Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gruzja: Kiedy nudniej znaczy lepiej?
2019-10-24
Weronika Rzeżutka, Bartosz Wróblewski

Pomoc humanitarna często jawi się jako przygoda. Dogorywający konflikt lub miejsce katastrofy, wiele ofiar i dzielni przybysze, którzy chcą im pomóc. Ale nie mniej istotna jest znacznie mniej spektakularna pomoc rozwojowa. Nudna, bo przychodzi do tych, którzy sami jakoś sobie radzą, i próbuje zmienić to „jakoś” na „dobrze”.

 

O tej pierwszej pisze się wiele, o tej drugiej – prawie wcale. A organizacje pomocowe często poświęcają jej znacznie więcej czasu i wysiłku. Tak było choćby w Gruzji, gdzie polscy eksperci pracowali nad bezpieczeństwem dzieci w przedszkolach.

 

Budynek z krótkim terminem ważności

Był listopad 2018 roku, w miejscowości Zaridzeebi na gruzińskiej prowincji deszcz lał od rana. Podjechaliśmy pod biały budynek pomalowany w wesołe wzorki. W środku ponad dwadzieścioro dzieci. Dwu- i trzylatki jadły śniadanie przy stolikach. Pod ścianą stał rząd łóżeczek. Na pierwszy rzut oka tylko koza, w której wesoło palił się ogień tuż przy miejscu zabaw maluchów, wydała nam się co najmniej niecodziennym pomysłem. Okazało się jednak, że stare i niebezpieczne metody grzewcze to jeden z najmniejszych problemów tego obiektu.

Lista usterek wskazanych nam przez ekspertów nie miała końca: brak centralnego ogrzewania, niebezpieczna instalacja elektryczna, dach przytwierdzony bezpośrednio do krokwi o przekrojach dużo mniejszych niż wymagane, za płytkie fundamenty, brak łazienek dostosowanych do dzieci, o wyjściach ewakuacyjnych w razie pożaru nie wspominając. Zauważyliśmy też pękające ściany, szczeliny między ścianą a podłogą i wkradającą się tam pleśń. W Polsce takiego budynku do użytku nie dopuściłby ani sanepid, ani nadzór budowlany, ani straż pożarna.

Dyrektorka przedszkola i dwóch polskich inżynierów, którzy od kilku lat współpracują z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM) nad zapobieganiem katastrof w Gruzji, pokazali nam ruinę za oknem. Budynek, z którego zostały gołe ściany i zapadnięty do środka dach, pełnił kiedyś funkcję przedszkola. Nowy został wybudowany w 2013 roku. Jak zapewniał inż. Robert Fijołek, który odwiedził w tym kraju już niejedno przedszkole, obecny gmach miał przed sobą jeszcze około dwa lata, a następnie czekał go los poprzednika. Chyba że zimą wystąpiłyby duże opady śniegu. Wtedy dach mógłby spaść dzieciom na głowę znacznie szybciej.

 

„Zamknęliśmy przedszkole”

Niewiele organizacji pomocowych może pochwalić się tego typu osiągnięciem. Jednak pracownicy Fundacji PCPM i gruzińskiej organizacji Civitas Georgica, którzy od dwóch lat wspólnie pracują nad bezpieczeństwem dzieci w przedszkolach, odetchnęli z ulgą. Po interwencji u mera regionu Tianeti, w którym leży Zaridzeebi, oraz u Nino Beselii – szefowej departamentu odpowiedzialnego za nauczanie przedszkolne w Ministerstwie Edukacji, Nauki, Kultury i Sportu – przedszkole zostało zamknięte. Teraz do Zaridzeebi każdego ranka przyjeżdża marszrutka, która wozi dzieci do okolicznych przedszkoli. To mniej wygodne, ale bezpieczniejsze rozwiązanie.

Przedszkole w Zaridzeebi nie było odosobnionym przypadkiem. Pracownicy Civitas Georgica zajmują się edukacją przedszkolną od dwunastu lat. Pierwsza wielka zmiana na tym polu nastąpiła w Gruzji w 2012 roku. Przedszkola stały się bezpłatne dla wszystkich, a pieczę nad nimi przejęły samorządy. To one zaczęły decydować, jak mają wyglądać budynki, w których przebywają dzieci, jakie uprawnienia powinni mieć wychowawcy, ile posiłków powinny dostawać dzieci, czego się uczyć i w jakim wieku.

Lokalni politycy często nie mieli jednak w tej dziedzinie żadnego doświadczenia, a samorządom brakowało też czasem środków na utrzymanie przedszkoli w dobrym stanie. Stąd brały się placówki takie jak ta w Zaridzeebi. Darmowe miejsce w przedszkolu było więc wielką ulgą dla pracujących rodziców, ale problem wciąż stanowiło bezpieczeństwo.

– Pierwsze gruzińskie prawo w historii dotyczące edukacji przedszkolnej powstało w 2016 roku – mówi Giorgi Meschidze, szef Civitas Georgica. – Rząd postanowił wtedy, że stworzy pięć standardów, które mają regulować pracę przedszkoli – tłumaczy.

Normy miały dotyczyć: programu nauczania, zdrowia i higieny, rozwoju dziecka, pedagogów oraz infrastruktury. Pierwsze cztery regulacje zostały zatwierdzone przez gruziński rząd 27 października 2017 roku i zaczęły obowiązywać (w trybie pilotażowym, z czasem dla przedszkoli na dostosowanie się) od 2018 roku. Prace nad standardami dotyczącymi infrastruktury trwały dłużej i wciąż czekają na akceptację parlamentu.

– Kiedy zobaczyliśmy pierwszą wersję standardów dotyczących infrastruktury, nie wspominały one o przygotowaniu na zagrożenia naturalne, o bezpieczeństwie przeciwpożarowym – opowiada Giorgi Meschidze. – Prawo w Gruzji, a przynajmniej jego szkice, zwykle pisane jest przez prawników. Niestety, nie mają oni wiedzy i doświadczenia we wszystkich dziedzinach – wyjaśnia.

Właśnie dlatego potrzebna była pomoc organizacji pozarządowych. Kraje Unii Europejskiej, do których Gruzja chciałaby w przyszłości dołączyć, mają wypracowane standardy bezpieczeństwa. Każde z państw członkowskich ma także rozwiązania dostosowane do indywidualnych potrzeb. Gruzini postanowili skorzystać z zachodnich doświadczeń. O pomoc poprosili PCPM, z którym współpracowali już przy projektach związanych z zagrożeniami naturalnymi.

 

Strzał w dziesiątkę

– Skupiliśmy się na terenach wiejskich i górskich. Zgłosiliśmy się do Narodowej Agencji Środowiska, która dała nam listę miejsc szczególnie narażonych na katastrofy naturalne – uzasadnia wybór przedszkoli objętych projektem Meschidze. – Poza tym na prowincji często trudniej o pieniądze na remonty – dodaje.

Gruzińscy inżynierzy, przeszkoleni wcześniej przez polskich ekspertów, dokonali ewaluacji stanu infrastruktury stu dwudziestu ośmiu przedszkoli w ośmiu municypalitetach Gruzji, co stanowi około 10 procent wszystkich placówek w tym kraju. Wyniki nie pozostawiały złudzeń.

– Utwierdziliśmy się w przekonaniu, że ten projekt to strzał w dziesiątkę. Dotknęliśmy wielu problemów: warunków technicznych i budowlanych przedszkoli, ich wyposażenia, dróg ewakuacyjnych i oznakowania, braku przygotowania i wiedzy wśród personelu – relacjonuje inż. Marczyński. – Wielkim problemem okazało się chociażby bezpieczeństwo elektryczne. Niesprawna instalacja jest bardzo groźna i może się stać przyczyną pożaru. W wielu miejscach brakowało centralnego ogrzewania – dodaje ekspert.

Listę usterek w każdym z przedszkoli oraz rekomendacje dotyczące niezbędnych napraw i zmian eksperci przedstawili dyrektorom placówek, samorządom, a także osobom odpowiedzialnym za przedszkola na szczeblu ministerialnym. Powołano Międzysektorową Grupę Ekspertów, która pomaga napisać nowe prawo. W jej skład weszli przedstawiciele gruzińskiego Ministerstwa Gospodarki, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Ministerstwa Edukacji, Nauki, Kultury i Sportu oraz Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju Regionalnego, a także polscy i gruzińscy eksperci z PCPM oraz Civitas Georgica i innych organizacji pozarządowych, które mają doświadczenie w zakresie Disaster Risk Reduction.

 

Od czegoś trzeba zacząć

Podczas gdy specjaliści się zastanawiali, debatowali, skreślali i dopisywali kolejne paragrafy w nowo powstającym prawie, dzieci wciąż spędzały kilka godzin dziennie w budynkach, które zagrażały ich zdrowiu, a może i życiu. Równolegle z dyskusjami nad nowymi standardami PCPM zajął się więc poprawą sytuacji w przedszkolach objętych projektem. W budynkach zostały zamontowane detektory dymu, przywieziono gaśnice, koce gaśnicze, oznakowania ewakuacyjne i wybudowano piaskownice, które dzieciom służą za miejsce zabaw, a w razie pożaru piasek można wykorzystać do gaszenia. Przeszkolono także personel przedszkoli, jak zachowywać się w przypadku zagrożenia i jak uczyć dzieci właściwego zachowania w sytuacjach kryzysowych. Każdy z wychowawców miał też okazję wziąć do ręki gaśnicę i ją użyć. Takie szkolenia są szczególnie istotne na terenach wiejskich, bo małe, położone w górach miejscowości często nie mają w pobliżu służb ratunkowych. Wychowawcy sami muszą wiedzieć, jak w pierwszej chwili zareagować, aby ochronić siebie i dzieci.

Można zapytać, czy nie lepiej byłoby wykorzystać polskie pieniądze, aby wyremontować więcej przedszkoli, a nie przeznaczać środki na debaty i szkolenia. Zarówno Marczyński, jak i Meschidze stanowczo się jednak takim pomysłom przeciwstawiają. Nie na tym ich zdaniem polega pomoc rozwojowa.

–  Dwa lata pracy tutaj to był trudny i żmudny proces. Nie tylko samo wypracowanie metodologii oceny przedszkoli, lecz także to, żeby została przyjęta przez Gruzinów, zajęło nam wiele czasu – wspomina Dariusz Marczyński – Jednak ta metodologia może służyć do oceny kolejnych przedszkoli, którą Gruzini mogą teraz robić sami – podkreśla.

– Możesz wybudować nowy budynek, ale kto będzie o niego dbał? Dyrektorzy, przedstawiciele samorządów i władze centralne muszą zrozumieć, dlaczego coś zostało zrobione w taki, a nie inny sposób. Muszą wiedzieć, że w przedszkolu co dwa lata trzeba wymieniać gaśnicę, że trzeba sprawdzać instalację elektryczną. Muszą wiedzieć, kto powinien to robić i komu o tym raportować – tłumaczy Meschidze z Civitas Georgica. – Poza tym żadnych rozwiązań nie można po prostu skopiować do innego kraju. Skorzystaliśmy z polskich doświadczeń i wspólnie pracowaliśmy nad ich adaptacją do gruzińskich realiów – twierdzi.

 

Najlepsze są nudne projekty

Działania w Gruzji nie mają spektakularnych efektów, które łatwo pokazać, kiedy udziela się pomocy humanitarnej. Dzieci wyprowadzane są z niedożywienia, rodziny dostają dach nad głową, a chorzy lekarstwa – to przejmujące sceny, które przemawiają do wyobraźni. Ale cel pomocy rozwojowej jest inny – działać tak, aby pomoc humanitarna nie była w przyszłości potrzebna. Eksperci z PCPM i Civitas Georgica niecierpliwie czekają, aż nowe prawo, którego wprowadzenie wciąż się przedłuża, w końcu wejdzie w życie. Twierdzą jednak, że najważniejsza zmiana już się wydarzyła – ta w ludziach.

– Zanim zaczęliśmy szkolenia, sprawdziliśmy wiedzę wychowawców przedszkolnych. Testy wypadły bardzo słabo – opowiada koordynatorka projektu PCPM w Gruzji, Milena Chodoła. – Widzieliśmy, że nauczycielki nie czuły się z tym dobrze. Gdy przyjechaliśmy kolejny raz, jeszcze przed naszym szkoleniem okazało się, że samodzielnie próbowały pogłębić swoją wiedzę i są już o wiele lepiej przygotowane – cieszy się Milena.

– Okazuje się, że personel przedszkolny i samorząd od dawna czekali na ludzi, którzy dostrzegą problemy, z którymi na co dzień muszą się borykać – mówi Marczyński. – Naszym największym sukcesem jest to, że zainteresowaliśmy tymi problemami władze centralne. Tylko dzięki temu może nastąpić trwała zmiana – podsumowuje ekspert.

 

Fot. Adam Rostkowski.


Powrót
Najnowsze

Kraków: Debata "Wpływy rosyjskie w Unii Europejskiej"

14.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu