alternatywy.

Niemniej weekendowe wystąpienia w czterech krajach regionu wiele mówią o problemach, z którymi borykają się społeczeństwa bałkańskie. Bałkany to wciąż niestety korupcja, niskie zaufanie wobec elit politycznych oraz mediów, frustracja związana z poczuciem braku faktycznego wpływu na życie polityczne. Z drugiej strony trzeba przyznać, że pokojowy charakter wystąpień oraz zaangażowanie obywateli świadczą o tym, w jak dużym stopniu Bałkany zbliżyły do standardów europejskich. Na Ukrainie, Kaukazie czy w Rosji zapewne nie skończyłoby się bez rannych, aresztowanych, a może nawet ofiar śmiertelnych. Bałkany protestują coraz bardziej jak Zachód.

 

Fot. www.monitor.bg


Powrót
Najnowsze

Wybory w parlamentarne w Finlandii: wygrana z lewa i z prawa

19.04.2019
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Belgradzka Lady Makbet nie żyje

16.04.2019
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Polityczni znachorzy

15.04.2019
Andrzej Szeptycki Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Integracyjne napięcia

15.04.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Białorusini znowu bronią Kuropatów

12.04.2019
Tomasz Mróz
Czytaj dalej

Quo vadis, Zełenski?

11.04.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu