Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Trumpism. Entropia demokratycznego przywództwa
2019-12-16
Arkadiusz Gut

Kiedy hasło „klientelizm first” w działaniu politycznym przywódców staje się głównym motywatorem, zaś „fake news” zastępuję ekspertyzę; kiedy celebracja dowcipem wypiera wiedzę, a przebiegłość i podstępność wchodzą w rolę recta ratio, zawsze następuje powolna i systematyczna entropia świata demokratycznego. Gdy słabnie przywództwo na Zachodzie, wówczas agendę dyskursu narzucają dyktatorzy pokroju Putina i kłamstwo staje się na tyle ponętne, że przybiera etykietę półprawdy. Czasem trudno rozpoznać początki entropii, szczególnie wtedy, gdy dookoła są sami szeryfowie (jak mówi tekst piosenki Młynarskiego). Ostatnie wydarzenia i wychodzące na jaw działania administracji Trumpa wobec prezydenta Zełenskiego (przy okazji impeachmentu), dyskurs polityczny temu towarzyszący (Ukraina jako endemiczny przykład korupcji – przekaz dnia Partii Republikańskiej) oraz dostrajanie się w świecie demokratycznym do tego way of talking świadczą o zaawansowanej entropii demokratycznego przywództwa.

I bynajmniej nie chodzi tylko o jeden incydent, ale o proces, który ma swoją historię w narracji Trumpa: ze składnikami wyższości rasowej i politycznej, symetrii między good guy a bad guy czy zdrady. Pamiętajmy, że ten, kto ma (moc) i snuje opowieść – rządzi (myśl Olgi Tokarczuk z odczytu w Sztokholmie). Chcąc nie chcąc dla naszej części Europy, to USA są narratorem i ich przywódcy snują opowieść. W pryzmacie osobistego spojrzenia spróbuję nakreślić źródła tej entropii ze wskazaniem ostrzeżenia dla Polski.

 

Uniwersytet: śmiech i frustracja

Spotykani przy Wall Street w Nowym Jorku przebierańcy coraz częściej noszą maski Donalda Trumpa, wznoszą typowe dla niego gesty, trzymają tabliczki z niewybrednymi napisami odwołującymi się do wypowiedzi prezydenta. W uniwersyteckich salach seminaryjnych często słyszy się zaś anegdoty dotyczące głowy państwa USA. Kto zna amerykański styl, wie, że każdy wykład musi zawierać przynajmniej jedną śmieszną opowieść. Od kiedy Trump zajął Gabinet Owalny, tematów do żartów nie brakuje. Komentowane są: tweety prezydenta z licznymi błędami, osobowość (czyli niczym nieskrępowany narcyzm), impulsywna seksualność (mówiąc delikatnie o ugodach zawartych z wieloma kobietami), wygląd (słynna fryzura i „pingwinowatość” postawy), zachłanność (oszustwa i niechęć do ujawniania odpisów podatkowych) czy wreszcie oficjalny nepotyzm (obsadzanie foteli doradców własnymi dziećmi).

Nie jest tajemnicą, że świat akademicki nigdy nie przepadał za Trumpem. W tym środowisku dominują przecież Never Trumpers, których sam prezydent określa mianem human scum (z ang. ludzką szumowiną). Sprzeciw wobec Trumpa w kręgach uniwersyteckich podsycała jego retoryka antyimigracyjna, szczególnie narracja wsparcia dla zwolenników białej rasy w Charlottesville oraz wszelkich grup rasistowskich. Przywołuje się także wypowiedź o „inwazji Latynosów”, której nie sposób nie powiązać z manifestem zabójcy z El Paso czy niewybrednym pomysłem odsyłania do domu „kolorowych kongresmenek” – Alexandry Ocasio-Cortez, Rashidy Tlaib czy Ilhany Omar. Śmiano się z miłości do Kim Dzong Una, wyrażonej przez Trumpa w pełnym radości liście do przywódcy Korei Północnej, czy z teorii konspiracyjnych, wedle których niemal cały świat staje przeciwko niemu. Wyśmiewano także komplementy i słabość do Putina, a jednocześnie niechęć wobec premiera Kanady czy prezydenta Francji. 

 

Groźna symetria – pierwszy symptom entropii

Nepotyzm Trumpa, jego niewybredne słowa kierowane do sojuszników, polityka transakcyjna, szczególnie wychwalanie Kim Dzong Una i Putina podważają możliwość podtrzymywania w Polsce narracji, w której kierunki i wartości robienia polityki z USA są zbieżne z naszymi celami politycznymi, gospodarczymi i obronnymi. Z kolei prześmiewczy język wobec Latynosów (notabene, których uczucia i ciężką pracę odkrył dopiero film Roma), rezonując z językiem Putina wobec Gruzinów czy wcześniej Czeczenów, tworzy wrażenie symetryzmu między światem dyktatury a światem demokracji. Z tego powodu, paradoksalnie, my Polacy, również Ukraińcy, jako oddani zwolennicy Trumpa ponosimy straty wizerunkowe stając się nierzadko obiektem żartów w Europie.

 

Zdrada – symptom drugi entropii 

Kiedy wsłuchujemy się w wystąpienia Donalda Trumpa po ataku Turków na Kurdów (na które dał zielone światło), mówiącego z uśmiechem na twarzy do wiwatującego tłumu, że czasem jest dobrze pozwolić, aby ludzie powalczyli ze sobą i pobawili się w piasku, którego mają tam przecież pod dostatkiem, zdajemy sobie sprawę, że owe niewybredne komentarze nie zdradzają już tylko kryzysu autorytetu, ale coś znacznie więcej. Te prześmiewcze słowa o śmierci i ucieczce tysięcy ludzi, a do tego całkowita dyskredytacja wczorajszych sprzymierzeńców, to już kryzys przywództwa. Chodzi o realną zdradę i o transakcję, która zwycięża nad zasadami. Tak oto kończy się i umiera era zachodniego przywództwa. Nie ta wielka i chwalebna, ucieleśniona w postaci Reagana spotykającego się z Janem Pawłem II, ale nawet ta mniejszego wymiaru, utożsamiana z czasami rządów G.W. Busha. Mając otwartą dla siebie Syrię, Putin mógł pić już pierwszą lampkę szampana. Ale feta na Kremlu wkrótce miała się ziścić z innego powodu.

 

Przetrącony kręgosłup Zachodu – symptom trzeci

Ujawnione przez whistleblowera ostatnie wydarzenia w Stanach pokazujące jak można wkręcić przywódcę i egzystencjalno-strategiczne potrzeby państwa w młynek partykularnych celów politycznych samego Trumpa, świadczą o przetrąceniu kręgosłupa, utrzymującego zachodnią demokrację w postawie stojącej. Smutne, bynajmniej, nie jest tylko to, że w umyśle Trumpa pojawił się pomysł, aby uczynić z prezydenta Zełenskiego gońca złej nowiny wobec swojego oponenta politycznego w wyborach 2020, lecz że w tryby tej gry zaangażowano system administracyjny i większość urzędów. Tak oto powstał nowy loop – wciągający inne kraje w wyborczą grę w USA.

Dobitniej o przetrąceniu kręgosłupa podtrzymującego transatlantycki system wartości politycznych świadczy narracja obronna całej partii Reagana i Lincolna. Nie ma w niej słów, które – adaptowane z Kongresu podczas afery Watergate – pojawiają się pod koniec filmu All the Presidents Men. Głos i świadectwo senatora McCaina, że prawda i bohaterstwo musi kroczyć przed lojalnością polityczną, odeszły już w zapomnienie. Jak mówi z kolei C. Bernstein, dziennikarz, który niemal pięćdziesiąt lat temu odsłonił kulisy afery Watergate, dzisiaj mamy raczej wojnę z prawdą (war on truth), w którą Trump wciągnął całą partię ze wsparciem około sześćdziesięciu milionów wyborców.

 

Klientelizm first – symptom czwarty

Mając w pamięci przemówienie Trumpa na Placu Krasińskich z lipca 2017 roku nawiązujące do Powstania Warszawskiego, można było mieć wiarę, że principia są twarde jak lód, których nie rozkrusza osobisty interes. Słowa o bohaterstwie powstańców, ważne szczególnie dla mnie, nominowanego kiedyś do nagrody Anody-Rodowicza, mogły sugerować, że tam, gdzie chodzi o życie, honor i wolność, wszystko inne jest dopiero na kolejnym miejscu. A jednak „klientelizm first” uwarunkował sprawę Ukrainy. Wolność i niepodległość przestały mieć znaczenie. Nie ma wątpliwości – ujawniona narracja i ustawianie prezydenta Zełenskiego w przedsionku do Gabinetu Owalnego wydrenowały chęci ze sporej części przywódców z naszego regionu do odwiedzin Trumpa w Białym Domu. Przyjaźń uwarunkowano transakcją. Rozbrajana bomba, w postaci zastawionej przez Trumpa pułapki qui pro quo, ujawnia, że za etosem demokracji, sprzedawanym w krajach, którym zależy na bliskich stosunkach z USA, stoi de facto interes konkretnych osób związanych z Trumpem. Przypadek Rudy’ego Giulianiego i jego współpracowników od gazu jest tego niechlubnym przykładem. 

 

Jedwabna cisza – zapala się pomarańczowa lampka

Do tego czasu można było mieć jedynie małą wątpliwość, czy nasz entuzjazm i zapał do budowy z Chinami Pasa i Szlaku Jedwabnego, którego temat od jakiegoś czasu wyhamowuje i znika z agendy, nawet z dyskursu publicystycznego, nie jest sterowany i wymuszany na nas. W planie współpracy szesnastu europejskich krajów, do których miał docierać Nowy Jedwabny Szlak, Polska była centralnym hubem. Bycie węzłem komunikacyjnym, handlowym i produkcyjnym to nasz strategiczny priorytet. Mniej się już o tym mówi, tak jak nie mówi się o G5, podatku cyfrowym czy w sprawie Ubera. Oby to były nasze cele i nasza strategia, a nie cena w postaci qui pro quo wobec Polski…

 

Transakcja – czerwona lampka

Ujawniane przy okazji impeachmentu Trumpa zeznania pokazują, że racja stanu w obecnej administracji prezydenta USA jest zastępowana interesem osobistym i finansowym. Można podejrzewać, że to nie principia transatlantyckiego układu warunkują obecność wojsk i pomoc w walce o wolność oraz niepodległość. Tak dzieje się obecnie w Syrii, gdzie pola naftowe są ważniejsze niż ludzie, i tak dzieje w przypadku Ukrainy, gdzie pokonanie Bidena jest ważniejsze niż wolność. Nic bardziej nie osłabia pozycji Ukrainy, ale i Polski, niż narracja, w której kategoria transakcji staje się kołem zamachowym gwarancji obronnych. Myślenie na zasadach dealów zmienia również sens słów Trumpa o Polsce. Baza wojskowa – tak, ale „oni [Polacy, przyp. AG] budują dla USA instalację wojskową, za którą zapłacą w stu procentach”. Tak mówi Trump w przeddzień rocznicy Powstania Warszawskiego.

Putin fetuje, gdy słyszy, jak szargane jest dobre imię prezydenta Ukrainy, który – wedle słów Gordona Sondlanda – „loves Trump’s ass”. Cieszą się doradcy Putina, gdy słyszą jak kongresmeni amerykańscy powtarzają konspiracyjne teorie o ingerencji w wybory 2016 w USA. A opinia publiczna w Stanach nie zapala żadnej świeczki w imię solidarności z ginącymi w Donbasie. Pamiętajmy – feta Putina to znak, że kolejne kręgi zachodniego kręgosłupa ulegają skręceniu i cały system podlega powolnej entropii.

 

prof. Arkadiusz Gut – obecnie wykładowca na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu (wcześniej KUL), pracownik Katedry Kognitywistyki, doktor filozofii (KUL) i psychologii (UW). Dwukrotny stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, Fundacji Fulbrighta oraz Fundacji Batorego. Profesor wizytujący w Katholieke Universiteit Leuven (Belgia), Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, Huazhong University of Science and Technology – Department of Philosophy, School of the Humanities (Chiny) oraz City University of New York (USA). Pięciokrotny beneficjent grantów Narodowego Centrum Nauki oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Prowadzi Fundację Pro Liberis et Arte. Za działalność społeczną został nominowany do ogólnopolskiej nagrody „Anoda” Muzeum Powstania Warszawskiego.

 

Zachęcamy do lektury tekstów autora na blogu Mind in Culture oraz na portalu academia.edu.pl.

 

Fot. Arkadiusz Gut


Powrót
Najnowsze

Wybory prezydenckie na Białorusi: dzień przed wybuchem?

07.08.2020
Maxim Rust
Czytaj dalej

Przed wyrokiem. Sprawa Dmitrijewa

21.07.2020
Czytaj dalej

Niewidzialni Inni

20.07.2020
Anton Saifullayeu Tadeusz Giczan
Czytaj dalej

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu