Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Phenian patrzy na Moskwę
2012-04-13
Nicolas Levi
W czasach jelcynowskich Koreańczycy z północy byli niemile widzianymi gośćmi na Kremlu: nigdy wcześniej ani później dwustronne relacje nie ochłodziły się do tego stopnia. Czasy się zmieniły, ekipa na Kremlu również, i rosyjskiej ekipie demokratów-reformatorów bliżej było już do… Korei Południowej. Rosja nie była już, jak wcześniej Związek Radziecki, głównym partnerem gospodarczym Korei Północnej. Wraz z rozpadem imperium sowieckiego Moskwa upomniała się o spłatę długów i coraz głośniej zaczęła przebąkiwać o potrzebie kontroli północnokoreańskiego programu nuklearnego. 
Inny pomysł na ułożenie stosunków z reżimem północnokoreańskim miał Władimir Putin. Niedługo po objęciu urzędu jako pierwszy zachodni przywódca złożył oficjalną wizytę w Phenianie. Współpraca kwitła, wymiana handlowa również, a jej wartość zbliża się obecnie do tej z czasów radzieckich. Wystarczy spojrzeć na liczby: o ile przed rozpadem państwa sowieckiego wartość wymiany handlowej wynosiła prawdopodobnie miliard dolarów, tak na końcu rządów Borysa Jelcyna spadła do zaledwie 70 milionów, aby po 2000 roku ponownie poszybować w górę osiągając dziś wartość 800 milionów dolarów. Rosja eksportuje do państwa Kim Dzong Una przede wszystkim ropę naftową, aby zagwarantować Korei Północnej bezpieczeństwo energetyczne (65% eksportu) oraz produkty stalowe (10%). 
Rosja stała się oknem na współczesny świat dla Korei Północnej. Jest jedynym zachodnim krajem z którym Korea Północna na większą skalę współpracuje i który ma przynajmniej ograniczony wpływ na północnokoreańskie elity. Rola Moskwy na półwyspie jest niestety bardzo często lekceważona i za mało doceniana. Phenian zdaje sobie sprawę z tego, że potrzebuje Rosję znacznie bardziej niż Rosja potrzebuje Koreę Północną.
Kilka miesięcy temu na czele Korei Północnej stanął młody przywódca, który nie jest bezpośrednio powiązany z Rosją. Nie studiował tam w odróżnieniu od innych istotnych przedstawicieli elit północnokoreańskich (takich jak Czang Song Thaek i Kim Kyung Hee), nie urodził się w Rosji (w przeciwieństwie do swego taty i poprzedniego przywódcy, Kim Dzong Ila), nie mówi po rosyjsku (w odróżnieniu od swego brata Kim Dzong Nama), nie był agentem sowieckim (w przeciwieństwie do swego dziadka Kim Ir Sena, założyciela Korei Północnej). Dlatego Kim Dzong Un będzie traktować Rosję wyłącznie instrumentalnie, a nie sentymentalnie tak jego ojciec, który lubił przebywać w tym kraju. 
Elity północnokoreańskie zdają sobie sprawę, że muszą liczyć na wsparcie Federacji Rosyjskiej, ponieważ Phenian jest na skraju bankructwa: pomoc gospodarcza jest czynnikiem, który sprawia, że Koreańczycy z północy będą dążyli do pogłębiania współpracy z Rosją. W odróżnieniu od nowego przywódcy Kim Dzong Una, elity są także powiązane sentymentalnie z Rosją. De facto rządzący obecnie w Korei Północnej Czang Song Thaek studiował w Moskwie, gdzie poznał swoją obecną żonę i ciocię Kim Dzong Una, Kim Kyung Hee. Ta para zna znaczenie Rosjan i osobiście zajmuje się interesami firm rosyjskich w Korei Północnej. Politycy, którzy od niedawna odpowiadają za gospodarkę (Ri Ryong Nam, Pak Song Kil) coraz częściej odwiedzają Rosję aby nakłonić tamtejszy biznes do inwestowania na północy półwyspu koreańskiego. Głównodowodzący wojskami są także mocno przywiązani do Rosjan: wierchuszka Koreańskiej Armii Ludowej zdobywała wykształcenie właśnie u północnego sąsiada. Dotyczy to między innymi Kim Dżong Czun (studiował w Akademii Wojskowej im. M. Frunze w Rosji), O Kuk Ryol (osobisty doradca Kim Dzong Una, studiował w Związku Radzieckim, mówi biegle po rosyjsku). Nie możemy także zapominać o tym, że w akademiach wojskowych Korei Północnej wykładają rosyjscy specjaliści. 
Co przerażające, współpraca Moskwy z Phenianem nie ogranicza się tylko do kontaktów gospodarczych czy wojskowych. Około 10 tysięcy Koreańczyków z północy, zmuszanych przez północnokoreańskie władze, pracuje w Rosji w obozach pracy, aby spłacić dług Korei Północnej wobec Federacji Rosyjskiej. Obecnie obozy są lokalizowane na rosyjskim Dalekim Wschodzie, gdzie Koreańczycy pracują na okrągło przez cały rok (mają tylko dwa dni wolne w skali roku). Niestety wszystko wskazuje na to, że takich obozów pracy przymusowej będzie w Rosji powstawało coraz więcej ponieważ dług północnokoreański wynosi prawie 4 miliardy dolarów. 

Nicolas Levi jest analitykiem ds. koreańskich przy Centrum Studiów Polska Azja oraz doktorantem w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

Polecamy inne artykuły autora: Nicolas Levi
Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu