Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rozłam bez tajemnic
2012-03-15
Tekst Michała Lubiny
W książce znajdujemy imponującą panoramę konfliktu radziecko-chińskiego. Temat  ukazano   szeroko: nie skupiono się wyłącznie na przełomowych latach 1959-1964, ale omówiono również wydarzenia lat pięćdziesiątych, kiedy w Pekinie śpiewano „dziś Związku Radzieckiego to jutro Chińskiej Republiki Ludowej”, ale tak naprawdę wcale lao maozi („włochatych”, czyli Rosjan) nie kochano. Lorenz Lüthi przedstawia kolejne fazy narastającego konfliktu, umiejscawiając go w kontekście polityki wewnątrzchińskiej. Co warte podkreślenia, na sytuacji w Państwie Środka skupia się w większym stopniu niż na wydarzeniach toczących się w Kraju Rad. I dobrze robi, bowiem to głównie sytuacja w Chinach wpływała na stosunki Moskwy i Pekinu. 
Na plus należy autorowi również zapisać ukazanie tła wojny indochińskiej oraz tego, w jaki sposób Wietnam znalazł się w potrzasku sporów wewnątrz obozu socjalistycznego. Pozwala to czytelnikowi zrozumieć między innymi późniejszy sojusz wietnamsko-radziecki i wojnę chińsko-wietnamską z 1979 roku.

Przede wszystkim rzetelność
Lüthi – szwajcarski historyk, pracujący w USA i Kanadzie – został za tę książkę obsypany nagrodami. Jak na badacza z prawdziwego zderzenia przystało, znakomicie odrobił „zadanie domowe”, przede wszystkim gruntowanie przetrząsając archiwa, również te do tej pory nieopracowane. Dzieło nabrało dzięki temu wartości. 
Im dłużej czyta się tę książkę, tym większego szacunku nabiera się do autora. Zdecydowana  większość przypisów to źródła pierwotne, przy małej liczbie odnośników do innych prac. Lüthi nie chciał pisać tego samego po raz kolejny, dawać wiarę innym badaczom: postanowił sam wszystko zweryfikować. Naukowiec z prawdziwego zdarzenia. 
Profesjonalizm Lüthiego utrudnia krytykom pracę: dzięki świetnemu udokumentowaniu swoich tez czarno na białym pokazuje, że to Mao Zedong doprowadził do rozłamu, poświęcając stosunki radziecko-chińskie na rzecz wewnętrznej walki o władzę w Komunistycznej Partii Chin. Chciał pokonać swoich politycznych rywali: przede wszystkim Liu Shaoqi i Deng Xiaopinga. Nie potrafiąc tego dokonać za pomocą polityki wewnętrznej, sprowokował szereg wydarzeń międzynarodowych, aby poprzez radykalizację nastrojów dopiąć swego. 
Intrygi Mao przyniosły spodziewany rezultat i doprowadziły do ważnych procesów. Lüthi pokazuje, że gdyby nie rozłam chińsko-radziecki, nigdy nie doszłoby do rewolucji kulturalnej, której podstawowym celem było odzyskanie supremacji przez Mao dzięki czystce w szeregach towarzyszy. Po lekturze tej książki nie można mieć żadnych wątpliwości, że choć i Sowieci nie byli święci, to wina za klęskę sojuszu Moskwy i Pekinu spoczywa przede wszystkim na barkach Mao Zedonga, „tego starego kalosza” (jak nazywał go Nikita Chruszczow).

Nic śmiesznego
Nie znaczy to jednak, że należy zgodzić się ze wszystkimi tezami autora. Jak w każdej książce,
i tu znalazły się wpadki. Szczególnie jeden wątek wydaje się, oględnie mówiąc, trudny
do obronienia. Chodzi o akcentowany pogląd, że jedną z kluczowych przyczyn rozłamu radziecko-chińskiego była ideologia. Lüthi wyraźnie obstaje przy takiej interpretacji historii: eksponuje ją na początku książki, powtarza w kolejnych podsumowaniach rozdziałów i wreszcie
w zakończeniu. Jakby chciał podkreślić, że jest to jego autorski wkład w historiografię radziecko-chińską. Wysuwając taką tezę, nie zgadza się z rosyjskimi i polskimi badaczami, którzy twierdzą – według mnie, słusznie – że ideologia była dla Mao tylko parawanem, za którym kryły się partykularne interesy narodowe Chin. Oczywiście, Lüthi jako historyk ma pełne prawo
do samodzielnej interpretacji przeszłości, jednak z przytoczonych przez niego dokumentów,
a nawet jego własnych konkluzji, wynika coś przeciwnego do wyjściowej tezy autora. 
Lüthi napisał Chiny-ZSRR… językiem beznamiętnym, zdystansowanym, zobiektywizowanym
i wymagającym. Autor nie próbuje nadać dziełu wymiaru atrakcyjnego dla szerszego czytelnika, a nawet ma się wrażenie, że celowo tego nie robi. Również fragmenty, które same w sobie są błyskotliwe i świetnie nadają się na odświeżające lekturę anegdoty (jak chociażby epitety krążące między Chruszczowem a Mao czy radziecko-chińskie polemiki), Lüthi przedstawia tak, jak gdyby były sprawozdaniami z posiedzeń KC. To, co inni autorzy wyeksponowaliby dla nadania książce polotu i uczynienia jej bardziej przystępną dla odbiorcy, szwajcarski historyk jakby celowo ukrywa, zamiata pod dywan. W efekcie dostajemy pozycję wymagającą
od czytelnika wiele wysiłku, by nie powiedzieć samozaparcia. 
Książka Lüthiego, będąc wiarygodnym i najlepiej udokumentowanym świadectwem rozłamu radziecko-chińskiego, stanie się bez wątpienia pozycją obowiązkową dla każdego zainteresowanego tym zagadnieniem, nawet mimo pewnych niedociągnięć, które nie umniejszają wartości dzieła. Jego znaczenie bowiem opiera się przede wszystkim na materiale dokumentalnym, który mówi „sam za siebie”. Stąd też żywiąc do autora zasłużony szacunek,
a nawet podziw za tę pracę, powinno się czytać krytycznie, ale z pewnością czytać, czytać
i jeszcze raz czytać.



Michał Lubina

Lorenz Lüthi, Chiny-ZSRR. Zimna wojna w świecie komunistycznym, tłum. Józef Pawłowski, Katarzyna Urban-Pawłowska,  Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2011. 

Powrót
Najnowsze

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu