Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosyjskie przedwiośnie
2011-12-14
Stanisław Szypowski
W minioną sobotę na moskiewskie ulice wyszło ponad trzydzieści tysięcy Rosjan niezadowolonych z wyników wyborów do Dumy Państwowej, przeprowadzonych 4 grudnia. Podobne wiece odbyły się w piętnastu największych miastach Rosji, a także za granicą między innymi w USA i Wielkiej Brytanii. Zapowiedziana poprzez Facebook na 24 grudnia manifestacja zyskała już ponad trzynaście tysięcy zwolenników.

Ludzie, którzy zebrali się na największej w Rosji od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku manifestacji, oprócz unieważnienia wyborów domagali się zakończenia rządów „suwerennej demokracji” Władimira Putina, która według nich w znacznym stopniu ogranicza prawa elektoratu, szczególnie dostęp do środków informacji masowej, a także wolność słowa. Te dwa postulaty – unieważnienie wyników wyborów i koniec rządów Putina – były jedynymi hasłami, co do których zebrani byli zgodni. Nawet organizatorzy nie mogli ustalić jednolitych żądań, jakie mają wystosować wobec władzy, a także gdzie poprowadzą to nieoczekiwanie wielkie i spontaniczne skupisko ludzi. Z jednej strony można było usłyszeć nawoływanie do uczciwych wyborów, z drugiej – do zwiększenia praw dla gejów i lesbijek, gdzieś jeszcze do odrodzenia Wielkiej Rusi. Według obserwatorów, 90 procent ludzi zebranych na placu Bołotnym nie było rewolucjonistami, a jedynie obywatelami chcącymi mieć prawo wyboru, które poprzez falsyfikację zostało im odebrane. Jest to również znak ostrzegawczy dla Kremla przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się 4 marca 2012 roku. Pewne jest, że dla władzy manifestacje stały się zaskoczeniem, a wszelkie dotychczasowe kalkulacje polityczne zostały anulowane. W tym ponowny wybór Putina na prezydenta Rosji, który jeszcze dwa tygodnie temu wydawał się pewny.

Jak zauważają rosyjscy eksperci, przełomowym momentem dla wielu Rosjan była wrześniowa decyzja na zjeździe Jednej Rosji o zamianie miejscami Putina i Miedwiediewa, co przez większość zostało odebrane jako lekceważenie zdania elektoratu, a właściwie jego oszukanie. Jak zauważa Masza Lipman z Centrum Carnegie w Moskwie, dawno było wiadomo o tym, że wielu Rosjan jest niezadowolonych z władzy, ale aktywne działanie w formie manifestacji jest czymś nowym we współczesnej Rosji. „Polityka wraca. Teraz stało się jasne, że wybory prezydenckie nie będą dla Putina lekkim spacerkiem na Kreml. W wielu momentach mogą okazać się nieprzewidywalne. Pomimo jego zwycięstwa niezadowolenie wśród obywateli nie zniknie i będzie przynosić kolejne niespodzianki” – stwierdza Lipman.

Policja nie przeszkadzała i nie blokowała manifestacji, a wszystkie państwowe programy relacjonowały wydarzenia w Moskwie. Prezydent Dmitrij Miedwiediew na Facebooku, oświadczył o swoim poparciu dla wolności zgromadzeń, choć nie zgadza się z niektórymi hasłami manifestantów. Jednocześnie polecił Komitetowi Śledczemu przeprowadzenie dochodzenia we wszystkich zgłoszonych przypadkach naruszeń wyborczych, które wykryto w trakcie wyborów do Dumy.

Premier Putin, milcząc od czasu protestów, przekazał za pośrednictwem swojego rzecznika prasowego Dmitrija Pieskowa, że jest przeciwny ponownemu przeliczeniu głosów. „Jeśli nawet uwzględnimy wszystkie dowody dotyczące naruszeń, to przeliczonych głosów nie będzie więcej niż 0,5 procent ogólnej liczby oddanych głosów. A to w żaden sposób nie wpłynie na ogólny wynik głosowania” – przekazał Pieskow.

Miliarder Michaił Prochorow – trzeci na liście najbogatszych Rosjan według „Forbes’a”; liberał wygnany we wrześniu z rosyjskiej sceny politycznej i zmuszony do odejścia z partii Słuszna Sprawa po tym, jak sprzeciwił się kremlowskim kuratorom i zapowiedział zbyt liberalne reformy systemu władzy – ogłosił w poniedziałek na konferencji prasowej w Moskwie, że będzie konkurował z Putinem w wyborach prezydenckich w marcu.

W reakcji na ostatnie wydarzenia, założenie liberalnej partii zapowiedział były minister finansów Rosji Aleksiej Kudrin, uznawany za wybitnego finansistę i bezwzględnego strażnika budżetu państwa, który odszedł z rządu po tym, jak wyraził nieprzychylne stanowisko wobec prezydenckich planów zwiększenia budżetu na wojsko.

Eksperci zauważają, że manifestacja w Moskwie obnażyła słabości „suwerennej demokracji” i dała odwagę do konsolidacji środowiskom wcześniej będącym w opozycji do władzy, ale niemającym odwagi do otwartej krytyki dotychczasowego systemu. Jednocześnie swoisty coming out rosnącej klasy średniej, a także ewidentna niemoc konsolidacji dotychczasowych liderów opozycji – takich, jak Borys Niemcow, Garri Kasparow, Eduard Limonow czy Grigorij Jawliński – pokazuje, że znaczna część elektoratu rosyjskiego po prostu nie ma swojej partii i swojego lidera. Stąd wielu ekspertów zapowiada, że w najbliższym czasie pojawi się więcej inicjatyw, podobnych do tych założonych przez Prochorowa i Kudrina.

Większość obecnych na manifestacji nie należy do żadnej partii czy organizacji politycznej. Byli to młodzi wykształceni Rosjanie między osiemnastym a trzydziestym piątym rokiem życia. Przyciągnęły ich nie polityczne nawoływania opozycji, ale zwykła „alchemia portali społecznościowych”, które dały odwagę młodym ludziom, aby zebrać się i wyjść na ulice. Socjolodzy zwracają uwagę, że paradoksalnie protestować wyszli Rosjanie, którzy są zwycięzcami rosyjskiej transformacji, beneficjentami socjalnej stabilności i względnego dobrobytu, jaki zapanował w Rosji właśnie za rządów Putina. Ich frustracja i sprzeciw skoncentrowały się na reżyserowanych przez Kreml wyborach, samowoli biurokratów, korupcji w strukturach władzy i ograniczonych środkach informacji masowej. Według ekspertów, nie jest to stan rewolucyjny, a już na pewno nie przypomina „arabskiej wiosny”, choć w przypadku braku reakcji i wzmocnienia poczucia przedmiotowego traktowania elektoratu, frustracja społeczna może się przerodzić w stan przedrewolucyjny, a nawet rewolucyjny.

„Warto zwrócić uwagę, że obecni na manifestacji ludzie nie byli robotnikami ani emerytami czy studentami. To była klasa średnia: menedżerowie, profesjonaliści, ludzie zamożni i zarabiający więcej niż większość Rosjan” – zauważa dziennikarka „Echo Moskwy” Julia Latynina. „Oni nie chcą krwi, rewolucja dla nich jest czymś nieznanym i przerażającym. Oni chcą spokojnego przejścia do normalnych rządów. Jeśli ekipa rządząca chce przetrwać i zapobiec rewolucji, powinna pozbyć się Putina i zawrzeć sojusz z tymi ludźmi” – stwierdza dziennikarka.

Również Prochorow uważa, że autorytaryzm w stylu Putina może doprowadzić Rosję do nacjonalistycznej lub narodowo-bolszewickiej rewolucji. „Wyniki wyborów dały nam parlament, gdzie dominuje lewica. Jeśli zrealizują choć połowę swoich obietnic, to nawet tak duży kraj jak Rosja zbankrutuje. Ja dokonałem wyboru [będzie konkurował z Putinem w wyborach prezydenckich – przyp. autora], a teraz powinna wybrać Rosja”.

Dyrektor Instytutu Globalizacji i Ruchów Obywatelskich Borys Kagarlicki zwraca uwagę, że ruch, który doprowadził do manifestacji w Moskwie, prawdopodobnie nie zachowa impetu, gdyż jego liderzy są poróżnieni, a postulaty niejednoznaczne. „Jednak otworzyło to drzwi dla miliona ludzi, którzy w poradzieckiej Rosji byli na przegranej pozycji” – zauważa Kagarlicki. „Jeśli władza nie zrobi czegoś nadzwyczaj głupiego – czego nie można wykluczyć – koalicja [organizatorów manifestacji – przyp. autora] prawdopodobnie nie będzie zdolna do dalszych działań” – mówi. Kagarlicki dodaje, że jest to typowa reakcja społeczeństwa, kiedy ludzie nie chcą żyć jak dotychczas, a władza nie może rządzić starymi metodami, co skutkuje nagłym wzrostem politycznej aktywności mas. O sile tej grupy zadecydują – jak twierdzi Kagarlicki – najbliższe miesiące i zapowiadane manifestacje, których apogeum może przypaść na marzec tuż po prezydenckich wyborach.

Według ekspertów, grudniowe manifestacje nie oznaczają końca rządów Putina, który zdystansował się od kompromitującej się Jednej Rosji i może podjąć pewne kroki, by zwiększyć swoją polityczną atrakcyjność. Ekipa rządząca na Kremlu nadal ma w garści wszystkie środki umożliwiające efektywne kierowanie państwem.

Życie polityczne Putina nie będzie teraz łatwe, jego gwiazda gaśnie, a on powoli traci polityczny monopol w Rosji, jednak nie jest to jeszcze dla niego koniec. Owszem, stracił w oczach wielu Rosjan, ale póki co, nie wiadomo, kto w Rosji jest w stanie go zastąpić. Może kolejne manifestacje rosyjskiej klasy średniej wyniosą na piedestał nowego lidera? Pewne jest jedno – w Rosji zaczęło się przedwiośnie.

Stanisław Szypowski

Polecamy inne artykuły autora: Stanisław Szypowski
Powrót
Najnowsze

Wybory prezydenckie na Białorusi: dzień przed wybuchem?

07.08.2020
Maxim Rust
Czytaj dalej

Przed wyrokiem. Sprawa Dmitrijewa

21.07.2020
Czytaj dalej

Niewidzialni Inni

20.07.2020
Anton Saifullayeu Tadeusz Giczan
Czytaj dalej

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu