Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zmierzch oligarchy
2019-06-10
Kamil Całus

W niewielkiej Mołdawii doszło w ostatnich dniach do dwóch zupełnie nieoczekiwanych zdarzeń. Oligarcha i miliarder Vlad Plahotniuc, rządzący krajem niemal niepodzielnie od końca 2015 roku, został w ciągu zaledwie kilka godzin pozbawiony władzy przez osobliwą, idącą w poprzek podziałów geopolitycznych koalicję sił prorosyjskich i proeuropejskich. Co jednak jeszcze ważniejsze, było to możliwe właściwie wyłącznie dzięki bezprecedensowemu porozumieniu między Moskwą, Waszyngtonem i Brukselą.

 

Mimo jednoznacznego wsparcia ze strony kluczowych aktorów międzynarodowych, nowy rząd nie może jeszcze ogłosić pełnego zwycięstwa nad znienawidzonym przez większość Mołdawian oligarchą. Plahotniuc nie składa broni i korzysta ze wszystkich dostępnych mu jeszcze wpływów by podważyć legitymację nowych władz. Kontrolowany przez niego Sąd Konstytucyjny nie uznaje powołanego w weekend rządu i nakazuje rozpisanie przedterminowych wyborów. W praktyce, mamy więc w Mołdawii obecnie dwa gabinety rządowe, dwóch przewodniczących parlamentu oraz planowane na 6 września wybory, w których zdecydowana większość sił nie chce wcale brać udziału.

 

Koalicja ponad podziałami

Wybory parlamentarne, które odbyły się w Mołdawii pod koniec lutego, nie przyniosły większych niespodzianek. Najwięcej głosów uzyskała prorosyjska Partia Socjalistów (PSRM) związana z urzędującym prezydentem Igorem Dodonem, zaś na drugim miejscu uplasowała się należąca do Vlada Plahotniuca nominalnie proeuropejska Partia Demokratyczna (PDM). Choć na poziomie retorycznym i programowym obydwie siły reprezentowały zupełnie przeciwstawne koncepcje rozwoju kraju i ostro się zwalczały, to w praktyce od lat świetnie ze sobą współpracowały, konserwując lokalny „oligarchat” i istniejącą sieć układów polityczno-biznesowych. Nic więc dziwnego, że wielu obserwatorów czekało tylko na moment, aż obydwa ugrupowania zawrą w końcu mniej lub bardziej formalną koalicję i powołają wspólny rząd.

Negocjacje trwały długo, ale i to nie dziwiło. Po pierwsze, zarówno socjaliści, jak i demokraci, musieli w jakiś sposób przygotować grunt pod koalicję i wytłumaczyć swoim elektoratom przyczyny planowanego mariażu z dotychczasowym wrogiem. W tym celu próbowano przede wszystkim zaprezentować trzeciego zwycięzcę wyborów – proeuropejski i antyoligarchiczny blok ACUM (rum. Teraz) jako siłę niegodną zaufania, niepoważną i nieskłonną do jakiejkolwiek współpracy. Temu właśnie celowi służyć miała cała seria negocjacji między demokratami i socjalistami a ACUM oraz towarzysząca jej zmasowana kampania medialna wymierzona w kluczowych polityków bloku. Po drugie – i przyczyna ta wydaje się nawet istotniejsza – doskonały wynik socjalistów, którzy w rezultacie wyborów obsadzili 35 ze 101 miejsc w parlamencie, zaostrzył apetyty i ambicje liderów tego ugrupowania. PSRM korzystało z uzyskanego mandatu w rozmowach z PDM, co nie ułatwiało osiągnięcia porozumienia. Mimo to, wszystko wydawało się zmierzać do szczęśliwego (z punktu widzenia Plahotniuca) rozwiązania.

Niespodziewane, 3 czerwca do Kiszyniowa przybył z wizytą Dmitrij Kozak, wicepremier i specjalny przedstawiciel prezydenta Putina ds. stosunków handlowo-gospodarczych z Mołdawią. Kozak to postać doskonale rozpoznawalna między Prutem a Dniestrem. To właśnie on był autorem noszącego jego imię planu federalizacji Mołdawii i Naddniestrza, który w 2003 roku w ostatniej chwili odrzucony został przez prezydenta Vladimira Voronina. Tego samego dnia na kiszyniowskim lotnisku wylądował także komisarz ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa, Johannes Hahn oraz Bradley Freden z Departamentu Stanu USA. Wszyscy trzej odbyli serię spotkań z przedstawicielami PDM, PSRM i ACUM. Szczegóły rozmów nie są znane, ale wydarzenia, do których doszło w ciągu kolejnych godzin i dni, pozwalają snuć prawdopodobne domysły co do tematyki spotkań.

Wydaje się, że celem wizyty Kozaka było skłonienie Dodona oraz PSRM do zawarcia tymczasowej koalicji z ACUM i odsunięcie na bok Plahotniuca. Kozak niemal wprost mówił o tym na konferencji prasowej podsumowującej swoją wizytę w stolicy. Nie ma wątpliwości, że Dodon brał już ten scenariusz pod uwagę, ale najpewniej po prostu bał się wypowiedzenia otwartej wojny najpotężniejszemu z Mołdawian. Dlatego też Kozak musiał wesprzeć Dodona obiecując mu wsparcie Kremla w rywalizacji z oligarchą. Jednocześnie przedstawiciele UE i USA zajęli się przekonywaniem ACUM. Blok bowiem po prostu nie ufał Dodonowi i nie do końca skłonny był do zawarcia koalicji z człowiekiem, którego powszechnie uważano do tej pory za marionetkę Plahotniuca.

Rozmowy musiały jednak przynieść oczekiwany skutek. ACUM po raz kolejny zgodziło się zasiąść do rozmów z socjalistami, którzy zapowiedzieli, że już w piątek (7 czerwca) ogłoszą ostateczną decyzję co do tego, kto zostanie ich koalicyjnym partnerem. Negocjacje trwały do ostatniej chwili. Świadomy zagrożenia Plahotniuc naciskał na socjalistów. Pojawiły się informacje o groźbach, także pod adresem prezydenta Dodona. Oligarcha zmobilizował też „tituszki” i wysłał pod gmach parlamentu demonstrantów oskarżających ACUM o rzekomą zdradę. Dodon musiał się przestraszyć, bo gdy przyszedł czas ogłoszenia ostatecznej decyzji, oficjalnie odrzucił możliwość utworzenia koalicji z ACUM, zapowiadając przy tym rozpisanie przedterminowych wyborów. Nie był to wariant idealny z punktu widzenia PDM i Plahotniuca, ale odsuwał kryzys o kilka miesięcy i dawał czas na niezbędne przygotowania. Ale oligarcha nie mógł się długo cieszyć tym sukcesem. Już w nocy, z piątku na sobotę do Dodona zadzwonić miał Kozak i raz jeszcze dał mu do rozumienia, że stoi za nim Moskwa. Swoje poparcie dla pomysłu antyplahotniucowskiej koalicji musieli też potwierdzić przedstawiciele Zachodu. W rezultacie rozpoczęła się mołdawska rewolucja.

Wczesnym rankiem PSRM i ACUM podpisały tymczasowe porozumienie o współpracy politycznej, przewidujące przede wszystkim wyłonienie przewodniczącego parlamentu, utworzenie rządu i przegłosowanie pakietu ustaw „deoligarchizacyjnych”. Chwilę później parlament zebrał się na specjalnej sesji i szybko przegłosował obsadzenie liderki socjalistów, Zinaidy Greceanîi na stanowisku przewodniczącej izby. Następnie w ciągu zaledwie kilku godzin powołano gabinet, na którego czele stanęła premier Maia Sandu i wicepremier oraz szef MSW Andrei Năstase (liderzy ACUM). Koalicja przyjęła także wspólną deklarację o „zawłaszczonym państwie”. Wszystkie te historyczne wydarzenia odbywały się w półmroku, gdyż podlegające PDM służby techniczne parlamentu wyłączyły oświetlenie sali plenarnej.

 

Demokraci wciąż walczą

Należąca do Vlada Plahotniuca Partia Demokratyczna nie zamierzała jednak składać broni. Kontrolowany przez oligarchę Sąd Konstytucyjny uznał wszelkie decyzje podjęte przez parlament w sobotę za nieważne. Co więcej, organ ten oświadczył, że cała izba straciła swoją legitymację i powinna była zostać rozwiązana przez prezydenta jeszcze 7 czerwca (a więc w piątek), gdyż przez trzy miesiące nie była w stanie wyłonić nowego rządu. Ani PSRM, ani też ACUM nie uznali jednak tego wyroku, argumentując m.in. że ostateczny termin utworzenia rządu mijał nie 7, a 9 czerwca. Igor Dodon dodał też przy okazji, że konstytucja nie zmusza go do rozpisania przedterminowych wyborów, a jedynie daje mu taką możliwość, i to dopiero po konsultacjach z partiami zasiadającym w parlamencie.

W odpowiedzi wściekły Plahotniuc uznał działania koalicji za uzurpację władzy, a Sąd Konstytucyjny zawiesił prezydenta Dodona w jego funkcji, przekazując tymczasowo kompetencje głowy państwa dotychczasowemu premierowi i współpracownikowi oligarchy, Pavlowi Filipowi. Ten oficjalnie rozwiązał parlament i wyznaczył przedterminowe wybory na 6 września. I ta decyzja nie zrobiła jednak na nowym rządzie większego wrażenia. Równolegle PDM rozpoczęło kampanię oczerniającą Dodona. Prezydentowi zarzucono zdradę interesów kraju, chęć przeprowadzenia federalizacji Mołdawii wedle schematu korzystnego dla Moskwy oraz finansowanie kampanii wyborczej z zagranicy. Związani z Plahotniuciem politycy zaczęli wprost mówić o impeachmencie głowy państwa. Jednocześnie jeszcze w sobotę Plahotniuc groził: „Podejmiemy wszystkie przewidziane przez prawo demokratyczne kroki by nie doszło do zawłaszczenia instytucji rządowych”.

Tego samego dnia wieczorem popierający PDM manifestanci rozstawili namioty pod gmachem rządu, MSW, Prokuratury Generalnej i innych kluczowych instytucji publicznych. Uczestnicy protestów zapowiadali, że nie dopuszczą przedstawicieli nowych władz do objęcia urzędu. Zmobilizowano też pracowników administracji. W niedzielę na centralnym placu stolicy zorganizowano demonstrację, na którą zwieziono z całego kraju pracowników sektora budżetowego. Nie była ona jednak zbyt liczna.

 

Perspektywy

Sytuacja w Mołdawii pozostaje niejasna i napięta. Odsunięcie od władzy grozi Plahotniucowi utratą wpływów, majątku, a nawet wolności. Dlatego też jest on zdeterminowany by zabezpieczyć swoje interesy. Wydaje się jednak mało prawdopodobne by oligarcha zadecydował się na użycie siły. Pozbawiony poparcia kluczowych aktorów międzynarodowych mógłby w ten sposób jedynie pogorszyć swoją sytuację. UE oficjalnie uznało rząd Mai Sandu. Poparcie dla decyzji parlamentu wyraziły też Rosja oraz USA. Mimo wcześniejszych obaw takie regiony Mołdawii jak Gagauzja czy Taraclia również opowiedziały się po stronie nowych władz. Wydaje się, że podejmowane obecnie przez Plahotniuca działania mają na celu nie tyle zablokowanie zmiany władzy (co w obecnych warunkach byłoby bardzo trudne), a raczej kupienie oligarsze czasu potrzebnego na zabezpieczenie majątku i własnego bezpieczeństwa.

Najciekawszy będzie jednak długoterminowy rezultat tego starcia. Jeśli uda się usunąć Plahotniuca i rozpisać przedterminowe wybory (a taki właśnie jest plan nowego rządu) to Dodon ma szansę wziąć większość w przyszłym parlamencie. Nikt już nie oskarży go o współpracę z Plahotniuciem. Do tego spadnie na niego znaczna część splendoru „tego, kto pokonał Lalkarza”, jak nazywa się Plahotniuca w Mołdawii. Na to właśnie niewątpliwie liczyła Rosja wysyłając do Kiszyniowa Kozaka.

Jednocześnie otwarte pozostaje pytanie, czy trójstronne (USA-UE-Rosja) porozumienie ponad podziałami w Mołdawii będzie pewnym wzorcem czy też wyjątkiem, który był możliwy tylko dzięki temu, że krajem rządził nieakceptowany przez żadną ze stron Plahotniuc? Na to pytanie odpowiedź poznamy jednak z czasem.

 

Fot. Plahotniuc (CC BY 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Donald Trump – osamotniony dyplomata

21.09.2019
Adam Reichardt Ivo Daalder
Czytaj dalej

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu