Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Na ciężkim kacu. Nowa Rosja Putina i duchy przeszłości
2019-08-01
Shaun Walker

Shaun Walker, wieloletni rosyjski korespondent „Independenta” i „Guardiana”, dokonał wnikliwej wiwisekcji jednego z ostatnich i największych europejskich mocarstw – współczesnej Rosji pod rządami Putina. Rosji, która marzy o nowym 1945 – roku chwały, militarnego triumfu i powrotu do statusu światowego supermocarstwa. Rosji, która jest krajem dotkniętym zbiorową i dobrowolną amnezją. Krajem ludzi, którzy wyparli ze świadomości najciemniejsze karty swej historii. Wczoraj miała miejsce premiera książki Na ciężkim kacu. Nowa Rosja Putina i duchy przeszłości. Zachęcamy do lektury fragmentu rozdziału pt. Gambit krymski.

 

Po zwycięstwie Majdanu dołączyłem do tłumu, który wtargnął do podkijowskiej posiadłości Janukowycza, Meżyhryja. Kiedy ludzie przekonali się własne oczy, jak żył ich przywódca, reagowali na to jednocześnie zachwytem, jak i złością. Okazałe wnętrza głównej rezydencji urzekały swym przepychem, garaż wypełniały zabytkowe samochody, mieściło się tam również minizoo ze strusiami i lamami, a na prywatnym jeziorze prezydenta zacumowano replikę hiszpańskiego galeonu. Spędziłem dwie godziny, spacerując po rozległym terenie posiadłości, a i tak nie zdołałem zobaczyć choćby połowy jej atrakcji.

Podczas gdy stolica kraju świętowała fakt, że na dobre pozbyła się skorumpowanego Janukowycza, w stolicy Krymu, Symferopolu, pojawiły się dobrze zorganizowane i mocno uzbrojone oddziały, które przejęły kontrolę nad lotniskiem i budynkiem parlamentu. Lokalni prorosyjscy politycy utrzymywali, że były to „jednostki samoobrony” – analogiczne do grup, które zaczęły się formować w trakcie Majdanu – i chcą one jedynie bronić mieszkańców Krymu przed interwencją ze strony faszystowskich, czczących Banderę band, jakie niedawno doszły do władzy w Kijowie. Nie ulegało wątpliwości, że pomimo braku emblematów na mundurach oraz stanowczych zaprzeczeń ze strony Kremla, członkowie tych oddziałów byli po prostu niezbyt dobrze przebranymi rosyjskimi żołnierzami.

Z licznych kwestii spornych między Moskwą a Ukrainą sprawa Krymu wydawała się najbardziej zapalna. Krym był dawniej uważany za radziecką riwierę. Ten pełen bujnych lasów, skalistych gór i kilometrów nieskazitelnie czystych plaż półwysep wychodzi daleko w głąb Morza Czarnego, zawieszony na cienkiej nitce szerokiego na siedem kilometrów Przesmyku Perekopskiego, który łączy go ze stałym lądem. Od czasów Antoniego Czechowa aż do dziś Krym był przedstawiany w literaturze i kinie jako żyzna kraina słynąca z soczystych owoców, słodkich win i skandalicznych romansów. Ale półwysep wiele też w swoich dziejach wycierpiał: brutalne potyczki podczas wojny domowej, niemiecką okupację i wojenne deportacje Tatarów krymskich. Wszystkie te wydarzenia szybko popadły jednak w niepamięć, tym bardziej że na Krymie mało kto jest w stanie prześledzić swoje korzenie dalej niż dwa pokolenia wstecz. Po 1945 roku półwysep został bowiem zasiedlony przez Rosjan i Ukraińców, pochodzących z regionów wyniszczonych przez działania wojenne. Według szacunków nawet 90 procent wszystkich powojennych mieszkańców Krymu stanowili przybysze z zewnątrz, co zresztą bardzo sprzyjało rozmaitym manipulacjom przy zbiorowej pamięci historycznej.

Za czasów Związku Radzieckiego Krym stanowił część Republiki Rosyjskiej, dopóki Chruszczow nie przekazał go w 1954 roku Ukrainie. Było to administracyjne przeniesienie, które odbyło się w ramach tego samego państwa, ale nabrało ono kolosalnego znaczenia, kiedy Związek Radziecki się rozpadł, a Krym stał się częścią nowo powstałej, niepodległej Ukrainy. Radziecka Flota Czarnomorska miała swoją główną bazę w Sewastopolu i w 1992 roku w Moskwie poważnie rozważano, czy nie ogłosić, że decyzja Chruszczowa nie ma mocy prawnej i nie odzyskać półwyspu. Ostatecznie Jelcyn uznał taki krok za zbyt agresywny i Ukraina zachowała Krym. W 1997 roku Rosja zawarła umowę, na podstawie której jej flota mogła tam dalej stacjonować, a później umowę tę wydłużono do 2042 roku. Wielu mieszkańców Krymu uważało się za etnicznych Rosjan i w naturalny sposób czuli się oni bardziej związani z Moskwą niż ze swoją nową ukraińską ojczyzną. Kilka dni po pierwszym pojawieniu się na półwyspie „zielonych ludzików”, jak zaczęli ich nazywać miejscowi, wsiadłem w nocny pociąg z Kijowa do Symferopola, zaniedbanej, lecz urokliwej stolicy Krymu. Przybyłem do miasta, które kipiało gniewem, ale zarazem było przepełnione nadzieją: istniało silne przekonanie, że to, co się wydarzyło na Majdanie, wcale nie odzwierciedla uczuć Krymian. Krymski oddział Berkutu, jednostek specjalnych milicji ukraińskiej, wrócił do domu, uciekając w ślad za Janukowyczem ze stolicy po trzech miesiącach starć z protestującymi na Majdanie. W Kijowie nawoływano, by jego funkcjonariuszy postawić w stan oskarżenia, tymczasem na Krymie przywitano ich jako bohaterskich obrońców konstytucyjnego ładu.

W centrum Symferopola hotel noszący, o ironio, nazwę „Ukraina” stopniowo wypełniał się różnymi konsultantami z Moskwy. Mówiło się o przeprowadzeniu w maju referendum w sprawie „niepodległości Krymu”. Termin ten jednak szybko przeniesiono na koniec, a potem na połowę marca. Komuś bardzo się spieszyło, żeby oderwać Krym od Ukrainy, lecz Kreml w dalszym ciągu zaprzeczał, żeby miał z tym cokolwiek wspólnego.

W późniejszej udramatyzowanej wersji wydarzeń na Krymie rosyjska telewizja pokazała autobusy pełne agresywnych, pieniących się z wściekłości ukraińskich nacjonalistów, którzy przyjechali na półwysep z zamiarem dokonania masakry na miejscowej ludności. W rzeczywistości nie było żadnego realnego zagrożenia, choć idiotyczna awantura w Kijowie wokół kwestii języka rosyjskiego sugerowała, że do czegoś takiego mogłoby jednak dojść. Spotkałem grupę młodych mężczyzn mieniących się „ludowymi oddziałami obronnymi Sewastopola”, którzy konspiracyjnym tonem opowiedzieli mi, że zdołali zneutralizować kilka przerażających i nikczemnych ukraińskich operacji wywrotowych. Ale gdy zacząłem ich wypytywać o szczegóły, najstraszniejsza historia, jaką zdołali przywołać, dotyczyła grupki Ukraińców, którzy przyjechali do Symferopola pociągiem. Planowali oni objechać rowerami półwysep, prezentując wszędzie ukraińskie flagi oraz symbole narodowe i demonstrując swoje poparcie dla rządu w Kijowie. Uniemożliwili im to obrońcy Krymu, którzy ich otoczyli i wsadzili z powrotem do pociągu. Trudno było to jednak uznać za straż przednią nadciągającej faszystowskiej inwazji.

Dzieje Krymu zajmują szczególne miejsce w rosyjskiej tradycji wojskowej: Sewastopol przeżył trwające 349 dni oblężenie podczas wojny krymskiej w dziewiętnastym wieku, a 85 lat później stoczono tu epicką bitwę z Niemcami. Wielu tutejszych mieszkańców miało powiązania z rosyjskimi wojskiem albo wywodziło się z rodzin radzieckich oficerów. Było to miejsce idealne do tego, żeby wytoczyć odwołującą się do drugiej wojny światowej retorykę, która w ostatnich latach dojrzewała w samej Rosji. A obecność radykalnych nacjonalistów w nowym rządzie w Kijowie, a także portretów Bandery na Majdanie, przydały jeszcze tej narracji dodatkowej wagi. Na całym Krymie pojawiły się billboardy pokazujące, że wybór w referendum jest oczywisty: po lewej stronie znajdowała się mapa Krymu w czerwono-czarnych barwach UPA oraz z wielką swastyką pośrodku, z prawej zaś czerwono-biało-błękitny rosyjski Krym. Punkty kontrolne, które wyrosły na drogach prowadzących do głównych miast półwyspu, obsadzili żołnierze nieregularnej armii z twarzami ukrytymi w kominiarkach, za to z czarno-pomarańczowymi wstążkami zwycięstwa, które wyraźnie wskazywały na ich przynależność. W tamtych dniach wstążka św. Jerzego była niemal tak samo częstym widokiem na Krymie jak rosyjska flaga, co pokazywało, że ludzie w równym stopniu forsują koncepcję wspólnej historii, co po prostu wspierają samą Rosję. Dla Lwowa rok 1945 był początkiem znienawidzonych sowieckich rządów, rok 1991 zaś – wielkim wyzwoleniem. Tu, na Krymie, rok 1945 miał zostać przywrócony jako najważniejsze święto w kalendarzu, podczas gdy rok 1991 uważano za dziejową tragedię. (…)

 

Seria reporterska, Wydawnictwo Poznańskie

Premiera: 31 lipca 2019

Więcej


Powrót
Najnowsze

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

Polska nie wybuchła

11.11.2019
Sonia Knapczyk Andrzej Leon Sowa
Czytaj dalej

Retrospektywa filmów Pawła Łungina z udziałem reżysera

09.11.2019
Grzegorz Szymczak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu