Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Widziałem to w Przemyskiem
2011-09-04
Łukasz Saturczak
Paweł Smoleński irytuje. Irytuje potrzebą węszenia. Węszenia w miejscach, gdzie ciągle tli się konflikt. Choć zatargi są na pierwszy rzut oka nieszkodliwe, to w każdej chwili mogą przerodzić się w coś znacznie bardziej niebezpiecznego. Spowodować lawinę wzajemnych upokorzeń, powtórki z historii. Zwłaszcza „w tym” miejscu, „w tym” czasie, pisząc „o tych” sprawach.

Pierwsze pytanie, jakie przed lekturą Pochówku dla rezuna zada czytelnik, będzie dotyczyć aktualności tych tekstów. Od pierwszego wydania minęło dziesięć lat i przez ten okres między Polakami a Ukraińcami wiele się zmieniło (wspomnieć chociażby pomarańczową rewolucję). Znamienne jest nawet zdanie, które pada w tekście napisanym już po demokratycznych przemianach na Ukrainie: „Wszystko tu ładniejsze i lepsze” – mówi ukraińska nauczycielka z Przemyśla. Czyżby? Ilekroć wracam w Przemyskie (Podkarpackie jest obszarem zbyt szerokim), mam wrażenie, że w głowach wielu mieszkańców nastąpiła niewielka przemiana. Duchy przeszłości straszą dalej. Mają one twarze rezunów, którzy przyjdą w nocy i wyrzynając nas w pień, przyłączą Przemyśl do ukraińskiego państwa. Tak myśli wielu. Na takim strachu wielu lokalnych polityków dorobiło się karier, które trwają do dziś. Czemu właśnie tam? Nie zaś w Krośnie, Sanoku, Lublinie?

Przemyśl jest miastem specyficznym. O ile centrum było przed rokiem 1945 zaludnione głównie przez Polaków, to przedmieścia i wioski położone na wschód od niego zamieszkiwali w dużej mierze Ukraińcy. Stąd wśród skrajnych nacjonalistów we Lwowie można doszukiwać się chęci przyłączenia ziem za Sanem do Ukrainy. Jest to rzecz jasna tak prawdopodobne, jak przekazanie nam Wilna albo oddanie Wrocławia Niemcom, nie przeszkadza to jednak zbijać na takich obawach politycznego kapitału. Dodatkowo po akcji „Wisła” przygraniczne wsie zostały zaludnione przez Polaków wysiedlonych z ziem ukraińskich, cerkwie zamieniono na kościoły katolickie, cyrylica bezpowrotnie zniknęła. Strach natomiast trwa do dziś, o czym świadczą chociażby ciągłe przepychanki w sprawach odzyskiwania przez naszych sąsiadów utraconego po wojnie mienia (głośna w latach dziewięćdziesiątych sprawa kościoła Jezuitów w Przemyślu, który ostatecznie został podarowany przez Jana Pawła II Cerkwi i przekształcony w katedrę greckokatolicką). Dlaczego?

Z tekstów Pawła Smoleńskiego – który nawet nie stara się ukrywać, że stoi po stronie Ukraińców – wyłania się prosta teza: w byłym województwie przemyskim wszystkim jest na rękę kojarzenie tego regionu z okrucieństwem Ukraińskiej Powstańczej Armii bądź, jeśli ktoś zechce zagłębiać się w najnowszą historię Przemyśla, tłumaczenie się amnezją. Polityczna i społeczna propaganda osiągnęły sukces, bo Przemyśl wrzucany jest do jednego worka z Wołyniem. Mówi się tu o rezunach topiących dzieci w studniach, okaleczających kobiety, odcinających ręce ofiarom i tak dalej. Nie ma nic o winie Polaków. Winie? Zakpi zapewne większość z oburzeniem. A jednak, bo o ile na Wołyniu zginęło według dzisiejszych szacunków około czterdziestu tysięcy Polaków, to w granicach dzisiejszej RP niecałe 600. Ilu Ukraińców zamordowano na Podkarpaciu? Najniższa znana nam liczba to sześć tysięcy. Smoleński odwiedza miejsca, w których doszło do polskich odwetów i gdzie wymordowano niewinnych Ukraińców (w tym kobiety i dzieci), pisze o Łemkach wysiedlonych tylko w imię odpowiedzialności zbiorowej. Przedstawia współczesną Antygonę (Pochówek dla rezuna), która po ponad pół wieku nie może pochować swojego męża (żołnierza UPA).

Reportażysta odwiedzał Przemyskie w latach dziewięćdziesiątych, kiedy mocne były wzajemne animozje (walka o mienie, narodowe wiece, nazywanie dziennikarzy dążących do pojednania per „kryptoukraińcy”). Czy dziś jest lepiej? Po karnawale pomarańczowej rewolucji zniknęły co prawda z przemyskich murów malunki przedstawiające ukraińskie symbole zawieszone na szubienicach, zaś wielu moich ukraińskich przyjaciół zaczęło chodzić po ulicach w tradycyjnych wyszywankach, ale wystarczył kolejny konflikt zakończony oddaniem sąsiadów kamienicy na przemyskim rynku, aby jeden z prawicowych posłów zaczął protest głodowy, a kończący kadencję Wiktor Juszczenko ostentacyjnie nie spotkał się z prezydentem Przemyśla. Niby wszystko zmierza ku pojednaniu, a jednak między Polakami a Ukraińcami nie wszystko zostało wyjaśnione i szybko nie będzie.

Problem w tym, że nie ma w tym regionie szczęścia do rządzących. Z jednej strony urzęduje tam konserwatywny arcybiskup Józef Michalik, który zasłynął słynnym: „Niech Żyd głosuje na Żyda, Polak na Polaka”. Z drugiej – od 1989 roku rządzący raczej nie kwapili się do pojednania, wiedząc, że nie przysporzy im to głosów. Rolę pojednawczą zawsze w Przemyślu spełniały instytucje kulturalne (amatorski teatr, festiwale i koncerty organizowane przez oba państwa). Paweł Smoleński, przyjechawszy nad San, patrzy na to wszystko z wyższością, jakby chciał wprost zapytać: „Co wy chcecie od tych biednych Ukraińców?”. To jedyny zarzut, jaki mam do tych tekstów. Zrozumienie może nastąpić, kiedy reportażysta postawi się po obu stronach. Tak zrobił autor w tekście Miało być cicho i spokojnie, gdzie przeciwstawia dwa konserwatywne stanowiska (polskie i ukraińskie).

Trudno mi jednak bronić samych przemyślan przed skądinąd słusznymi zarzutami Smoleńskiego. Może potrzeba czasu? Może bohaterowie tych tekstów muszą dożyć swoich dni. Może pięćdziesięciu lat propagandy nie da się wyplewić w lat dwadzieścia? W Przemyskiem, mimo wielu głosów próbujących wmówić społeczeństwu coś przeciwnego, duchy przeszłości nigdy nie straszyły. Jest tu wielu ludzi, którzy już dawno zapomnieli o wzajemnych krzywdach i próbują budować wspólną przyszłość (choćby organizując najróżniejsze festiwale, o czym pisałem wcześniej). Niestety negatywni bohaterowie książki Smoleńskiego krzyczą najgłośniej, przez co najlepiej ich widać na arenie kraju, na szczęście jest ich coraz mniej.

Łukasz Saturczak jest doktorantem na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Autor powieści Galicyjskość, która we wrześniu ukaże się także po ukraińsku (tłumaczenie Taras Prochaśko) w kijowskim wydawnictwie Tempora.

Paweł Smoleński, Pochówek dla rezuna, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.

Powrót
Najnowsze

Brudna perła Finlandii. Sprawa Airiston Helmi a relacje fińsko-rosyjskie

12.11.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Spotkanie z Wojciechem Góreckim

07.11.2018
NEW
Czytaj dalej

Konkurs dla prenumeratorów na 10-lecie NEWu

07.11.2018
NEW
Czytaj dalej

Do Polaków. Cały wiek polsko-ukraiński: nie pierwszy i nie ostatni

07.11.2018
Ukraińcy – obywatele Rzeczypospolitej Polskiej
Czytaj dalej

10-lecie NEW

31.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Warszawskie spotkanie z Marceliną Szumer-Brysz

29.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu