Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 26.12.2021
Nikodem Szczygłowski

Powrót Lema

Rok 2021, ogłoszony Rokiem Lema, wywołał nowe dyskusje na temat tego wybitnego pisarza, w tym pytanie, dlaczego nigdy nie wrócił do miasta, w którym się urodził.
Foto tytułowe
(fot. Shutterstock)

Powrót z gwiazd – tak brzmi tytuł jednej z najpopularniejszych powieści Stanisława Lema, światowej sławy pisarza, futurologa i myśliciela, który urodził się w 1921 roku we Lwowie, a zmarł 85 lat później w Krakowie. Jej głównym bohaterem jest astronauta, który wraca na Ziemię po długiej międzygalaktycznej podróży. Nie rozpoznaje zmienionego podczas swojej nieobecności świata i z trudem próbuje się w nim odnaleźć. Miasto, w którym urodził się pisarz, w ciągu XX wieku również przeszło rozmaite transformacje społeczne, które pomimo zachowanej zabytkowej architektury pod wieloma względami zmieniły jego oblicze nie do poznania.

Intymna topografia

We wrześniu 2021 roku Rada Miejska zorganizowała specjalne posiedzenie, aby oddać hołd Lemowi, a na fasadzie lwowskiego ratusza zawisł baner z jego wizerunkiem.
(fot. Nikodem Szczygłowski)
Znany ukraiński pisarz Jurij Andruchowycz wygłosił na sesji Rady Miejskiej odczyt, podczas którego zadał retoryczne pytanie: „Czy miasto w istocie staje się inne od zmiany nazw ulic i placów?”. „Być może – odpowiedział sam sobie. – Przynajmniej na to liczy każda nowa władza. Władze ukraińskie, rozpoczynając w latach 90. zmiany na dużą skalę, wzorowały się na władzach polskich w pierwszych latach dwudziestolecia międzywojennego: w miarę możliwości własnych i naszych, by raz na zawsze zamknąć kwestię, do kogo należy to fatalne miasto. Jednocześnie każda władza zapominała, że tak naprawdę Lwów jest miejscem dramatycznych sprzeczności, ale też w stopniu wyjątkowym przede wszystkim wynikiem wspólnego wysiłku Wschodu i Zachodu, w stopniu tak wielkim, że nadal nikt nie jest w stanie umiejscowić to miasto w ramach własnych wyobrażeń”. Każde miasto ma swoją intymną topografię, przypomniał zebranym Andruchowycz, po czym zauważył, że obecna topografia Lwowa w niewielkim stopniu przypomina tę z czasów przyszłego pisarza, jest wiele ulic, których nazwy nie mają niczego wspólnego z historią miasta, a jednocześnie brakuje chociażby ulicy Lema. 12 września na budynku, w którym urodził się Lem, odsłonięto pamiątkową tablicę. Konsulat RP we Lwowie odmówił udziału we wspólnej z przedstawicielami Rady Miejskiej uroczystości (przedstawiciele placówki uczynili to później), motywując brakiem uzgodnienia treści tablicy ze stroną polską. Jak mówią na mieście, chodziło o zapis nazwy miasta w wersji anglojęzycznej („Lviv”, a nie „Lwów”), a także o to, że Lem został określony jako „światowej sławy pisarz science fiction”, a nie „polski pisarz”.

Miasto legenda

W świadomości znacznej części Polaków Lwów od czasów zakończenia II wojny światowej stał się w pewnym sensie bardziej legendą niż prawdziwym miastem. W kulturze polskiej zaczął odgrywać podobną rolę co przykładowo Triest dla Słoweńców czy Kolozsvár (Cluj-Napoca) dla Węgrów.
(fot. Nikodem Szczygłowski)

Przed wybuchem I wojny światowej Lwów jako stolica Galicji liczył nieco ponad 200 tysięcy mieszkańców i był pod tym względem trzecim miastem (na równi z Triestem) w austriackiej części c.k. monarchii, z kolei w całych Austro-Węgrzech – czwartym (po Wiedniu, Pradze i Budapeszcie). W okresie międzywojennym był trzecim co do wielkości miastem w Polsce (po Warszawie i Łodzi), liczniejszym od Krakowa i Poznania. Według badacza Grzegorza Hryciuka, autora książki Polacy we Lwowie 1939–1944. Życie codzienne, w 1939 roku miasto zamieszkiwało 333,5 tysięcy mieszkańców, z czego niewiele ponad 50% stanowili Polacy, ok. 32% Żydzi i ok. 16% Ukraińcy. W roku 1989, w przededniu ogłoszenia niepodległości przez Ukrainę, Lwów liczył prawie 787 tysięcy mieszkańców.

Dziś, na początku trzeciej dekady XXI wieku, Lwów jest zaledwie szóstym najludniejszym miastem Ukrainy (ustępując pod tym względem stołecznemu Kijowowi, Charkowowi, Odessie, Dnieprowi i Zaporożu), ale jego znaczenie kulturowe jest znacznie większe. Na dodatek właśnie we Lwowie duch nostalgii za starą monarchią naddunajską, wygasłą ponad sto lat temu, jest prawdopodobnie najsilniejszy w całej Europie Środkowej. Nie tylko liczne dzieła ukraińskich pisarzy, ale także bary, restauracje i kawiarnie w mieście są pełne tęsknoty za „starą, dobrą Austrią” i dawną austriacką Galicją.

Miasto jako bohater literacki

Odkąd w 2016 roku Lwów został ogłoszony członkiem Sieci Miast Literatury UNESCO, organizowane są w nim liczne imprezy promujące „literaturę, poezję, czytelnictwo, które mają na celu odnajdywanie ciekawych źródeł inspiracji w dziełach różnych pisarzy”, czyli zgodnie z tą oficjalną deklaracją, podejmowane są próby łączenia miejskiej topografii z twórczością literacką. Samo miasto od dawna jest czymś w rodzaju bohatera literackiego. Twórczość wielu współczesnych pisarzy ukraińskich, takich jak Jurij Andruchowycz, Jurij Wynnyczuk czy Andrij Kokotiucha, w dużej mierze opiera się na mitach starego Lwowa. Mit „nieradzieckiego” miasta o bogatej tradycji kulturalnej jest wyjątkowo żywy wśród współczesnych Ukraińców – zarówno mieszkańców samego Lwowa, jak i innych miast.

Lwów od dawna jest także wyjątkowo atrakcyjnym celem turystyki krajowej. Ukraińcy chętnie przyjeżdżają tu w weekend, by zanurzyć się w niepowtarzalną aurę miasta z jego niesamowitą architekturą. Sprzyja temu również przemysł rozrywkowy – w zakresie przede wszystkim gastronomii – tworzony przez lokalnych przedsiębiorców, którzy w większości również wyjątkowo kreatywnie wykorzystują w tym celu historię miasta. Powszechnie znane knajpy należące do lokalnego koncernu Fest!, jak słynna Kryjówka na Rynku, Kopalnia Kawy, Lampa Naftowa, Teatr Piwa „Pravda”, Masoch Cafe i inne – w sposób aż nader bezpośredni odwołują się do miejskich legend i oferują rozrywkę tylko częściowo opartą na gastronomii.
(fot. Nikodem Szczygłowski)

Coraz większa liczba lotów zagranicznych na miejscowe lotnisko (obecnie Lwów zajmuje pierwszą pozycję wśród lotnisk regionalnych zarówno pod względem liczby lotów, jak pasażerów, ustępując jedynie stołecznym lotniskom – w podkijowskim Boryspolu oraz w Żulanach) w ostatnich latach spowodowała także wzrost turystyki zagranicznej. Pandemia COVID-19 co prawda wprowadziła pewne korekty – czasami o dość zaskakujących wynikach.

Klimaty rodem z Sarajewa

Spacerując latem po lwowskiej starówce, przyłapałem się na myśli, że obserwowane przeze mnie scenki życia ulicznego w sposób zupełnie nieoczekiwany przypomniały mi atmosferę Sarajewa, gdzie w swoim czasie zwróciłem uwagę na kontrast pomiędzy architekturą przypominającą czasy austriackie a wypełniającymi kawiarnie przybyszami z Bliskiego Wschodu. Co ciekawe, w obydwu przypadkach przyczyny tego zjawiska są dość podobne.

Stolica Bośni i Hercegowiny od kilku lat jest znana wśród ludności bogatszych krajów muzułmańskich – Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Bahrajnu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – jako popularne i tanie miejsce na letnie wakacje. Również ze względu na dużą liczbę projektów inwestycyjnych prowadzonych przez rząd turecki w tym kraju wielu Turków odwiedza Sarajewo. W rezultacie geografia lotów lotniska w Sarajewie przed pandemią znacznie różniła się od jego sąsiadów, z bezpośrednimi lotami do Dohy, Dżuddy, Rijadu i Kuwejtu, nie wspominając już o Stambule czy Dubaju.

Wraz z niedawnym zniesieniem wiz przez Ukrainę dla obywateli Arabii Saudyjskiej i uruchomieniem bezpośrednich lotów z Rijadu i Dżuddy do Kijowa i Lwowa, do tego ostatniego również zaczęli napływać goście z Półwyspu Arabskiego. Z dnia na dzień lokalne kawiarnie powywieszały ogłoszenia, że oferują dania w zgodzie ze standardami kuchni halal, zaś w wąskich uliczkach starówki zaroiło się od zapachu aromatycznego dymu nargili. Lwów już wcześniej był popularnym miejscem wypadów weekendowych dla Turków, również zawdzięczając to rozbudowanej ofercie połączeń lotniczych. Nowe połączenia lotnicze oraz obecność turystów z Bliskiego Wschodu na ulicach Lwowa jest jednym ze skutków pandemii COVID-19, która zamknęła Unię Europejską dla większości turystów m.in. z krajów Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej, zmuszając ich do poszukiwania nowych miejsc wypoczynku. W tej roli nieoczekiwanie odnalazły się miasta Ukrainy, w tym najbardziej chyba atrakcyjny pod tym względem Lwów.

Mozart von Lemberg

Nie wszyscy mieszkańcy miasta byli jednak pełni entuzjamu z tego powodu. Portale mediów społecznościowych wypełniły dyskusje, czy są to rzeczywiście turyści, na których miasto „powinno się orientować”. Dyskusje na ten temat potrafiły być zażarte, natomiast sytuację dość wiernie oddaje popularny żart na ten temat, zgodnie z którym Lwowianie wcześniej nie lubili turystów z Rosji, bo dużo piją, z Polski, bo zbyt mało wydają, ze wschodu Ukrainy, bo mówią po rosyjsku, a z Turcji, bo interesują ich tylko dziewczyny. Teraz natomiast mamy turystów z Bliskiego Wschodu, którzy nie piją, wydają dużo, nie mówią po rosyjsku i nie interesują ich dziewczyny, bo przyjeżdżają całymi rodzinami. Ale Lwowianie w dalszym ciągu ich nie lubią. Idealny dla Lwowa turysta prawdopodobnie nie istnieje.


Oprócz przybyszy z Bliskiego Wschodu – którzy zjawili się na ulicach Lwowa latem tego roku – tematem zażartych dyskusji społeczności miejskiej był Mozart. Ściślej rzecz biorąc, Franz Xaver Wolfgang Mozart – syna Wolfganga Amadeusza – zwany też Mozartem młodszym lub Lwowskim (Mozart von Lemberg). Ten uzdolniony, choć nie równający się sławą swojemu ojcu kompozytor austriacki w 1813 roku osiadł we Lwowie i związał się z tym miastem na 25 lat.

26 sierpnia 2021 roku w ramach V Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Klasycznej „LvivMozArt”, poświęconego 230. rocznicy urodzin Franza Mozarta, na placu Małaniuka we Lwowie odsłonięto alegoryczną rzeźbę kompozytora, stworzoną przez wiedeńskiego rzeźbiarza Sebastiana Schweikerta. Wywołała ona negatywne reakcje sporej części lwowskiej społeczności i środowiskach artystycznych. Co niektórzy zwrócili uwagę na rzekome naruszenie niezbędnych procedur prawnych, inni – na „agresywny” ich zdaniem styl pomnika. Zdania w tej kwestii do dziś są podzielone, powstała nawet petycja z żądaniem jego usunięcia, która została jednak ostatnio odrzucona większością głosów przez Radę Miejską

LEM Station

Jedną z lokacji festiwalu LvivMozArt od paru lat jest stara zajezdnia tramwajowa w śródmieściu, przy zbiegu ulic Akademika Sacharowa, Wytowskiego oraz Kopernika. Znajduje się tu stary węzeł tramwajowy, powstały w 1893 roku, kiedy to w czasach austriackich poprowadzono pierwszą w mieście elektryczną linię tramwajową. Od czerwca do października 1984 roku w mieście odbywała się Powszechna Wystawa Krajowa, wydarzenie o wielkim znaczeniu, na otwarcie której przybył z Wiednia cesarz Franciszek Józef. Nowopowstała linia tramwajowa miała umożliwić jej uczestnikom i gościom dojazd z dworca kolejowego do terenów wystawowych znajdujących się w Parku Stryjskim, w którego pobliżu wybudowano właśnie zajezdnię tramwajową.
(fot. Nikodem Szczygłowski)

Zabytkowa zajezdnia tramwajowa obecnie jest poddawana gruntownej renowacji, w wyniku której na jej terenie powstanie nowa przestrzeń miejska – nazwana przez jej pomysłodawców i realizatorów „LEM Station”. Mychajło Lemak, koordynator projektu LEM Station, mówi o nim z entuzjazmem: – Naszym celem jest przekształcenie budynków i terenu starej zajezdni tramwajowej w nową, kreatywną przestrzeń. Wierzymy, że ten zrewitalizowany obszar wkrótce stanie się atrakcją jako miejsce pracy dla artystów, przedsiębiorców, naukowców i innych kreatywnych profesjonalistów. Projekt nie bez powodu został nazwany imieniem Lema. Urodził się w naszym mieście i mieszkał w nim przez 25 lat, zanim je opuścił. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że jego doświadczenia w Lwowie były pełne bolesnych momentów z powodu wszystkiego, co musiał przeżyć w czasie II wojny światowej i tuż po niej, zapewne dlatego nigdy tu nie wrócił – przyznaje Lemak. – Mamy jednak nadzieję, że dzięki temu projektowi pamięć o Lemie zostanie zachowana w mieście w sposób nawet lepszy i być może bardziej właściwy niż poprzez postawienie pomnika i odsłonięcie tablicy pamiątkowej. Jedna z nowych przestrzeni publicznych, które stworzymy na terenie zajezdni, stanie się skwerem Ijona Tichego, nazwanym na cześć jednego z najsłynniejszych bohaterów Lema, odkrywcy odległych gwiazd i galaktyk.

Lemak mówi z uśmiechem, że według wielu osób zaangażował się w projekt ze względu na współbrzmienie jego nazwiska z nazwiskiem słynnego pisarza (zaprzecza), i zaznacza, że całe przedsięwzięcie jest inicjatywą lokalnych prywatnych inwestorów, wspierane przez Radę Miejską Lwowa bardziej moralnie niż finansowo. Ma nadzieję, że do Lwowa powróci przynajmniej pamięć o Stanisławie Lemie.
(fot. Nikodem Szczygłowski)

Obecnie trwają jeszcze prace budowlane i porządkowe w samych halach zajezdni oraz na całym jej terenie. We wrześniu, w ramach wspólnego projektu z artystami z Katowic, na ścianie jednego z budynków magazynowych odkryto mural poświęcony Lemowi. W jednej z hal zajezdni realizowany jest obecnie audiowizualny projekt artystyczny Tetramatica, na który składa się kilka instalacji artystów z różnych krajów. We współpracy z Centrum Historii Miejskiej w ramach projektu poświęconego Lemowi „Lwów – miasto traumy” prowadzone są dyskusje na temat biografii pisarza oraz więzi, która go łaczyła – a następnie dzieliła – z rodzinnym miastem.

Oficjalne otwarcie Stacji LEM jest planowane na drugą połowę 2022 roku, wtedy też ma się odbyć pierwsze duże wydarzenie – Kongres Futurologiczny. Jest to oczywiście ukłon w stronę tytułu jednej z powieści Lema.

Lwów jest wszędzie

Razem z Mychajłem, w hełmach budowlanych na głowach, stoimy na dachu jednej z hal zajezdni. Roztacza się stąd panoramiczny widok na stare miasto, które leży na północ, nieco niżej w dolinie. Z kolei w kierunku zachodnim znajduje się niewidoczny stąd przykład austriackiej architektury z przełomu XIX i XX wieku – olbrzymi dworzec kolejowy, do którego, jak pisał Adam Zagajewski w swoim słynnym wierszu, można jechać „o każdej porze”: „we śnie, o świcie, gdy rosa na walizkach i właśnie rodzą się ekspresy i torpedy. Nagle wyjechać do Lwowa, w środku nocy, w dzień, we wrześniu lub w marcu”.

Być może – jak był przekonany Zagajewski – rzeczywiście Lwów jest wszędzie. Zapytany o swój stosunek do miasta swej młodości Lem porównał je do kobiety, którą się kiedyś kochało, ale teraz jest już z innym i ma z nim dzieci. „Czy chcielibyście interesować życiem tej kobiety?” – pytał retorycznie. Jednocześnie zdaniem wielu badaczy twórczości i biografii Lema wybór fantastyki naukowej, po którą sięgnął w połowie lat 50., był dla niego rodzajem świadomej ucieczki od realiów codzienności, które go otaczały, był to również sposób na przemycenie głębszych treści przez ograniczenia wszechobecnej cenzury.
Nikodem Szczygłowski - podróżnik, pisarz, eseista, reporter. Absolwent Archeologii śródziemnomorskiej Uniwersytetu Łódzkiego i CEMI - Central European Management Institute w Pradze. Biegle włada językiem litewskim i słoweńskim, znawca kultury słoweńskiej. Obecnie mieszka w Wilnie, laureat nagrody za osiągnięcia w publicystyce Ministerstwa Kultury Republiki Litewskiej (2020).

Zapraszamy do przeczytania innych artykułów Nikodema Szczygłowskiego

Patrząc z tej perspektywy, stosunek Lema do rodzinnego miasta również mógł stanowić rodzaj zagadki do odgadnięcia.

Możliwie, że w swoich opisach międzygalaktycznych podróży Lem umiejscowił swoją wizję Lwowa, taką, jaką pozostawił wyłącznie dla siebie.