Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji
2019-08-14
Jadwiga Rogoża, Krzysztof Popek

Z Jadwigą Rogożą, główną specjalistką Zespołu Rosyjskiego Ośrodka Studiów Wschodnich, rozmawia Krzysztof Popek

 

 

 

KRZYSZTOF POPEK: Za nami kolejny weekend protestów opozycyjnych w Rosji – ponownie tysiące ludzi wyszło na ulice w obronie sprawiedliwych wyborów i wyrażając niezadowolenie wobec władzy. Skąd ta skala demonstracji?

JADWIGA ROGOŻA: Demonstracje rzeczywiście przybierają na sile. Ostatni protest jest jednym z największych albo największym od czasów wystąpień z 2011/2012 roku, kiedy doszło do aktywizacji społecznej i politycznej, zakończonej poważnymi represjami. Dzisiaj ponownie fala niezadowolenia wezbrała, pretekstem stały się wybory do Moskiewskiej Dumy Miejskiej, a prawdziwą przyczyną – skumulowanie niezadowolenia aktywnych grup społecznych, w tym nowego pokolenia.

Katalizatorem do wybuchu protestów była decyzja władz o pozbawieniu kandydatów opozycyjnych możliwości udziału we wspomnianych wyborach (żadnego z kandydatów opozycji nie zarejestrowano). Osoby protestujące przeciwko tej decyzji nie uzyskały zezwolenia władz miejskich na manifestacje i były niezwykle brutalnie traktowane przez policję oraz OMON. Mamy do czynienia z bardzo dużą liczbą zatrzymanych – łącznie trzy tysiące zatrzymań w ciągu ostatniego miesiąca. Taka postawa służb zbulwersowała Rosjan, nawet wielu celebrytów sympatyzujących z władzą wyrażało oburzenie sposobem traktowania demonstrantów. Jednocześnie należy skonstatować, że społeczeństwo jest podzielone. Protesty przybierają na sile, jednak nadal nie są bardzo szerokie, biorąc pod uwagę całkowitą liczbę ludności Rosji. W grupach aktywnych, wykształconych, wielkomiejskich narasta niezadowolenie reżimem, który jest u władzy już dwadzieścia lat. Z kolei milcząca większość – choć coraz mniej entuzjastycznie nastawiona do właz na czele z Putinem, o czym świadczą sondaże – zachowuje bierność i nie jest gotowa do angażowania się w działania polityczne po jakiejkolwiek ze stron.

Jednocześnie wśród rządzących rośnie obawa przed społecznym niezadowoleniem, co skutkuje eskalacją metod siłowych. Siły się używa na ulicy, używa się jej na salach sądowych. Wszczynane są kolejne postępowania przeciwko demonstrantom – już kilkunastu uczestnikom postawiono zarzuty o podżeganie do masowych zamieszek. Przypomnijmy, że jest to w rosyjskim kodeksie karnym tzw. przestępstwo ciężkie, zagrożone karą więzienia od ośmiu do piętnastu lat. To rodzi skojarzenia z wydarzeniami sprzed siedmiu lat – po proteście na Placu Błotnym w 2012 roku kilkudziesięciu uczestników zostało skazanych przez sąd, w tym część z tych osób na kilkuletnie wyroki więzienia.

Propaganda państwowa przekonuje, że władze i organy porządkowe reagują należycie, a wichrzyciele na ulicach chcą zdestabilizować sytuację. Sam Władimir Putin i jego rzecznik dystansują się od komentowania protestów. Jednak pośrednim komentarzem prezydenta do wydarzeń jest jego wizyta na Krymie w dniu protestu, gdzie jeździł motocyklem w towarzystwie klubu „Nocne Wilki”. Wygłoszona przezeń apoteoza na cześć tego motocyklowego klubu jako wzoru nowoczesnego patriotyzmu jest świadectwem, jak władze rosyjskie postrzegają pożądane postawy obywatelskie i jak traktują protesty oponentów. W środowiskach oficjalnych można było usłyszeć oskarżenia, że za aktywizacją polityczną stoją siły z zewnątrz.

 

Chciałem się jeszcze dopytać o stosunek Władimira Putina i władz rosyjskich do protestów. Wyjazd prezydenta na Krym można było odczytać jako wyraz lekceważenia tych wydarzeń. A czy jednak Putin nie powinien powoli martwić się o swoją pozycję? Nie mówię tylko o protestach, ale i sondaże czy wyniki ubiegłorocznych wyborów regionalnych wskazują na spadające poparcie dla prezydenta i Jednej Rosji.

Siłowa i demonstracyjna reakcja władz świadczy o tym, że wzrasta wśród rządzących obawa nie tyle przed aktywnymi grupami społecznymi, które protestują pod hasłami politycznymi, co strach przed erozją szerokiego poparcia dla Władimira Putina dostrzegalną w sondażach. Złożyło się na to wiele rzeczy – problemy gospodarcze, obniżenie poziomu życia Rosjan: ich dochody zmalały w ciągu ostatnich pięciu lat średnio o 12 procent. Sympatie do Putina osłabiła reforma emerytalna, która była bardzo niepopularna w społeczeństwie, a którą Putin osobiście firmował. Przyczyniła się ona w dużej mierze do utraty zaufania do prezydenta. Ludzie odebrali reformę (de facto wydłużenie wieku emerytalnego) jako próbę poprawy kondycji gospodarczej państwa wyłącznie kosztem „zwykłego obywatela”. Wzmogło to poczucie, że prezydent odrywa się od potrzeb zwykłego człowieka, że zwykły człowiek musi ponosić koszty problemów gospodarczych, wzrostu cen, inflacji, podczas gdy bliscy współpracownicy Putina bogacą się, dostają wielomilionowe kontrakty. Poczucie rozgoryczenia narasta. Do ludzi przedostają się informacje ze śledztw antykorupcyjnych i dziennikarskich, ludzie czytają lub oglądają filmiki na YouTube o oligarchach bogacących się na utylizacji odpadów, o luksusowych rezydencjach urzędników, w tym odpowiedzialnych za moskiewskie wybory (filmiki Nawalnego mają w internecie od kilku do trzydziestu milionów odsłon).

Ogólnie obawy władz wynikają z tego, że szerokie poparcie ulega erozji. A co robi władza? Władza stara się kamuflować te nieprzychylne notowania. Państwowy Ośrodek Badania Opinii Publicznej (WCIOM) zmienił metodologię prowadzenia badań (sposób zadawania pytania), i poziom zaufania dla prezydenta Putina, który spadł ostatnio do 30 procent, skoczył nagle do... 70 procent.

Wrócę do tezy z początku naszej rozmowy – tak niewspółmierne użycie siły wobec protestujących na ulicach Moskwy, wobec bardzo młodych ludzi o wyglądzie studentów czy hipsterów, którzy nie zagrażają porządkowi publicznemu, świadczy o tym, że obawa władz narasta. Rząd stara się prewencyjnie zastraszyć tych wszystkich, którzy chcieliby aktywnie manifestować swoje niezadowolenie. Dopóki niezadowolenie jest wyłącznie bierne, dopóty władza jest w stanie sobie z nim poradzić. W momencie, kiedy niezadowolenie wylewa się na ulice i zyskuje dużą skalę, pojawia się również niebezpieczeństwo efektu kuli śnieżnej – czyli dołączanie się kolejnych, niezaangażowanych dotąd osób.

Dodajmy, że na ulicach Moskwy dzisiaj protestują aktywiści, ale i w obwodzie moskiewskim i archangielskim dochodzi do manifestacji ekologicznych, a w Jekaterynburgu – przeciwko budowie cerkwi. Wcześniej toczyły się protesty przeciwko reformie emerytalnej, akcje polityczne Aleksieja Nawalnego, który zbierał spore grupy zwolenników w kilkudziesięciu miastach Rosji. Te protesty raz na jakiś czas wybuchają więc nie tylko w stolicy. A powodów do niezadowolenia jest sporo.

 

Patrząc w szerszej perspektywie – czy mamy do czynienia po prostu ze zmęczeniem władzą Władimira Putina, który rządzi od dwudziestu lat, czy coś się zmienia w rosyjskiej demokracji, w rosyjskiej mentalności?

Wątpię, czy można mówić o rosyjskiej demokracji. Na pewno – o zużywaniu się wizerunku Władimira Putina i legitymizacji jego systemu władzy. 9 sierpnia minęło dwadzieścia lat od momentu jego dojścia do władzy, początkowo w charakterze premiera, p.o. prezydenta, a następnie prezydenta. W tym czasie Putin przebył drogę od człowieka, który uosabiał świeżość, siłę, młodość i energię (szczególnie w porównaniu z ówczesnym prezydentem Borysem Jelcynem) do polityka starzejącego się, pozbawionego jakiejkolwiek wizji rozwoju państwa. Putin coraz bardziej zachowuje się defensywnie, coraz więcej mówi o konieczności odpierania zagrożeń, o chlubnej przeszłości, nie oferuje jednak spójnej wizji przyszłości Rosji, w którą społeczeństwo byłoby w stanie uwierzyć.

Rosjanie są coraz bardziej pesymistyczni w kontekście przyszłości, bo nawet jeśli popierają tę władzę, to widzą i instynktownie czują, że istniejące problemy będą się pogłębiać. W tej chwili patrzą na niewspółmierną przemoc wobec młodych demonstrantów, na opieszałe i nieefektywne gaszenie pożarów na Syberii, na ukrywanie przez władze niebezpiecznych incydentów, takich jak ostatnia eksplozja rakiety (prawdopodobnie z napędem jądrowym) – a to pogłębia społeczny pesymizm. Co więcej, gospodarczo Rosja buksuje, a dochody obywateli będą dalej spadały. Kolejny powód do niezadowolenia to bezbronność każdego obywatela, a nie tylko opozycjonisty, wobec funkcjonariuszy służb, policji, OMONu – wiele pisze się o zatrzymaniach przypadkowych osób, podrzucaniu narkotyków, wymuszaniu zeznań, wymuszaniu haraczy od przedsiębiorców, „kryszowaniu” przedsiębiorstw przez funkcjonariuszy FSB i innych służb. Życie przedsiębiorców dodatkowo utrudniają liczne bariery administracyjne i korupcja. Panuje wszechogarniający pesymizm i przeświadczenie, że dynamiczny rozwój Rosji, notowany w poprzednim dziesięcioleciu w związku z poprawą koniunktury i ograniczonymi reformami, zaczął buksować zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak i na poziomie wizji rozwoju Rosji.

Wraz ze starzeniem się lidera i stagnacją polityczną ludzie tracą optymizm i tylko strach przed zmianami powstrzymuje ich od aktywnych form niezadowolenia. Większość Rosjan obawia się zmian, gdyż w przeszłości wielokrotnie stawały się one dla zwykłych obywateli dużym wstrząsem, pozbawiającym ich nieraz całego dorobku życiowego. Tak było w przypadku rozpadu Związku Radzieckiego. Dla większości ludzi lata dziewięćdziesiąte były bardzo trudne, wiązały się ze zmaganiem o przetrwanie. Ludzie są również zastraszeni przez propagandę, która twierdzi, że jedyną alternatywą dla Putina mogą być albo ugrupowania faszyzujące, albo niepatriotyczna liberalna opozycja, która działa na zlecenie Zachodu, a nie w interesie Rosji i chciałaby forsować wyprzedaż majątku narodowego czy radykalne zmiany światopoglądowe. Dla większości Rosjan niezadowolenie z istniejącego stanu rzeczy nie idzie w parze z gotowością do zmian i zaangażowania się w budowę alternatywy dla władzy Władimira Putina.

Schyłek putinowskiego systemu władzy, który się zarysował, choć może potrwać jeszcze dobrych kilka lat, nie jest równoznaczny ze zmianą modelu rozwoju Rosji i pojawienia się demokratycznej alternatywy. Bardziej prawdopodobnie, że po kryzysie putinizmu, który prędzej czy później nastąpi, przyjdzie kontynuacja obecnego modelu w wykonaniu innej, młodszej ekipy.

 

Jadwiga Rogoża – główna specjalistka Zespołu Rosyjskiego Ośrodka Studiów Wschodnich, w latach 2015–2018 radca Ambasady RP w Moskwie, współpracuje z administracją państwową RP, instytucjami międzynarodowymi, think tankami, organizacjami pozarządowymi oraz mediami, specjalizującymi się w tematyce wschodniej, m.in. „Nową Europą Wschodnią”.

 

Fot. Leon Kremer (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu