Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Dwadzieścia lat rosyjskiej państwowości
2011-12-26
Dmitrij Babicz
Okres noworoczny będzie dla Rosji szczególnym czasem. Obchodzone będą wtedy dwie ważne rocznice. 862 rok to oficjalna (chociaż głównie symboliczna, nieoparta na solidnych materiałach źródłowych) data założenia średniowiecznego państwa wschodniosłowiańskiego Rusi Kijowskiej. Natomiast dwadzieścia lat temu, w nocy z 31 grudnia 1991 na 1 stycznia 1992 roku, na Kremlu opuszczono czerwony sztandar sowiecki. Narodziło się nowe niepodległe państwo – Federacja Rosyjska.

Mamy zatem dwie daty: sprzed ponad tysiąca lat i sprzed dwudziestu lat.

Oceniając minione dwadzieścia lat, my, Rosjanie, bardzo często powracamy do tego Nowego Roku i zadajemy sobie pytanie, czy można było tego uniknąć. Czy upadek Związku Radzieckiego był dla nas zły, czy dobry? I czy historia mogła się potoczyć jakimiś innymi, mniej bolesnymi torami?

Trudno chyba byłoby znaleźć w Rosji dwie osoby, które jednakowo patrzyłyby na wszystkie stadia tego bardzo skomplikowanego procesu – rozpadu Związku Radzieckiego. De facto w tym samym okresie nastąpiły dwa różne procesy. Jednym z nich była demokratyzacja totalitarnego społeczeństwa, żyjącego w Związku Radzieckim do połowy lat osiemdziesiątych XX wieku. Proces ten obejmował przywrócenie własności prywatnej i wolności prasy, usankcjonowanie opozycji. Była to niewątpliwie pozytywna tendencja, która postępowała w wolniejszym tempie również po 1991 roku. Wciąż zbieramy liczne owoce tego procesu (rosnąca stopa życiowa wielu Rosjan, większa różnorodność mediów i innych produktów). Równolegle toczył się znacznie bardziej krwawy i kontrowersyjny proces – rozpad wielkiego kraju, najpierw znanego jako Imperium Rosyjskie, a potem Związek Radziecki. Ten długi i bolesny proces nie dobiegł jeszcze końca i przyniósł wiele szkód. Wojny w Górskim Karabachu, Mołdawii, Gruzji i samej Rosji odzwierciedlają potencjał konfliktu zawarty w tym procesie.

Pozytywnym aspektem tych wydarzeń był wzrost świadomości narodowej Rosjan. Po raz pierwszy w naszych dziejach zbudowaliśmy państwo, w którym Rosjanie stanowili 80 procent ludności.

Droga do demokracji w nowym państwie okazała się jednak znacznie trudniejsza, niż przewidywali optymiści w 1992 roku. Problem polegał na tym, że wydarzenia w 1991 roku były „rewolucją burżuazyjno-demokratyczną”, jak sowieckie podręczniki określały podobne zjawiska w innych krajach. Niestety nasza rewolucja była w znacznie większym stopniu burżuazyjna niż demokratyczna. Nowy prezydent Borys Jelcyn – od 1991 roku – i jego przyjaciele miliarderzy (Borys Bieriezowski, Michaił Chodorkowski, Władimir Gusiński) szybko uświadomili sobie, że mogą zdobyć ogromny majątek w Rosji, bez przenoszenia się do nieznajomych krajów zachodnich. Wystarczyło przejąć dawną własność sowiecką (kopalnie niklu, syberyjskie szyby naftowe i pola gazowe, państwowe mieszkania w Moskwie i tak dalej), żeby osiągać z niej zyski, które trwoniło państwo sowieckie. Przystąpiono więc do prywatyzacji. Była to porażka dla państwa i wielki sukces dla burżuazyjnych rewolucjonistów, którzy szybko przerodzili się w rosyjską klasę rządzącą. Warunki przetargów zdumiewały zachodnich ekspertów, ponieważ były niekorzystne dla państwa i bardzo korzystne dla burżuazyjnych kupujących.

A zatem burżuazyjny aspekt rewolucji powiódł się, ale nie można tego samego powiedzieć o aspekcie drugim – demokratyzacji. Tak zwani rosyjscy liberałowie szybko zdali sobie sprawę, że wprowadzenie neoliberalnych reform tak naprawdę jest łatwiejsze bez demokracji. Ziaren nowego autorytaryzmu nie zasiał Władimir Putin, lecz cała klasa rządząca. Zakiełkowały już za drugiej kadencji Jelcyna (1996-1999), a za Putina proces ten stał się bardziej zorganizowany i zyskał własną logikę.

Jednakże twardy sposób zarządzania krajem przez Putina, który kierował Rosją jak wielką spółką, ograniczał się tylko do pewnych obszarów rzeczywistości. Przemoc i długie wyroki więzienia dotykały tylko skrajnie agresywnych „wrogów państwa” – na przykład skinów morderców. Jeśli chodzi o rosnącą w siłę rosyjską klasę średnią, to początkowo była zadowolona z „burżuazyjnej” strony równania. Rosyjska klasa średnia zaczęła się domagać demokracji dopiero niedawno, podczas protestów przeciwko fałszerstwom w wyborach do Dumy. I właśnie z tego powodu te protesty są tak interesujące.

Kiedy do aspektu „burżuazyjnego” przyłączy się „demokratyczny”? Odpowiedzi na to pytanie poszukują wszyscy analitycy. Pomińmy optymistyczny scenariusz i przyjrzyjmy się argumentom pesymistów.

Czy czarny scenariusz może się ziścić i czy Rosja może powrócić do autorytaryzmu, w jakiejś formie odbudowując Związek Radziecki? Czy to miał na myśli Putin, kiedy zaproponował ostatnio stworzenie Unii Euroazjatyckiej? Nie sądzę.

Po pierwsze, Putin nie jest taki głupi, aby sobie wyobrażać, że posiada środki potrzebne do budowy Związku Radzieckiego 2.0. Po drugie, cele Putina są czysto ekonomiczne – dawne sowieckie życie nie budzi w nim nostalgii. Putin chce tylko usprawnić handel i współpracę między Rosją i jej sąsiadami. Ale chociaż Putin miał sporo szczęścia z „tłustymi” gospodarczo latami i zdołał zmarginalizować opozycję, to nie umiał przekonać zachodnich przywódców o uczciwości swoich zamiarów. Nieufność w stosunkach z Zachodem, a zwłaszcza z Polską, to kolejny negatywny aspekt dziedzictwa ostatnich dwudziestu lat.

Pogląd, że Rosja dąży do odbudowy Związku Radzieckiego, jest silnie zakorzeniony w twierdzach amerykańskiej i europejskiej sowietologii, ale błędny. Pogląd ten tak się upowszechnił, że słowa rosyjskich przywódców – zwłaszcza Putina – o integracji obszarów posowieckich nigdy nie są traktowane jako szczere nawet przez najpoważniejsze zachodnie media. Zawsze poddaje się je jakiejś „spiskowej” interpretacji. Dwadzieścia lat nieistnienia ZSRR niewiele przybliżyło Rosję do rozwiązania problemu zaufania.

Widoczna w ostatnim okresie poprawa stosunków Moskwy z Zachodem, a zwłaszcza relacji polsko-rosyjskich, wskazuje jednak, że czasy powoli się zmieniają. Rosja nie jest wzorem demokracji czy sukcesu gospodarczego, ale nie stanowi też zagrożenia dla świata ani najbliższych sąsiadów. Jest to korzystna zmiana w porównaniu z czasami Związku Radzieckiego.

Dmitrij Babicz jest komentatorem „RIA Novosti”.

Przełożył Tomasz Bieroń.

--
Zobacz także:
Iwona Kaliszewska Groźni obojętni

Polecamy inne artykuły autora: Dmitrij Babicz
Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu