Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraina–Polska: oczekiwana odwilż
2019-10-02
Aleksander Kowalewski

Proces wyzwalający spór Ukrainy z Polską, zakończony wprowadzeniem przez ukraińską stronę zakazu na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne polskich pochówków na Wołyniu, był związany z serią aktów prawnych wydanych w latach 2007–2010 przez prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę, w których uznano żołnierzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii (OUN-UPA) za uczestników walki o niepodległość Ukrainy. Nadano także pośmiertnie tytuły Bohaterów Ukrainy komendantowi UPA Romanowi Szuchewyczowi i liderowi OUN Stepanowi Banderze. Do zaostrzenia nastrojów przyczyniła się również Rada Najwyższa Ukrainy, która przyjęła 9 kwietnia 2015 roku Ustawę o statusie prawnym i upamiętnianiu uczestników walki o niepodległość Ukrainy w XX wieku, która objęła członków armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, Siczy Karpackiej, Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), OUN, UPA, Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej, Ukraińskiej Grupy Helsińskiej i innych organizacji. Jednocześnie w akcie czytamy: „Publiczne zaprzeczanie zasadności walki o niepodległość Ukrainy w XX wieku jest uznawane za naruszenie pamięci bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku, naruszenie godności narodu ukraińskiego i jest niezgodne z prawem”[1]. Emocji dodawał fakt, że prawo to zostało przyjęte w dzień, w którym Prezydent RP Bronisław Komorowski odbył oficjalną wizytę na Ukrainie. Co więcej, zostało uchwalone natychmiast po przemowie polskiego prezydentu na forum ukraińskiego parlamentu. Strona polska uznała takie działania za policzek, a na terytorium Polski doszło do niszczenia pomników na grobach żołnierzy UPA. Nowy etap zaostrzenia stosunków związany był z wprowadzeniem przez Ukrainę w kwietniu 2017 roku zakazu na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne przy polskich pochówkach na Ukrainie. Doszło do impasu.

„Kto pierwszy zaczął?” i „Kto ucierpiał bardziej?” – są to dwa główne pytania związane z poszukiwaniami winnych konfliktu, w którym żadna ze stron nie jest gotowa ogłosić się zwycięzcą, ale każda uważa się za ofiarę i trzyma się swoich interpretacji wydarzeń. Odpowiedzią na pierwsze pytanie jest nieskończenie długa historia stosunków polsko-ukraińskich. Druga odpowiedź jest znacznie prostsza ze względu na nierówny stosunek sił na Wołyniu w latach czterdziestych XX wieku. Ukraińcy wykorzystali swoją pięcio- – siedmiokrotną przewagę liczebną w czasie konfliktu z Polakami.

Należy przypomnieć, że Konwencja ONZ o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa, przyjęta w 1948 roku, pociąga do odpowiedzialności za czyny ludobójstwa, ale nie te, popełnione przed datą podpisania dokumentu. Konwencja została podpisana przez Ukraińską Socjalistyczną Republikę Sowiecką (której współczesna Ukraina jest następcą prawnym) w 1949 roku. Bojownicy OUN-UPA w żadnym przypadku nie byli przedstawicielami ukraińskich władz.

Mordy na Polakach na Wołyniu jednoznacznie wpisują się w definicję ludobójstwa podaną w konwencji jako „czyny popełnione z zamiarem zniszczenia w całości lub w części danej grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej jako takiej”. A czystki dokonane przez ukraińskich nacjonalistów są niepodważalne – celem było zniszczenie znacznej części polskiej populacji regionu. Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii uznał za ludobójstwo wymordowanie przez żołnierzy Armii Republiki Serbskiej od siedmiu do ośmiu tysięcy bośniackich muzułmanów w Srebrenicy w 1995 roku – a było ich znacznie mniej niż pomordowanych Polaków na Wołyniu.

Jeszcze dwa lata temu ani strona ukraińska, ani polska nie była gotowa na pierwszy krok na drodze do rozwiązania impasu. Dlatego też Polska była bardzo optymistycznie nastawiona po wyborze na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Zełenski spełnił początkowe oczekiwania Polaków, obiecując podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce 31 sierpnia tego roku, że zezwoli na wznowienie poszukiwań polskich miejsc pochówku na Ukrainie. Obietnica prezydenta Ukrainy dotycząca zniesienia ograniczeń w pracach ekshumacyjnych została potwierdzona na Facebooku przez Ministra Kultury, Młodzieży i Sportu Wołodymyra Borodianskiego natychmiast po spotkaniu z ambasadorem RP Bartoszem Cichockim 19 września. „Ze swojej strony potwierdzam oświadczenie Prezydenta Ukrainy w sprawie zniesienia ograniczeń w zakresie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych. W związku z tym otrzymałem list od ambasadora ze strony polskiej z prośbą o udzielenie odpowiednich zezwoleń i obiecałem niezwłocznie udzielić odpowiedzi” – napisał Borodianski. Minister podał, że wyjaśnił obowiązujące procedury i zwrócił się o jak najszybsze dostarczenie niezbędnej dokumentacji w celu rozpoczęcia prac. „Zapewniłem pełne poparcie dla całego procesu i wyraziłem nadzieję na bliską współpracę z Ministerstwem Kultury RP i Instytutem Pamięci Narodowej Polski w zakresie przywracania ukraińskich miejsc pamięci w Polsce” – dodał Borodianski[2].

Od 2004 roku Wołodymyr Borodianski był dyrektorem generalnym popularnego kanału STB, a w latach 2012–2018 kierował grupą medialną wpływowego ukraińskiego oligarchy Wiktora Pinczuka – StarLightMedia, który oprócz wspomnianego STB obejmuje jeszcze pięć kanałów telewizyjnych. Jako więc doświadczony menedżer związany z mediami Borodianski zna wartość mitów narodowych w zarządzeniu świadomością publiczną. Nie należy zatem oczekiwać, że w krótkim okresie nowe władze ukraińskie zrezygnują z upamiętniania działalności OUN-UPA, a w tym Stepana Bandery, Romana Szuchewycza i ich współpracowników. Na poparcie tego można przywołać fragment ostatniego wywiadu z Borodianskim dla agencji prasowej BBC News Ukraine:

BBC News Ukraina: A, w Pana opinii, można nazywać dzielnice i ulice, powiedzmy, imieniem Bandery?

Wołodymyr Borodianski: Społeczeństwo nie jest jednolite. To nasza wspólna historia. Dla wielu osób jest to bolesny temat. Aby podejmować decyzje – nazywać / nie nazywać, o uznaniu kogoś za bohatera / braku uznania, musimy zdać sobie sprawę, że mieliśmy różne okresy w historii.

Czy Bandera walczył o swoją wizję niepodległości Ukrainy? Walczył, to prawda. Czy był pozytywną postacią? Negatywną? Jak go określić? Rozumiemy, że jest to postać dwuznaczna... Jest inaczej postrzegany na przykład we Lwowie, a inaczej w Charkowie.

BBC News Ukraina: Ale dochodzimy do tego, że gdzieś w regionie Charkowa mogą postawić pomnik Stalinowi i powiedzieć: Lwowie, jeśli ci się nie podoba, no cóż, u siebie takiego nie stawiajcie.

Wołodymyr Borodianski: Nie, nie, nie. Stalin był przestępcą. To jest fakt. Bandera walczył o niepodległość Ukrainy. Wybrał taką opcję walki, którą uważał za słuszną.

Być może w pokojowych warunkach Ukraina mogłaby poczynić znaczne ustępstwa wobec Polski w zakresie interpretacji kontrowersyjnych kwestii historycznych, ale nie stanie się tak w czasie wojny hybrydowej z Rosją. Tak się złożyło, że w najnowszej historii Ukrainy UPA stawiała najsilniejszy opór właśnie Rosjanom, a nawet współczesne źródła rosyjskie przyznają:

NKWD przeprowadziło zakrojone na szeroką skalę operacje wojskowe z udziałem czołgów i samolotów. W sumie ponad pół miliona żołnierzy radzieckich skoncentrowano na ziemiach zachodniej Ukrainy. Muszę powiedzieć, że UPA umiejętnie prowadziła wojnę partyzancką. Miała na sumieniu co najmniej pięćdziesiąt tysięcy zabitych żołnierzy armii sowieckiej. Sami nacjonaliści stracili mniej więcej tyle samo, poległo czterdzieści tysięcy[3].

Ostatnia bitwa ukraińskiego podziemia z wojskami sowieckimi miała miejsce 14 kwietnia 1960 roku, a ostatni banderowiec wyszedł z ukrycia w 1991 roku, po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości[4].

Dobrym obrazem współczesnego wykorzystania w celach propagandowych wizerunku banderowców jako odważnych i bezkompromisowych bojowników o niepodległość Ukrainy są treści zamieszczane w internecie, np. klip z 2009 roku będący inscenizacją rozliczenia przez banderowców ukraińskich kolaborantów[5] czy fragmenty z dokumentu pokazujące „oczyszczanie” przez ukraińską armię odbitego z rąk separatystów na Donbasie miasta[6]. Pod tymi filmami czytamy wiele pozytywnych komentarzy, z których sporo jest po rosyjsku. Co ciekawe, pierwszy komentarz pod pierwszym z przywołanych filmików brzmi: „Chwała Ukrainie! Chwała bohaterom! I tak, nie jestem Ukraińcem, ale popieram mordowanie komuchów (Witalij Aleksiejew)”.

Tłum. Krzysztof Popek

 

[1] https://www.rada.gov.ua/news/Novyny/107108.html

[2] https://www.facebook.com/Borodyanskiy.Volodymyr/

[3] http://www.vokrugsveta.ru/telegraph/history/684/

[4] http://www.vokrugsveta.ru/telegraph/history/684/

[5] https://www.youtube.com/watch?v=ysor3GVrFLs

[6] https://www.youtube.com/watch?v=tG4gF0svwGA

 

Fot. AHarmonyA (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu