Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kto straci na Dniepropietrowsku – Janukowycz czy Ukraińcy?
2012-05-08
Swiatosław Chomenko

Zdecydowana większość Ukraińców nie ma zresztą żadnych wątpliwości: w najbliższym czasie nie dowiemy się, kto stoi za dniepropietrowskimi wydarzeniami. Nie dowiemy się nie tylko dlatego, że funkcjonowanie służb porządkowych na Ukrainie – ogólnie rzecz biorąc – pozostawia wiele do życzenia. Również dlatego, że po prostu trudno się w tym wszystkim połapać.

 

Winnych u nas na pęczki

Oczywiście, ukraińscy tajniacy mogą bez problemu trafić na trop, który doprowadzi ich do jakiejś partii opozycyjnej czy organizacji społecznej. Rzecz jasna takiej, która nie jest zbyt lojalna wobec władzy. Do tego nie będzie potrzebna nawet pomoc zaoferowana przez białoruskich kolegów – nieco bardziej doświadczonych w takich sprawach.   

Na tym jednak nie koniec, już zaczęto bowiem przygotowywać ukraińskie społeczeństwo na taki scenariusz: premier Mykoła Azarow poinformował, że eksplozje były na rękę siłom chcącym zdestabilizować sytuację w państwie. Jednak co to za siły i gdzie ich szukać – tego niemal każdy Ukrainiec może się łatwo domyśleć. A jeśli ktoś nie wie, co Azarow miał na myśli, to wystarczy włączyć wiadomości na prawie każdym ukraińskim kanale, aby usłyszeć, że to opozycja odpowiada za wszelkie zło tego świata – od podwyżek cen artykułów spożywczych począwszy, na nieznośnych upałach, które nękały ostatnio Ukraińców, skończywszy. Teraz okazuje się, że maczali również palce w wybuchach w Dniepropietrowsku.

Szkopuł jednak w tym, że ukraińskie społeczeństwo nie „łyknie” tak po prostu reżimowej wersji wypadków. Nawet więcej: statystyczny Ukrainiec pomyśli raczej, że władza wie znacznie więcej, niż chce ujawnić.

 

Tymoszenko pod dywanem

Interesujący zbieg okoliczności: dokładnie w piątkowy poranek we wszystkich istotnych mediach internetowych pojawiły się zdjęcia siniaków na ciele Julii Tymoszenko, która miała być kilka dni wcześniej rzekomo pobita przez strażników charkowskiej kolonii karnej. Biorąc pod uwagę to, że najpopularniejszymi telewizyjnymi programami na Ukrainie są emitowane w piątkowe wieczory polityczne talk-show, władze musiały stanąć na głowie, żeby zamieść pod dywan niewygodny dla siebie temat. Kto będzie przejmował się kilkoma siniakami, kiedy w dniepropietrowskich szpitalach kilkadziesiąt osób walczy o życie?

Cyniczne podejście? Tak to już bywa na wojnie. Deputowani Partii Regionów zwołali w dniu wybuchów nadzwyczajne posiedzenie Rady Najwyższej, żeby zaprzysiąc nowego rzecznika praw obywatelskich. Poprzednia rzeczniczka Nina Karpaczewa ostatnimi czasy zbyt odważnie wypowiadała się na temat więźniów politycznych, a do tego to właśnie ona zrobiła zdjęcia siniaków byłej premier. Po jej następczyni Walerii Łutkowskiej (chodzą słuchy, że związanej z ministrem sprawiedliwości Aleksandrem Ławrynowiczem) nikt się już takich „wpadek” nie spodziewa…

 

Kiepski gospodarz

Inna krążąca w mediach wersja wydarzeń w Dniepropietrowsku również nie stawia władzy w korzystnym świetle. Chodzi o to, że trzy tygodnie temu w tym samym mieście zamordowano znanego biznesmena Giennadija Akselroda. Łatwo wobec tego dałoby się wytłumaczyć społeczeństwu, że cztery niedawne wybuchy to nic innego, jak kolejna odsłona walk mafijnych.

No dobrze, ale jednak każdy strzał i eksplozja na Ukrainie to plama na honorze jej gospodarza. W sytuacji kiepskiej kondycji gospodarczej, postępującej izolacji międzynarodowej, notorycznego ograniczania praw i wolności obywatelskich czy represjonowania opozycji, za jedyny sukces można było do tej pory uznać zagwarantowanie jako takiego bezpieczeństwa osobom nieangażującym się w politykę. Ale co można powiedzieć o bezpieczeństwie i stabilności dziś, kiedy na ulicach morduje się w biały dzień i podkłada bomby w wielkich miastach?

 

Zdestabilizowali mi państwo

Wiktor Fedorowicz wydarzenia w Dniepropietrowsku określa „próbą destabilizacji sytuacji” i obiecuje „adekwatnie zareagować”. Nie ma nawet sensu zastanawiać się, jaka będzie owa „adekwatna reakcja”. Zwiększenie budżetu organów siłowych, rozszerzenie kompetencji służb porządkowych przy jednoczesnym ograniczeniu praw samych Ukraińców w imię zapewnienia bezpieczeństwa to standardowe kroki, które w podobnych przypadkach podejmują tak zwani silni liderzy. Janukowycz w końcu również za takiego się uważa.

Problem jedynie w tym, że takie metody mogą przynieść korzyści wyłącznie na krótką metę. Owszem, na ulicach ukraińskich miast może pojawiać się coraz więcej milicji. Opozycjonistom będzie jeszcze trudniej organizować akcje protestacyjne. Władze coraz częściej będą mówić o potrzebie zjednoczenia się wokół wszechwiedzącego i wszechpotężnego prezydenta, aby zbudować państwo będące nie tylko bogatym i poważanym w świecie (wydaje się, że te określenia znudziły się nawet przedstawicielom Partii Regionów), ale również bezpiecznym.

 

Duże tarapaty

Jest jednak jeden szkopuł: kiedy za pół roku zada się Ukraińcom pytanie, jak żyje się im w janukowyczowskim państwie, władza może się mocno zdziwić. Owszem, problemy gospodarcze, z którymi obecnie boryka się Ukraina, można usprawiedliwiać światowym kryzysem. Winę za porażki w polityce zagranicznej można bez końca zrzucać na opozycję, Unię Europejską czy Rosjan – wszystko jedno. Co do wszędobylskiej korupcji i braku kwalifikacji wśród przedstawicieli rządzącej ekipy, to można udawać, że się ich nie dostrzega.

Jednak udowodnić Ukraińcom, że wybuchy na ulicach, którymi chodzą do pracy, to oznaka stabilności i bezpieczeństwa w państwie – to już wyższa szkoła jazdy.

I właśnie z tego powodu dniepropietrowskie wypadki – niezależnie od tego, kto za nimi stoi – to problem nie tyle natury kryminalnej, ile politycznej. Czy sprawią, że na łeb na szyję polecą słupki poparcia Janukowycza, który po zmianach konstytucji skoncentrował pełnię władzy w swoich rękach – niewątpliwie. Czy (i tak mocno nadszarpnięty) wizerunek Kijowa w przededniu Euro 2012 ucierpi na tej historii? Z pewnością. Czy eksplozje wpłyną na przebieg kampanii parlamentarnej? Inaczej być nie może. Czy władzy uda się wykaraskać bez szwanku z – powiedzmy to otwarcie – skrajnie trudnej sytuacji? Czas pokaże. Chciałoby się tylko wierzyć, że społeczeństwo nie będzie musiało na własnej skórze odczuwać kolejnych eksperymentów ekipy rządzącej.

 

Światosław Chomenko jest ukraińskim dziennikarzem i stypendystą Fundacji im. Lane’a Kirklanda.



Polecamy inne artykuły autora: Swiatosław Chomenko
Powrót
Najnowsze

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu