Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zamachy na Ukrainie – kilka hipotez
2012-04-28
Andrzej Szeptycki

Pomijając gospodarczo-przestępcze hipotezy, można wskazać cztery czynniki o charakterze politycznym, które należy brać pod uwagę, analizując ostatnie wydarzenia na Ukrainie.

Po pierwsze – wybory parlamentarne zaplanowane na październik 2012 roku, które będą dla rządzącej od ponad dwóch lat ekipy pierwszym ważnym testem politycznym. Według najnowszych badań opinii publicznej zjednoczona opozycja (Batkiwszczyna Julii Tymoszenko i Front Zmian Arsenija Jaceniuka) mogłaby otrzymać więcej głosów niż Partia Regionów[1]. Nie są to pomyślne wiadomości dla Wiktora Fedorowicza. Optymistyczny scenariusz zakładał, że wybory przebiegną względnie spokojnie, a naruszenia standardów demokratycznych będą miały relatywnie ograniczony charakter. Partia Regionów odniosłaby wówczas niewielkie zwycięstwo lub nieznaczną porażkę, a następnie – tak jak Leonid Kuczma w 2002 roku – dzięki dostępnym instrumentom politycznym i finansowym sformuje proprezydencką większość w Radzie Najwyższej.

Taki scenariusz zakładał, że rządząca ekipa zachowa zimną krew. Otoczenie Wiktora Janukowycza mogło jednak stracić wiarę w siebie i podjąć bardziej zdecydowane działania, mające na celu zabezpieczenie jej pozycji na Ukrainie. W tym kontekście zamachy mogą odegrać podwójną rolę. Po pierwsze, mogą służyć konsolidacji społeczeństwa wokół władzy i dyskredytacji jej przeciwników, tak jak to miało miejsce w przededniu wyborów prezydenckich w Rosji w 2000 roku. Taka hipoteza wymagałaby jednak istnienia na Ukrainie wyraźnie zdefiniowanego wroga wewnętrznego, któremu można by przypisać zamach. A takiego brakuje. Dlatego – po drugie – bardziej prawdopodobne wydaje się, że zamachy mają raczej służyć odsunięciu wyborów w czasie i/lub ograniczeniu swobód obywatelskich, co umożliwiłoby lepsze „przygotowanie wyborów”. W realizacji obu tych celów mogłoby pomóc wprowadzenie stanu wyjątkowego. Przypomnijmy, że już raz doprowadzono do opóźnienie wyborów – pierwotnie miały się odbyć w 2011 roku.

Po drugie – sprawa Julii Tymoszenko. W mediach ukraińskich i zagranicznych wciąż obecna jest sprawa uwięzionej pani premier – ostatnio za sprawą zdjęć dowodzących, że rzeczywiście została pobita. Narasta krytyka ze strony instytucji unijnych i wybranych państw europejskich (między innymi Berlina). Do grona głośno sprzeciwiających się zaistniałej sytuacji dołączyła w ostatnim czasie też była ukraińska rzeczniczka praw obywatelskich Nina Karpaczowa. Zamachy mogłyby być próbą odwrócenia uwagi krajowej i zagranicznej opinii publicznej od sprawy Tymoszenko. Takie rozwiązanie przypomina jednak leczenie dżumy cholerą i dlatego ta hipoteza nie wydaje się szczególnie prawdopodobna.

Po trzecie - Euro 2012. Zamachy bez wątpienia uderzają w wizerunek Ukrainy. Dlatego na pierwszy rzut oka wydaje się, że w interesie obecnej ekipy nie leży dyskredytowanie własnego kraju przed mistrzostwami. Nie wiadomo jednak, czy tak do końca jest. Wiadomo, że na Ukrainę nie przyjedzie zbyt wielu turystów z Europy (warto przypomnieć, że aż trzynaście z szesnastu drużyn, biorących udział w mistrzostwach, zamieszka w Polsce; tylko trzy na Ukrainie). Część europejskich polityków rozważa bojkot mistrzostw. W meczu otwierającym Euro 2012 w Warszawie nie weźmie udziału wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Viviane Reding. W tym kontekście zamachy z punktu widzenia władz byłyby w pewnym stopniu uzasadnione. Pozwoliłyby zrzucić winę za fiasko mistrzostw na płaszczyźnie międzynarodowej na terrorystów, ponadto umożliwiłyby zwiększenie kontroli nad społeczeństwem pod pozorem zabezpieczenia Euro.

Po czwarte – Unia Europejska. Państwa europejskie, mimo narastającego sceptycyzmu wobec Ukrainy, jeszcze nie zrezygnowały ze współpracy z tym krajem. Umowa stowarzyszeniowa została parafowana. W niemieckich kręgach politycznych pojawiają się nowe głosy, mówiące że Ukrainie powinno się zaoferować perspektywę członkostwa[2]. Taki scenariusz zapewne nie odpowiada Rosji i tym kręgom politycznym nad Dnieprem, które opowiadają się za zbliżeniem z tym krajem. Może tu chodzić o ludzi kojarzonych z Dmytrem Firtaszem (Serhij Lowoczkin, Walerij Choroszkowskij), ale i o nowe postacie, mające – jak można sądzić – bliskie związki z Rosją (nowy szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Ihor Kalinin, minister obrony Dmytro Sałamatin).

W praktyce niezależnie od tego, kto stoi za wybuchami, można sądzić, że posłużą one władzom do zaostrzenia kursu wewnątrzpolitycznego. Na płaszczyźnie zewnętrznej zamachy przyczynią się do dalszej degradacji wizerunku, dowodząc, że Ukraina jest krajem nie tylko coraz bardziej autorytarnym, ale i niestabilnym wewnętrznie. Może to wpłynąć na przebieg Euro 2012, przynajmniej na Ukrainie, a w efekcie negatywnie odbić się na relacjach polsko-ukraińskich.

 

Andrzej Szeptycki jest adiunktem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprezes Towarzystwa Europy Wschodniej, stały współpracownik Nowej Europy Wschodniej



[1] http://razumkov.org.ua/ukr/pidtrymka_partij.php.

[2] http://www.forum-ekonomiczne.pl/prezentacja-raportu-otwarta-ukraina-zmiana-kursu-w-kierunku-europejskiej-przyszlosci-25-26-04-2012-berlin-barcelona/berlin-relacja-z-debat/


Powrót
Najnowsze

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu