Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń
2019-07-11
Daria Szlezyngier

Pod koniec czerwca w Gruzji zawrzało, i to nie z powodu letnich upałów. Skandal w parlamencie z udziałem rosyjskiej delegacji doprowadził w Tbilisi do masowych protestów, starć z policją i przelania krwi. Choć minęło już dwadzieścia dni i siła protestu znacznie osłabła, najwytrwalsi nadal zbierają się co wieczór pod budynkiem parlamentu, niestrudzenie walcząc o swoje żądania i manifestując własne przekonania. Władza najpierw milczała, później poszła na pewne ustępstwa. W ostatnim czasie natomiast politycy partii rządzącej przerzucali się z opozycją winą za wydarzenia, które doprowadziły do tragicznej pacyfikacji pierwszego protestu. Po prawie trzech tygodniach coraz więcej osób zadawało sobie pytanie, czy cokolwiek może się jeszcze zmienić i czy gruzińskiemu społeczeństwu uda się przerwać to błędne koło. I kiedy wydawać by się mogło, że nic nowego już się nie wydarzy, Gruzję ożywił nowy skandal i nowa fala manifestacji. Dlatego też jest to dobry moment, żeby nie tylko zebrać relacje ze wszystkich wydarzeń ostatnich tygodni, ale też napisać o tym, co wydarzyło się jeszcze.

 

Preludium. Dzień 1

20 czerwca posiedzenie międzyparlamentarnego kongresu prawosławnego zakończyło się skandalem. Ponad stu delegatów z dwudziestu pięciu krajów musiało opuścić budynek parlamentu po tym, jak gruzińska opozycja zakwestionowała otwarcie sesji przez rosyjskiego deputowanego Siergieja Gawriłowa, który usiadł na miejscu nieobecnego przewodniczącego parlamentu Gruzji, Irakliego Kobachidze. Niezadowolenie znacząco wzmógł fakt, że w przeszłości Gawriłow wyrażał poparcie separatystycznej Abchazji i Osetii Południowej, a zdaniem niektórych walczył w wojnie w Abchazji przeciwko Gruzji.

Jeszcze dzień wcześniej, 19 czerwca, mała grupa aktywistów protestowała przeciwko przybyciu Siergieja Gawriłowa wraz z innymi członkami delegacji parlamentarnej z Rosji. Sam Gawriłow poinformował natomiast, że nie czuje z tego powodu dyskomfortu. Rosyjski deputowany powiedział, że Gruzja jest jego ojczyzną, jego dziadek został tu pochowany i on sam czuje się w tym kraju szczęśliwy. Gawriłow zaprzeczył również, jakoby brał udział w działaniach wojennych na terytorium Abchazji podczas konfliktu zbrojnego w 1993 roku.

Po przerwaniu obrad mających miejsce 20 czerwca, kongres nie mógł kontynuować posiedzenia, ponieważ trybunę zajęli przedstawiciele opozycji, którzy oświadczyli, że Gruzja jest okupowana przez Rosję i w związku z tym nie pozwolą zasiadać na sali rosyjskim deputowanym. Politycy Zjednoczonego Ruchu Narodowego i Europejskiej Gruzji dali władzom pół godziny na usunięcie wszystkich rosyjskich posłów z sali.

 

 

W ślad za protestem opozycji, przedstawiciele partii rządzącej Gruzińskie Marzenie również wyrazili oburzenie zaistniałą sytuacją. – Niedopuszczalne jest, aby w parlamencie gruzińskim przedstawiciel kraju-okupanta przewodniczył forum. Jak mnie poinformowano, był to błąd protokołu, którego politycznego znaczenia organizatorzy niestety nie uwzględnili. Odpowiednia reakcja na to musi koniecznie nastąpić – zadeklarował Bidzina Iwaniszwili. Według szefa Gruzińskiego Marzenia, to właśnie zgodnie z jego rekomendacją przerwano kongres.

Zaistniałą sytuację potępił również premier Gruzji Mamuka Bachtadze, przewodniczący parlamentu Irakli Kobachidze (który w ramach oficjalnej wizyty znajdował się w tym czasie w Azerbejdżanie) oraz prezydent Salome Zurabiszwili, która skrytykowała politykę wzmacniania więzi religijnych z krajem „okupującym terytoria i walczącym z zasadami chrześcijańskimi”.

Gruzińska opozycja nie poprzestała na jednorazowym wyrazie protestu, a do kręgów politycznych błyskawicznie dołączyli aktywiści, którzy tego samego dnia zaplanowali wieczorem protest pod budynkiem parlamentu.

Wcześniej grupa aktywistów zorganizowała protest pod hotelem Radisson, w którym zatrzymała się rosyjska delegacja. Kilkudziesięciu aktywistów, polityków i zwykłych obywateli domagało się, aby rosyjscy posłowie natychmiast opuścili ich kraj. Protestujący obrzucili okna hotelu jajkami i plastikowymi butelkami, a także przynieśli drut kolczasty, aby przypomnieć, że Rosja nadal wyznacza granice w regionie Cchinwali. Z powodu reakcji gruzińskiego społeczeństwa rosyjska delegacja opuściła Gruzję.

Siergiej Gawriłow w wywiadzie dla Ria Novosti powiedział, że w związku z zaistniałą sytuacją wszystkie negocjacje dotyczące kwestii humanitarnych i gospodarczych między Rosją a Gruzją są zagrożone. Deputowany zdementował ponownie zarzuty dotyczące jego udziału w wojnie w Abchazji.

Z biegiem czasu atmosfera w centrum Tbilisi nie uspokoiła się. Wręcz przeciwnie. W ciągu kilku godzin przed budynkiem parlamentu zebrało się kilka tysięcy osób. Demonstracje wybuchły również w Kutaisi i Batumi. Protestujący domagali się dymisji przewodniczącego parlamentu Irakliego Kobachidze, a także szefa MSW Giorgiego Gacharii i szefa służb bezpieczeństwa Wachtanga Gomelauri, którzy mieli odpowiadać za wpuszczenie Gawriłowa do Gruzji.

Sytuacja zaostrzyła się po pięciu godzinach od rozpoczęcia protestu, gdy około stu osobom udało się przedrzeć na wewnętrzny dziedziniec parlamentu, do którego przybył szef MSW Giorgi Gacharia. Policjanci starali się nie dopuścić do wdarcia się tłumu do budynku, podczas gdy protestujący stawali się coraz bardziej natarczywi i coraz agresywniej napierali na policjantów. W pewnym momencie demonstranci zaczęli wyciągać mundurowych siłą z kordonu oraz zabierać im tarcze i pałki.

W kulminacyjnym momencie do rozpędzenia tłumu siły specjalne użyły gazu łzawiącego, pocisków gumowych i armatek wodnych. Wiele osób zostało rannych.

Szacuje się, że w proteście wzięło udział od 7 do 10 tysięcy osób. Po użyciu przez służby mundurowe gazu i pocisków gumowych, część protestujących uciekła. Kordonom policji udało się również przegonić demonstrantów z placu pod parlamentem w głąb alei Rustawelego w kierunku opery, a następnie filharmonii. Mimo akcji mundurowych, w centrum Tbilisi przez całą noc toczyły się walki między policją a demonstrantami. O świcie protestujący wdarli się do biura Gruzińskiego Marzenia, zdewastowali wnętrze i spalili na ulicy flagi partii.

 

Dzień 2

Dopiero o świcie policji udało się rozgonić protest, który rozpoczął wieczorem dzień wcześniej w centrum Tbilisi. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w wyniku starć demonstrantów ze służbami mundurowanymi ucierpiało łącznie około 240 osób, w tym osiemdziesięciu policjantów. Rannych zostało również trzydziestu dziennikarzy.

Choć sytuacja chwilowo się uspokoiła, protestujący i opozycja na czele z Grigolem Waszadze (Zjednoczony Ruch Narodowy) zapowiedzieli na wieczór kolejną demonstrację. Opozycja winą za dramatyczne wydarzenia obarczyła partię rządzącą i oskarżyła władze o nielegalne działania. Przeciwnicy Gruzińskiego Marzenia podkreślili, że nie pozostanie to bez konsekwencji.

– Nie przerwiemy naszych akcji. O siódmej wieczorem ponownie zbieramy się przed parlamentem. Zobaczmy, ile osób przyjdzie teraz, ponieważ polityka i partie polityczne nie mają z tym już nic wspólnego. Tak zwana władza przekształciła się w reżim i sprzeciwiła się obywatelom Gruzji, pozbawiła ich konstytucyjnych praw, znieważyła to, o co ludzie bezinteresownie walczyli w tych latach: niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną kraju – powiedział dziennikarzom Waszadze.

 

 

 

Również były prezydent Gruzji Michail Saakaszwili, który przebywa obecnie na Ukrainie, wezwał gruzińskie społeczeństwo do protestu oraz zwrócił się do wszystkich partii opozycyjnych z apelem o konsolidację w celu odsunięcia na drodze pokojowej Bidziny Iwaniszwilego i partii rządzącej od władzy. Saakaszwili poprosił również służby mundurowe, aby złożyły broń i przeszły na stronę demonstrantów.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podtrzymywało natomiast, że aby zapanować nad sytuacją, powstrzymać agresywny tłum i nie dopuścić do fizycznej konfrontacji, policja była zmuszona użyć gazu i pocisków gumowych. Gruzińskie MSW podkreśliło, że wczorajsza demonstracja „przekroczyła ustanowione przez prawo granice wolności wypowiedzi, pokojowych zgromadzeń i przyjęła brutalny charakter”.

W sprawie protestu zabrała również głos prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili, która nazwała pośrednio uczestników demonstracji „piątą kolumną Rosji”. – Bardzo dużą zbrodnią było to, co się wydarzyło (…), fakt, który poniża kraj i jego godność; jednak to nie usprawiedliwia sztucznie wywołanej fali, działań antypaństwowych, apeli (...), które miały spowodować szturm na parlament i zamach stanu – oceniła Zurabiszwili. – Rosja jest naszym wrogiem i okupantem. Kierowana przez nią piąta kolumna może okazać się dziś bardziej niebezpieczna niż otwarta agresja. Jeszcze raz powiem, że rozłam w kraju i społeczeństwie oraz wewnętrzny konflikt są na rękę przede wszystkim Rosji (...). Ten, kto podburza i komu pasuje wewnętrzny konflikt, chcąc nie chcąc, staje się prowodyrem rosyjskiej polityki i wykonawcą jej planów – podsumowała prezydent kraju.

Tuż przed zebraniem się ludzi pod parlamentem Kacha Kaladze, mer miasta Tbilisi i sekretarz generalny Gruzińskiego Marzenia, poinformował media, że na posiedzeniu partii podjęto decyzję o dymisji przewodniczącego parlamentu Irakliego Kobachidze.

– Gruzińskie Marzenie od dnia dojścia do władzy przedstawia wysoki poziom odpowiedzialności wobec społeczeństwa i potwierdza to swoimi działaniami. Przejawem tego jest decyzja przewodniczącego parlamentu Irakliego Kobachidze o dymisji ze stanowiska. Chcę podkreślić, że decyzja ta jest przejawem wysokiego stopnia odpowiedzialności  wobec społeczeństwem, a nie współdzielenia poglądów z nieodpowiedzialnymi, destrukcyjnymi siłami – poinformował Kaladze. Sam Irakli Kobachidze nie udzielił żadnego komentarza w tej sprawie. Na następcę Irakliego Kobachidze wysunięto kandydaturę lidera większości parlamentarnej i deputowanego Gruzińskiego Marzenia – Arczila Talakwadze, w latach 2012–2014 wiceministra sprawiedliwości, a następne wiceministra spraw wewnętrznych, do niedawna sprawował  funkcję przewodniczącego parlamentarnej większości.

Nie ochłodziło to nastrojów. Tego samego wieczoru pod budynkiem parlamentu w Tbilisi odbył się już drugi protest zorganizowany przez zjednoczoną w tych dniach opozycję (na czele ze Zjednoczonym Ruchem Narodowym). Ponownie na alei Rustawelego również zebrały się tłumy – liczba uczestników akcji znacznie przewyższyła liczbę zgromadzonych dnia poprzedniego.

W związku z tym, że pierwszy dzień protestu zakończył się dramatycznymi starciami demonstrantów z policją, w wyniku których rannych zostało 240 osób, drugiego dnia również obawiano się eskalacji konfliktu.

Zjednoczony Ruch Narodowy zapowiadał apolityczność protestu, gdyż, jak powiedział Grigol Waszadze, sprawa dotyczy całego narodu, a „polityka i partie polityczne nie mają z tym już nic wspólnego”. W praktyce jednak o apolityczności nie mogło być mowy – opozycja występowała przeciwko partii rządzącej Gruzińskie Marzenie, domagając się odstąpienia od władzy Bidziny Iwaniszwilego, dymisji ministra spraw wewnętrznych Giorgiego Gacharii i przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Społeczeństwo nie pozwoliło jednak, aby opozycja zdominowała protest. Rozmowy z protestującymi przeprowadzone przez dziennikarkę Agnieszkę Zielonkę pokazywały, że znaczna część demonstrantów przyszła tego dnia pod parlament, aby wyrazić sprzeciw wobec przemocy, do której doszło podczas  wcześniejszych starć z policją. Na znak solidarności z poszkodowanymi (kilka osób w wyniku obrażeń zadanych gumowymi pociskami straciło dzień wcześniej oko) protestujący nosili czerwone, zasłaniające jedno oko opaski. Na nich często widniał napis „20%”, gdyż tyle procent gruzińskiego terytorium jest okupowane przez Rosję. Tego wieczoru tłum domagał się uwolnienia wszystkich osób zatrzymanych dzień wcześniej przez funkcjonariuszy policji (około 300 osób) oraz ukarania wszystkich tych, którzy użyli przemocy podczas tłumienia protestu. Demonstranci zapowiedzieli, że będą prowadzić akcję, dopóki ich żądania nie zostaną spełnione.

Należy dodać, że studenci Tbiliskiego Uniwersytetu Państwowego tego samego dnia zorganizowali na terenie uczelni drugą, równoległą i prawdziwą apolityczną demonstrację, w trakcie której wystąpili przeciwko przemocy. Młode pokolenie odmówiło przyłączenia się do głównego protestu na alei Rustawelego, sprzeciwiając się tym samym wyrażeniu poparcia Zjednoczonemu Ruchowi Narodowemu i innym ugrupowaniom opozycyjnym. Co więcej, podczas wystąpienia Grigola Waszadze pod parlamentem grupa młodzieży wygwizdała polityka, a późniejsze wystąpienia zdominowali studenci i młodzi aktywiści.

Atmosfera podczas drugiego dnia protestu dowiodła, że mimo skandalu, za który winą obarczono Gruzińskie Marzenie, społeczeństwo nadal nie widzi alternatywy na scenie politycznej i nawet wydarzenia wcześniejszych dni nie wpłynęły na gwałtowny wzrost poparcia Zjednoczonego Ruchu Narodowego. Na fali niniejszych wydarzeń gruzińska opozycja szybko zrozumiała, że stając jawnie na czele protestu nie podbije swoich notowań i tymczasowo usunęła się w cień, oddając głos zwykłym obywatelom i aktywistom.

 

Dzień 3

Po drugim dniu protestów władza postanowiła milczeć, mimo że naród nadal domagał się dymisji szefa MSW Giorgiego Gacharii i uwolnienia osób zatrzymanych podczas protestu. Choć wcześniej brakowało konsensusu w tej sprawie i postulat ten nie był jasno artykułowany, protestujący domagali się również zmiany ordynacji wyborczej z mieszanej na proporcjonalną.

Jeszcze dzień wcześniej, 21 czerwca, minister spraw wewnętrznych Giorgi Gacharia poinformował jedynie, że wszyscy organizatorzy i uczestnicy szturmu na budynek parlamentu podczas pierwszego dnia protestu zostaną surowo ukarani. Szef MSW oskarżył polityków o sprowokowanie zamieszek. – Jestem oburzony tymi ludźmi, politykami, którzy sprowokowali naszych zwykłych obywateli, a potem zniknęli z placu. Żadnego z nich nie było tam po godzinie dziesiątej. Wszyscy po prostu stamtąd uciekli (...) – Gacharia zaznaczył również, że policja działała wyłącznie w samoobronie.

Oprócz komentarza Gacharii, społeczeństwo nie doczekało się tego dnia żadnej reakcji ze strony rządu, poza sporadycznymi komentarzami, w których winą za eskalację konfliktu wewnętrznego nadal obarczano opozycję, wzywającą pierwszego dnia protestu społeczeństwo do tragicznego w skutkach szturmu parlamentu. Jasnym stało się, że władza wybrała milczenie i postanowiła przeczekać sytuację.

Błyskawicznie zareagował na antyrosyjski charakter protestów natomiast Władimir Putin. 21 czerwca prezydent Rosji podpisał dekret tymczasowo zakazujący rosyjskim liniom lotniczym sprzedaży biletów i realizacji rejsów do Gruzji, a także nakazujący biurom turystycznym wstrzymanie wycieczek do tego kraju poczynając od 7 lipca. Rządowi FR zalecono natomiast podjąć kroki w celu zadbania o powrót do Rosji obywateli tymczasowo przebywających w Gruzji. Jak poinformował sekretarz prasowy Władimira Putina, Dmitrij Pieskow, zakaz dotyczący wyjazdu do Gruzji zostanie zdjęty, gdy sytuacja w kraju ulegnie stabilizacji.

 

 

Trzeci dzień protestów w Tbilisi spokojnie się zaczął i spokojnie się zakończył. Wcześniejszy, piątkowy protest zebrał około 10 tys. ludzi – wśród mówców zabrakło jednak liderów, którzy porwaliby tłum. W sobotę organizatorzy zadbali natomiast o doskonałych oratorów (m.in. artyści, działacze kultury). Niezależnie od tego przed budyniem parlamentu zebrało się nieporównywalnie mniej osób niż w dniach poprzednich, w związku z czym siła demonstracji znacząco osłabła.

Protestujący ponownie domagali się dymisji szefa MSZ Giorgiego Gacharii, uwolnienia osób zatrzymanych wcześniej przez policję, ukarania mundurowych, którzy użyli siły wobec uczestników akcji oraz przeprowadzenia wyborów parlamentarnych w systemie proporcjonalnym. Najchętniej skandowanymi (i odśpiewywanymi) tego wieczoru hasłami były jednak „Putin chujło!” i „Iwaniszwili chujło!”.

Nie obyło się również bez starć. Jednak nie z policją. W pewnym momencie protestujący posprzeczali się między sobą o to, czy dopuścić do głosu polityków, czy też nie. Zaistniała sytuacja oraz wcześniejszy równoległy, apolityczny protest studentów przed budynkiem Uniwersytetu Państwowego dowiodły tego, że gruzińskie społeczeństwo jest podzielone wewnętrznie i zmęczone sceną polityczną, a sama opozycja wiele traci z powodu braku silnego lidera.

W środku nocy protestujący przemaszerowali od budynku parlamentu pod biuro partii Gruzińskie Marzenie, gdzie zakończyli akcję. Organizatorzy zapowiedzieli, że jeśli Giorgi Gacharia nie poda się do dymisji, protest będzie kontynuowany.

 

Dzień 4

23 czerwca odbył się czwarty dzień masowych protestów w Tbilisi. Demonstrantów było znacznie mniej niż dnia poprzedniego, jednak wszyscy ci, którzy regularnie przychodzili pod budynek parlamentu podkreślali, że nie zamierzają się poddać. Jak podały gruzińskie media, jeszcze dzień wcześniej trzech uczestników demonstracji rozstawiło pod parlamentem namioty i ogłosiło głodówkę.

Protestujący domagali się spełnienia przez rząd trzech głównych żądań: dymisji szefa MSZ Giorgiego Gacharii, uwolnienia osób zatrzymanych w nocy z czwartku na piątek oraz zmiany w ustawodawstwie wyborczym.

Obok powyższych postulatów, tłum wyrażał również sprzeciw wobec rosyjskiej okupacji oraz wobec stosowania przemocy przez władze. Retoryka protestu stawała się jednak chaotyczna. Mimo że oficjalnie domagano się dymisji Giorgiego Gacharii, większość plakatów i sloganów krytykowała głównie lidera partii Gruzińskie Marzenie – Bidzinę Iwaniszwilego. Brakowało również spójności w kwestii wyborów parlamentarnych – czasem domagano się wcześniejszego terminu, zazwyczaj jednak hasło to odchodziło w zapomnienie i skupiano się głównie na żądaniu wprowadzenia ordynacji proporcjonalnej.

 

 

Również czwartego dnia protestu opozycyjni politycy nie zdominowali zgromadzenia, choć tym razem byli bardziej widoczni. Tego dnia pod budyniem parlamentu pojawiła się m.in. żona Michaila Saakaszwilego, Sandra Roelofs. Jak i dzień wcześniej, również podczas tej demonstracji doszło do poważnej sprzeczki między uczestnikami. Kilka osób oskarżyło organizatorów o to, że nie pozwolili im zabrać głosu. Znaczna część protestujących sprzeciwiała się również oddawaniu głosu politykom, którzy tego dnia próbowali zaistnieć na scenie. Pod koniec protestu demonstranci przemaszerowali od parlamentu pod kancelarię rządu, po czym się rozeszli do domów.

Należy dodać, że wcześniej tego dnia Gruzja podjęła kroki, będące odpowiedzią na podpisany przez Władimira Putina dekret, który nakazał tymczasowe wstrzymanie lotów pasażerskich i wycieczek do Gruzji. Gruzińskie społeczeństwo zaczęło prowadzić w mediach aktywną promocję kraju pod hasłem „Spend your summer in Georgia” – „Spędź swoje lato w Gruzji”, co momentalnie spotkało się z bardzo dużym poparciem środowiska międzynarodowego. Co więcej, Narodowa Administracja Turystki poinformowała, że każdy turysta, który przyjedzie do Gruzji, otrzyma na lotnisku butelkę wina w prezencie (już ogłoszono przetarg na zakup wina Saperavi o wartości miliona lari, czyli około 362 tysięcy dolarów dla lotnisk w Tbilisi, Batumi i Kutaisi).

 

Dzień 5

W poniedziałek, 24 czerwca Gruzińskie Marzenie zdecydowało się na drugie już ustępstwo wobec protestujących (przypomnijmy: pierwszym była dymisja przewodniczącego parlamentu Irakliego Kobachidze). Bidzina Iwaniszwili poinformował, że w 2020 roku wybory parlamentarne odbędą się w ordynacji proporcjonalnej z zerowym progiem wyborczym. Podkreślił przy tym przekonanie o zwycięstwie Gruzińskiego Marzenia nawet przy zmianie systemu wyborczego. I przeświadczenie to może wyjaśniać, czemu władza stosunkowo łatwo poszła na kolejny kompromis.

Zgodnie z konstytucją Gruzji ordynacja miała zostać zmieniona z większościowej na proporcjonalną dopiero podczas wyborów parlamentarnych w 2024 roku. Do tej pory w wyborach parlamentarnych 77 deputowanych było wybieranych z list partyjnych, a 73 deputowanych – w okręgach jednomandatowych.

Choć władza poszła na ustępstwo, kontrowersje wzbudza zerowy próg wyborczy, a sama opozycja rozpoczęła negocjacje w sprawie podniesienia go do 3 procent (dotychczas w Gruzji wynosił on pięć procent). Jak ocenił politolog Ramaz Sakwarelidze, decyzja Gruzińskiego Marzenia dotycząca wprowadzenia zerowego progu wyborczego nie jest przypadkowa – została podjęta w celu osłabienia Zjednoczonego Ruchu Narodowego, wokół którego zebrało się obecnie wiele partii opozycyjnych. – Wraz ze zniesieniem bariery wyborczej niewielu będzie chciało współpracować ze ZRN, partie te będą mogły samodzielnie uczestniczyć w wyborach i iść własną drogą – powiedział Sakwarelidze w wywiadzie dla portalu Kavkazskij Uzel. Inni politolodzy oceniają natomiast, że przy zniesieniu progu wyborczego Gruzińskie Marzenie nie zdoła uzyskać w przyszłości wymaganych do samodzielności 50 procent i będzie musiało wstąpić w koalicję.

Tego samego dnia Generalna Prokuratura Gruzji poinformowała, że wszczęła dochodzenie w sprawie możliwego nadużycia władzy przez funkcjonariuszy policji i zastosowania wobec protestujących nieproporcjonalnej siły nocą 21 czerwca. Prokuratura dodała, że na dany moment w czynnościach służbowych zawieszono już dziesięć osób. Ponadto mer Tbilisi i sekretarz partii Gruzińskie Marzenie Kacha Kaladze poinformował, że państwo pokryje koszty leczenia (w tym zagranicą) wszystkich osób, które ucierpiały w trakcie pacyfikacji protestu. Część zatrzymanych osób została już zwolniona z aresztu.

Mimo powyższych ustępstw ze strony władzy, protestujący nie zrezygnowali z dwóch zaplanowanych na ten dzień akcji i niezłomnie podkreślali, że nie przerwą demonstracji, dopóki wszystkie ich żądania nie zostaną spełnione (dymisja Gacharii, uwolnienie zatrzymanych osób oraz ukaranie funkcjonariuszy policji, którzy nadużyli władzy).

 

 

Zgodnie z zapowiedzią o godzinie 14:00 w ramach protestu kolumna samochodów przejechała przez miasto pod budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a o godzinie 19:00 pod budynkiem parlamentu wystartowała kolejna demonstracja. Choć tego dnia na akcji znów stawiło się nieznacznie mniej osób niż w dniach poprzednich, siła protestu jeszcze nie zmalała. Wśród zebranych dominowała młodzież, która jak co dzień protestowała przeciwko przemocy i rosyjskiej okupacji, a najbardziej krytykowanymi postaciami gruzińskiej polityki byli Bidzina Iwaniszwili i Giorgi Gacharia. Na danym etapie strajk głodowy prowadziło sześć osób. Na zakończenie piątego dnia protestu uczestnicy żywym łańcuchem otoczyli parlament i odśpiewali hymn Gruzji.

 

Dzień 6

We wtorek 25 czerwca w Tbilisi po raz szósty odbył się protest pod budynkiem parlamentu. Zebrani na placu po raz kolejny domagali się dymisji szefa MSW Giorgiego Gacharii.

Wcześniej tego samego dnia odbyła się sesja plenarna gruzińskiego parlamentu, którą zdominowały sprzeczki i kłótnie między posłami. Sytuacja stała się napięta po przemówieniu Mamuki Mdinaradze z Gruzińskiego Marzenia, który oskarżył opozycję o sprowokowanie tragicznych wydarzeń 20 czerwca. Opozycja z kolei zażądała umieszczenia w porządku obrad kwestii dymisji szefa MSW Giorgiego Gacharii, jednak partia rządząca odmówiła. Opozycja w odpowiedzi opuściła salę.

Co więcej, po tygodniu od wybuchu protestów władzy udało się wskazać winnego po stronie opozycji. Prokuratura Generalna Gruzji poinformowała, że przewodniczący rady politycznej Zjednoczonego Ruchu Narodowego, poseł Nikanor Melia, został oskarżony o podżeganie tłumu do użycia przemocy podczas protestu 20 czerwca, za co przewidywana jest kara pozbawienia wolności na okres od czterech do sześciu lat.

25 czerwca oficjalnie wybrano również nowego przewodniczącego parlamentu, którym został wspomniany wcześniej Arczil Talakwadze. Jego kandydaturę poparło 94 posłów, nikt nie zagłosował przeciw. Zjednoczony Ruch Narodowy i Europejska Gruzja zbojkotowały głosowanie.

 

Dzień 7, 8, 9

W środę 26 czerwca na sesji plenarnej rząd przegłosował wniosek prokuratury i pozbawił Nikanora Melię immunitetu poselskiego, w związku z czym deputowany będzie musiał stanąć przed sądem.

W czwartek, 27 czerwca, Prokuratura Generalna Gruzji zwróciła się do Sądu Miejskiego w Tbilisi z wnioskiem o tymczasowe zatrzymanie Melii. Sąd nie poparł wniosku i jeszcze tego samego dnia podjął decyzję o zwolnieniu Melii za kaucją w wysokości 30 tysięcy lari. Jak poinformował adwokat oskarżonego, grupa deputowanych poręczyła za Melię, a on sam gotów był oddać paszport, aby dowieść, że nie zamierza opuścić kraju. Obecni na sali przedstawiciele Zjednoczonego Ruchu Narodowego i Europejskiej Gruzji zareagowali na decyzję sędziego aplauzem.

Po opuszczeniu sali sądowej Nikanor Melia powiedział dziennikarzom, że ostateczna decyzja sądu w jego sprawie będzie polityczna. Deputowany dodał również, że jego zdaniem władze zmusiły posłów do pozbawienia go immunitetu. W tej kwestii wypowiedział się również przewodniczący Zjednoczonego Ruchu Narodowego Grigol Waszadze, twierdząc, że postawienie Melii zarzutów jest „początkiem bolszewickiego terroru”. Jak podkreśla opozycja, władze próbują obecnie znaleźć winnych wśród opozycji, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od trwających nadal protestów, w trakcie których demonstranci domagają się dymisji szefa MSW Giorgiego Gacharii.

Tego samego dnia minister spraw wewnętrznych Giorgi Gacharia w wywiadzie dla dziennikarzy powiedział, że nie zamierza ugiąć się pod żądaniem protestujących i podać się do dymisji. Oświadczył również, że będzie gotowy zrezygnować ze stanowiska tylko w sytuacji, gdy jego osoba będzie szkodzić wizerunkowi partii rządzącej. Od dłuższego czasu Gacharia nie pojawiał się publicznie i nie komentował żądań protestujących. W jednym z wywiadów polityk wyjaśnił, że „ukrywał się”, aby „nie wywoływać dodatkowego rozdrażnienia i wzrostu temperatury z powodu protestów, odbywających się na ulicy”.

Również premier Gruzji Mamuka Bachtadze odmówił wzięcia odpowiedzialności za pacyfikację protestu 20 czerwca, oskarżając o tragiczne skutki Zjednoczony Ruch Narodowy. Bachtadze uniknął bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, czy rozgonienie demonstracji było z nim skonsultowane. Podkreślił również, że to, co się stało „nie było decyzją MSW ani jego szefa”, ponieważ obowiązkiem służb mundurowych jest „ochrona konstytucji, porządku w kraju oraz instytucji demokratycznych”. –Odpowiedzialność za te skutki spoczywa na (...) Saakaszwilim i jego agresywnej grupie, która próbowała wykorzystać szczery protest naszych obywateli i zadali cios naszej konstytucji – powiedział premier.

 

 

Podczas gdy politycy przerzucali się odpowiedzialnością, pod budynkiem parlamentu codziennie odbywały się regularne protesty.

 

Dzień 10

W sobotę 29 czerwca w Tbilisi kilka tysięcy osób wzięło udział w „Marszu Wolności”, który został zorganizowany w celu uczczenia dziesiątego dnia protestu. Do zwykłych obywateli i aktywistów dołączyli tego dnia przedstawiciele partii opozycyjnych.

Jak podają gruzińskie media, aby wesprzeć protest, setki uczestników przybyło z innych miast – Batumi, Kutaisi, Telawi, Rustawi czy Zugdidi. W „Marszu Wolności” wzięli również udział popularni aktorzy, muzycy i pisarze. Demonstranci przeszli wspólnie od Placu Pierwszej Republiki na Plac Wolności. W trakcie pochodu wiele osób miało ze sobą flagi Gruzji, Unii Europejskiej, NATO, a także Stanów Zjednoczonych i Ukrainy.

 

 

Z Placu Wolności demonstranci udali się pod parlament, gdzie już dziesiąty wieczór z rzędu kontynuowali protest. Jedynym żądaniem pozostała dymisja szefa MSW Giorgiego Gacharii. Organizatorzy obiecali, że gdy tylko ich warunek zostanie spełniony, natychmiast zakończą akcję i rozejdą się do domów. Jak poinformowali później w opublikowanym 1 lipca manifeście – dymisja ministra spraw wewnętrznych pozostaje jedyną zapłatą, jaką chcą od władz za użycie przemocy wobec społeczeństwa.

Organizatorzy protestów podkreślili, że nawet jeśli Gacharia nie wydał 20 czerwca rozkazu pacyfikacji demonstracji, musi zrezygnować, ponieważ „nie był stanie kontrolować sił, które mu podlegają”. Gdyby natomiast szef MSW „był inicjatorem brutalnej rozprawy, ponosi również odpowiedzialność prawną” – zaznaczono w manifeście.

 

Dzień 15

4 lipca Prokuratura Generalna Gruzji wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że działania protestujących i przedstawicieli opozycji podczas demonstracji w nocy 20 na 21 czerwca ocenia jako próbę zamachu stanu.

– Na podstawie przeprowadzonej na tym etapie analizy działań, zebranych dowodów i zeznań kilkudziesięciu świadków, organ śledczy doszedł do wniosku, że w nocy z 20 na 21 czerwca poszczególne osoby drogą puczu planowały siłą obalić i przejąć władzę państwową – mowa w oświadczeniu.

W związku z powyższym prokuratura rozpoczęła śledztwo na podstawie dwóch artykułów: podżeganie tłumu do użycia przemocy oraz organizację puczu w celu zmiany systemu konstytucyjnego, obalenia bądź przejęcia władzy państwowej w Gruzji.

Na chwilę obecną zarzuty o podżeganie do przemocy postawiono jedynie przedstawicielowi opozycji, Nikanorowi Melii. Prokuratura Generalna Gruzji nie wyklucza jednak, że w najbliższym czasie wzrośnie liczba osób oskarżonych o wywołanie zamieszek podczas protestu w stolicy. Jak poinformowano w oświadczeniu, powołana została już specjalna grupa śledcza, a w ramach dochodzenia przesłuchano już około 170 osób – nie tylko uczestników protestu i poszkodowanych, ale również dziennikarzy, którzy byli na miejscu.

Równolegle do śledztwa prokuratury Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Gruzji bada możliwość nadużycia władzy przez funkcjonariuszy policji. Wiceminister spraw wewnętrznych Gruzji Natia Mezwriszwili poinformowała, że jak najszybsze zakończenie dochodzenia leży w interesie MSW, jednak nie zgadza się ona z tym, jakby istotne było ustalenie tego, kto po stronie MSW wydał rozkaz pacyfikacji protestu.

Mezwriszwili zwróciła uwagę na to, że uczestnicy wiecu wieczorem 20 czerwca wyrywali policjantom tarcze i hełmy oraz wyciągali ich siłą z kordonu. – Zastanawiam się, czy gdybyście byli policjantami, to czekalibyście na rozkaz? Z pewnością nie. Zgodnie z prawem można działać zarówno na podstawie rozkazu, jak i bez – powiedziała Mezwriszwili dziennikarzom.

Jednocześnie zapewniła, że na pewno zapadną odpowiednie decyzje w przypadku popełnienia naruszeń przez konkretne osoby. Na chwilę obecną w związku z nadużyciem władzy w pełnieniu obowiązków służbowych zawieszono dziesięciu funkcjonariuszy MSW oraz dyrektora departamentu ds. zadań specjalnych MSW, Giorgiego Kakiczaszwilego.

 

 

Tymczasem, w ciągu kolejnych dni protesty pod budynkiem parlamentu trwały nieprzerwanie, choć zamiast kilku tysięcy uczestników demonstracje liczyły już jedynie maksymalnie kilkaset osób. Zorganizowano również marsz pod rezydencję Bidziny Iwaniszwilego, żeby, jak zaznaczano, mieć pewność, że polityk ich usłyszy.

 

Dzień 18

Kiedy wydawać by się mogło, że sytuacja w Tbilisi się ustabilizowała i protesty na dniach po prostu się wypalą, w Gruzji wybuchł nowy skandal. 7 lipca Giorgi Gabunia, prowadzący program „Postscriptum” na antenie telewizji Rustavi-2, rozpoczął wieczór od trwającego ponad minutę wulgarnego monologu w języku rosyjskim pod adresem prezydenta Rosji Władimira Putina i jego matki.

Po tym incydencie transmisja programu została przerwana, a już po kilku minutach Nika Gwaramia, dyrektor generalny Rustavi-2, wydał oświadczenie, w którym przeprosił widzów i ostro skrytykował skandaliczne zachowanie prezentera. Gwaramia podkreślił, że program jest autorski i jego treść nie jest konsultowana z kierownictwem. Dyrektor zaznaczył, że nie popiera podobnych wulgaryzmów, a samowolne zachowanie Gabunii uważa za niedopuszczalne. Dodał też, że „w życiu by nie pomyślał, iż będzie musiał przepraszać za obrazę Putina”.

Wypowiedź Gabunii wywołała natychmiastową reakcję u części społeczeństwa i jeszcze tego samego wieczoru pod siedzibą Rustavi-2 zebrał się tłum, który domagał się zamknięcia stacji i zwolnienia Giorgiego Gabunii. Protest zgromadził przede wszystkim przedstawicieli ultraprawicowych organizacji, takich jak Gruziński Marsz, których charakteryzuje antyzachodnia retoryka i agresywne zachowanie wobec mniejszości narodowych i seksualnych. Jak podkreślali demonstranci, nieodpowiedzialne zachowanie Gabunii może sprowokować prezydenta Rosji i doprowadzić do kolejnej wojny.

Oświadczenia potępiające wypowiedź Giorgiego Gabunii zostały szybko złożone przez najważniejszych gruzińskich polityków – premiera Mamukę Bachtadze, przewodniczącego parlamentu Arczila Talakwadze, sekretarza generalnego partii rządzącej Kachę Kaladze i prezydent Salome Zurabiszwili. Prezentera skrytykował również były prezydent Gruzji Michail Saakaszwili.

– Mój kraj stoi przed takim wyzwaniami, że niedopuszczalnym jest pozostawienie bez ostrej reakcji prowokacji na taką skalę, przebranej za «patriotyzm». To ma prostą nazwę – wrogość wobec własnego kraju” – ocenił Kacha Kaladze.

Przewodniczący parlamentu Gruzji wskazał natomiast na powiązanie opozycyjnego kanału z dawną partią rządzącą Zjednoczony Ruch Narodowy. – To, co usłyszeliśmy na antenie Rustavi-2, jest bezpośrednią prowokacją przeciwko naszemu państwu i narodowi. Nie ma już więcej pytań, ta grupa polityczna działa przeciwko Gruzji – napisał na portalu Facebook Arczil Talakwadze.

Również prezydent Gruzji poinformowała, że potępia stosowanie przez prezentera telewizyjnego „prowokacyjnej i obraźliwej terminologii” pod adresem „głowy sąsiedniego państwa”. – Patriotyzm jest czymś innym, a ochrony interesów kraju nie dokonuje się poprzez agresję, destabilizację i niepokoje. Naszą ścieżką jest pokój, naszą perspektywą – Europa, a naszą siłą – stabilność. Podział kraju na dwa obozy, podżeganie do zewnętrznej konfrontacji i konfliktów w naszym regionie jest niedopuszczalne! Służy to albo prowokowaniu nowej wojny, albo zemście za nieudany przewrót. W każdym przypadku działanie to jest sprzeczne z interesami kraju. Zrobili to, co jest niegodne Gruzji! Nazywa się to szkodzeniem interesom państwa” – napisała w swoim oświadczeniu Salome Zurabiszwili.

Niecenzuralne słowa prezentera skrytykowała również opozycja, która jednak jednocześnie podkreśliła, że władza nie powinna ingerować w działalność stacji telewizyjnej i w wolność słowa.

 

Dzień 19

8 lipca w związku z niecenzuralną wypowiedzią prezentera Rustavi-2 pod adresem Władimira Putina, kierownictwo stacji podjęło decyzję o dyscyplinarnym zawieszeniu Giorgiego Gabunii na okres dwóch miesięcy. To jednak nie uspokoiło nastrojów w społeczeństwie, a kolejne, z pozoru niepowiązane ze sobą incydenty wpłynęły na zaostrzenie sytuacji w stolicy.

Zanim w gruzińskim parlamencie doszło do skandalu z udziałem rosyjskich deputowanych, który 20 czerwca wywołał trwające już trzeci tydzień protesty w Tbilisi, organizacja Tbilisi Pride przygotowała tydzień poświęcony ochronie praw społeczności LGBT. W jego ramach w dniach 18–23 czerwca miały się odbyć różne imprezy społeczne, kulturalne i polityczne, a puntem kulminacyjnym programu miał być pierwszy w historii Gruzji marsz równości (przez samych organizatorów nazywany marszem godności). Z powodu wybuchu rzeczonych protestów, aktywiści postanowili jednak przełożyć organizację wydarzenia na bliżej nieokreślony termin.

7 lipca przedstawiciele Tbilisi Pride ogłosili, że od dawna zapowiadany marsz odbędzie się w poniedziałek 8 lipca. W trosce o bezpieczeństwo uczestników nie podali oni godziny oraz miejsca rozpoczęcia akcji. Przeciwnicy ruchu LGBT zapowiedzieli jednak, że nie przeszkodzi im to w zlokalizowaniu marszu i uczynią wszystko, aby nie dopuścić do przeprowadzenia akcji.

Rankiem 8 lipca przeciwnicy ruchu LGBT zaczęli zbierać się w losowo wybranych punktach stolicy, w związku z czym organizatorzy Tbilisi Pride postanowili ponownie odwołać marsz. Ultranacjonaliści i osoby duchowne jednak nie rozeszli się do domów, lecz zebrali przed budynkiem parlamentu i zaprotestować przeciwko trwającym już od 19 dni demonstracjom przeciwko rosyjskiej okupacji i partii rządzącej. Część nowo przybyłych uczestników kontr-protestu przyznała, że dzień wcześniej uczestniczyła również w manifestacji pod siedzibą Rustavi-2.

 

 

W ciągu dnia uczestnicy kontrmanifestacji wyrazili całe spektrum żądań, poczynając od zamknięcia kanału Rustavi-2, a kończąc na zakończeniu trwającego prawie 3 tygodnie protestu, usunięcia spod budynku parlamentu namiotów, w których od dziesięciu dni kilka osób prowadzi strajk głodowy, a także oczyszczenia placu ze wszystkich banerów i plakatów. 

Na czele kontrmanifestacji stanął Lewan Wasadze – biznesmenem, aktywny krytyk Zachodu i obrońca wartości patriarchalnych, który jeszcze w połowie czerwca powołał złożoną z „prawdziwych mężczyzn” „brygadę narodową”, która, uzbrojona w pałki, miała patrolować miasto i walczyć o tradycyjne wartości. Obecnie, zabierając głos przed budynkiem parlamentu, Wasadze zażądał zniesienia ustawy antydyskryminacyjnej i zagroził władzy długotrwałym protestem w przypadku nie spełnienia jego postulatu.

– Znieście ustawę antydyskryminacyjną, która stanowi podstawę prawną tych zamieszek. Uprzedzaliśmy o tym. Prawodawcy muszą stanąć po stronie narodu i zmienić to prawo. Należy również uchwalić ustawę, zabraniającą propagandy wynaturzeń – powiedział Wasadze. Biznesmen dodał również, że ustawa zakazująca propagowania homoseksualizmu przyjęta w Rosji w 2013 roku jest zbyt „prosta” i Gruzja  potrzebuje bardziej surowego prawa.

W związku z tym, że plac przed budynkiem parlamentu został zajęty przez uczestników kontrmanifestacji, uczestnicy zaplanowanego tego dnia regularnego protestu musieli stłoczyć się pod Pałacem Młodzieży, znajdującym się bliżej Placu Wolności. W celach bezpieczeństwa funkcjonariusze MSW utworzyli kordon i zablokowali aleję Rustawelego marszrutkami, oddzielając tym samym od siebie uczestników obu akcji.

W tym samym czasie pod siedzibą Rustavi-2 wybuchł kolejny protest, który zebrał tym razem kilkaset osób. Demonstranci zażądali od władz stacji telewizyjnej zwolnienia dyrektora generalnego Nikiego Gwaramii oraz prezentera Giorgiego Gabunii. Protestujący podkreślili, że w związku ze skandalicznym zachowaniem Gabunii, zawieszenie prezentera na okres dwóch miesięcy jest niedostateczną karą. Dyrekcja Rustavi-2 oskarżyła władzę Gruzji o organizację protestu, formułowanie gróźb wobec kanału i pracowników, a ponadto godzenie w wolność słowa. Manifestacja pod siedzibą stacji nie trwała jednak długo. Jej uczestnicy zapowiedzieli, że będą protestować tak długo aż ich żądanie nie zostanie spełnione. Część demonstrantów udała się później pod budynek parlamentu, aby dołączyć do protestu przeciwników ruchu LGBT.

Niezależnie od wcześniejszych doniesień o odwołaniu marszu równości, późnym wieczorem przedstawiciele Tbilisi Pride poinformowali, że w rzeczywistości udało im się przeprowadzić tego dnia swoją akcję. Jak podali organizatorzy, marsz odbył się pod siedzibą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a udział w nim wzięło około dwudziestu aktywistów i popleczników ruchu LGBT. Uczestnicy akcji, oprócz wzywania do poszanowania praw mniejszości seksualnych, zażądali dymisji Giorgiego Gacharii, popierając tym samym ludzi protestujących od dziewiętnastu dni pod budynkiem parlamentu.

 

Dzień 20

Uczestnicy dwóch równoległych manifestacji na alei Rustawelego – zarówno ci, którzy od dwudzeistu dni protestowali przeciwko rosyjskiej okupacji, partii rządzącej i stosowaniu przez władze przemocy, jak przeciwnicy ruchu LGBT, którzy zebrali się pod budynkiem parlamentu dopiero wczoraj – pozostali na ulicy do samego rana. Choć liczba protestujących po obu stronach barykady znacząco zmalała i funkcjonariusze MSW odblokowali jezdnię, nadal pozostali na miejscu aby w celach bezpieczeństwa oddzielić od siebie dwie grupy manifestantów.

W pewnym momencie przeciwnicy marszu równości na dobre opuścili plac przed budynkiem parlamentu. Jak wyjaśnili organizatorzy tej kontrmanifestacji – postanowili oni być posłuszni prośbie duchowieństwa, które zadecydowało, że protest na chwilę obecną nie powinien być kontynuowany. Guram Parawandiszwili, będący wspólnie z Lewanem Wasadze jednym z liderów tzw. brygady narodowej, poinformował, że nie zamierza przeszkadzać dłużej uczestnikom protestu, domagającym się dymisji Giorgiego Gacharii. – Nie zamierzamy im przeszkadzać, gdyż odnieśli się z szacunkiem i nie wznieśli tu flagi LGBT. Dlatego nie protestuję przeciwko nim. Wczoraj musieliśmy tutaj być, ale dziś nie ma to sensu” -– powiedział dziennikarzom Parawandiszwili.

Choć dzień wcześniej sytuacja w Tbilisi się zaostrzyła i w gruzińskiej stolicy odbyły się aż cztery manifestacje, dwudziesty dzień protestu minął w wyjątkowo spokojnej atmosferze. Wieczorem 9 lipca przed budyniem parlamentu zebrali się wyłącznie demonstranci domagający się dymisji Gacharii, a ich liczba ponownie wyniosła jedynie kilkaset osób.

Konkretne decyzje nie zapadły też jeszcze na scenie politycznej. Po skandalu na antenie telewizji Rustavi-2 wywołanym niecenzuralną wypowiedzią Giorgiego Gabunii pod adresem Władimira Putina, 8 lipca Duma Państwowa Federacji Rosyjskiej przyjęła rezolucję zalecającą rządowi wprowadzenie sankcji wobec Gruzji. Rosyjscy deputowani jednogłośnie poparli propozycję wstrzymania importu gruzińskich win i wód mineralnych oraz zakazu wykonywania przelewów z FR do Gruzji. 9 lipca Władimir Putin poinformował jednak, że jest przeciwny wprowadzeniu sankcji wobec Gruzji ze względu na „szacunek wobec gruzińskiego narodu”. Prezydent Rosji dodał, że nie chce komplikować relacji między państwami tylko dlatego, że ktoś „palnął głupotę”. Duma Państwowa poinformowała jednak, że mimo słów prezydenta nie zamierza odwołać swojej decyzji w sprawie potencjalnych restrykcji.

Nie wiadomo jeszcze, czy sankcje zostaną wprowadzone. Można się jednak tego spodziewać, tym bardziej, że nie po raz pierwszy Rosja uderza w gruzińską gospodarkę. Należy przypomnieć, że 7 lipca wszedł w życie podpisany przez Władimira Putina dekret, nakazujący wstrzymanie lotów pasażerskich i wycieczek do Gruzji. I choć zakaz ma obowiązywać do czasu ustabilizowania się sytuacji w kraju, nikt po stronie rosyjskiej nie mówi na razie o jego wycofaniu.

 


W zmienionej formie tekst jako relacje z poszczególnych dni protestu ukazywał się na stronie Stacji Kaukaskiej Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego w Tbilisi oraz na stronie Biuletynu Informacyjnego Studium.

 

Źródła: 1tv.ge, rustavi2.ge newsgeorgia.ge, ekhokavkaza.com, jam-news.net

Fot. Daria Szlezyngier


Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu