Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Czego oczekiwać po rozmowach Paszinjan-Alijew?
2019-03-27
Mateusz Kubiak

Jeszcze przed końcem marca, w najbliższy piątek, odbędzie się długo zapowiadane spotkanie premiera Armenii Nikola Paszinjana z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem ws. konfliktu karabaskiego. Rzeczone rozmowy, mające odbyć się w ramach mediacji tzw. Grupy Mińskiej OBWE, będą przy tym pierwszymi oficjalnymi dla obu polityków. Do tej pory bowiem Paszinjan i Alijew spotkali się trzykrotnie, za każdym razem jednak wyłącznie w kuluarach, „przy okazji” uczestnictwa w innych wydarzeniach.

 

Nowe otwarcie?

Gdy wiosną ubiegłego roku doszło do zmiany władzy w Armenii oczywistym było, że będzie ona rzutować również na sytuację wokół konfliktu o Górski Karabach, w którym, mimo podpisanego 25 lat temu zawieszenia broni, wciąż dochodzi do wymian ognia i w którym to wciąż giną ludzie po obu stronach frontu (np. wczoraj, 26 marca). Choć w pierwszych tygodniach miejsce miały przegrupowania azerbejdżańskich wojsk i starcia w tzw. pasie ziemi niczyjej na granicy z Nachiczewaniem, to już niedługo potem okazało się, że władze w Baku prezentują znacznie łagodniejszą retorykę względem Paszinjana niż miało to miejsce w przypadku Serża Sarkisjana, wywodzącego się zresztą z „klanu karabachskiego”. Należy też oddać, że za słowami poszły w ślad konkretne działania – takie, na jakie można było realnie liczyć: ograniczenie naruszeń zawieszenia broni (i w efekcie liczby ofiar po obu stronach) oraz przywrócenie łączności kryzysowej między decydentami w Erywaniu i Baku.

Powszechnie dostrzeżonym przejawem tego, jakby nie patrzeć, nowego otwarcia stało się m.in. bezprecedensowe oświadczenie ministrów spraw zagranicznych obu państw, w którym przed dwoma miesiącami zgodzili się oni co do „potrzeby podjęcia konkretnych działań na rzecz przygotowania społeczeństw na pokój”. Choć oczywiście jest to zawiła i rozwodniona politycznie formuła, to w przypadku konfliktu karabaskiego i tak stanowi pewien przełom, a wielu komentatorów (w tym byłych negocjatorów ws. Karabachu) z uznaniem oceniło osiągnięty efekt. Nawet pomimo tego, że jednocześnie nie mieli oni złudzeń, by ów pokój miał nagle się przybliżyć. Faktem jest bowiem, że niezależnie nawet od ewentualnych starań polityków, zarówno w Azerbejdżanie, jak i w Armenii brak jest przyzwolenia społecznego na jakiekolwiek ustępstwa. W rezultacie nawet jeśli któraś ze stron chciałaby iść na kompromis, to prawdopodobnie natychmiastowo zostałaby „przywołana do porządku” przez własną opinię publiczną.

 

Sygnały ostrzegawcze

Być może właśnie w kontekście ww. nastrojów społecznych można odczytywać demonstracyjne gesty Azerbejdżan i Armeńczyków w przeddzień spodziewanych rozmów na szczycie. Należy bowiem wiedzieć, że nie dalej jak przed dwoma tygodniami Baku ogłosiło rozpoczęcie nienotyfikowanych wcześniej manewrów wojskowych z udziałem ok. 10 tys. żołnierzy. W tym samym czasie zresztą Erywań zdecydował o odbyciu wyjazdowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa kraju, którą zorganizowano… w Stepanakercie, pełniącym funkcję stolicy tzw. Republiki Górskiego Karabachu.  W rezultacie wydaje się, że demonstracje te miały z jednej strony stanowić sygnał dla drugiej strony konfliktu, ale jednocześnie także – w kierunku własnej opinii publicznej, by ta nie odebrała przypadkiem prowadzonych negocjacji jako zdrady własnych interesów.

Bez szczególnych oczekiwań?

Zgodnie z powyższym czy można więc czegokolwiek oczekiwać po spotkaniu Paszinjan-Alijew? Z pewnością nierealnym jest, by stron rozmów miały nagle wypracować nowe rozwiązania w kwestiach zasadniczych, takich jak np. format dalszych negocjacji (Paszinjan niezmiennie deklaruje potrzebę włączenia do rozmów władz tzw. Republiki Górskiego Karabachu, na co nie może być zgody Baku). Mimo to pozostają jednak obszary, w których faktycznie mogą zapaść konkretne uzgodnienia. Przykładowo już od paru miesięcy toczą się, dodajmy – niełatwe, rozmowy ws. wymiany jeńców po obu stronach frontu. Wydaje się bowiem, że na chwilę obecną to właśnie przez tego typu ustalenia (a także poprzez samą chęć kontynuacji rozmów) proces pokojowy może powoli, ale jednak ruszyć do przodu. Wszelkie, wykraczające ponad to oczekiwania należy zaś póki co odrzucać.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu prowadzonym przez Mateusza Kubiaka Kaukaz Kaukaz.

 

Fot. president.az, Creative Commons Attribution 4.0.


Powrót
Najnowsze

Donald Trump – osamotniony dyplomata

21.09.2019
Adam Reichardt Ivo Daalder
Czytaj dalej

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu