Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 06.12.2021
Ihar Melnikau

Krwawy los mieszkańców północno-wschodnich województw II Rzeczypospolitej

Wrzesień 1939 roku dla mieszkańców północno-wschodnich województw był prawdziwą tragedią. Przejmowaniu władzy przez sowietów towarzyszyły liczne mordy na ludziach uznanych za wrogów klasowych.
Foto tytułowe
Armia Czerwona przekracza granicę z Polską 1039 rok (fot. Wikicommons)

Na Polesiu i Nowogródczyznie w latach 30. XX wieku aktywnie działała agitacja sowietów i działaczy Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (KPZB). W przeddzień inwazji Armii Czerwonej 17 września 1939 roku przez polsko-radziecką granicę przedostali się liczni sowieccy dywersanci, którzy mieli za zadanie likwidować urzędników, policjantów i innych przedstawicieli polskich władz lokalnych.

W chaosie wojennym jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej władzę w niektórych wsiach i miasteczkach przejęli lokalni działacze prosowieccy, którzy starali się wykorzystać okres anarchii i wyrównać rachunki z wrogiem klasowym. Pierwszymi ofiarami tzw. „rewkomów” (komitetów rewolucyjnych, pierwszych organów władzy bolszewickiej na terenach polskich, które przed 17 września powoływano w konspiracji, a później – już otwarcie) byli polscy wojskowi, policjanci, przedstawiciele administracji cywilnej, księża i ziemianie. Często byli zabijani ze szczególnym okrucieństwem.


Kaci i ofiary

W Indurze znajduje się zbiorowa mogiła sześciu żołnierzy Wojska Polskiego. Zostali zamordowani przez działaczy prosowieckich, najprawdopodobniej pod przywództwem Siergiusza Prytyckiego, członka KPZB. Był dawnym sekretarzem komitetu rejonowego komsomołu Zachodniej Białorusi w Krynkach, później w Grodnie i Słonimiu. Organizował strajki pracowników leśnych. W styczniu 1937 roku postrzelił na sali sądowej w Wilnie świadka oskarżenia, agenta policji. W czerwcu został skazany na karę śmierci, jednak zamieniono mu ją na dożywocie. Na początku września 1939 roku uciekł z więzienia. W latach 60. kierował radziecką Białorusią. Szczątki zabitych żołnierzy ekshumowano w 1989 roku.
Akcja tajnej policji radzieckiej (fot. Wikicommons)

W Indurze znajduje się też symboliczny grób właściciela majątku Mandin, oficera rezerwy Wojska Polskiego Tadeusza Ursyna-Niemcewicza. Został zamordowany 26 września 1939 roku przez proradziecko nastawionych mieszkańców wsi Jermolicze, którymi dowodził niejaki Żurniewicz. Z zabitego zdjęto obrączkę i buty wojskowe. W 1942 roku jego szczątki przeniesiono na cmentarz w Indurze, ale grób zaginął.

We wsi Kwasówka w rejonie Grodzieńskim znajduje się zbiorowa mogiła ośmiu cywilów zamordowanych przez komunistów. Już 17 września „rewkom” w Indurze skazał na śmierć właściciela majątku Bojary, hrabiego Michała Krasińskiego. Wraz z nim zamordowano zarządcę majątku Jana Sapatnickiego, pracującego u Waleriana Adamczewskiego, i leśnika Stanisława Skarżyńskiego. Tego samego dnia grupa komunistów przedarła się do budynku gminy w Kwasówce i aresztowała tam wójta Władysława Szotę, sekretarza Władysława Hamanowskiego, kasjera A. Matko i nauczyciela L. Połkowskiego. Wszyscy zostali zastrzeleni i pochowani w kanale melioracyjnym. W 1989 roku miejscowi mieszkańcy ekshumowali ich szczątki i pochowali je na cmentarzu.

We wsi Lunna pochowani są Klemens (ojciec) i Kazimierz (syn) Strzałkowscy. Według wspomnień świadków nie spodziewali się zagrożenia ze strony bolszewików. Przed wojną bardzo cenili miejscową ludność białoruską, pomagali chłopom. Nie uratowało ich to jednak przed krwawym losem „polskich panów”. We wsi Kopciówka pochowany jest obywatel II Rzeczypospolitej nazwiskiem Zajkowski, którego komuniści zamordowali na oczach żony tylko za to, że był Polakiem.
Pierwszymi ofiarami padali oficerowie i ich rodziny z Korpusu Ochrony Pogranicza (fot. Ihar Melnikau, Facebook)

Po przekroczeniu przez Armię Czerwona granicy polsko-radzieckiej we wsi Obuchowo powstał komitet rewolucyjny, którego kierownikiem został członek KPZB Włodzimierz Januczenia. „Rewkomowcy” postanowili pozabijać lokalnych osadników wojskowych (dawnych zasłużonych żołnierzy, którym państwo polskie nadało ziemię) z Lerypola, Budowli oraz Rakic. Największą z tych osad była Budowla ze szkołą podstawową, Domem Ludowym, sklepem i filią Kasy Szewczyka. W Lerypolu znajdowała się posiadłość gen. Antoniego Szyllinga, gdzie zorganizował gospodarstwo hodowlane krów sprowadzonych z Holandii. On i inni osadnicy często korzystali z najemnej siły roboczej spośród mieszkańców sąsiednich białoruskich wsi. Niektórzy Białorusini ciężko u nich pracowali, inni – byli zazdrośni i czekali na moment, w którym będą mogli rozliczyć się z sąsiadami.

20 września 1939 roku decyzją obuchowskiego rewkomu do Budowli weszli uzbrojeni chłopi, którzy schwytali siedmiu mieszkańców osady i jednego policjanta. Dzień później zatrzymali jeszcze porucznika Wojska Polskiego i sołtysa wsi Marianówka. U polskiego oficera zarekwirowano 7 tysięcy złotych (resztki kasy pułkowej). Jego i sołtysa wywieziono na cmentarz prawosławny, zmuszono do rozebrania się i rozstrzelano. Miejscowi chłopi wiedzieli, że osadnicy wojskowi dostali ziemię za udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku. I właśnie za to pozostała ósemka była torturowana. 22 września poprowadzono ich w kierunku Żytomli i po drodze wszystkich rozstrzelano. Zginęli wówczas: Jan Jagielski, Władysław Janiszewski, Piotr Krupa, Edward Nowak, Bronisław Przeraziński, Stanisław Szuba, Jan Zawadzki, oraz nieznany z imienia i nazwiska funkcjonariusz polskiej policji. Pochowano ich na cmentarzu w Żytomli.

W pobliskiej osadzie Lerypol też doszło do tragedii. 22 września wkroczyła doń grupa uzbrojonych chłopów. Zabrali mężczyzn do wioski Kurpiki. Po drodze zabili siedem osób, a później trzech kolejnych. Byli to: Stanisław Barszcz, Jan Czyż, Tadeusz Górnicki, Władysław Górnicki, Antoni Pawlikowski, Tadeusz Śliwiński, Jan Mazalewski, Paweł Mroczek, Jan Tomczyk, Ignacy Zarębski, Jan Kraśnik i Jan Galiński.

Jak wam śmierć, to i mnie

Ale byli też tacy, którzy ratowali polskich osadników. Białorusinka Ekaterina Sliżewicz ostrzegła rodziny zamordowanych z osady Lerypol, aby ratowali się, ponieważ „rewkomowcy” ich też zamierzali zabić. Mieszkańcy białoruskiej wsi Sawolewka tez ratowali rodziny polskich osadników. Przykładowo Jakub Zmitrowicz ukrywał w swoim domu sześciu osadników. Kiedy w nocy w wiosce rozległy się strzały, kazał wszystkim położyć się na podłodze i, jak wspominają miejscowi, powiedział: „Bracia, nie wydam was. Jak będzie to konieczne, będziemy się bronić. Jak wam śmierć, to i mnie”.
Ihar Melnikau - doktor historii. Zajmuje się okresem międzywojennym na terenie województw północno-wschodnich II RP, przedwojennej granicy polsko-radzieckiej na Białorusi, oraz służby Białorusinów w przedwojennym Wojsku Polskim. Autor 15 monografii historycznych. Laureat nagrody im. L. Sapehy w 2020 za zachowanie historycznej spuścizny Białorusi.

Inne artykuły i podcasty Ihara Melnikau
W Sawolewce zorganizowano samoobronę. W 1994 roku ustawiono tam pomnik, na którym umieszczono tablicę z napisem: „Z podziękowaniem Białorusinom, mieszkańcom wsi Sawolewka, którzy we wrześniu 1939 roku ratowali polskich sąsiadów, rodziny osadników z Budowli, Lerypola i Rakici”. Pomnik odsłoniła Helena Hryniewicz, córka osadnika, który uciekł, a także wnuczka Jakuba Zmitrowicza, Maria Kałasznikowa.