Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Armeński atom
2019-07-06
Mateusz Kubiak

Za sprawą serialu „Czarnobyl” energetyka jądrowa ponownie stała się przedmiotem zainteresowania całych rzesz ludzi: tak w Polsce, jak i na całym świecie. To dobry pretekst, by opisać kontrowersje związane z funkcjonowaniem jedynej na Kaukazie Południowym elektrowni atomowej. Siłownia ta funkcjonuje bowiem w miejscu szczególnie narażonym na trzęsienia ziemi, a współpraca na rzecz jej wygaszenia stanowi formalnie jeden z elementów umowy o pogłębionej współpracy (CEPA) między Armenią a UE.

 

Elektrownia atomowa w Mecamorze odpowiada dziś za około 25 procent armeńskiego zużycia energii elektrycznej (jeszcze 10 lat temu było to około 40 procent) i ma podstawowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Składają się na nią dwa względnie niewielkie (440 MW każdy) reaktory jądrowe WWER, z których aktualnie pracuje jednak wyłącznie jeden. Jest to związane z tym, że pierwotnie, po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi w 1988 roku (zginęło wówczas kilkadziesiąt tysięcy Ormian), zdecydowano o wygaszeniu elektrowni w Mecamorze. Mimo to jeden z bloków został przywrócony do użytku w latach dziewięćdziesiątych, gdy wskutek rozpadu ZSRR i wojny o Górski Karabach Armenia znalazła się w poważnym, wielopłaszczyznowym kryzysie. By zapewnić obywatelom jakiekolwiek dostawy prądu (okres ten nazywa się wręcz „ciemnymi latami”), Erywań zdecydował się wówczas na ponowne uruchomienie reaktora. Funkcjonuje on przy tym po dziś dzień, mimo wywieranej na Armenię presji, by ostatecznie wyłączyć elektrownię w Mecamorze.

Naciski w tym względzie formułują zarówno aktywiści, jak również Turcja (Mecamor leży kilkanaście kilometrów od granicy armeńsko-tureckiej) i Unia Europejska, która w ratyfikowanej obecnie umowie o współpracy z Armenią zawarła zapis o współpracy na rzecz wygaszenia problematycznego reaktora. Sprawa jest zresztą regularnie podnoszona w kontaktach z europejskimi partnerami.

Pomimo presji z zewnątrz, Armenia odsuwa w czasie termin wyłączenia elektrowni. Co więcej, dzięki rosyjskim kredytom, trwa modernizacja siłowni, by mogła ona służyć do 2026 roku. Nie jest zresztą wykluczone, że także ta perspektywa czasowa zostanie wydłużona: choć Armeńczycy aktywnie rozwijają energetykę odnawialną (wiatr, fotowoltaika), to jednocześnie sugerują, że istniejący reaktor jądrowy mógłby działać nawet do 2037 roku. Faktem jest bowiem, że choć zarówno zachodnie, jak i rosyjskie koncerny, chciałyby wybudować w Armenii nową siłownię, to na to zwyczajnie brak jest w kraju pieniędzy.

Kwestia funkcjonowania armeńskiej elektrowni atomowej jeszcze długo będzie budzić kontrowersje. Dyskusja na ten temat będzie też z pewnością powracać przy okazji ewentualnych trzęsień ziemi w regionie lub wypadków związanych z energetyką jądrową na świecie. Mimo to trudno jednak spodziewać się, by Armenia miała szybko zrezygnować z elektrowni w Mecamorze. Zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę położenie geopolityczne kraju.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu prowadzonym przez Mateusza Kubiaka Kaukaz Kaukaz.

 

Fot. Stratocles (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Mateusz Kubiak
Powrót
Najnowsze

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu