Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polska nie wybuchła
2019-11-11
Sonia Knapczyk, Andrzej Leon Sowa

Z Andrzejem Leonem Sową, historykiem, rozmawia Sonia Knapczyk

 

 

 

 

SONIA KNAPCZYK: Nadchodzi listopad 1918 roku, kończy się I wojna światowa. Jaka atmosfera panuje na ziemiach polskich? Jak tworzy się nowe państwo?

ANDRZEJ LEON SOWA: Polacy w końcu XIX wieku mieli różne wizje przyszłego państwa. Zdawano sobie sprawę, że Polska w granicach etnograficznych byłaby państwem o terytorium stosunkowo niewielkim i ludności liczącej nie więcej niż dwadzieścia kilka milionów. Toteż tylko jedna koncepcja, Marii i Bolesława Wysłouchów, zakładała powstanie państwa polskiego w granicach etnograficznych, z włączeniem do niego terenów zamieszkałych przez Polaków na ziemiach położonych na północ i zachód od obszaru zaboru pruskiego, czyli głównie Śląska Opolskiego i Prus Wschodnich. Jednak generalnie przeważały koncepcje terytorialnie nawiązujące do Rzeczpospolitej szlacheckiej, obejmujące ziemie sprzed pierwszego rozbioru, w przeważającym stopniu zamieszkałe przez Ukraińców i Białorusinów. Wśród tych pomysłów projekt endecki zakładał polonizację zamieszkujących tam narodowości. Kolejna wizja nawiązywała do doświadczeń powstania styczniowego i postulowała utworzenie sfederalizowanego państwa polsko-litewsko-ruskiego. Elity z wymienionych terenów były różnego pochodzenia, ale mocno spolonizowane, język polski na terenach dawnej Rzeczpospolitej był niczym angielski w Brytyjskiej Wspólnocie Narodów.

Państwo polskie kształtuje się już w 1917 roku, kiedy zostaje powołane Królestwo Polskie z woli Berlina i Wiednia. Chętnie powtarzano, że „Polska wybuchła w listopadzie 1918 roku”, ale trzeba przyznać, że pośrednio Niemcy przyczynili się do powstania naszego państwa. Całe kadry urzędnicze, instytucje (sądownictwo, szkolnictwo polskie) tworzyły się na terenach okupowanego przez wojska niemieckie i austriackie Królestwa Kongresowego i okupanci temu sprzyjali. Niemcy przyczynili się też do pobudzenia narodowego Ukraińców (uznanie ich państwowości w pokoju brzeskim w marcu 1918 roku), ale przede wszystkim Białorusinów (utworzenie szkolnictwa białoruskiego na Wileńszczyźnie). Jeszcze przed końcem I wojny światowej w Warszawie czy w Krakowie wiedziano, że jakaś Polska powstanie, nie było wiadomo tylko, w jakim kształcie i formule. Na przykład początkowo postulowano przekształcenie monarchii austriackiej w państwo austriacko-węgiersko-polskie, ale ta koncepcja upadła. Wiedeń zraził sobie Polaków, oddając Ukraińcom w pokoju brzeskim Chełmszczyznę i obiecując im Galicję Wschodnią. W 1918 roku długo jeszcze nie było wiadomo, czy wojna skończy się korzystnie dla Polaków. Niemniej zdarzył się swego rodzaju cud polegający na tym, że wszystkie państwa zaborcze przegrały wojnę, mimo iż walczyły po przeciwnych stronach. Rosję ostatecznie z grona państw zwycięskich wyeliminowała rewolucja bolszewicka.

Oczywiście 11 listopada 1918 roku jako dzień odzyskania przez Polskę niepodległości to data umowna. Było to tylko przekazanie władzy nad wojskiem przez Radę Regencyjną Józefowi Piłsudskiemu. Natomiast proces państwowotwórczy trwał stosunkowo długo. Wcześniej zawiązała się w Krakowie Polska Komisja Likwidacyjna, kierowana przez Wincentego Witosa, w Lublinie działał rząd kierowany przez Ignacego Daszyńskiego, a od początku listopada toczyły się walki o Lwów i Galicję Wschodnią z Ukraińcami. Od samego początku doszło do konfliktu zbrojnego między tymi dwoma narodami, co odbiło się później na dalszych stosunkach. Doprowadzenie do sytuacji, aby Ukraińcy dobrze się czuli w granicach państwa polskiego, okazało się bardzo trudne, w rzeczywistości niemożliwe.

 

Jak wygląda sytuacja międzynarodowa Polski u progu niepodległości?

Istotne było to, że sami walczyliśmy o niepodległość, ale staraliśmy się uzyskać poparcie, zarówno strony austriackiej i niemieckiej – początkowo Józef Piłsudski i Legiony Polskie związane były z państwami centralnymi – jak i zachodniej, między innymi we Francji działał Roman Dmowski. W Stanach Zjednoczonych uaktywnił się znakomity pianista Ignacy Jan Paderewski, który przekonał prezydenta Wilsona do poparcia powstania niepodległej Polski z dostępem do morza. Koniec I wojny światowej to czas, kiedy Amerykanie prowadzą aktywną politykę liczącą się na świecie. Najpóźniej do koncepcji powstania niepodległej Polski przekonali się Francuzi i Anglicy, gdyż bardzo długo w tej kwestii liczyli się ze stanowiskiem carskiej Rosji. Zaniepokojeni możliwością powstania niepodległego państwa polskiego byli żyjący na terenie ziem polskich Żydzi, gdyż obawiali się polskiego nacjonalizmu. Już w okresie przed I wojną światową na terenie Warszawy dochodziło do pogromów. Dmowski i jego liczni zwolennicy reprezentowali poglądy zdecydowanie antysemickie. Lobby żydowskie w Wielkiej Brytanii informowało o tych sprawach polityków brytyjskich, nastawiając ich co najmniej nieufnie do polskich aspiracji. Walki o polską niepodległość w pierwszej połowie XIX wieku przyniosły Polakom uznanie i sławę w Europie. Po powstaniu listopadowym byliśmy niezwykle pozytywnie odbierani między innymi w Niemczech, a studenci tamtejszych uniwersytetów powoływali się w swojej walce o zjednoczenie Niemiec na przykład Polaków. Sytuacja zmieniła się, kiedy w drugiej połowie XIX wieku niemal w całej Europie do głosu doszli nacjonaliści.

Niestety w latach 1918 – 1919 na terenie ziem polskich nastąpiła seria pogromów antysemickich, między innymi we Lwowie, w Krakowie, Kielcach i w wielu innych miejscowościach. Ten problem był podnoszony w prasie europejskiej, a to nie pomagało w pozyskiwaniu sympatii dla nowo formującego się państwa polskiego.

 

Problem cały czas tkwił w terytorium nowej Polski. Jak kształtowały się polskie granice, a szczególnie te wschodnie?

To, co było możliwe do uzyskania w kwestii przebiegu zachodnich granic państwa polskiego, mogliśmy osiągnąć tylko w ramach ustaleń konferencji pokojowej mocarstw zachodnich z Niemcami. W konferencji tej, obradującej w Wersalu, brała udział polska delegacja, na czele z Romanem Dmowskim. Wysunął on tam ambitny program powstania Polski w granicach sprzed pierwszego rozbioru, poszerzonego na zachodzie o Gdańsk i ziemie zamieszkałe przez ludność polskojęzyczną. Projekt ten był od początku kontestowany przez polityków brytyjskich. Widoczna była walka między Francuzami a Anglikami. Francuzi nam sprzyjali, bojąc się rewizjonizmu niemieckiego. Francja poniosła olbrzymie straty w I wojnie światowej, co pogłębiło występujący tam już przed wojną kryzys demograficzny, stąd też dążyła do maksymalnego osłabienia Niemiec. Natomiast Wielka Brytania w ramach swojej polityki równowagi starała się nie osłabiać zbytnio Niemiec, żeby ich naturalna w tej sytuacji chęć odwetu nie doprowadziła do kolejnego konfliktu wojennego w Europie, w którym Londyn nie mógł już nic zyskać, a mógł wiele stracić.

Nawet w walce zbrojnej o Wielkopolskę Polska nie była w stanie stawić czoła Niemcom, więc byliśmy zdani na ustalenia konferencyjne. Natomiast sytuacja na Wschodzie wyglądała inaczej. Do lutego 1919 roku wojska niemieckie pozostawały na terenach państwa rosyjskiego, wzdłuż linii Dniepru, skąd wycofywali się w porozumieniu z Polakami do Prus Wschodnich. To ułatwiło władzom polskim w Warszawie wystawienie wojska w celu wsparcia Polaków walczących w Galicji Wschodniej z Ukraińcami, przygotowywano się też do walki z bolszewikami. Przypominam, że plany Piłsudskiego nawiązywały do wizji współpracy Polaków z Litwinami i Rusinami (czyli Ukraińcami i Białorusinami) z czasów powstania styczniowego, były to plany federacyjne, a państwo polskie miało obejmować możliwie największe terytoria na wschodzie. Wówczas siła państwa była liczona wielkością terytorium i liczbą ludności. Niestety tereny, do których aspirowaliśmy, były w większości słabo rozwinięte gospodarczo.

Na Polesiu w lutym 1919 roku doszło do zetknięcia wojsk polskich z bolszewickimi. Rozpoczęło się wypieranie bolszewików na wschód. W kwietniu 1919 roku zajęto Wilno, następnie Mińsk i Kamieniec Podolski. W połowie tego roku kończy się wojna polsko-ukraińska o Galicję Wschodnią, a siły ukraińskie zostają wyparte za Zbrucz, gdzie łączą się z wojskami Symona Petlury, przywódcy Ukraińskiej Republiki Ludowej ze stolicą w Kijowie. Petlura w tym czasie toczy też wojnę z Polską, ale jest zainteresowany porozumieniem z Warszawą, wychodząc z założenia, że głównym wrogiem Ukraińców jest Rosja. Piłsudski próbował odtwarzać Wielkie Księstwo Litewskie, sfederowane z Polską, ale tu pojawił się problem, bo Litwini tego nie chcieli, szczególnie ci zamieszkujący Żmudź i władający językiem litewskim, gdyż obawiali się zmajoryzowania przez Polaków i utraty swojej tożsamości narodowej.

Litwini kwestionują historię w wersji polskiej, unię lubelską traktują jako klęskę narodu litewskiego. Mają po części rację, bo po unii nastąpiła polonizacja miejscowego rycerstwa, ale już wcześniej na terenie ich państwa najsilniejszym elementem była ludność rusińska (białoruska), a nie litewska. Nie bez przyczyny do Wilna aspirowali też Białorusini, dla których to miasto było również stolicą narodową i kulturalną. Piłsudski myślał o utworzeniu Litwy kantonalnej. Południowa część miałaby być białoruska, środkowa z Wilnem – polska, a północna, kowieńska – litewska.

Nikt poza Polakami tej federacji nie chciał, dla Białorusinów i Litwinów oznaczałoby to dalszą polonizację, a tymczasem marzyły się im już własne państwa narodowe. Stopniowo rozbrat polsko-litewski był coraz większy, z czym nie mogli pogodzić się Polacy, dla których Litwa była po prostu częścią Polski. W tym czasie dla bolszewickiej Moskwy wojna z Polską miała charakter drugorzędny, najważniejsze dla niej było uzyskanie zwycięstwa w niezwykle krwawej wojnie domowej, w której wojska „białych” były wspierane przez Francuzów i Brytyjczyków. Próbował wykorzystać to Piłsudski, gdyż miał świadomość, że tylko trwała zmiana sytuacji geopolitycznej w tej części Europy może zapewnić pomyślną egzystencję państwa polskiego. Pomiędzy silnymi Niemcami i potężną Rosją – państwami zmierzającymi do trwałego utrzymania polskich ziem etnicznych – na niepodległą Polskę miejsca nie było. Piłsudski jako naczelnik państwa polskiego uważał, że należy jak najbardziej osłabić Rosję: przez wydarcie jej terenów zamieszkałych przez Ukraińców i Białorusinów oraz wspieranie ruchów odśrodkowych zmierzających do oderwania Zakaukazia od Rosji w wyniku utworzenia tam niepodległej Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu.

Plan oderwania narodów zakaukaskich od Sowietów jako tak zwaną ideę prometejską próbowano realizować także w II RP za pośrednictwem wywiadu wojskowego. Ostatecznie nic z tych planów nie wyszło. Także popierany przez Polaków Petlura w 1920 roku nie był w stanie utrzymać się na Kijowszczyźnie, gdyż chłopi ukraińscy między innymi obawiali się powrotu na te tereny znienawidzonych polskich właścicieli ziemskich. Wkrótce po zajęciu przez Polaków Kijowa w maju 1920 roku skoncentrowane wojska bolszewickie przerwały polski front, a w sierpniu tegoż roku o mało nie zdobyły Warszawy i nie położyły kresu istnieniu niepodległego państwa polskiego.

 

Prócz walki o terytorium pojawiają się też problemy wewnętrzne z mniejszościami narodowymi, które znalazły się w granicach Polski.

Polska odtworzyła się jako państwo o bardzo licznych mniejszościach narodowych i próba zasymilowania tychże mniejszości okazała się kwadraturą koła. W 1938 roku Polska liczyła około 35 milionów mieszkańców, z czego co najmniej 10 milionów stanowili nie-Polacy –Ukraińcy, Żydzi, Białorusini, Niemcy, Litwini i inni. Wobec każdej z tych grup prowadzono odmienną politykę. Kwestia mniejszości narodowych była problemem nierozwiązywalnym i wcześniej czy później rozsadziłyby one ówczesne państwo polskie, ale mówiąc szczerze, niemal wszystkie problemy międzywojennej Polski były nie do rozwiązania. Historycy nie chcą o tym pamiętać i idealizują II Rzeczpospolitą. Niestety problemy narastały. Brakowało funduszy na modernizację kraju. Gospodarczo państwo polskie było bardzo słabe, porównywalne do Rumunii pozostającej pod względem gospodarczym na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Tymczasem eksplozja demograficzna powodowała, że rok w rok należało młodemu pokoleniu Polaków zapewnić 300 tysięcy nowych miejsc pracy. Jeszcze w 1939 roku Warszawa nie miała porządnego połączenia drogowego ani z Krakowem, ani z Poznaniem, ani z Wilnem. Stąd też wierzono, że niemieckie czołgi utkną na polskich bezdrożach, ale polscy wojskowi się przeliczyli…

 

Jak postrzegana była Polska w Europie po wojnie z bolszewikami? Polacy mówią o zatrzymaniu fali bolszewizmu, która miała zalać kolejne kraje. Czy to przesadzone stwierdzenie?

To oczywiście w jakimś stopniu mit, stworzony i wykorzystany świetnie przez Polskę, ugruntowany przez angielską książkę o decydujących bitwach w dziejach świata, do których autor zaliczył bitwę Polaków z bolszewikami w 1920 roku. Tak naprawdę w ówczesnej Europie mało kto bolszewików się obawiał. Nikt Polakom za tę wojnę nie dziękował, a wręcz przeciwnie. W Czechosłowacji robotnicy byli rusofilami, w Niemczech i nawet we Francji również sympatie prorosyjskie były silne. Pamiętajmy, że pierwsze porozumienie niemiecko-sowieckie to rok 1920. Po bitwie warszawskiej oddziały sowieckie, które znalazły się na terenie Prus Wschodnich, były przepuszczane przez Niemców, a powinny być internowane. Rosjanie nigdy nie pogodzili się z klęską poniesioną w 1920 roku pod Warszawą, a problem Polski był dla nich sprawą wewnętrzną. Bez względu na komunizm i hasła internacjonalizmu dążono do odtworzenia imperium rosyjskiego, z Polską jako jego częścią składową, oczywiście później łączono to z hasłem niesienia rewolucji w głąb Europy. Lenin i Stalin byli ideowymi marksistami, ale nie w wydaniu klasycznym. Marksizm był związany z krajami wysokorozwiniętymi. Marks wyobrażał sobie rewolucję w krajach, gdzie rozwój i modernizacja będą zaawansowane, a dobrobyt robotniczy będzie elementem naturalnym. W przypadku Rosji dokonano przewrotu i następnie rewolucji w jednym z najuboższych krajów świata, dlatego potem modernizacja pochłonęła milionowe ofiary, a państwo i społeczeństwo sowieckie stały się parodią klasycznych ideałów marksizmu.

W rzeczywistości wojna polsko-bolszewicka spowodowała ożywienie niechęci w stosunku do Polski na arenie międzynarodowej. Polska ofensywa na Kijów została świetnie wykorzystana przez Rosjan propagandowo i została przedstawiona jako przykład polskiego imperializmu, wypad szlachty w celu odzyskania utraconych posiadłości. W 1920 i 1921 roku w Europie mało kto wiedział o rewolucji bolszewickiej, o tym, że w Rosji tworzy się zbrodniczy reżim. Dopiero można to było ocenić z perspektywy czasu. To wszystko spowodowało, że Polska miała realne kłopoty w pozyskaniu pomocy politycznej i wojskowej w okresie wojny z Rosją sowiecką. Polska była biednym krajem, potrzebowała sprzętu i amunicji, a realną pomoc uzyskała tylko od Węgrów. Węgrzy darzyli Polaków tradycyjną przyjaźnią, datującą się od czasów Polski szlacheckiej. Także w XIX i w pierwszej połowie XX wieku oba narody – polski i węgierski – miały podobną strukturę społeczną, z silną rolą ziemiaństwa. Oba też łączyło dążenie do przymusowego narodowego zasymilowania mniejszości zamieszkujących te kraje.

 

Dość szybko, bo już w styczniu 1919 roku, w Polsce odbyły się wybory parlamentarne. Jak przebiegały?

Warto wspomnieć, że przyjęto wówczas demokratyczną, pięcioprzymiotnikową ordynację wyborczą. Żeby zgłosić posła, wystarczyło zebrać na liście pięćdziesiąt podpisów, a więc bardzo niewiele. Jedynym kryterium udziału w wyborach dla wszystkich mieszkańców terenów nimi objętych był wiek – trzeba było mieć ukończone dwadzieścia jeden lat.

 

Także kobiety w 1918 roku otrzymały prawa wyborcze. To dość zaskakujące, bo w wielu państwach europejskich stało się to dużo później. Jak do tego doszło?

Proszę pamiętać, że koncepcja ordynacji wyborczej przygotowywana była przez sprawujących wówczas rządy w Polsce socjalistów, zwolenników szeroko rozbudowanych reform demokratycznych i społecznych. Kobiety były także mocno zaangażowane w walkę o niepodległość, co miało istotne znaczenie. Wokół Piłsudskiego było dużo kobiet łączniczek, obie jego żony związane były z niepodległościowym ruchem socjalistycznym. Tworząc nowy ustrój, uznano, że kobiety powinny mieć prawa wyborcze.

Wybory były prowadzone wszędzie tam, gdzie sięgała władza polska, a więc głównie na terenie dawnej Kongresówki i w zachodniej Galicji. Nie odbyły się one w Wielkopolsce ze względu na oczekiwanie na wynik konferencji pokojowej z Niemcami, która miała zadecydować formalnie o przyłączeniu tego terytorium do Polski, co nastąpiło dopiero w końcu czerwca 1919 roku, oraz w Galicji Wschodniej z powodu trwającej tam wojny polsko-ukraińskiej. Same wybory przebiegły bardzo sprawnie, frekwencja była wysoka, nie było ograniczeń dla mniejszości, które głosowały na swoich kandydatów. W pierwszym sejmie działał duży klub mniejszości narodowych, głównie żydowskiej. Na tych terenach, gdzie nie udało się przeprowadzić uzupełniających wyborów, przyjmowano osoby, które w parlamentach państw zaborczych reprezentowały Polaków. Sejm był podzielony, co prawda zwyciężyła prawica, ale silnie reprezentowane było też centrum polityczne i lewica. Zadaniem pierwszego sejmu było uchwalenie konstytucji określającej zasady ustrojowe państwa. Od początku ustalono, że w Polsce obowiązywać będzie system parlamentarno-gabinetowy, co spowodowało ograniczenie dotąd dyktatorskiej władzy Piłsudskiego jako naczelnika państwa.

 

Międzywojenna arena polityczna była barwna i burzliwa. Czy jesteśmy w stanie porównać ówczesnych polityków z dzisiejszymi?

Trudno ich porównywać, gdyż ówcześni politycy działali w zupełnie odmiennych warunkach, niż istnieją współcześnie. Musieli oni zbudować państwo polskie całkowicie od podstaw, ponadto przez pierwsze lata działali w okresie wojen o granice państwa i utrzymanie niepodległości, a następnie starali się na terenie dawnych zaborów, różniących się od siebie stopniem rozwoju cywilizacyjnego, stworzyć jednolity dla całego państwa system gospodarczy i instytucjonalny. Przyjęta w marcu 1921 roku konstytucja wzorowana była na rozwiązaniach francuskich. Wcześniej pojawiały się też pomysły powołania monarchii, ale monarchie odchodziły wówczas w przeszłość, na znaczeniu zyskały państwa demokratyczne, które wygrały I wojnę światową. Ówczesna polska konstytucja była bardzo nowoczesna i demokratyczna, przypominała naszą współczesną ustawę zasadniczą. Tyle że obecnie władza wykonawcza jest o wiele silniejsza, niż była opisana w konstytucji marcowej.

Zawarty w konstytucji pakiet wolności – osobistych, politycznych i wyznaniowych – był olbrzymi, co nie podobało się prawicy związanej z Kościołem katolickim. Władza kościelna francuskie wzory ustrojowe uważała za wykwit zwalczanej przez nią myśli masońskiej odpowiedzialnej za rewolucję francuską, która zniszczyła we Francji polityczne wpływy Kościoła. Później podobne poglądy będą głosili piłsudczycy. Jednak spory wokół konstytucji rozgorzały dopiero po wojnie z bolszewikami, która jednak wprowadzała do polityki pewną dyscyplinę i odpowiedzialność. Po kolejnych wyborach sejmowych w 1922 roku zaczęła się zażarta, niesłychanie ostra walka między posłami reprezentującymi w sejmie prawicę i lewicę. Śmierć prezydenta Gabriela Narutowicza z ręki prawicowca jest momentem kulminacyjnym tego sporu, nienawiść między prawicą, lewicą i mniejszościami wylała się na warszawskie ulice.

Wydarzenia te wywarły także negatywny wpływ na samego Piłsudskiego. Właściwie nigdy nie był on demokratą, a od tego czasu będzie coraz wyraźniej dążył do narzucenia Polsce dyktatorskiego systemu rządów. W tym okresie dochodziło w kraju do częstych zmian rządów, ale pewne działania polityczne prowadzone były w zasadzie w sposób ciągły. Taki charakter miała polityka wobec słowiańskich mniejszości narodowych, zmierzająca konsekwentnie do ich polonizacji. W marcu 1923 roku mocarstwa zachodnie zgodziły się na uznanie wszystkich granic polskich, ale w zamian za autonomię dla Galicji Wschodniej. Polacy ją wcześniej obiecali, ale nigdy nie zrealizowali, gdyż panicznie się bali dynamizmu i siły mieszkającej tam społeczności ukraińskiej. Toteż już reformy szkolnictwa przyjęte przez sejm w 1924 roku uderzały mocno w mniejszości narodowe. Ukraińcy mieli wówczas kilkaset szkół powszechnych, z ukraińskim językiem nauczania, jeszcze z czasów monarchii austro-węgierskiej. W ich miejsce utworzono tak zwane szkoły utrakwistyczne, w których część przedmiotów nauczano w języku ukraińskim, a część w języku polskim. W praktyce starano się także i te placówki zamieniać na prowadzące naukę wyłącznie w języku polskim.

Rządy w Polsce ustabilizowały się po zamachu wojskowym dokonanym przez Piłsudskiego w maju 1926 roku. Uważam, że konsekwencje tego zamachu były dla społeczeństwa zdecydowanie niekorzystne. Za czasów dyktatury Piłsudskiego zniszczone zostały rządy prawa, a grupa osób w różny sposób represjonowanych z przyczyn politycznych była nieporównywalnie większa niż w okresie Polski Ludowej pod rządami Władysława Gomułki czy Edwarda Gierka.

 

Czy można krótko scharakteryzować politykę mniejszościową okresu międzywojennego? Jak rozwijała się ona od 1918 roku do wybuchu II wojny światowej?

Przez cały okres istnienia II RP władze nie prowadziły jednej polityki narodowościowej w stosunku do mniejszości. Wobec każdej mniejszości stosowano nieco inną politykę, dostosowaną do tego, co sobą reprezentowała dana grupa etniczna. Przykładem może być stosunek władz państwowych do Ukraińców. Po pierwsze, znaczna część Polaków, szczególnie narodowców, nie uznawała odrębności narodowej Ukraińców, uważając ich za rusińską grupę etniczną, mieszczącą się w ramach narodu polskiego. Po drugie, mimo że nie wszyscy się na to godzili, prowadzono wobec Ukraińców politykę regionalizacji, czyli inną na terenie Wołynia, a inną na terenie dawnej Galicji Wschodniej. Jeszcze inną politykę stosowano na Łemkowszczyźnie, gdzie nie dopuszczano do funkcjonowania jakichkolwiek instytucji ukraińskich. Odrębnością cieszył się tam tylko Kościół prawosławny i greckokatolicki.

Władze polskie nigdy nie wypracowały jednolitej, systematycznie realizowanej koncepcji rozwiązania kwestii słowiańskich mniejszości. Najbardziej konsekwentnie stosowano asymilację narodową, czyli polonizację. Drugą strategią była asymilacja państwowa, zakładająca między innymi dopuszczenie przedstawicieli mniejszości narodowych do piastowania urzędów w administracji państwowej, chociaż to nigdy nie zostało zrealizowane. Na pewne odstępstwa od polityki asymilacji narodowej pozwolił po zamachu majowym Piłsudski, który jednak nie miał wyraźnie sprecyzowanych poglądów w sprawach narodowościowych. Sam opowiadał się za używaniem w urzędach, samorządach i szkołach publicznych tylko języka polskiego jako państwowego oraz za rozwijaniem na Kresach Wschodnich polskiego osadnictwa wojskowego.

Ostrożna forma asymilacji państwowej realizowana była na Wołyniu, gdzie wojewoda Henryk Józewski, niegdyś minister w rządzie Symona Petlury, próbował pozyskać dla państwa polskiego miejscową ludnością ukraińską. Jednak tamtejsza inteligencja ukraińska ciążyła w stronę stronnictw ukraińskich działających na terenie Galicji Wschodniej. Józewski starał się uniemożliwić partiom i ukraińskim instytucjom społecznym oraz gospodarczym z Galicji Wschodniej prowadzenie działalności na terenie Wołynia. Utworzono tam nawet osobną partię polityczną pod nazwą Wołyńskie Zjednoczenie Ukraińskie, a jej przedstawicieli wprowadzono do polskiego sejmu. Polityka Józewskiego zakończyła się niepowodzeniem, bo za przeciwników miał on nie tylko Ukraińców, ale także większość nastrojonych nacjonalistycznie miejscowych Polaków.

Oceniając polską politykę wobec różnych narodowości już po klęsce wrześniowej 1939 roku, wybitny publicysta ukraiński, redaktor dziennika „Diła” Iwan Kedryn-Rudnyćkyj uznał, że najgorszy był w jej stosowaniu brak konsekwencji. Nie było wiadomo, czego się spodziewać, bo najczęściej z kolejną zmianą rządu zmieniała się też polityka, a raczej taktyka administracji państwowej wobec mniejszości narodowych.

 

W czerwcu 1934 roku na ulicy Foksal w Warszawie zginął polityk sanacyjny, minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki. Strzelił do niego członek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Hryhorij Maciejka. Co zmieniło się po zabójstwie Pierackiego?

Z jednej strony bezpośrednim skutkiem tego mordu było rozbudowanie systemu represji za działania antypaństwowe. Władze państwowe, cyniczne łamiąc gwarancje przestrzegania praw obywatelskich zawarte w teoretycznie obowiązującej nadal konstytucji marcowej, utworzyły w Berezie Kartuskiej na Polesiu obóz koncentracyjny, oficjalnie nazwa ny miejscem odosobnienia. W konstytucji bowiem unormowane były prawa ludzi uwięzionych lub aresztowanych, stąd trzeba było wymyślić inną kategorię osób represjonowanych. W obozie stosowano wymyślne tortury fizyczne i psychiczne. Początkowo w Berezie Kartuskiej przetrzymywano polskich nacjonalistów, bo sądzono, że to oni stali za zabójstwem Pierackiego, później masowo trafiali tam Ukraińcy, wreszcie członkowie lub sympatycy partii komunistycznej i tych było najwięcej. Niemniej w kwestii osadzania w obozie panowała pełna dowolność. Do obozu mógł praktycznie trafić każdy, kto w jakiś sposób naraził się chociażby władzy powiatowej.

drugiej strony władze państwowe w 1935 roku podjęły próbę porozumienia się z najsilniejszym politycznym ugrupowaniem społeczności ukraińskiej, jakim było UNDO (Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne). Jego prezes poseł Wasyl Mudryj został wówczas wicemarszałkiem sejmu. Godność tę sprawował aż do upadku państwa polskiego w 1939 roku. W 1938 roku strona ukraińska uznała, że władze nie realizują zobowiązań przyjętych w porozumieniu, i wówczas kierownictwo UNDO zażądało daleko idącej autonomii dla terenów zamieszkanych przez Ukraińców w granicach państwa polskiego, z własnym parlamentem i wojskiem, co było dla Polaków nie do przyjęcia. W tym czasie władze polskie znacznie zaostrzyły swoją politykę tak narodowościową, jak i wyznaniową. Szczególne oburzenie międzynarodowej opinii publicznej wywołało masowe likwidowanie cerkwi prawosławnych na Podlasiu i Chełmszczyźnie oraz zmuszanie do przechodzenia na katolicyzm ludności prawosławnej, uznanej za potomków Polaków. Podobną politykę jak wobec Ukraińców stosowano także w stosunku do Białorusinów zamieszkujących północno-wschodnie tereny państwa polskiego. Białorusini mieli znacznie słabiej rozwinięte instytucje społeczne niż Ukraińcy, więc byli wobec polityki asymilacyjnej praktycznie bezbronni. Najlepszym dowodem na potwierdzenie tej tezy jest fakt, że w 1939 roku nie było w Polsce ani jednej białoruskiej szkoły powszechnej. Mimo to Białorusini nie przeprowadzili w okresie II wojny światowej na terenach przez nich zamieszkanych akcji antypolskiej analogicznej do ukraińskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Zaprzecza to tezie forsowanej przez ukraińskiego historyka profesora Bohdana Huda, że antypolskie wystąpienia na Wołyniu w 1943 roku miały charakter spontaniczny. Bo skoro wrogość Białorusinów i Ukraińców do Polaków była podobna, warunki do antypolskich wystąpień sprzyjające, to dlaczego reakcje Białorusinów były inne niż Ukraińców? Prawdopodobnie, gdyby wśród Białorusinów działało terrorystyczne ugrupowanie podobne do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów sytuacja Polaków na terenach zamieszkanych przez większość białoruską byłaby równie tragiczna jak na Wołyniu.

Ważnym odniesieniem dla władz polskich była również polityka sowiecka stosowana wobec Ukraińców i Białorusinów, bo największa część tych narodowości zamieszkiwała tereny Związku Sowieckiego. Można uznać, że to Moskwa przyczyniła się do rozwoju narodu ukraińskiego i białoruskiego, bo przed 1930 rokiem popierała rozkwit szkolnictwa i kultury ukraińskiej i białoruskiej, a nawet instytucje partii komunistycznej w tych sowieckich republikach miały obowiązek używania języków narodowych. W latach trzydziestych XX wieku nastąpił gwałtowny odwrót od tej polityki ma rzecz rusyfikacji, a sowieckie elity ukraińskie i białoruskie zostały wymordowane. W tej sytuacji także Warszawa mogła wobec mniejszości słowiańskich przyjąć kurs bardziej restrykcyjny, nie obawiając się, że będą one szukały oparcia w Kijowie czy Mińsku.

 

Jak wyglądała polska polityka zagraniczna skierowana na Wschód?

Litwą Polacy mieli ciągły kłopot, nie mogli się pogodzić z niepodległością tego państwa. Stronnictwo Narodowe chciało całkowitego wcielenia Litwy do Polski, piłsudczycy chcieli federacji, ale dla Litwy oznaczałoby to uzależnienie od Polski. Dlatego Litwa odmawiała nawiązania stosunków dyplomatycznych z Polską, a władze litewskie starały się maksymalnie osłabiać państwo polskie przez podsycanie antypolskich ruchów białoruskich i ukraińskich oraz uprawianie antypolskiej propagandy na arenie międzynarodowej. Dla Litwy wygodne było pozostawanie Polski w ciągłym antagonizmie ze Związkiem Sowieckim i Niemcami. Jednak Piłsudskiemu udało się to zmienić. Korzystając z narastających sprzeczności pomiędzy Moskwą i Berlinem, marszałek doprowadził do zawarcia paktów o nieagresji – w 1932 roku ze Związkiem Sowieckim, a w 1934 roku z Niemcami. Zapoczątkowało to tak zwaną politykę równowagi, bo teoretycznie Warszawa miała prowadzić taką samą politykę wobec Berlina i Moskwy.

rzeczywistości stosunki polsko-niemieckie były o wiele cieplejsze niż relacje polsko-sowieckie i na arenie międzynarodowej Polska była postrzegana do wiosny 1939 roku jako sojusznik niemiecki. W marcu 1938 roku Polacy do uregulowania stosunków z Litwą wykorzystali kryzys międzynarodowy wywołany włączeniem Austrii do hitlerowskich Niemiec. Kiedy doszło do kolejnego incydentu na granicy polsko-litewskiej, w wyniku którego zginął żołnierz polski, Warszawa wystąpiła wobec Kowna z ultimatum, zmuszając Litwę do nawiązania stosunków dyplomatycznych. Było to racjonalne posunięcie, ale negatywnie przyjęte przez państwa europejskie, gdyż pogłębiało kryzys międzynarodowy wywołany przez Hitlera. Jednak późniejsze relacje polsko-litewskie układały się dobrze mimo wzajemnej nieufności, poza tym także Litwa była zagrożona ze strony Niemiec i Rosji, co miało wpływ na jej stosunek do Polski. Podczas II wojny światowej Polacy w obozach jenieckich na terenie Litwy byli traktowani przyzwoicie.

Oczywiście na Wileńszczyźnie lituanizacja po włączeniu tego obszaru w 1939 roku do Litwy była konsekwentna, odbierano Polakom majątki, w miejsce języka polskiego wprowadzono do kościołów język litewski. Jak już wspominałem stosunki polsko-sowieckie po krótkim okresie poprawy w 1932 roku formalnie były dobre, ale w rzeczywistości wrogie i odpowiedzialne były za to obie strony. Warszawa ponadto nic nie wiedziała o wymordowaniu w końcu lat trzydziestych XX wieku na terenie ZSRS ponad 100 tysięcy Polaków, obywateli sowieckich. Wskutek tych represji Polska utraciła jakiekolwiek możliwości pozyskiwania stamtąd informacji wywiadowczych. Stosunek władz II RP do mniejszości polskich zamieszkujących kraje sąsiednie był zróżnicowany i instrumentalny. Najczęściej występowano z interwencjami w obronie polskiej mniejszości na Litwie oraz w Czechosłowacji, mimo że w praktyce w tym ostatnim kraju los Polaków był nieporównanie lepszy niż na przykład na Łotwie. Tyle że dla Warszawy problem Polaków na Zaolziu był stosunkowo łatwy do wygrywania przeciwko Pradze, oskarżanej o prowadzenie polityki sprzecznej z polskimi interesami.

 

Zatrzymajmy się przy Zaolziu, którego zajęcie nie przysporzyło Polakom dobrej sławy. Jak ten manewr został odebrany w Europie?

Na całym świecie został zapamiętany bardzo źle. Polacy byli prezentowani w niekorzystnym świetle i to wszystko – powiedzmy sobie szczerze – na własne życzenie. Potraktowano nas jako sojuszników Hitlera. Szefowi polskiej dyplomacji Józefowi Beckowi chodziło o rozbicie Czechosłowacji, bo tego chciał zmarły Piłsudski, a rozkazy marszałka nadal były dla niego święte. Beck zabiegał o poparcie Niemców, dążył do uzyskania przez Polskę pozycji mocarstwowej w Europie. Minister uważał, że Polska, mając dobre stosunki z Włochami i Niemcami, będzie traktowana na równi z mocarstwami europejskimi i że żadne sprawy dotyczące polskich interesów nie będą rozpatrywane bez jej udziału. Dlatego wielkim szokiem było dla niego pominięcie Polski na konferencji w Monachium we wrześniu 1938 roku, gdzie regulowano sprawy żywotnie obchodzące Warszawę. W jakimś sensie wymuszenie oddania Polsce Zaolzia miało być protestem przeciwko ustaleniom monachijskim i pokazaniem, że Warszawa potrafi sama rozwiązywać dotyczące ją problemy międzynarodowe. Tyle tylko, że Polska znalazła się w końcu 1938 roku de facto w całkowitej izolacji na arenie międzynarodowej.

Późniejszy sojusz Polski z Wielką Brytanią to nie tyle wynik zabiegów Józefa Becka, ile skutek działań Hitlera, który łamiąc postanowienia konferencji w Monachium, w marcu 1939 roku zlikwidował Czechosłowację jako państwo i tym samym podważył mocarstwowy prestiż Wielkiej Brytanii, na co Londyn musiał jakoś zareagować. Gdyby nie ten fakt, Polska prawdopodobnie pozostałaby samotna wobec Rzeszy Niemieckiej, bo żądania włączenia Gdańska do Niemiec i przeprowadzenia eksterytorialnej autostrady przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich były na Zachodzie powszechnie traktowane jako postulaty możliwe do akceptacji.

W Polsce lansowano także wizję Międzymorza, czyli sojuszu państw położonych między morzami Bałtyckim, Czarnym i Adriatyckim, jako swoistej przeciwwagi wobec Niemiec i Sowietów. Wyobrażano sobie, że Polska będzie przewodzić takiemu sojuszowi. Nie chciano jednak przy tym pamiętać o niemal zerowym potencjale gospodarczym Polski i o tym, że posiadanie licznej armii prezentowanej jako czynnik siły to było zbyt mało, aby przyciągnąć do siebie inne kraje regionu. Zwłaszcza że polityka prześladowania Cerkwi w Polsce wywołała wielkie oburzenie wśród prawosławnych państw regionu, takich jak Jugosławia, Rumunia czy Bułgaria, mających przecież razem z Polską i Węgrami tworzyć Międzymorze. Czechosłowacja cieszyła się dużymi sympatiami w tym rejonie, poza Węgrami oczywiście, toteż rozbiór tego kraju, a także zajęcie przez wojsko polskie Zaolzia, zostały przyjęte z wielkim oburzeniem. W Indiach, gdzie w 1939 roku przebywał wybitny polski publicysta Aleksander Janta-Połczyński, jego rozmówcy traktowali Polskę jako sojusznika Hitlera, uczestniczącego w rozbiorze Czechosłowacji. Tak więc nawet w tak odległym kraju sprawa Zaolzia wywołała wrogość stosunku do Polski, nie wspominając już o bliższym sąsiedztwie.

To mit, że wszyscy Polacy z Zaolzia entuzjastycznie domagali się przyłączenia do Polski. Przeczą temu wspomnienia Wincentego Witosa przebywającego na tym terenie w latach 1930 – 1939. Polacy żyli tam na wysokim poziomie i słusznie obawiali się utraty dobrobytu, kiedy znajdą się w Polsce pozostającej na znacznie niższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego niż Czechy. Oczywiście były grupy Polaków, którym się gorzej powodziło, i na nich władze polskie się opierały. Jednak to tylko polska propaganda państwowa głosiła, że Polacy zaolziańscy gremialnie z wielką radością przyjęli inkorporację do Polski terenów, które zamieszkiwali. „Spontaniczne” powitania polskich dostojników przybywających na Zaolzie były umiejętnie organizowane przez administrację polską, kierowaną przez wojewodę śląskiego Michała Grażyńskiego. Zaolzie było znacznie lepiej rozwinięte niż Wielkopolska, jeździły tam nawet wycieczki z całej Polski podziwiać poziom cywilizacyjny widoczny nie tylko w miastach, ale także na wsiach, których zabudowania jawiły się zszokowanym Polakom jako wille bogaczy. Po zajęciu przez Polaków Zaolzia dla miejscowych zaczął się tragiczny rok. W Polsce panował autorytaryzm, gdy mimo wszystko Czechosłowacja pozostawała krajem demokratycznym, warunki życia się pogorszyły, bo zerwano kooperacje przemysłowe i nie było gdzie sprzedawać koksującego węgla zaolziańskiego; zaczęły się masowe zwolnienia w pracy, a także prześladowania polityczne, a nawet religijne; zlikwidowano także całą polską prasę wydawaną na Zaolziu przed włączeniem go do Polski. Informacje o tych sprawach można znaleźć nawet w przedwojennych polskich gazetach.

Jestem przekonany, że to rok przynależności do państwa polskiego spowodował, że czechizacja Polaków na Zaolziu po II wojnie światowej osiągnęła tak wielkie i szybkie postępy. Zadajmy sobie pytanie, kto przed II wojną światową, poza Węgrami, lubił Polaków. Sympatią darzyli nas w zasadzie tylko Słowacy, ale im też zabraliśmy w 1938 roku pewne terytoria i dziwiliśmy się, że także oni zaczęli nas nienawidzić, a powinni żywić wobec nas wdzięczność, bo – jak argumentowano w krakowskim „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” – przecież zabraliśmy im tak mało, a mogliśmy znacznie więcej. Witos zapisał w tym czasie w dzienniku, że w Żylinie bał się rozmawiać publicznie po polsku, bo spotykał się z agresją ze strony Słowaków.

 

Pytanie na koniec: jaki jest panteon ojców niepodległości?

Bardzo szeroki, od prawa do lewa. Bez wątpienia Piłsudski, ale i Daszyński, Dmowski, Witos, Wojciech Korfanty. Najbliżej byłoby mi do Ignacego Daszyńskiego, reprezentującego kierunek demokratycznego socjalizmu. Przy odzyskiwaniu niepodległości dopisało nam szczęście, najpierw fakt upadku trzech państw zaborczych, który był ewenementem, a następnie odcięcie nas od rewolucji bolszewickiej przez pozostające jeszcze na terenie Rosji wojska niemieckie. To wszystko dało nam niezbędny czas na organizowanie armii i budowę państwa. Ukraińcy wówczas takiego szczęścia nie mieli.

 

Andrzej Leon Sowa jest historykiem. Profesor nauk humanistycznych, wieloletni wykładowca akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie; zajmuje się dziejami I Rzeczpospolitej (wiek XVIII) oraz historią XX wieku; współautor i autor kilku podręczników do historii najnowszej. Ostatnia jego publikacja to książka Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940–1944) i sposoby ich realizacji (Kraków 2016).

 

Tekst ukazał się w numerze 6/2018 „Nowej Europy Wschodniej”.

 

Fot. Patryk Matyjaszczyk (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu