Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Podeptany Feretron. Wyrok w sprawie ataku na procesję w Przemyślu
2019-04-21
Piotr Tyma, Krzysztof Popek

Z Piotrem Tymą, prezesem Związku Ukraińców w Polsce, rozmawia Krzysztof Popek

 

 

 

KRZYSZTOF POPEK: 17 kwietnia zapadł wyrok w procesie dotyczącym napadu na ukraińską procesję religijną w Przemyślu 26 czerwca 2016 roku. Sąd Rejonowy w Przemyślu uznał za winnych „złośliwego przeszkadzania w publicznym wykonywaniu aktu religijnego” dwudziestu mężczyzn, powiązanych z ruchem narodowym. Zostali skazani na prace społeczne, wyrok nie jest prawomocny. Jak Pan ocenia decyzję sądu?

PIOTR TYMA: Mimo tego, że zdarzenie to miało miejsce w centrum miasta, w publicznym miejscu, było filmowane i obfotografowane z różnych miejsc przez dziennikarzy i uczestników, to na wyrok czekaliśmy bardzo długo. To nie była sytuacja, w której sprawcy byli nieznani. Zostali zatrzymani w miejscu przestępstwa przez policję, w tym samym dniu przesłuchani. Nie była to sytuacja wymagająca rozbudowanego śledztwa. Natomiast niebawem minie już trzy lata od tego zdarzenia. Jest więc problem z tym, jak długo policja, prokuratura i sąd działały w tej kwestii.

Ważne jest, że sąd jednoznacznie stwierdził fakt zaistnienia przestępstwa z pobudek narodowych. Istotne jest również to, że uznano, że przestępstwo dotyczyło uroczystości religijnej i było wymierzone w jej uczestników, ponieważ cała linia obrony oskarżonych i ich adwokatów była próbą podważenia religijnego charakteru uroczystości. Do dnia dzisiejszego część mediów, np. kresy.pl, piszą, że był to marsz o charakterze politycznym i próbują usprawiedliwiać przestępców przez dopisywanie politycznych i historycznych kontekstów, których w tej uroczystości nie było. Wyrok jednoznacznie stwierdza, że miało miejsce przestępstwo, potwierdzono udział w nim oskarżonych. Sąd orzekł ich winę. Wskazano również na fakt, że ich udział nie był przypadkowy, wbrew temu, co podkreślała część sprawców. To jest pozytywna część wyroku ogłoszonego 17 kwietnia.

Można oczywiście dyskutować nad wysokością orzeczonej kary. Prokurator wnioskował o surowszy wyrok: o obciążenie finansowe na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz kosztami postępowania, nawet o dwa lata pozbawienia wolności. Tymczasem sąd zdecydował o karze od sześciu miesięcy do roku i dwóch miesięcy zamienionych na prace społeczne na rzecz społeczności lokalnej.

Niestety, zarówno prokuratura, jak i sąd, nie wzięły pod uwagę tego, na co zwracaliśmy uwagę od początku, a mianowicie na inicjatorów, organizatorów i osoby podżegające do popełnienia przestępstwa. 26 czerwca 2016 roku w Przemyślu nie mieliśmy do czynienia z klasycznym działaniem w afekcie. Zaatakowanie procesji było wcześniej przygotowane m.in. przez masową akcję informacyjną w internecie i świadome budowanie atmosfery skierowanej przeciwko społeczności ukraińskiej. Uczestnicy napadu (co wynikało z materiału dowodowego, w tym z nagrań z monitoringu) czekali przez kilka godzin na procesję. Tłumaczenia, że zostali sprowokowani czy że chodziło o to, że jeden z uczestników procesji był ubrany w czarną koszulę z haftem w czerwonym kolorze [według sprawców, banderowską – przyp. red.], niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Nie ma wątpliwości, że ich działania nie były przypadkowe.

Tego wątku sąd nie uwzględnił, nie uwzględniono także udziału w tym zdarzeniu zorganizowanych grup Młodzieży Wszechpolskiej z kilku miast. Jest to dziwne, ponieważ członkowie tej organizacji odegrali ważną rolę w prowokacji i ataku na procesję. Przekazaliśmy sądowi materiały dowodowe, nagrania wideo i nagranie telewizyjne, w których ówczesny szef Młodzieży Wszechpolskiej na Podkarpaciu Tomasz Hadała stwierdził, że MW brała udział w akcji przeciwko procesji. Niestety, ten wątek prawie w całości pominięto, a Hadała nie zeznawał przed sądem, gdyż policja… nie była w stanie ustalić miejsca jego przebywania. To jest istotny mankament całej tej sprawy.

Otoczka związana z osobami, które od lat doprowadzają do zaogniania relacji polsko-ukraińskich na terenie Przemyśla i regionu oraz nawoływały do udziału w tej pikiecie, która przekształciła się w napad na procesję, nie została w żaden sposób wyjaśniona. Jeżeli chodzi o osoby które pominięto w śledztwie, to nie są one anonimowe. Od lat dziewięćdziesiątych prawie każda akcja skierowana przeciwko mniejszości ukraińskiej odbywała się z ich udziałem. Nie było różnicy, czy chodzi o uruchomienia szkoły ukraińskiej, czy zwrot mienia grekokatolikom, czy organizację w Przemyślu Festiwalu Kultury Ukraińskiej. Przez lata te środowiska i osoby określano mianem „środowisk patriotyczno-kombatanckich”, a nawet hołubiono. Pragnę przypomnieć, że jedna z osób, która brała udział w działaniach przeciwko procesji w 2016 roku (na nagraniach z monitoringu widać, jak wita się z młodymi ludźmi z pikiety, można ją dostrzec w miejscu, gdzie zaatakowano czoło procesji), w latach dziewięćdziesiątych organizowała protest przeciwko decyzji papieża Jana Pawła II o użyczeniu grekokatolikom jednej z przemyskich świątyń. Nie zabrakło jej również 26 kwietnia 2017 roku w Hruszowicach, gdy burzono pomnik UPA w tej wsi. W następstwie mamy klincz między Polską a Ukrainą w kwestii ekshumacji, grobów i upamiętnień. Przypadek?

Prawdopodobnie sprawcy napadu będą składali apelację, ponieważ do końca są przekonani, że działali z pobudek patriotycznych. Pani sędzia zrobiła w ich stronę gest, mówiąc, że rozumie ich motywacje ze względu na ofiary [zbrodni ukraińskich – przyp. red.] oraz że formy upamiętniania Stepana Bandery na Ukrainie powodują, że ten temat jest aktualny w Polsce. W wypowiedzi sędzi nie było jasno zaznaczone, jaki był związek marszu na cześć Bandery w Kijowie w styczniu 2018 roku z działaniami oskarżonych o czyn kryminalny w Przemyślu, dwa lata wcześniej. Warto zaznaczyć, że oskarżone osoby wchodziły już w konflikt z prawem w przeszłości. Są to kibice jednego z przemyskich klubów, osoby karane za czyny kryminalne: na 20 oskarżonych aż 10 było już karanych, a 12 jest bezrobotnych. Napad na procesję był czynem stricte kryminalnym. Uwagi pani sędzi były dla mnie całkowicie niezrozumiałe, wynikają chyba z lokalnej specyfiki przemyskiej.

 

Uwagi te są niezrozumiałe pod tym względem, że była to procesja religijna, a nie żadna demonstracja polityczna…

Ten kontekst został świadomie narzucony m.in. w wyniku zmasowanej akcji informacyjnej. Trzeba też przypomnieć, że w maju 2016 roku zostały sprofanowane dwa groby członków UPA i osób rozstrzelanych w czasie akcji „Wisła”, zlokalizowane na Ukraińskim Cmentarzu Wojskowym w Pikulicach, ustawione – co warto zaznaczyć – w 2000 roku przez sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa śp. Andrzeja Przewoźnika. Przez fakt, że na tym cmentarzu są pochowani również członkowie UPA ekshumowani z Birczy i miejscowości Liszna, próbowano procesji na groby żołnierzy Petlury, sojuszników Polski w wojnie z bolszewikami, przypiąć „banderowską” łatkę. W rzeczywistości procesje na groby petlurowców miały miejsce w Przemyślu od lat dwudziestych XX wieku. Ta tradycja w PRLu nie mogła istnieć, ale od lat początku lat dziewięćdziesiątych, po odbudowaniu przez społeczność ukraińską cmentarza, każdego roku ponownie procesje się odbywają. Niejednokrotnie w uroczystościach brali udział przedstawiciele samorządu, wojewody, posłowie na Sejm RP. Ukraińskie procesje to nie jest więc coś, co pierwszy raz pojawia się w przemyskiej przestrzeni miejskiej, natomiast w wypowiedziach oskarżonych i uzasadnieniu ustnym sądu tego nie słychać. To jest element nacjonalistycznej polskiej narracji. Nie bez przyczyny atakujący procesję kibole i narodowcy skandowali „Przemyśl zawsze polski”, tak jakby ktoś na tę polskość miasta stale dybał. To jest część większej całości, w ten sposób odmawia się współmieszkańcom Przemyśla, przemyskim Ukraińcom, obywatelom RP prawa do własnej pamięci historycznej, która, co warto podkreślić, nie jest w tym przypadku nijak związana z Wołyniem, Banderą czy UPA. Zarówno przed napadem, jak w czasie procesu, starano się wydarzeniami historycznymi operować tak, by rozmyć rzeczywisty kontekst procesji, tendencyjnie dobierając fakty historyczne. Doszło nawet do tego, że z ofiar próbowano zrobić agresywnych faszystów, antypolskich prowokatorów.

 

Wspominał Pan, że sąd pominął wątek udziału w prowokacji Młodzieży Wszechpolskiej. Czy organizacje wzywające do ataków na tle narodowościowym mogą się czuć bezkarnie w Polsce?

Sytuacja jest niezrozumiała, gdyż w zeznaniach świadkowie jasno mówili, że grupa Młodzieży Wszechpolskiej była aktywna w czasie tego zdarzenia. Mamy wyrok, w którym mówi się o zakłócaniu uroczystości religijnej i znieważaniu jej uczestników. Przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskie 26 czerwca 2016 roku także dopuścili się tych czynów. Jeżeli ktoś w stronę uczestników procesji religijnej, księży, zakonnic, rodzin z dziećmi krzyczy „Znajdzie się kij na banderowski ryj”, „Stepan Bandera prostytutka Hitlera”, „Polska antybanderowska”, „ludobójcy” czy inne tego typu hasła, jest winny tych samych przewinień, za które zostali skazani ci, którzy zaatakowali procesję bezpośrednio. Nie wszyscy skazani dopuścili się użycia fizycznej przemocy wobec uczestników procesji: zerwania koszuli, popychania, kopania, ale miała miejsce także przemoc werbalna, grożenie uczestnikom śmierciom, skandowanie w kierunku procesji wulgarnego zawołania „wypier…ać”

Inną rzeczą, która jest jeszcze bardziej dla mnie niezrozumiała, jest to, że w naszym wniosku dowodowym, złożyliśmy nagranie wideo, na którym widać jak przedstawiciel Młodzieży Wszechpolskiej, stojąc wśród uczestników procesji, wyciąga czerwono-czarną flagę. W pewnym momencie podchodzi do niego nieumundurowany funkcjonariusz policji, coś mu mówi i ten osobnik chowa flagę. Co ciekawe, ja sam oraz inni uczestnicy procesji widzieliśmy go w 2015 roku, wtedy z mniejszą grupą kompanów również prowokował. Stawiam hipotezę, że atak to była celowo przygotowana prowokacja, która miała w końcowym rezultacie zdyskredytować uczestników procesji, zastraszyć społeczność ukraińską i potwierdzić zarzuty, które od maja 2016 roku były na masową skalę formułowane w mediach społecznościowych i portalach internetowych. Co ciekawe, wygłaszały je osoby znane z imienia i nazwiska, obecnie sprawujące w Przemyślu funkcje publiczne, czy też znana pani historyk. Tego wątku jednak w śledztwie nie było.

Poruszaliśmy też wątek zabezpieczenia przedsięwzięcia. Nie wyjaśniono, jak to się stało, że mimo wiedzy policji, że może dojść do zakłócenia procesji, zgromadzenia dużych sił, powołania specjalnej grupy zadaniowej, nie podjęto skutecznych działań prewencyjnych. Przemyśl to nie jest duże miasto i policja wiedziała, co się szykuje i kto za tym stoi.

Problemem jest też brak reakcji ze strony państwa i brak oficjalnego potępienia tych wydarzeń. Mieliśmy do czynienia z sytuację ataku w biały dzień na tradycyjną procesję religijną, w której uczestniczył zwierzchnik grekokatolików w Polsce, metropolita przemysko-warszawski ks. biskup Eugeniusz Popowicz z licznym gronem duchownych. W procesji uczestniczyły też delegacje z Ukrainy, w tym dyplomaci i przedstawiciele władz samorządowych. W wyniku ataku doszło do sprofanowania symboli religijnych, gdyż jeden z feretronów upadł na ziemi i był deptany przez agresorów. Jeden z atakujących ostentacyjnie na oczach uczestników procesji i policji usiłował podpalić niebiesko-żółtą opaskę, którą zerwano z ręki zaatakowanemu członkowi służby porządkowej. Oczywiście, prokuratura i policja działały, doszło do zatrzymań, ale brak było reakcji, potępienia ze strony oficjalnych władz – prezydenta, premiera czy też osób odpowiedzialnych za politykę państwa wobec mniejszości narodowych. To pokazuje, że przeważył kontekst polityczny, który narodowcy próbowali narzucić temu przedsięwzięciu. Instytucje państwa kalkulowała, co się bardziej opłaci i profilaktycznie nie zabierały głosu w tej sprawie. Wydaje mi się, że ten aspekt powinien być przedmiotem poważnej analizy.

A w procesji przecież uczestniczyli także Polacy. Przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskie szarpali i znieważali Krzysztofa Stanowskiego, osobę, która od lat działa na rzecz porozumienia polsko-ukraińskiego, byłego wiceministra edukacji, byłego wiceministra spraw zagranicznych, wówczas, gdy miał miejsce napad, szefa jednej z ważniejszych polskich fundacji, zajmujących się promocją Polski zagranicą. On uczestniczył w procesji z całą rodziną. Brali w niej udział również Polacy z Przemyśla.

Wątek dotyczący tego, że policja dopuściła Młodzież Wszechpolską w środek procesji religijnej, co było przejawem kompletnego braku profesjonalizmu, też został pominięty. Śledztwo w sprawie niekompetentnych działań policji umorzono. Doszło do pewnych roszad personalnych, ale nie wiemy, czy z tej sytuacji wyciągnięto wnioski. Społeczności ukraińskiej, polskim obywatelom nie powiedziano też przepraszam i publicznie nie przyznano się do poważnego zaniedbania. Przeciwnie – gdy zaczynamy o tym mówić, przedstawiciele państwa w najlepszym wypadku starali się raczej temat omijać, zdarzało się też, że publicznie oskarżano o prowokację społeczność ukraińską. Tak postąpił na przykład sekretarz stanu w MSWiA Sebastian Chwałek, na zwołanym z inicjatywy dr. Grzegorza Kuprianowicza i mojej w październiku 2016 roku specjalnym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Na tym samym posiedzeniu ówczesny prezydent Przemyśla Robert Choma, stanął w obronie „chłopców” z Młodzieży Wszechpolskiej

Sprawcy, którzy zasiedli na ławie oskarżonych i zostali skazani, byli wykonawcami, zostali potraktowania instrumentalnie. Dali się wykorzystywać przez innych do prowokacji, a mózg operacji nadal „stoi w cieniu”. Jak widać po ogłoszeniu wyroku pozostaje jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi.

 

W 2016 roku faktycznie policja zawiodła, nie zapewniając odpowiedniej ochrony procesji. Czy obecnie wydarzenia z udziałem mniejszości są odpowiednio chronione? Czy Ukraińcy mogą się czuć bezpiecznie w Polsce?

Myślę, że w zaciszu gabinetów poddano analizie wydarzenia przemyskie z 2016 roku, ponieważ w 2017 roku mieliśmy już dużą policyjną ochronę i nie doszło do żadnych incydentów. W 2017 roku miały miejsce w Przemyślu centralne obchody siedemdziesiątej rocznicy Akcji „Wisła”, która również odbyła się bez żadnych ekscesów. Było spokojnie, dzięki działaniom prewencyjnym i obecności licznych sił policji w Przemyślu. To pokazuje, że państwo ma instrumenty i wiedzę, jak tego typu wydarzenia zabezpieczyć.

Problemem jest to, że od 2014 roku działania wymierzone w mniejszość ukraińską i migrantów ukraińskich występują z większym natężeniem oraz są bardzo mocno zróżnicowane. Część z nich można nazwać prowokacjami, które mają doprowadzić do zaognienia relacji między Polską a Ukrainą. Chodzi o będące elementem wojny hybrydowej akcje niszczenia ukraińskich grobów i pomników na pograniczu polsko-ukraińskim, przede wszystkim w województwach podkarpackim i lubelskim. Akcje te nie spotkały się z potępieniem ani instytucji państwa, ani osób odpowiedzialnych za politykę wobec mniejszości. W żadnym z przypadków nie doszło do ustalenia sprawców, nic mi nie wiadomo o kompleksowych działaniach, mających zabezpieczyć nasz kraj przed tego typu prowokacjami. Kwestia mniejszości ukraińskiej zbyt często podlega uwarunkowaniom politycznym. Bierze się pod uwagę wyobrażenia, fobie i oczekiwania elektoratu. Kwestia pomników i grobów ukraińskich jest krzyczącym przykładem, bo tu nie chodzi tylko o odczucia mniejszości ukraińskiej. W mojej (i nie tylko mojej) ocenie celem inspiratorów było doprowadzenie do zaognienia sytuacji na wschodnim pograniczu Polski, kraju będącego w UE i NATO. Następnym etapem tych działań były prowokacje wymierzone w polskie groby i pomniki na Ukrainie oraz ostrzelanie polskiego konsulatu w Łucku. Są poszlaki wskazujące na to, że to były zaplanowane działania: w tym nagrania wideo, korespondencja pomiędzy sprawcami a tymi, którzy zamawiali i płacili za te akcje. Ale nie widać i nie słychać by ktoś wyciągnął wnioski z tej sytuacji...

 

Piotr Tyma – historyk, publicysta, od 2006 roku prezes Związku Ukraińców w Polsce oraz członek Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych, Komisji Praw Człowieka Światowego Kongresu Ukraińców i kolegium redakcyjnego tygodnika „Nasze Słowo” oraz rocznika „Almanach Ukraiński”. Piotr Tyma występował w sprawie napadu na procesję religijną w Przemyślu z 2016 roku w charakterze oskarżyciela posiłkowego; również Związek Ukraińców w Polsce występował w sprawie jako organizacja społeczna w trybie art. 90 kpk.

 

Fot. Birczanin (domena publiczna) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu