Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Jedwabny Szlak / 05.10.2026
Jakub Mirowski, Besmillah Taban

Pekin zbliża się do talibów. Chińczycy płacą za ten sojusz

W ostatnich latach w Afganistanie oraz sąsiadujących z nim krajach doszło do szeregu ataków wymierzonych w chińskich obywateli. Talibowie, którzy w 2021 roku przejęli władzę w kraju, nawiązali dobre relacje z włodarzami w Pekinie, jednak ta współpraca nie chroni Chińczyków przed przemocą – przeciwnie, czyni ich atrakcyjnym celem dla konkurujących grup terrorystycznych.
Foto tytułowe
Iftikhar Firdous /X



Posłuchaj słowa wstępnego siódmego wydania magazynu online!



19 stycznia w kabulskiej dzielnicy Shahr-e-Naw, na ulicy Sprzedawców Kwiatów, nastąpiła eksplozja. Wybuch wstrząsnął okolicą, która do tej pory wydawała się dobrze zabezpieczona. To miejsce, w którym znajduje się sporo hoteli i urzędów dyplomatycznych, tworzy tak zwaną Zieloną Strefę stolicy Afganistanu. Terroryści wybrali wyjątkowo ryzykowny cel: wysadzona chińska restauracja była oddalona o zaledwie 800 metrów od głównego posterunku stołecznej policji. Jeszcze bliżej – około pół kilometra – znajdowało się centralne biuro wywiadowcze, zaś najbliższy punkt kontrolny talibów mieścił się tylko 50 metrów od lokalu.
Pobierz magazyn ZA DARMO
Magazyn Nowa Europa Wschodnia Online
jest bezpłatny.

Zachęcamy do wsparcia nas na Patronite


W zamachu zginęło siedem osób, w tym jeden Chińczyk, a ponad 10 zostało rannych. Odpowiedzialność za atak wzięło na siebie Państwo Islamskie Chorasanu (ISIS-K), lokalny odłam tej samej organizacji, która dekadę temu ustanowiła samozwańczy kalifat na terenach Syrii i Iraku. Wybór celu bynajmniej nie był przypadkowy. W swoim oświadczeniu dżihadyści otwarcie przyznali, że chcieli zabić przede wszystkim osoby chińskiej narodowości.

Obywatele Państwa Środka nie po raz pierwszy trafili na celownik ISIS-K. W grudniu 2022 roku terroryści zaatakowali hotel, w którym przebywali Chińczycy, i ranili kilka osób. W styczniu ubiegłego roku zastrzelili pracownika z Chin, który pracował przy wydobyciu minerałów w prowincji Tachar. Do podobnych aktów, nie tylko z ręki ISIS-K, dochodziło także w sąsiednich krajach. W Tadżykistanie w ciągu trzech dni w listopadzie ubiegłego roku doszło do dwóch ataków, w których napastnicy przekroczyli granicę z afgańskiej prowincji Badachszan i zaatakowali osoby chińskiej narodowości, zabijając pięć z nich. W Pakistanie natomiast na przestrzeni ostatnich pięciu lat przeprowadzono kilka zamachów bombowych wycelowanych w Chińczyków oraz ich biznesy.

Styczniowy wybuch w Kabulu był najpoważniejszym aktem terroru wymierzonym w obywateli Państwa Środka. Odegrał także inną rolę: pokazał Chińczykom, że nawet w centrum Kabulu, w dzielnicach uznawanych za dobrze strzeżone, talibowie nie są w stanie zapewnić im bezpieczeństwa.


Dobre sąsiedztwo z talibami


To policzek dla reputacji ugrupowania od pięciu lat rządzącego Afganistanem, bo z mało którym krajem ma równie dobre stosunki jak z Chińską Republiką Ludową. Po powrocie talibów do władzy w sierpniu 2021 roku Chiny były pierwszym krajem, który umocnił relacje z nową władzą do szczebla ambasadorskiego. Od tamtego momentu Pekin wyraźnie pokazuje, że jest skłonny wspierać i współpracować z Talibanem.

– Wzajemne relacje, biorąc pod uwagę kwestie stricte dyplomatyczno-polityczne, są bardzo dobre, i od czasu przejęcia władzy przez talibów nie ma jakichś większych zgrzytów – wyjaśnia Marcin Krzyżanowski, konsul Rzeczpospolitej w Afganistanie w latach 2008–2011. – Chiny są drugim po Rosji państwem pod względem relacji z władzami talibów. Jak dotąd Rosja jako jedyny kraj w pełni uznała ich władzę, pozwalając ich ambasadorowi złożyć listy uwierzytelniające na ręce głowy państwa. Chińska Republika Ludowa jest na drugim miejscu: zaakceptowała ten rząd połowicznie – mianowicie pozwoliła przedstawicielowi talibów złożyć listy uwierzytelniające, ale na ręce ministra spraw zagranicznych.

Państwo Środka rozwija relacje handlowe i obiecuje wielkie inwestycje w Afganistanie, ma tam także swoją misję dyplomatyczną. Jej ambasada w Kabulu mieści się zaledwie o kilometr od restauracji, którą zaatakowano w styczniu. To diametralna zmiana w stosunku do pierwszego okresu rządów talibów, między 1996 a 2001 rokiem. Wtedy Chiny nie uznawały bojowników rządzących w Kabulu, a po zamachach na World Trade Center poparły amerykańską inwazję w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Od tamtego czasu zmieniły się jednak i sytuacja geopolityczna, i sam Taliban.

– Talibowie z tamtego okresu byli mocno zradykalizowaną organizacją, ale z biegiem czasu ich podejście się zmieniało. Odchodzili od wezwań do globalnego dżihadu na rzecz ograniczenia konfliktu do Afganistanu i regionu. A jednocześnie z tym, jak talibowie robili się coraz bardziej „ugodowi”, choć to oczywiście należy wziąć w duży cudzysłów, pogarszały się stosunki między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Stąd był już tylko krok od nawiązania politycznej współpracy opartej na posiadaniu wspólnego wroga – wyjaśnia Krzyżanowski.


Terroryści przeciw terrorystom


Cieniem na tym partnerstwie kładzie się jednak fakt, że nie wszyscy akceptują rządy talibów w Afganistanie. Nie mówimy tutaj nawet o sąsiednich krajach – te w większości pogodziły się ze stanem faktycznym. Nawet Tadżykistan, który uznaje Taliban za organizację terrorystyczną i oficjalnie nadal utrzymuje relacje dyplomatyczne z władzami sprzed sierpnia 2021 roku, pozwolił talibom na przejęcie afgańskiego konsulatu w Chorogu.

Zdecydowanie poważniejszym zagrożeniem dla nowej-starej administracji w Kabulu są ugrupowania islamistyczne, przede wszystkim właśnie Państwo Islamskie Chorasanu. W Afganistanie działa wiele organizacji terrorystycznych, m.in. Al-Kaida, Islamski Ruch Uzbekistanu, Dżajsz al-Adl czy separatystyczna Armia Wyzwolenia Beludżystanu, niektóre sprzymierzone z talibami, inne pozostające z nimi w otwartym konflikcie. Wśród tych drugich prym wiedzie ISIS-K. Grupa ta w ciągu zaledwie dwóch lat po upadku Kabulu w 2021 roku przeprowadziła ponad ćwierć tysiąca ataków na terenie Afganistanu, regularnie uderzając w mniejszości etniczne i religijne, np. Hazarów (tylko ta społeczność była w ostatnich pięciu latach celem ataków aż 35 razy), szyitów, sufitów czy obcokrajowców. Wśród tych ostatnich szczególnie często celem byli Chińczycy.

Nie chodzi tu wyłącznie o podważenie pozycji talibów w oczach globalnej potęgi, choć niewątpliwie jest to dla liderów ISIS-K wartość dodana. Nie chodzi także o jakąś specyficzną niechęć bojowników z tego ugrupowania do obywateli ChRL – w końcu chińskich inwestorów i pracowników jest także mnóstwo w Afryce Środkowej (kolejnym ważnym dla Państwa Islamskiego regionie), a jednak nie są tam uznawani za cele priorytetowe. W przypadku Afganistanu kluczowe wydaje się zacieśnianie współpracy między ISIS-K a Islamistycznym Ruchem Wschodniego Turkiestanu (ETIM).


Muzułmanie drugiej kategorii

ETIM to ugrupowanie łączące muzułmański fundamentalizm z ujgurskim nacjonalizmem, dążące do oderwania od Chin autonomicznego regionu Sinciang i ustanowienia na jego terenie państwa opartego na zasadach szariatu. Grupa jest aktywna od lat 90. i początkowo cieszyła się wsparciem ze strony afgańskich talibów, co było jednym z powodów, dla których Pekin poparł amerykańską inwazję w 2001 roku. Dwadzieścia lat później nowy-stary rząd w Kabulu dążył do zbliżenia z Chinami, a jednym z gestów dobrej woli było m.in. przeniesienie bojowników ETIM z przygranicznych prowincji na północnym wschodzie, takich jak Badachszan czy Tachar, do innych regionów kraju. Talibowie, mając do wyboru przychylność potężnego sąsiada ze wschodu lub poparcie ujgurskich separatystów, postawili na to pierwsze.

Wśród przebywających w Afganistanie fundamentalistów powstała więc nisza, którą ochoczo zapełniło ISIS-K. Ich ataki na Chińczyków mają zacieśniać współpracę z ETIM. Państwo Islamskie zapewnia w tym układzie dostęp do szerokiej sieci operacyjnej i propagandowej w regionie, a Islamistyczny Ruch WschodniegoTurkiestanu – swoich ludzi.

Otwarcie się talibów na Chiny stwarza także możliwość dla wrogich ugrupowań fundamentalistycznych, by podważyć ich pozycję w świecie islamu. Ujgurowie są bowiem w Państwie Środka systemowo dyskryminowani i przymusowo asymilowani, osadza się ich w obozach reedukacyjnych, rozbija ich rodziny, niszczy meczety, wymusza przyjmowanie środków sterylizacyjnych, aborcyjnych i antykoncepcyjnych. Wiele państw – np. Stany Zjednoczone, Kanada, Wielka Brytania czy Holandia – wprost uznały te działania za ludobójstwo. Tymczasem Hibatullah Achudzada, obecny emir talibów, sam określający się mianem „przywódcy wiernych” i w teorii reprezentujący całą muzułmańską społeczność, ani razu nie wypowiedział się krytycznie na temat działań Pekinu przeciwko ujgurskiej mniejszości.

Z pragmatycznego punktu widzenia trudno się tej decyzji dziwić. Chiny pompują ogromne pieniądze w Azję Środkową, gdzie ich inwestycje w 2025 roku przekroczyły 35 miliardów dolarów, wyprzedzając dotychczas dominującą tam Rosję, oraz Pakistan, gdzie od wielu lat finansują rozmaite projekty, przede wszystkim energetyczne. Talibowie, jeśli rzeczywiście planują długofalowe rządy w Afganistanie, nie mogą sobie pozwolić na scysje z Pekinem, a na kwestię ujgurską Chińczycy są mocno wyczuleni.


Wstrzymany rozwój


Inna sprawa, że chińskie inwestycje w Afganistanie napotykają na poważne przeszkody – i to nie tylko związane z obecnością konkurujących z talibami organizacji terrorystycznych.

– Chiny tak naprawdę inwestują w Afganistanie bardzo niewiele. Jeśli już pojawiają się inwestycje chińskich firm, to zazwyczaj dotyczą one sektora naftowego i gazowego. Chińczycy próbowali także rozpoczynać działalność w zakresie wydobycia metali ziem rzadkich, ale nie poczynili żadnych postępów – zresztą właśnie z tego powodu cofnięto im licencje na co najmniej dwie kopalnie na południu kraju. I te problemy nie są związane z bezpieczeństwem – mówi Marcin Krzyżanowski i dodaje:

– Wyzwaniem jest duży niedobór dwóch rzeczy, które są potrzebne w budowie przemysłu wydobywczego: energii i wody. Ich w Afganistanie brakuje, co uniemożliwia budowę większych zakładów, a mniejsze po prostu się nie opłacają. Nie ma także odpowiedniej infrastruktury drogowej ani kolei. Chińczycy w wielu przypadkach przecenili swoje siły, a realia ich przerosły, w innych zaś próbowali uzyskać licencję tylko po to, żeby zabezpieczyć złoża na bardzo daleką czy wręcz nieokreśloną przyszłość.

Przykładem inwestycji, które napotkały poważne opóźnienia, jest chociażby kopalnia miedzi Mes Aynak na południowy wschód od Kabulu. W 2024 roku, po 16 latach od podpisania kontraktu z przedstawicielami poprzedniej władzy, ruszyły prace nad rozpoczęciem wydobycia, jednak na skutek braku postępów w maju afgański minister górnictwa i ropy naftowej osobiście zgłosił swoje obawy stronie chińskiej.

Również Chińsko-Pakistański Korytarz Gospodarczy (China-Pakistan Economic Corridor, CPEC), kolosalne infrastrukturalne przedsięwzięcie obejmujące inwestycje w energetykę, koleje, drogi, porty, szpitale czy specjalne strefy ekonomiczne, do którego w ubiegłym roku dołączył także Afganistan, może budzić wątpliwości. Przez nieco ponad 10 lat (CPEC zainicjowano w pierwotnym kształcie w 2015 roku) w jego ramach zrealizowano w pełni 38 projektów z zapowiadanych 90. A wpływ tych, które udało się ukończyć, też wcale nie był rewolucyjny. Gospodarka Pakistanu zamiast się polepszyć, w czerwcu osiągnęła najwyższy poziom długu publicznego w historii. Krytycy tej inicjatywy twierdzą, że priorytetem Pekinu od początku było wzmacnianie swojej pozycji strategicznej w regionie, a nie wzajemne korzyści handlowe. Afganistan, włączony hucznie do niedawno ogłoszonego CPEC 2.0, wcale nie musi wyjść na tym projekcie lepiej.

Tym bardziej że dla przeciętnego mieszkańca kraju chińskie inwestycje na razie nie przynoszą większych korzyści. Chiny skupiają się na rozwoju wymiany handlowej, oferując ograniczoną pomoc humanitarną, która byłaby na wagę złota w kraju zmagającym się z bardzo niskim poziomem bezpieczeństwa żywnościowego oraz regularnymi klęskami naturalnymi, wzmożonymi przez zmiany klimatyczne. Pomagają natomiast rządowi talibów w sprawnej inwigilacji obywateli (w Kabulu oraz miastach na północy kraju zainstalowano co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ulicznych kamer z technologią rozpoznawania twarzy), gwarantują sobie prawa do wydobycia drogocennych surowców i szerzą własne wpływy kulturowe poprzez finansowanie mediów czy szkół językowych.


Burza na horyzoncie


Brak postępów w realizacji wielu zaplanowanych inwestycji niepokoi talibów, z kolei niemożność zapewnienia swoim obywatelom bezpieczeństwa burzy spokój w Pekinie. Trudno się jednak dopatrywać w tym przesłanek do jakiejś poważniejszej zapaści w tym nieformalnym sojuszu. Dla Chin region Azji Środkowej oraz Afganistanu i Pakistanu jest kluczowy w uzyskaniu łatwiejszego, lądowego dostępu do rynków europejskich oraz wielu cennych surowców – miedzi, cynku, uranu i innych. Dla talibów wsparcie ze strony najpotężniejszego gracza w tej części świata jest kluczowe w zapewnieniu sobie politycznej przyszłości.
Jakub Mirowski – filolog turecki, dziennikarz. Bada wpływ globalnych zmian klimatycznych na najbardziej zagrożone społeczności

Inne artykuły Jakuba Mirowskiego

Nie zmienia to jednak faktu, że zamachy na Chińczyków, takie jak ten ze stycznia, nie poprawiają wzajemnych relacji. Każdy akt terroru wymierzony w obywateli Państwa Środka zwiększa presję na talibów, którzy nie potrafią zapewnić im bezpieczeństwa. Jeśli planowane inwestycje, chociażby w ramach CPEC 2.0, ruszą pełną parą, okazji do przeprowadzania zamachów będzie jeszcze więcej. Przy zwiększonej częstotliwości ataków, rządzący obecnie bojownicy mogą w końcu zdecydować się na ostrzejszą eskalację konfliktu z Państwem Islamskim i innymi organizacjami terrorystycznymi, które nie uznały ich zwierzchnictwa. A jeśli współczesna historia Afganistanu coś nam udowodniła, to to, że ten, kto akurat rządzi w kraju, wcale nie musi mieć w takiej walce przewagi.