Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 13.08.2021
Ihar Melnikau

Druga Rzeczpospolita. Ostatni posterunek Europy

Dla mieszkańców Europy i Stanów Zjednoczonych w dwudziestoleciu międzywojennym Polska była ostatnim obrońcą zachodnich wartości na granicy z „imperium zła”. Budziło to zainteresowanie ze strony zagranicznych dziennikarzy, którzy przybywali, by pisać reportaże z polsko-sowieckiego kardonu.
Foto tytułowe

W 1934 r. graniczną stację kolejową Kołosowo odwiedził holenderski fotograf Willem van de Poll. Zrobił eleganckie zdjęcia, na których przedstawił słupy graniczne, radziecką bramę i Ekspress Mandżurski. Dzięki nim możemy sobie wyobrazić, jak wyglądał główny korytarz kolejowy z Europy do ZSRR.

W 1930 r. w niemieckojęzycznej gazecie wydawanej w Wolnym Mieście Gdańsku „Danziger Neueste Nachrichten” opublikowano artykuł, w którym anonimowy dziennikarz opisywał swoją podróż po kordonie polsko-sowieckim. Korespondent wysoko ocenił rolę Korpusu Ochrony Pogranicza jako organizacji zajmującej się rozwojem kultury wśród miejscowej ludności. Dzięki pracy KOP-u – zaznaczył w publikacji – ludność wschodnich województw Polski zmienia się w prawdziwych obywateli polskich.
Fotograf holenderski Willem van de Poll w uniformie KOP na granicy polsko - sowieckiej. (fot. Wikicommons)

„Wschodnia część województwa Poleskiego to w swej większości granica sowiecko-polska. Tutaj w torfowiskach i zaroślach leśnych przebiega granica cywilizowanej Europy. […] Poleszuki to jeden z ciekawszych typów ludzi, jakich można spotkać w Europie. Ludzie, którzy od stuleci są przyzwyczajeni do życia w trudnych warunkach nieurodzajnej ziemi, w większości zajmują się rybołówstwem i łowiectwem. […] KOP jest łącznikiem między mieszkańcami pogranicza a innymi częściami kraju. […] Następnego dnia jedziemy na linię graniczną i odwiedzając strażnicę KOP-u przekonujemy się, że jest to rozsadnik kultury europejskiej, która stąd rozchodzi się po wioskach i domach mieszkańców pogranicza. […] Wszyscy żołnierze i oficerowie KOP-u pracują dla dobra nie tylko własnego kraju, ale dla nas wszystkich mieszkających w Europie, tworząc tym samym ostatni posterunek na wschodnich rubieżach Europy” – podkreślono w niemieckim artykule.

Wieczna ucieczka z kraju Stalina

Podobna publikacja w latach 30. ujrzała światło dzienne także we francuskim miesięczniku „Je suis partout”. Jej autor bezpośrednio nazywał KOP-istów obrońcami Europy, współczesnymi krzyżakami [znamienne, że porównanie to miało dla niego jednoznacznie pozytywne konotacje – przyp. red.]. „Szeregowcy i oficerowie KOP-u są najlepszym wzorem żołnierza, prawdziwymi rycerzami honoru” – podkreślono w tekście.

Inny francuski reporter o nazwisku Fontnaud opublikował artykuł zatytułowany Wieczna ucieczka z kraju Stalina. Francuz opisywał w nim trudne warunki życia radzieckich chłopów i okoliczności, które zmusiły ich do ucieczki do Polski. „Podczas pobytu autora w jednej z polskich strażnic patrol przyprowadził trzech uciekinierów z Rosji Sowieckiej. Ludzie są szczupli, źle ubrani. «Uciekliśmy z głodu – krzyczą. – Kochani polscy panowie, zajmijcie się nami. Dajcie nam coś do jedzenia!». Dowódca patrzy na nich uważnie i zwraca się do uciekinera: «Znam cię. Byłeś tu dwa lata temu. Odesłaliśmy cię z powrotem, a ty znowu tu jesteś?». – «Panowie, na Boże miłosierdzie, Zostawcie mnie tutaj. Nie ma nic do jedzenia. Nie szanują mnie i biją. Jestem taki głodny»”.

Z rozmowy autor dowiaduje się, że uciekiner od dawna chciał zbiec z Rosji, ale bał się zrobić to sam. Nie mógł jednak znaleźć chętnych do przyłączenia się. „W Sowietach ludzie boją się mówić o ucieczce, nie ufają sobie nawzajem. «Gdyby mój najlepszy przyjaciel zaczął ze mną o tym rozmawiać, od razu zastanowiłbym się, czy mnie prowokuje. I na wszelki wypadek doniósłbym na niego władzom. Tak jest w Rosji» – zauważa uciekiner” – podkreślano w reportażu. Francuski dziennikarz opisywał ciężkie warunki życia, a więc represje i wysiedlenia na pograniczu sowiecko-polskim.

KOP – nowi krzyżacy

Oczywiście o kordonie sowiecko-polskim pisało też wiele polskich przedwojennych publikacji. Na granicy dwóch światów – tak zatytułowany był artykuł, który w 1930 r. ujrzał światło dzienne w „Kurjerze Porannym”.

Dziwne uczucie przytłacza człowieka, który po raz pierwszy znajdzie się na moście, który znajduje się nad rzeką Słucz, która dzieli nie tylko dwa państwa, ale także diametralnie przeciwne światy. Po drugiej stronie nie widać śladów życia. […] Można stać godzinami, nawet dniami i nocami, a ta strona nie pokaże żadnych oznak życia. Jedziemy na strażnicę KOP. Po drodze widzimy taką scenę: chłop, który zaorał ziemię, teraz odpoczywa, a obok niego stoi kopista i coś mu wyjaśnia, gestykulując rękami. Okazało się, że ten żołnierz jest synem właściciela majątku rolnego, wyjaśnia poleszukowi, jak orają ziemię


Wiele miejsca w artykule poświęcono działalności społecznej i kulturalnej polskich strażników granicznych na terenie województw wschodnich. „KOP, dzięki swojej ofiarnej pracy, zyskał szacunek miejscowej ludności, a to ważne, bo tak powstaje druga linia graniczna, linia obrony naturalnej przeciwko wszelkiej wrogiej propagandzie” – podkreślono w publikacji.
Korpus Ochrony Pogranicza (zdj. Facebook)

W 1935 r. w berlińskim tygodniku „Deutsche Wehr” opublikowano obszerny artykuł Polski Korpus graniczny w służbie polonizacji obszarów wschodnich. Autor publikacji dr Lesner porównywał pracę KOP-istów z działalnością krzyżaków na terenie Prus. Autor miał na myśli „cywilizacyjną” misję Korpusu Ochrony Pogranicza, który miał promować Polską politykę państwową i dążyć do „wychowania” polskiego ducha wśród mieszkańców kresów. Autor wnioskował, że jeśli z Ukraińcami polskie władze mogą mieć problemy, to z Białorusinami i Litwinami „miękka” polityka może dać pozytywne dla Polski rezultaty. Lesner przyznawał przy tym, że Niemcy zwracają szczególną uwagę na proces zjednoczenia narodowego Polski.

II RP zaczyna się od „radzieckiej bramy”

Oczywiście o granicy sowiecko-polskiej napisano i wiele rosyjskojęzycznych publikacji, jednak tonacja była tam zupełnie inna. Mimo to niektóre z bolszewickich artykułów o kordonie były aktywnie komentowane w polskiej prasie. „Granica państwowa między ZSRR a Polską. Tutaj niegdyś odbywały się bitwy. Na skraju lasu, 10 kroków od sosen, stoi słup graniczny. Widać na nim herb Związku Radzieckiego. Tutaj kończy się nasza ziemia. Metr od niego ponownie słup graniczny, tylko z polskim jednogłowym Orłem. Obok po stronie polskiej drewniana brama z napisem «Rzeczpospolita Polska». Stoimy na samym skraju, twarzą do Polski. […] Naprzeciw nam, po polskiej stronie, przy bramie, stoi dom, w którym znajduje się polska strażnica. […] Polski żołnierz nas obserwuje” – cytował radzieckiego reportera dziennik „Wiarus”. Polska publikacja krytycznie opisywała rzeczywistość w ZSRR i wzywała radzieckiego dziennikarza, by ten odwiedził Polskę, aby zobaczył prawdziwe życie ludzi „za kordonem” i służbę KOP-pistów. „Nasz żołnierz, żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza, dobrze wie o życiu w «radzieckim raju»” – zauważył autor „Wiarusa”.

W 1939 r. do ambasady RP w Belgii wysłał list oficer armii belgijskiej, uczestnik I wojny światowej. Później korespondencję tę opublikowały polskie periodyki. „Będąc w najtrudniejszej sytuacji, Polska poświęca całemu światu swój namiętny patriotyzm, odwagę, swoją siłę” – podkreślał belgijski oficer.

Ostatecznie najbardziej znaną wzmiankę o przedwojennej granicy sowiecko-polskiej dokonał dziennikarz amerykańskiego dziennika „Life” John Phillips, który rok przed wybuchem II wojny światowej, w sierpniu 1938 r., odwiedził II Rzeczpospolitą.
Ihar Melnikau - doktor historii. Zajmuje się okresem międzywojennym na terenie województw północno-wschodnich II RP, przedwojennej granicy polsko-radzieckiej na Białorusi, oraz służby Białorusinów w przedwojennym Wojsku Polskim. Autor 15 monografii historycznych. Laureat nagrody im. L. Sapehy w 2020 za zachowanie historycznej spuścizny Białorusi.
Swoją publikację dziennikarz nazwał Polska. Bogaci ludzie, biedni ludzie i kraj pól. Artykuł nie zaczyna się od zdjęcia Zamku Królewskiego w Warszawie ani Wawelu w Krakowie.

KOP zezwolił gościowi z USA na wejście na strażnicę graniczną i zrobienie stamtąd zdjęcia radzieckiej bramy granicznej z napisem „Powitanie robotnikom Zachodu” na stacji Kołosowo. Wybór ilustracji nie był przypadkowy. Zdjęcie z Kołosowa po raz kolejny podkreślało, że właśnie tam, na małej stacji pod Mińskiem, w latach 30. XX w. zaczynała się granica między cywilizacjami: europejską i bolszewicką.