Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nord Stream 2: podwójny test
2019-11-20
Jewhen Mahda

Budowa drugiej linii gazociągu Nord Stream 2 weszła w finalną fazę po tym, jak Dania zgodziła się na udostępnienie swoich wód terytorialnych pod tę inwestycję. Oprócz kwestii czysto technicznych duże znaczenie mają polityczne konsekwencje tego kroku.

 

Nord Stream 2 to druga linia gazociągu, która pozwala na bezpośrednie przesyłanie rosyjskiego gazu do Niemiec, omijając terytoria innych państw i pozbawiając je dochodów z tranzytu. Wydajność obu linii powinna wynosić pięćdziesiąt pięć miliardów metrów sześciennych gazu rocznie, z czego UE może zobowiązać do zarezerwowania połowy dla niezależnych dostawców gazu (o tym mówi prawo europejskie). Niemieckiemu Bundestagowi, choć dopiero przy drugim podejściu, udało się stworzyć szczególnie uprzywilejowane warunki do funkcjonowania Nord Stream 2. Co ciekawe, podstawą decyzji Niemiec o niezastosowaniu unijnej dyrektywy gazowej wobec tego projektu infrastrukturalnego było „zakończenie procesu inwestycyjnego”, mimo że przesyłanie gazu rozpocznie się nie wcześniej niż w przyszłym roku. Druga edycja projektu bezpośredniego pompowania gazu z Rosji do Niemiec prezentuje się znacznie mniej wydajnie w porównaniu z pierwszym. Nord Stream 1 wybudowano z funduszy europejskich firm energetycznych w latach 2010–2012 i w zupełnie innej sytuacji politycznej, między innymi w następstwie rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej w 2009 roku. Niezależnie od sytuacji, Rosja i Niemcy tworzą sojusz ekspansji energetycznej.

Kreml od ponad roku stara się wykorzystywać dostawy gazu jako broń dyplomatyczną. Osiągnął wiele w ten sposób na początku lat dwutysięcznych, ale dziś spotkał się ze sprzeciwem wielu krajów europejskich, w szczególności Polski i krajów bałtyckich. Również do ich grona należy Ukraina, która stała się jedynym hurtowym odbiorcą rosyjskiego gazu, tak otwarcie kwestionującym niesprawiedliwe warunki jego dostaw i będącym w stanie wygrywać w tej kwestii spory przed międzynarodowymi sądami. Decyzja arbitrażu sztokholmskiego na korzyść ukraińskiego Neftegazu jest postrzegana na Kremlu jako osobista zniewaga – Rosjanie są gotowi walczyć o jej unieważnienie na najwyższym szczeblu. Zarówno Władimir Putin, jak i Aleksiej Miller, wzywali do „unieważnienia roszczeń” Naftogazu Ukrainy wobec Gazpromu. W rzeczywistości może to oznaczać odmowę uznania wyniku arbitrażu w Sztokholmie. Łatwo zgadnąć, jakie będą konsekwencje tego kroku.

Umowa na dostawę gazu do Europy przez Ukrainę wygasa 31 grudnia 2019 roku, a UE, Ukraina i Rosja są już po kilku rundach negocjacji. Strony zgadzają się co do konieczności przestrzegania europejskiego prawodawstwa energetycznego przy tworzeniu nowego kontraktu, ale Gazprom chce go zawrzeć tylko na rok lub przedłużyć istniejący. Kijów i Bruksela są zaś zainteresowane długoterminowymi umowami. Pokazuje to pewną istotną zmianę: jeśli podczas wojen gazowych w 2006 i 2009 roku UE wspierała Rosję i wywierała silną presję na Ukrainę, dziś Bruksela stara się być co najmniej „uczciwym pośrednikiem” w wielkiej grze energetycznej.

Interes Rosji jest jasny: dąży do utrzymania pozycji na europejskim rynku energii, na którym jej rola stopniowo słabnie. Drapieżna polityka Gazpromu została przez Ukrainę odparta, być może trochę to trwało, ale skutecznymi metodami doszło do dywersyfikacji dostaw gazu na rynek UE i powstrzymania dążeń rosyjskich pokrycia Starego Kontynentu pajęczyną gazociągów. Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że Nord Stream 2 nie jest w stanie całkowicie zastąpić ukraińskiego GTS, ale zupełnie inaczej przedstawia to w propagandzie i żąda ustępstw politycznych od Kijowa. Możliwe, że te sprawy zostaną poruszone w trakcie szczytu normandzkiej czwórki, który zaplanowano na 9 grudnia.

Ukraina rozpoczęła sezon grzewczy z rekordowymi ilościami gazu w podziemnych magazynach, co daje ukraińskiemu Neftegazowi stabilną pozycję negocjacyjną. Jego szefostwo nie porzuciło planów rozliczenia kontrahentów z Gazpromu za naruszenie warunków umowy tranzytowej, a roszczenia związane z arbitrażem w Sztokholmie wyraźnie niepokoją Moskwę. Ponadto problemem może okazać się fakt, że trasa Nord Stream 2 ma przebiegać wzdłuż wyspy Bornholm, gdzie po drugiej wojnie światowej zakopano znaczne ilości amunicji.

W ciągu najbliższych tygodni (efektów negocjacji gazowych, jak pokazuje praktyka, nie poznamy przed  Świętami Bożego Narodzenia) można oczekiwać ataków informacyjnych dotyczących niewiarygodności ukraińskiego GTS, prognoz niezwykle mroźnej zimy, licytacji politycznych i głośnych wypowiedzi. Ważne jest, aby zrozumieć, że dziś europejskie bezpieczeństwo energetyczne jest podwójnie testowane przez rosyjskie pokusy: kierowane zarówno do przywódców Ukrainy oraz Unii Europejskiej. Ich odparcie możliwe jest wyłącznie przy skoordynowanych działaniach Brukseli i Kijowa.

Tłum. Krzysztof Popek

 

Fot. C-M (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu