Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów
2019-12-02
Bartosz Chmielewski

Po 156 latach w kaplicy na wileńskiej starej Rossie pochowano dwudziestu powstańców styczniowych. Wśród nich były szczątki dwóch przywódców insurekcji na ziemiach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego – Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego. Oficjalne obchody, które miały miejsce w Wilnie 22 listopada, powinny stać się symbolicznym momentem dla stosunków polsko-litewskich – po którym politycy powinni zapytać sami siebie: „Co dalej?”

 

Zygmunt „Dołęga” Sierakowski oraz Konstanty Kalinowski są postaciami symbolicznymi. Obydwaj dowodzili oddziałami powstańczymi na terenach dawnego WKL. Sierakowski wraz ze swoimi kosynierami wiosną 1863 roku wygrał potyczki z oddziałami carskim pod Ginietynami i Rogowem. Do niewoli trafił na początku maja. W trakcie trzydniowych walk w okolicach litewskich Birż jego oddziały zostały rozbite, a on sam został pojmany przez Rosjan. Niedługo później na czele powstańców stanął młody chłopak z Mostowlan – Konstanty Kalinowski, dziś uważany za jednego z budzicieli narodu białoruskiego. Od lata do jesieni 1863 roku Kalinowski kierował działaniami powstańczymi z ramienia rządu narodowego. Późną jesienią insurekcja na ziemiach WKL niestety chyliła się ku upadkowi, a sam Kalinowski ukrywał się w Wilnie pod przybranym imieniem i nazwiskiem. W końcu zdradzony trafił do rosyjskiej niewoli.

Kalinowski i Sierakowski za działalność powstańczą zostali skazani na karę śmierci przez powieszenie. Obydwa wyroki zostały wykonane publicznie na znajdującym się dziś w centrum Wilna Placu Łukiskim. Lokalne władze z nadania cara chciały by pamięć o przywódcach powstania została zatarta na zawsze. Rodzinom odmówiono wydania ciał oraz prawa do pochówku. Do niedawna miejsce spoczynku Sierakowskiego i Kalinowskiego było owiane tajemnicą. Choć historycy domyślali się, że powstańcy mogą być pochowani na stokach Góry Zamkowej w Wilnie, to ostatecznie teza ta znalazła potwierdzenie dopiero w 2017 roku.

Ciała powstańców odnaleziono w trakcie prac badawczych prowadzonych na zboczach rzeczonej góry. W nieoznakowanej jamie naukowcy odnaleźli ludzkie szczątki. Poszlaką wskazującą na to, iż mogą to być miedzy innymi ciała przywódców powstania była obrączka ślubna. Na jej wnętrzu była wygrawerowana data 11 sierpnia / 30 lipca oraz imiona Zygmunt i Apolonia (imię żony Zygmunta Sierakowskiego – Apolonii z Dalewskich).

Na oficjalny powtórny pochówek przywódców powstania trzeba było czekać kolejne dwa lata. Po szeregu badań naukowych oraz kwestii związanych z organizacją zapowiedziane uroczystości odbyły się w piątek 22 listopada. Do Wilna przybyły delegacje polityczne z pięciu państw symbolicznie związanych walką o niepodległość w trakcie powstania styczniowego. Poza politykami z Litwy i Polski w Wilnie stawiły się delegacje z Ukrainy, Łotwy oraz Białorusi. Na placu Katedralnym w Wilnie zebrali się politycy różnych szczebli, duchowieństwo, aktywiście społeczni oraz zwykli obywatele.

 

„Płoszcza” w Wilnie

Od wczesnych godzin porannych na placu przed Katedrą powiewały białoruskie biało-czerwono-białe flagi. Zorganizowane grupy białoruskiej opozycji, ruchów społecznych oraz Związku Polaków na Białorusi zdominowały wileńskie obchody. Ci nie tylko przyjechali oddać hołd Konstantemu Kalinowskiego, który dla środowisk anty-łukaszenkowskich jest symbolem walki o niepodległe państwo, ale właśnie też zamanifestować swoje poglądy polityczne.

 

 

Przez kilka godzin w Wilnie miała miejsce swoista „Płoszcza” (w ten sposób określa się na Białorusi masowe protesty przeciwko reżimowi). Niemal przez cały dzień w trakcie uroczystości na Placu Katedralnym, jak i w trakcie przemarszu przez miasto echo niosło okrzyki „Żywie Biełaruś”. O tym, jakie znaczenie miała możliwość politycznego manifestu dla Białorusinów, mogą świadczyć relacje reżimowych telewizji z Mińska. Na tych nie pokazano ani niepodległościowych flag (za które na Białorusi można zostać ukaranym), ani okrzyków zebranych w Wilnie Białorusinów. Kulminacyjnym momentem białoruskiej „Płoszczy” w Wilnie była przemowa wicepremiera Białorusi Ihara Petryszenki. Ten w iście sowieckim stylu (choć przemawiał po białorusku) odniósł się do dziedzictwa powstania styczniowego i jego wpływu na tożsamość Białorusinów. Na kontrowersyjny apel białoruskiego polityka o niewykorzystywanie postaci Kalinowskiego do celów politycznych zebrani na placu przed Katedrą zareagowali tłumnym okrzykiem „Hańba!”.

 

Ostatni synowie Rzeczpospolitej Obojga Narodów

W przeciwieństwie do Ihara Petryszenki przemówienia pozostałych polityków i duchownych wzbudziły pozytywny odbiór: nie tylko wśród publiczności biorącej udział w uroczystości, ale także szerszej opinii publicznej. Prezydent RP Andrzej Duda oraz prezydent Litwy Gitanas Nausėda swoje przemówienia zbudowali wokół jednego z haseł powstańczych – „Za naszą i waszą wolność”. Idea ta w trakcie wystąpień była wymieniana w trzech języka – litewskim, białoruskim i polskim. Choć Gitanas Nausėda w swoim wystąpieniu ograniczył się do kwestii pamięci o powstaniu styczniowym, to Andrzej Duda mówił przekrojowo o dziejowym wysiłku zmagania się narodów Europy Środkowo-Wschodniej z dominacją rosyjską.

 

 

Kwestia percepcji pamięci o bohaterach powstania styczniowego jest jednym z najważniejszych polityczno-społecznych aspektów listopadowej uroczystości. Konstanty Kalinowski i Zygmunt Sierakowski zostali uhonorowani przez władze litewskie w sposób godny, ale też dyplomatycznie. Narracja obchodów została zbudowana wokół Kalinowskiego i Sierakowskiego jako dwóch ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów, którzy walczyli o wspólne wartości dla mieszkańców dawnego państwa. Silnie akcentowano wspólnotę regionalną sprzed epoki dwudziestowiecznych nacjonalizmów. Jeszcze niedawno trudno byłoby pomyśleć, że tablica na wileńskiej Rossie upamiętniająca powstańców może być wielojęzyczna. Podobnie jak płyty nagrobkowe powstańców zapisane po litewsku, białorusku i polsku.

Tylko czy rzeczywiście ton „rzeczpospolitańskiego patriotyzmu”, w jakim zorganizowano obchody, jest ważnym elementem tożsamości historycznej obecnie żyjących Polaków, Litwinów i Białorusinów w równym stopniu? Raczej nie. Choć w tłumie białoruskich flag dało się dostrzec polską symbolikę, litewską pogoń na czerwonym tle czy też inne barwy narodowe, to ich obecność była zdominowana przez symbole białoruskie.

 

W poszukiwaniu nowych dróg

Powoływanie się na ducha wspomnianego patriotyzmu dawnej Rzeczpospolitej można uznać za ważny gest polityczny ze strony litewskiej oraz rzeczywiste świadectwo polsko-litewskiego ocieplenia za sprawą symboli. Atmosfera panująca między najważniejszymi politykami Polski i Litwy biorącymi udział w obchodach była ewidentnie pozytywna, w szczególności dobre relacje panowały między parami prezydenckimi.

Element ten może wskazywać, że ocieplenie polsko-litewskie trwające od 2017 roku nie jest jedynie wypadkiem przy pracy i nie ogranicza się tylko do relacji elit politycznych Wilna i Warszawy. Można nawet założyć, że porozumienie zbudowane w ostatnich trzech latach trudno będzie odwrócić nawet po ewentualnych radykalnych zmianach władzy politycznej w Polsce czy na Litwie.

Wspólne uroczystości pogrzebowe powinno się traktować symbolicznie. Pochówek powstańców styczniowych w duchu wzajemnego zrozumienia i szacunku dla wspólnej historii może być momentem zwrotnym po burzliwym okresie dwudziestowiecznych polsko-litewskich kłótni o rolę RON w naszej wspólnej historii. Obchody w Wilnie zamykają rozdział politycznych dysput o to, jaka i czyja była wspólna przeszłość. Oczywiście, nie oznacza to, że Polacy i Litwini powinni przestać rozmawiać o okresie wspólnego państwa. Temat ten powinienem być nadal elementem dyskusji profesjonalnych historyków.

Symbolika pochówku Kalinowskiego i Sierakowskiego pokazuje też, że trzeba zacząć szukać nowej treści dla relacji polsko-litewskich. Nie tylko musimy zdefiniować nową tożsamość historyczną łączącą Polaków i Litwinów, taką by jednocześnie porywała serca i umysły, ale też rozwijać inne aspekty. Bo nie zbudujemy naprawdę dobrych relacji bez ukończenia projektów infrastrukturalnych oraz bez stworzenia wizji i celów dla nowego polsko-litewskiego partnerstwa strategicznego. Bez tego nie da się pójść o krok dalej. Naprawdę dobre stosunki nigdy nie zaistnieją, jeśli droga z Wilna do Warszawy dla młodych twórców innowacji, naukowców czy przedstawicieli ruchów na rzecz społeczeństwa obywatelskiego nadal będzie trwała ponad osiem godzin.

 

Bartosz Chmielewski – historyk, politolog. Redaktor portalu Przegląd Bałtycki oraz doktorant Akademii Sztuki Wojennej. Interesuje się regionem Morza Bałtyckiego, relacjami krajów nordyckich i bałtyckich z Rosją.

 

Fot. Bartosz Chmielewski


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu