Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Political fiction. O Mołdawii bez geopolityki
2019-06-12
Piotr Oleksy

Nowa większość parlamentarna w Mołdawii ma charakter celowy i tymczasowy. Pomysł, że koalicja prozachodniego ACUM i prorosyjskiej Partii Socjalistów mogłaby rządzić dłużej należy do gatunku political fiction. Być może jednak byłoby to najlepsze, co może spotkać ten kraj.

 

W całym okresie istnienia niepodległej Republiki Mołdawii siłami napędowymi tamtejszej polityki i dynamiki społecznej były rywalizacja wielkich graczy o wpływy w regionie oraz rozdarcie tożsamościowe mieszkańców kraju. Pierwsze napędzało drugie, przy czym lokalna elita doskonale odnajdowała się w tej sytuacji, żerując na braku spójnej tożsamości narodowej i czyniąc z wektora geopolitycznego główne narzędzie legitymizacji władzy. Gdy stoi się na straży wyboru cywilizacyjnego to trudno przejmować się sytuacją zdrowotną obywateli, losem dzieci, których rodzice wyjechali zagranicę do pracy, czy stanem infrastruktury. Bo przecież wróg stoi u bram! W takim położeniu na drugi plan można spychać nawet pytanie o dziwne zniknięcie miliarda dolarów.

Trudno nie odnieść wrażenia, że partnerzy zagraniczni przez lata również widzieli w Mołdawii jedynie przestrzeń wypełnioną winoroślą (ach, jaka znakomita!) i geopolityką. Dlatego sytuacja, w której Rosja, USA i UE na chwilę zagrały do jednej bramki, popierając powstanie antyoligarchicznej większości parlamentarnej, jest wydarzeniem bez precedensu, nie tylko w skali tego kraju, ale i całego regionu. Bardzo możliwe, że wkrótce brutalnie przekonamy się, że każdy z graczy miał tu swoje cele, nie do końca zgodne z interesami chwilowych partnerów. Na potrzeby political fiction załóżmy jednak, że Moskwa, Waszyngton i Bruksela postanawiają wspólnie, że dadzą Mołdawianom spokój i ogłaszają czteroletnie memorandum na działania wobec Kiszyniowa. Szeroka koalicja może trwać, a nawet jest do tego zachęcana. Kraj jest wspomagany, ale w sposób umiarkowany, nie pompując w niego pieniędzy i raczej dając wędkę niż rybę.

Być może ten czas wystarczyłby nie tylko do poprawienia kondycji finansowej i warunków bytu wielu Mołdawian, ale również do powstania realnych instytucji, mocno zakorzenionych we wspólnocie i kulturze politycznej. Tak, by po tych czterech latach zarówno mołdawscy politycy, jak i tamtejsze społeczeństwo mieli świadomość, że są w stanie i mają obowiązek oraz możliwości samemu odpowiadać za sprawy państwowe. Być może wtedy, po rozwiązaniu memorandum, spory tożsamościowe i geopolityczne miałyby już zupełnie inny wymiar. Polityczne przełomy mogłyby być realizowane dzięki oddolnym impulsom, a nie dzięki poniedziałkowym wizytom trzech aniołów, czy też jeźdźców apokalipsy – zależy z której strony spojrzeć.

To wszystko oczywiście fikcja. Ale bardzo kusząca, prawda?

 

Dr Piotr Oleksy jest historykiem, pracuje w Instytucie Wschodnim Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”. Autor książki Naddniestrze. Terror tożsamości (2018).

 

Fot. Dave Proffer (CC BY 2.0) Flickr


Powrót
Najnowsze

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu