Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraiński skok w nieznane

Jakie są szanse na głębokie reformy po wyborach parlamentarnych na Ukrainie?

 

Zielony pogrom

Rada Najwyższa, której konstytucyjna ilość deputowanych wynosi 450 liczyć będzie 424 (26 okręgów pozostanie bez swoich reprezentantów w związku z okupacją Krymu, Sewastopola oraz części obwodów donieckiego i łuhańskiego). Większość niezbędna do stworzenia koalicji musi liczyć 226 deputowanych. Zgodnie z obowiązującą ordynacją wyborczą 225 mandatów jest wyłanianych w wyniku głosowania na listy partyjne, a kolejnych 225 (de facto 199) w okręgach jednomandatowych.

Z wyników exit poll ogłoszonych wczoraj wieczorem oraz wstępnych danych Centralnej Komisji Wyborczej wynika, że Sługa Narodu będzie mógł samodzielnie stworzyć koalicję. Partia Wołodymyra Zełenskiego zdobędzie około 250 mandatów: 126 z list partyjnych oraz około 125 w okręgach jednomandatowych. Niezależnie od tego, jaki będzie jej ostateczny rezultat jest to wydarzenie bez precedensu w historii Ukrainy. O ile wynik na listach partyjnych jest zgodny z przewidywaniami, to bardzo dobry rezultat SN w okręgach jednomandatowych należy w wielu przypadkach uznać za sensację. Liczenie głosów trwa i w wielu okręgach wyniki są „na granicy”, więc należy jeszcze poczekać z ostatecznym rozwianiem kilku niewiadomych, co nastąpi niebawem.

Zwraca uwagę klęska przez lata potężnych polityków, kontrolujących lokalne media, zakłady, sądy i policję – „mistrzów kupowania głosów”. Iwan Fursin, Wiaczesław Bohusłajew, Wałerij Pysarenko, Ołeksandr Hranowski, Kostiantyn Żewaho, Dmytro Swiatasz, Wołodymyr Łytwyn, Serhij Paszyński – to tylko kilka nazwisk, których na pewno nie zobaczymy w nowej RN. Na granicy wejścia do parlamentu (liczenie trwa i zapewne będzie bardzo długie) są takie dinozaury jak Serhij Kiwałow, bracia Bałoha, Anton Kisse czy Ołeksandr Presman. Część z nich przegrała z dziennikarzami, fotografem weselnym lub drobnymi przedsiębiorcami. Stabilne wyniki (zwycięstwo starych elit) uzyskano tylko w obwodach łuhańskim, donieckim i wołyńskim. Tym samym Ukraińcy pokazali, że nareszcie stali się odporni na kupowanie głosów. Uogólniony wniosek jest jednoznaczny – w parlamencie Ukrainy doszło do niemal totalnej wymiany elit. Osobną kwestią jest to, jaka teraz będzie ich jakość i co to oznacza dla przyszłości reform nad Dnieprem.

 

Wszystkiego po trochu    

Analiza nazwisk znajdujących się na liście partyjnej SN pozwala na zrobienie kilku uogólnień charakteryzujących skład tej części frakcji. Jak na warunki ukraińskie pierwsza dwudziestka listy SN wygląda całkiem nieźle. Eksperci, aktywiści, prawnicy, ludzie mediów – wszyscy o stosunkowo dobrej reputacji i będący powiewem świeżego powietrza. Potem jednak zaczynają się schody. Każda kolejna dziesiątka ma coraz więcej nieprzyjemnych niespodzianek. Są tam osoby wspierające antymajdan, drobni przedsiębiorcy podejrzani o praktyki korupcyjne, a także tacy, którzy jeszcze w drugiej połowie ubiegłego roku brali udział w projektach prorosyjskiego Wiktora Medwedczuka. Nazwiska dobrze rokujące przeplatają się z wątpliwymi i mającymi niechlubne karty. Jest to zatem raczej zbiór osób, nierzadko o odmiennych poglądach, a nie spójna grupa ludzi zjednoczonych wokół jakiegoś celu.

Pozytywnym jest to, że na liście partyjnej SN praktycznie nie ma osób bezpośrednio kojarzonych z grupami oligarchicznymi. Jedynym stosunkowo spójnym stronnictwem reprezentowanym na liście jest Kwartał-95. Jednocześnie są to w większości osoby słabo doświadczone, które zupełnie nie wiadomo, jak sobie będą radziły w parlamentarnych intrygach. Nie jest jasne, jak skuteczne będą w przeciwdziałaniu „staremu systemowi”, nawet zakładając dobre chęci. Jeśli do wszystkich tych rys dodamy jeszcze anonimowość sporej części deputowanych, to możemy konstatować, że potencjał reformatorski posłów SN wybranych z list partyjnych jest obiecujący, ale z dużymi i wieloma znakami zapytania.

Znacznie gorsza jest sytuacja z deputowanymi Sługi Narodu wybranymi (lub prawie wybranymi – liczenie głosów trwa) w okręgach jednomandatowych. Reprezentują bardzo zróżnicowane personalia i ugrupowania. Pierwsza grupa to rzesze drobnych biznesmenów, prawników czy działaczy znanych wyłącznie lokalnie – o nich niewiele można powiedzieć, bo są osobami niemalże anonimowymi. Jest to jednak grupa dająca spore nadzieje na nową, lepszą jakość elit.

Kolejna grupa to osoby związane z biznesmenami o mocno nadwątlonej reputacji lub mało znani w skali kraju politycy i biznesmeni szczebla lokalnego, za którymi ciągnie się zła sława. Wielu z nich to dawni politycy Partii Regionów. Nie brakuje dziennikarzy o złej reputacji, jak np. Ołeksandr Dubinski. Last but not least, okręgi jednomandatowe SN obsadził bardzo silnie Ihor Kołomojski.  

Liczenie głosów jeszcze trwa i ostateczne wyniki poznamy za kilka dni, a w niektórych okręgach (zwłaszcza w obwodzie odeskim) może się przeciągnąć jeszcze dłużej. Nie mniej jednak można dokonać wstępnej oceny i uogólnień składu frakcji SN jako całości – można ją podzielić na mniej więcej trzy równe części. Pierwsza to osoby, których dorobek i biografia dają spore nadzieje na reformy. Ich obecność to powiew świeżego wiatru. Druga grupa to posłowie o złej sławie, z ewidentną zależnością od oligarchów (głównie Kołomojskiego), nierzadko poglądach prorosyjskich i backgroundzie raczej wykluczającym realizowanie przez nich kursu na reformy. Zwraca uwagę, że Ihor Kołomojski dostał to, co chciał, czyli „języczek u wagi” przy kształtowaniu koalicji – teraz prezydent czy chce, czy nie chce, musi się liczyć z oligarchą. Wreszcie, kolejną umowną trzecią część stanowią osoby anonimowe, po których nie wiadomo czego się spodziewać. Taka charakterystyka frakcji oznacza, że w dłuższej perspektywie SN będzie targana wewnętrznymi intrygami i powinna szukać poparcia innych frakcji usposobionych reformatorsko: Głosu i Europejskiej Solidarności.

 

Oligarchowie ciągle żywi  

Kwestia wpływów oligarchów zasługuje na osobne ujęcie. Wyraźnie widać, że zachowają oni istotne wpływy w parlamencie, choć dojdzie do istotnych przetasowań, a także redukcji samego znaczenia w RN. Ihor Kołomojski może liczyć na przychylność około 50 deputowanych. Oznacza to, że ma spore szanse, by jego deputowani dysponowali „złotą akcją” w przyszłej koalicji. Chyba że SN zdecyduje się na zawarcie szerokiej koalicji, co może zamortyzować wpływy Kołomojskiego.

Rinat Achmetow formalnie zredukował ilość swych bagnetów do około 15, ale jego stan posiadania zawsze ma skłonność do rozrostu w wyniku zakulisowych porozumień. Grupa Firtasza-Bojki-Lowoczkina (nawet pomimo coraz bliższej ekstradycji Firtasza do USA) będzie mieć drugą frakcję w parlamencie (około 40 mandatów). Wiktor Pinczuk postawił na kandydatów z kilku sił, co też da mu łącznie pokaźną ilość reprezentantów.

Pierwsze posunięcia prezydenta i inne doniesienia wokół struktur biznesowych Kołomojskiego jednoznacznie potwierdzają poglądy o jego sporym wpływie na Zełenskiego i apetycie oligarchy. Wyraźnie widać, że wzajemnie korzystny kompromis z nowym głową państwa zawarli również Achmetow i Pinczuk. Grupa Firtasza raczej nie będzie mocno brana pod uwagę przy kluczowych rozdaniach, ale mało prawdopodobne, by zaznała działań deoligarchizacyjnych. Z kolei nie należy wykluczać, że Zełenski może podjąć działania redukujące wpływy Wiktora Medwedczuka, któremu podczas prezydentury Poroszenki udało się rozbudować swoje znaczenie biznesowe, polityczne, informacyjne, a także odtworzyć tradycyjne oddziaływanie na system sądowniczy.

Generalnie frontowi oligarchów będzie musiała przeciwstawić się grupa przeważnie niedoświadczonych w polityce ekspertów, prawników czy biznesmenów małego kalibru. Do tego grupa ta nie jest spójna wewnętrznie, co jeszcze bardziej utrudni reformy i sprawia, że oligarchowie będą mieć w tej kadencji RN szerokie pole manewru do obstrukcji w reformowaniu państwa.

 

Era Ze

Parlament będzie tworzył tylko część (mimo że bardzo ważną) krajobrazu politycznego Ukrainy. Od końca maja Wołodymyr Zełenski podejmuje decyzje (w tym kadrowe), które sporo mówią o podstawowych cechach nowej ekipy. Od kształtowania się otoczenia politycznego wokół nowego prezydenta zależeć będzie bardzo wiele, w tym jakość współpracy z nowym parlamentem.

Nominacje kadrowe Zełenskiego (w Biurze Prezydenta Ukrainy czy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego) jasno pokazują, że grupy wpływu wokół głowy państwa opisywane przez ekspertów i dziennikarzy nie są ich wymysłem. Kwartał-95, grupa Prywat, niezależni technokraci – tak można w skrócie określić najważniejsze nominacje. To dowód, że między tymi grupami będzie dochodziło do tarć. Najbardziej prawdopodobną osią konfliktu wydają się być relacje Zełenskiego z Kołomojskim. Usytuowanie chociażby Iwana Bakanowa z Kwartału-95 w SBU to sygnał, że prezydent nawet na tak wrażliwe i odpowiedzialne stanowiska dobiera osoby wyłącznie zaufane, a niekoniecznie kompetentne. To się musi odbić negatywnie na jakości polityki.

Pierwszym akordem tarć będzie zapewne decyzja o mianowaniu premiera. Wśród kandydatów wymieniani są obecny sekretarz Rady Bezpieczeństwa Ołeksandr Danyluk, prezes zarządu Naftohazu Andrij Kobolew bądź jego zastępca Jurij Witrenko, przedstawiciel Ukrainy przy MFW Władysław Raszkowan czy też były minister gospodarki Aivaras Abromavičius. Wszystkie te nazwiska mają bardzo dobre notowania w środowiskach eksperckich. Co prawda, Danyluk jest nie do przyjęcia dla Kołomojskiego, a Kobolew wcześniej redukujący wpływy oligarchy, teraz zawarł z nim sojusz, który nie wiadomo jak odbije się na gotowości do reformowania. Tak czy inaczej, powierzenie teki premiera któremukolwiek z nich byłoby nie lada impulsem do transformacji. Wśród innych kandydatur są wymieniane niezbyt reformatorskie osoby: Andrij Bohdan czy Dmytro Razumkow, co nie byłoby dobrą prognozą na uzdrowienie systemu. Wydaje się jednak, że ich szanse nie są duże.

Sporo o kursie Zełenskiego mówią też nominacje gubernatorskie, a najbardziej symptomatyczną jest sytuacja w Odessie. Wstępna nominacja gubernatorem Andrija Andrejczykowa, którą pod presją społeczną cofnięto, pokazuje, że Zełenski zachowuje instynkt samozachowawczy. Andrejczykowa łączą kontakty z prorosyjskim Ihorem Markowem, przebywającym przymusowo w FR. Można to traktować jako zapowiedź, że Zełenski będzie jednak brał pod uwagę różne głosy w swoim zespole i szerzej reakcję społeczną. Choć trzeba przyznać, że mało w tym przejrzystości i sporo sytuacyjności. Jednocześnie widać, że Zełenski w tak ważnym i newralgicznym regionie, jakim jest Odessa, stawia na kadry związane ze znanymi politykami, co widać po znacznej części wystawionych tam kandydatów w okręgach jednomandatowych.

W obwodzie łuhańskim gubernatorem mianowano Witalija Komarnyckiego, byłego członka Partii Regionów, który w marcu 2014 roku głosował na posiedzeniu Rady Obwodowej, uznając organy władzy centralnej w Kijowie za nielegalne (na skutek Majdanu). Gubernatorem obwodu chersońskiego został zaś Jurij Husiew, któremu jeszcze pod koniec maja prorokowano fotel ministra obrony. Pokazuje to, że Zełenski działa sytuacyjnie, niestandardowo i nieprzewidywalnie i, co gorsza, nie ma jasnej strategii działań. Dobrą reputację ma zaś Mychajło Bno-Ajrian – nowy szef obwodu kijowskiego. W przeszłości pracował m.in. w Ukrenerho (operatorze elektroenergetycznej sieci przesyłowej) na stanowisku szefa departamentu komunikacji. Ale nawet w jego biografii są wątki związane ze środowiskiem Janukowycza. Są też „czyste karty” – gubernatorzy Zakarpacia, Lwowa czy Czerkasów. To osoby mało znane, o których nie można powiedzieć ani nic dobrego, ani złego.    

Zatem struktura władzy po resecie 2019 roku będzie odzwierciedlała od tygodni omawiane trendy – silnie zarysowany podział na grupy wpływu, sytuacyjny styl rządzenia, populistyczne ciągotki i szybko uciekający czas na reformy na tle topniejącego poparcia społecznego. Innymi słowy, dość obiecująca aktualizacja składu parlamentu i obsadzenie niektórych stanowisk mającymi znakomitą reputację reformatorami nie będą gwarancją samych reform.

 

Zapowiedź zwrotu czy konwulsje?

Zwraca uwagę drugi wynik, który uzyskały siły otwarcie prorosyjskiej – Platforma Opozycyjna – Za Życie (POZŻ). Ugrupowanie to składa się z oligarchów, figurantów licznych spraw korupcyjnych i zadeklarowanych oponentów Majdanu.

Nie jest wewnętrznie spójna: grupa Medwedczuka stanowi tam około 20 procent, kolejne 20 procent to Lowoczkin-Bojko-Firtasz, reszta to byli politycy PR bez przynależności do jakiejś z grup wpływu. Nie stanowi ona monolitu, a konflikty zwłaszcza na szczeblu regionalnym wybuchały nawet podczas kampanii wyborczej (przede wszystkim pomiędzy Rabinowyczem i grupą Bojki). Jednak w związku z przyzwoitymi perspektywami elektoralnymi POZŻ na razie są skrzętnie zamiatane pod dywan.

Czy tak dobry wynik tej partii jest sygnałem, że Ukraińcy powoli zwracają się z powrotem ku Rosji? To byłoby bardzo duże uproszczenie. Wyraźnie widać, że mimo ogromnych nakładów finansowych, informacyjnych i politycznych (otwarte wsparcie FR i Putina), rezultat jest niewspółmiernie niski do wysiłków oraz środków, jakimi dysponowano. Na razie to raczej dowód na niską skuteczność sił prorosyjskich.

Sytuacja może jednak ulec zmianie, jeśli Zełenski zacznie tracić poparcie (co jest wysoce prawdopodobne), a w swej polityce będzie naruszał tabu związane z wojną i szerzej bezpieczeństwem państwa. Ewentualne rozprężenie sytuacji bezpieczeństwa lub tym bardziej pokojowe umizgi na warunkach rosyjskich mogą sprawić, że podczas prezydentury Zełenskiego siły prorosyjskie uzyskają drugi oddech.

Warto zwrócić uwagę, że oprócz POZŻ po 3 procent uzyskały inne prorosyjskie siły: Blok Opozycyjny i Partia Szarija, czyli łącznie ugrupowania te wzięły około 18 procent. Dodajmy jeszcze, że część (trudno oszacować, jaka dokładnie – około 20–30 procent) deputowanych SN także jest usposobionych raczej prorosyjsko. Wszystko razem nie pozwala w dłuższej perspektywie czasu ostatecznie wykluczyć rewanżu tych sił.

 

„Nowe, ale takie same jak stare?”

Większość niezbędnych reform to żmudna praca obliczona na dłuższą perspektywę, a znaczna ich część niesie ze sobą wysokie koszty społeczne i będzie prowokować konflikt z wpływowymi ośrodkami czerpiącymi korzyści z obecnego układu. Jednocześnie badania socjologiczne pokazują, że respondenci przeważnie słabo identyfikują potrzeby reform i mylą je z działaniami o charakterze populistyczno-doraźnym, które nie mogą mieć trwałych następstw. Między oczekiwaniami społecznymi i głęboką transformacją jest zatem spory rozdźwięk, co będzie szybko osłabiało poparcie społeczne Zełenskiego i nadwątlało impulsy do reform.

Najprawdopodobniej na Ukrainę czekają nas scenariusze łączące w sobie od razu kilka sprzecznych ze sobą elementów: walki grup wpływu, sytuacyjny styl rządzenia, populistyczne manewry obozu rządzącego, próba reform ze strony progresywnych postaci Ze-teamu i szybko topniejące poparcie społeczne. Czym się zakończy ten skok w nieznane? Niezwykle trudno przewidzieć. Mimo piorunującego rezultatu, w rzeczywistości zmaganie „starego” z „nowym” będzie nie tylko trwało, ale nawet się nasili. I jeden z ważniejszych teatrów tych zmagań będzie usytuowany wewnątrz obozu władzy.    

Ukraińcy w wyborach prezydenckich i parlamentarnych zdecydowali, że bilans dotychczasowych rządów wszystkich poprzednich ekip jest na tyle ujemny, że lepiej wybrać szlak w nieznane, byle tylko było to coś nowego. W komentarzu dla Nowej Europy Wschodniej Ołeh Ohanow z Centrum Dziennikarstwa Śledczego w Mikołajowie zauważa jednak, że miejscowi „słudzy narodu”, to „nowe”, które będzie się zachowywać tak samo jak „stare”. Wydaje się, że uniknięcie podobnego scenariusza jest teraz najaktualniejszym wyzwaniem dla kraju nad Dnieprem.

 

Fot. Адміністрація Президента України (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu