Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Uwikłani w wojnę. Jednostka w cieniach imperium
2019-07-02
Krzysztof Popek, Karol Starnawski

Z Karolem Starnawskim, reżyserem filmu Cienie imperium, rozmawia Krzysztof Popek.

 

 

 

KRZYSZTOF POPEK: Cienie imperium, który swoją premierę będzie miał 26 lipca, to film dokumentalny o uchodźcach, którzy musieli uciekać ze swoich domów na Krymie, w Abchazji i Górskim Karabachu. Co jest motywem łączącym historie tych ludzi?

KAROL STARNAWSKI: Głównym motywem jest wojna, której doświadczają bądź doświadczali w przeszłości nasi bohaterowie – każdy z nich, bez względu na miejsce zamieszkania, wiek i pochodzenie. Na skutek wojny i konfliktów powstają nowe granice, ale i wyznaczane są nowe reguły. Wojna sprawiła, że każdy z nich musiał swoje życie zmienić. W filmie staramy się przedstawić te zmiany.

Każdy z naszych bohaterów jest w różnym wieku. Najmłodszy, Ormianin z Górskiego Karabachu, jest na takim etapie swojego życia, że dopiero ma plany odnośnie swojej przeszłości. Rozważa pójście do wojska, jeszcze wierzy w to, że jego aktywność wojenna, zaangażowanie w sprawy publiczne coś zmienią, odwrócą losy jego najbliższych. Timur, mężczyzna w średnim wieku, cały czas chodzi w mundurze, jest uchodźcą z Krymu, mieszka obecnie na zachodniej Ukrainie, ale walczył na Donbasie i cały czas na Donbas chce wrócić. Nigdy się nie uwolnił od wojny, cały czas czuje, że ma tam – jak to on mówi – „niezałatwiane sprawy”. On jest w trybach wojny, cały czas jest przekonany, że jego działalność i aktywne zaangażowanie coś zmieni, odwróci losy jego najbliższych, rodziny, również kraju. Najstarszy bohater, Aleksander z Gruzji (jest on Litwinem, ale nie będę się teraz zagłębiał w tę historię) walczył w wojnie gruzińsko-rosyjskiej o Abchazję i Osetię Południową, dzisiaj jest weteranem wojennym. Mówi, że wojna nic mu nie dała – ani wygranej, ani przegranej; że stracił tylko rodzinę i swoje życie.

Ta opowieść o trójce bohaterów układa się w jeden uniwersalny los człowieka uwikłanego w konflikt i wojnę. Mamy młodego chłopaka, który jeszcze wierzy; mężczyznę w średnim wieku, który wciąż działa; i starszego, który to wszystko przeżył – to, czego dwaj pozostali jeszcze nie doświadczyli w takim stopniu. On już wie, że jednostka w obliczu imperium jest na straconej pozycji.

 

Co Pana zmotywowało do nakręcenia filmu o takiej tematyce?

Pomysł pojawił się od Tomasza Grzywaczewskiego i Dawida Wildsteina, którzy są autorami scenariusza. Jako dziennikarze wielokrotnie jeździli w miejsca, które przedstawiamy w filmie, opisywali je w swoich reportażach i relacjach dziennikarskich. Zgłosili się w pewnym momencie z propozycją zrobienia filmu o takich bohaterach. Przedstawili po prostu postaci. Mnie zainteresowali przede wszystkim ludzie i ich los. To wydało mi się ciekawym materiałem na opowiedzenie historii o człowieku i uwikłaniu w wielką historię. Widziałem potencjał na metaforę i dlatego zdecydowałem się w to zaangażować.

Kontekst geopolityczny i historyczny również wydał mi się ciekawy. Do tej pory nie byłem aż tak zaangażowany w historie tych krajów i konfliktów, moja wiedza opierała się na przekazach medialnych, które docierały do nas wszystkich. Rosja zawsze wydawała mi się fascynującym krajem, światem jednocześnie groźnym i interesującym. Natomiast nie byłem w to zaangażowany do tego stopnia jak Dawid z Tomkiem.

W momencie, kiedy zdecydowałem się na realizację tego filmu ze względu na bohaterów, pomyślałem sobie, że jest to dobra okazja do zrobienia filmu-protestu. Nieczęsto otrzymuje się w życiu możliwość twórczego zaprotestowania przeciwko agresji – taka ma miejsce na Wschodzie, w dzisiejszych czasach jest coraz bardziej przemilczana i spychana na margines debaty publicznej. Mam nadzieję, że nasz film odświeży te historie i tematy trudnych konfliktów, które cały czas czekają na szczęśliwe zakończenie.

 

Obraz otwiera srogi wizerunek Józefa Stalina oraz cytat z Alain Besançon. „Głównym celem Rosji jest podbój” – głosi fragment cytatu. Wydaje się, że w Polsce jest zgoda, co do tego, że Rosja jest krajem nieobliczalnym i niebezpiecznym, szczególnie w kontekście sytuacji na Ukrainie. Czy faktycznie przypominanie o niebezpieczeństwie rosyjskim jest wciąż potrzebne w Polsce?

W Polsce również, ale nie w takim stopniu jak w Europie Zachodniej. Niestety w ostatnich dniach jesteśmy świadkami przykrych wydarzeń – głos Rosji został przywrócony w Zgromadzeniu Ogólnym Rady Europy, co jest, nie chce używać zbyt mocnych słów, wydarzeniem bez precedensu oraz zwyczajnie smutnym. Rosja nic nie zrobiła ani nie wykonała żadnych pojednawczych gestów, nawet najmniejszych, w stosunku do Ukrainy. Szczególnie na Zachodzie trzeba przypominać, że Rosja jest wprawdzie dużym partnerem gospodarczym, biznesowym i kulturalnym, że jest to kraj o olbrzymich zasobach i należy z nim koegzystować, natomiast nie można przechodzić obojętnie w obliczu krzywdy i agresji, której Rosja jest autorem.

 

W kontekście tych obszarów najczęściej spotykamy suche analizy, komentarze prasowe pełne liczb, ustaleń dyplomatycznych, wypowiedzi polityków. Cienie imperium – jak Pan powiedział – to historia o zwykłych ludziach, którzy bezpośrednio ucierpieli w wyniku tych wydarzeń. Dlaczego uwzględnianie perspektywy oddolnej jest takie istotne? Co opowie nam zwykły człowiek, a czego nie opowie nam ekspert?

Film ma oddziaływać na ludzkie emocje, ma poruszać, wpływać na widza. W związku z tym szukaliśmy bohaterów, którzy mają rozterki, którzy dążą do realizacji celów, którzy marzą, którzy napotykają na przeszkody, którzy muszą pokonać te przeciwności. Liczyłem, że widz będzie im kibicował i miał nadzieję, że ich los się odmieni. Szukaliśmy bohaterów, którzy będą wzbudzać sympatie i zaufanie odbiorcy. Z czysto filmowego punktu widzenia, ekspert przemawiający z ekranu o różnych statystykach i suchych faktach, snujący analizy, nie może być równie pociągający w kinie i nie zaangażuje widza emocjonalnie. Dlatego szukaliśmy bohaterów, którzy codziennie na własnej skórze doświadczają tych sytuacji i dzięki temu widz może sobie wyobrazić: „kurczę, co by było, gdybym to ja się urodził w takim Karabachu albo Abchazji?” „Jak ja bym sobie poradził, gdyby moja rodzina byłaby rozdzielona i gdybym musiał wybrać, gdzie będę żyć?” „Jak to jest, gdy człowiek musi się przeprawiać nocą przez rzekę, żeby zobaczyć swoich bliskich?” To było naszym celem – aby widz mógł się zidentyfikować z postaciami i przez to emocjonalnie zaangażować się w historię.

 

Jak Pan wspomina samą pracę nad filmem? Czy łatwo było dotrzeć do bohaterów i namówić ich do opowiedzenia swoich historii?

Byłem w wyjątkowo komfortowej sytuacji, ponieważ w Polsce zazwyczaj realizuje się dokument w taki sposób, że reżyser znajduje swoich bohaterów, musi ich oswoić ze sobą i z kamerą, udokumentować i dopiero po żmudnym procesie zacząć zdjęcia. Ja dostałem – przepraszam, że tak to określę – pewien pakiet historii i bohaterów jakby w prezencie, udokumentowanych, oswojonych, z którymi scenarzysta Tomek Grzywaczewski się zaprzyjaźnił w trakcie pisania swojej książki Granice marzeń. Warto nadmienić, że film jest inspirowany książką Tomka. Pojechaliśmy na zdjęcia do swoich bohaterów i oni wszyscy znali Tomka – skoro my byliśmy z nim, to my też byliśmy traktowani jak przyjaciele. I z klucza od razu wpuścili nas do swoich domów, zaczęli opowiadać, nie było w ogóle żadnego problemu z nawiązaniem zaufania, wzajemnej relacji. Do dzisiaj mamy kontakt, głównie przez internet, staramy się pisać od czasu do czasu. Także pod tym względem było to ułatwione zadanie.

Trudność polegała na czymś innym – trzeba było znaleźć punkty wspólne między trzema historiami, w trzech różnych krajach. Logistycznie to też było wyzwanie. Problemem był również montaż – żeby skonstruować kompletną strukturę filmu. Rozważaliśmy różne warianty. Wyzwanie pojawiło się więc później. Jeśli chodzi o kontakt z bohaterami, dzięki wcześniejszej pracy Tomka Grzywaczewskiego i Dawida Wildsteina, to już nam odpadło.

 

Karol Starnawski – reżyser oraz scenarzysta, ma w swoim dorobku takie filmy jak Przedziały (2017) oraz wchodzące do kin Cienie imperium. Laureat nagród indywidualnych, m.in. na Festiwalu Filmów Szkoły Filmowej w Łodzi „Łodzią po Wiśle” czy Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych "żubrOFFka" w Białymstoku.

 

Premiera 26 lipca 2019 roku.

Zachęcamy do obejrzenia zwiastuna filmu.


Powrót
Najnowsze

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu