Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów
2019-12-09
Marek Bogdan Kozubel

25 listopada 2018 roku w wyniku incydentu w Cieśninie Kerczeńskiej rosyjska flota nielegalnie przejęła trzy statki Marynarki Wojennej Ukrainy. Wydarzenia to posłużyło poprzedniemu prezydentowi Petro Poroszence jako pretekst do wprowadzenia stanu wojennego. Po raz pierwszy w historii Ukrainy. Stało się to również podstawą do przedłużenia sankcji przeciwko Rosji. 25 maja 2019 roku Międzynarodowy Trybunał Prawa Morza zobowiązał wyrokiem Federację Rosyjską do uwolnienia dwudziestu czterech nielegalnie przetrzymywanych ukraińskich marynarzy oraz oddania okrętów. Ostatecznie żołnierze wrócili do ojczyzny za sprawą wymiany więźniów z dnia 7 września, a okręty zwrócono Ukrainie 17 listopada. Pojawiają się pytania o to, czy i jaką cenę przyjdzie zapłacić Ukrainie za te drobne ustępstwo Kremla?

 

Media skupiły się głównie na tym, że Rosjanie znacząco ograbili trzy jednostki ukraińskiej marynarki. Na okrętach brakowało broni, dokumentacji, elektroniki, a nawet sedesów. Tak ukraińskie, jak i rosyjskie media poświęciły najwięcej komentarzy właśnie grabieży. Ukraińcy podkreślają, skąd inąd słusznie, zdziczały charakter tego aktu oraz niekiedy żartują o skuteczności sankcji, skoro Rosjanie muszą nawet kraść ukraińskie sedesy. Tymczasem kremlowskie media próbują bagatelizować ten problem i przedstawiać zarzuty Ukrainy jako absurdalne, na zasadzie: „już nawet o kradzież sedesów nas oskarżają” (co pozwala przypuścić, że grabież była celowa).

W artykule chcę zwrócić uwagę czytelnika na trzy kwestie, które pozostały w cieniu doniesień o losie ukraińskich okrętów. Pierwszym jest pytanie o to, jaki interes miała Rosja w oddaniu Ukrainie trzech zagarniętych statków? Czy Wołodymyr Zełenski coś obiecał Rosjanom? Czy ceną może być złagodzenie sankcji?

Drugie pytanie dotyczy reakcji dowództwa Marynarki, Biura Prezydenta i samego gwaranta konstytucji na fakty rosyjskiej grabieży. W doniesieniach dało się zauważyć zaangażowanie admirała Ihora Woronenczenki w dokładne poinformowanie Ukraińców, za pośrednictwem mediów oraz portali społecznościowych, o ilości skradzionych elementów wyposażenia. Z drugiej strony prezydent Zełenski nie chciał wdawać się ani w szczegółowe komentowanie grabieży, ani w potępienie Rosjan. Czyżby czynniki wojskowe miały dość pacyfistycznej retoryki prezydenta i zdecydowały się postawić go przed faktem dokonanym (tj. ujawnieniem skali grabieży)?

Trzecie pytanie dotyczy motywów działania Kremla. Po co dokonano prymitywnej grabieży? Czy naprawdę gospodarczy stan spraw w Rosji jest tak nędzny, że egzystencja tego państwa nie obędzie się bez kradzieży ukraińskich sedesów? Oczywiście powyższe pytanie to żart. Bardziej ciekawi to, czy Rosjanie nie chcieli celowo skompromitować Zełenskiego w oczach Ukraińców?

 

Złagodzenie sankcji w zamian za okręty

Faktem jest to, że ukraińskie jednostki miały zostać zwrócone Marynarce Wojennej Ukrainy na podstawie wyroku sądu międzynarodowego. Rosja miała to zrobić nie otrzymując nic w zamian. Tak samo zresztą miało być z nielegalnie aresztowanymi przez Rosjan marynarzami. Nie mniej ukraińscy wojskowi wyszli na wolność dopiero w wyniku wymiany zakładników. Kijów zgodził się wtedy na wydanie Rosji jednego z podejrzanych w sprawie o strącenie samolotu pasażerskiego MH17. Być może Kreml właśnie wtedy uzyskał pewność, że Zełenski jest gotów iść na wszelkie targi, byleby zrealizować obietnice wyborcze o zakończeniu wojny.

Zaraz po wymianie jeńców nowy prezydent Ukrainy zaczął łagodzić retorykę względem rosyjskiego agresora. Nastał również kryzys związany z przyjęciem formuły Waltera Steinmeiera jako punktu wyjścia do rozmów o powrocie okupowanych rejonów Donbasu pod kontrolę ukraińskich władz. Zauważalne było też to, że Zełenski stara się za wszelką cenę doprowadzić do spotkania z Władimirem Putinem w ramach formatu normandzkiego. Ma do niego dojść jeszcze przed zebraniem Rady Europejskiej w dniach 12–13 grudnia, dotyczącym przedłużenia terminu sankcji przeciw Rosji. Oczywistym celem Putina będzie wykorzystanie porozumienia z Zełenskim jako argumentu za zniesieniem albo chociaż osłabieniem sankcji. Przy okazji będzie zapewne chciał poczynić jak najmniejsze ustępstwa na rzecz Ukrainy. Właśnie kwestia możliwych ustępstw zaczyna niepokoić wielu Ukraińców. Pojawiają się pytania o to, czy za zwrot ogołoconych statków nie przyjdzie zapłacić zbyt wygórowanej ceny? Czy Zełenski mógł coś obiecać w zamian prezydentowi Rosji?

 

Mundurowi tracą cierpliwość?

W wyborach prezydenckich swój głos na Zełenskiego oddało wielu żołnierzy. Liczyli oni na przeprowadzenie przez jego otoczenie realnych, jakościowych zmian oraz zwiększenie finansowania wojska. W obecnym momencie można stwierdzić, że nowy prezydent realizuje oczekiwania Sił Zbrojnych Ukrainy. Wprowadzane są również korzystne zmiany w przemyśle zbrojeniowym, które wcześniej blokowało otoczenie poprzedniego prezydenta Petra Poroszenki. Z miejsca ruszył szereg prac nad zamianą rosyjskich i postsowieckich części zamiennych, co za czasów „króla czekolady” blokowano lub imitowano na rzecz wsparcia przestępczej działalności osób zamieszanych w „Świniarczukgate”. Pozytywnie należy również ocenić dotychczasowe działania zmierzające do zaadaptowania w SZU rozwiązań natowskich.

Powyższe zmiany powinny skutkować ogromnym wzrostem poparcia wojskowych dla nowego prezydenta. Problemem pozostaje jednak usilne i często nierozsądne dążenie Zełenskiego do porozumienia z Putinem. Gwarant konstytucji niejednokrotnie osobiście lub poprzez swoje Biuro oświadcza, jakoby w miejscach wycofania wojsk panuje spokój, podczas gdy w rzeczywistości Rosjanie i prorosyjscy kolaboranci systematycznie otwierają ogień. Aktywiści i dziennikarze, mający znajomości w armii, donoszą o rosnącym niezadowoleniu oficerów i żołnierzy.

Skutkiem braku adekwatnych działań i słów Zełenskiego jest rosnące zniecierpliwienie wojskowych. Niemal natychmiast po powrocie odzyskanych okrętów do mediów społecznościowych wyciekł raport jednego z ukraińskich oficerów o rosyjskiej grabieży. Autorem postu na popularnym portalu społecznościowym był Anatolij Matios, były szef prokuratury wojskowej. Dotrzeć do tak szczegółowych informacji mógł za pośrednictwem znajomych oficerów Sił Zbrojnych Ukrainy. Nie można jednak wykluczyć, że trafiły one do niego nieprzypadkowo, czyli za sprawą „przecieku kontrolowanego”.

Dowódca Marynarki Ukrainy, admirał Ihor Woronczenko, nie krył oburzenia stanem zwróconych jednostek. Chętnie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Należy zaznaczyć, że znacznie chętniej niż wyraźnie zakłopotany grabieżą Zełenski. Prezydent Ukrainy starał się zresztą wypowiadać wymijająco na temat wyczynów Rosjan. Nagłośnienie sprawy było dla niego niekomfortowe.

 

Kreml uderza w sondaże Zełenskiego

Ostatnie pytanie brzmi – po co Rosjanie dokonali kompromitującej grabieży? Wydawałoby się, że mogliby przecież kusić Zełenskiego kolejnymi dobrymi gestami. Niektórzy wskazaliby rosyjską irracjonalność jako przyczynę takich działań. „Rosyjska dusza” – powiedzieliby infantylni rusofile, albo „Rosja to nie kraj, a stan umysłu” – jak uważają osoby gardzące Rosjanami.

Tymczasem rabunek mógł być elementem gry Kremla, który liczy na osłabienie poparcia dla Zełenskiego. Jak już nie raz wskazywałem, znaczna część elektoratu głowy państwa to osoby o poglądach patriotycznych, prozachodnich i reformatorskich. Głosujący na niego mieli nadzieję, że nowy gwarant konstytucji doprowadzi do jakościowych zmian nad Dnieprem. Na dodatek są to ludzie przeciwni zakończeniu wojny na warunkach Kremla. Prędzej wybiorą zamrożenie konfliktu lub zrzeczenie się okupowanej części Donbasu niż przystaną na amnestię wobec kolaborantów.

Rosjanie doskonale zdają sobie z tego sprawę. Zwycięstwo Zełenskiego i partii Sługa Ludu doprowadziło do ostatecznego naruszenia status quo na wyborczej mapie Ukrainy. Możliwości jedynej prorosyjskiej partii w Werchownej Radzie są ograniczone, a jej wyniki w wyborach okazały się być słabe na tle włożonych środków finansowych oraz zaangażowania kontrolowanych mediów. Z tego też powodu Rosjanie postanowili skupić się na doprowadzeniu do destabilizacji nad Dnieprem drogą zniechęcenia prozachodniego i patriotycznego elektoratu do Zełenskiego. Słusznie zdają sobie sprawę z tego, że elektorat prorosyjski i tak pozostanie do dyspozycji Opozycyjnej Platformy – Za życie, kontrolowanej przez Wiktora Medwedczuka i Jurija Bojkę.

Gdy Kreml wyczuł, że Zełenskiemu zbyt mocno zależy na pokoju, zaczął z jednej strony wysyłać sygnały o chęci do rozmów, a z drugiej zaogniać sytuację na froncie w Donbasie. Należy podkreślić, że ta strategia odnosi skutek – w sondażach daje się zauważyć systematyczny spadek poparcia dla Zełenskiego i Sługi Ludu. Oczywiście nie jest to wyłącznie efekt polityki zagranicznej prezydenta, nie mniej spadek poparcia dosyć wyraźnie zbiega się z potknięciami oraz przypadkami nieudolnego komunikowania się ze społeczeństwem.

Wracając do kwestii grabieży na trzech ukraińskich okrętach – to po prostu kolejny przykład złośliwych, ale popełnionych z pełną premedytacją działań Kremla obliczonych na zdestabilizowanie sytuacji wewnętrznej na Ukrainie. Nie bez powodu sprawę nagłaśniały również rosyjskie media. Ukraiński prezydent, zgodnie z oczekiwaniami Kremla, wypowiadał się ogólnikowo na ten temat. Wszystko byleby nie zaogniać relacji przed spotkaniem w formacie normandzkim. Tymczasem tak wojsko, jak i wielu ukraińskich cywili jest wściekłych i oczekuje zajęcia przez Zełenskiego bardziej zdecydowanej postawy względem Rosji.

***

Podsumowując, zwrócenie Ukrainie okrętów można oceniać jak podstawienie koni trojańskich. Rosjanom zależało przede wszystkim na pozbyciu się zagrabionych jednostek by stworzyć powody do zdjęcia sankcji. Przy okazji mogli wywołać zamieszanie nad Dnieprem, zdając sobie sprawę z tego, że Zełenski nie będzie skory do ostrego skomentowania grabieży przed spotkaniem w formacie normandzkim. W końcu nie wiadomo, czy prezydent Ukrainy nie obiecał czegoś Putinowi w zamian za trzy okręty. Nie wiadomo też, jaki będzie przebieg i wynik rozmów 9 grudnia.

 

Fot. Адміністрація Президента України (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu