Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 17.10.2022
Jarosław Kociszewski

Wojna w Ukrainie jest lekcją. Daje też czas na przygotowanie się na przyszłość

Spoglądając na Ukrainę, zabezpieczmy się przed tym, żeby w Polsce nie było Buczy, żeby nie powtórzył się u nas Izium. Wyposażmy się w narzędzia, które pozwolą nam patrzeć dalej i zadawać straty przeciwnikowi, jeszcze zanim przekroczy nasze granice – Jarosławowi Kociszewskiemu mówi generał Mirosław Różański, prezes fundacji Stratpoints.
Foto tytułowe
Czołg rosyjski zniszczony w Ukrainie (Shutterstock)



Wojna w Ukrainie trwa już prawie osiem miesięcy, choć według rosyjskich planistów miała trwać trzy dni. Okazała się dużym zaskoczeniem jednak nie tylko dla nich, ale i dla wielu analityków, planistów, którzy spodziewali się, że tego rodzaju wojen już nie będzie – z wielkimi starciami lądowymi, bitwami z udziałem artylerii i wielu czołgów. A także okrutnymi zbrodniami na ludności cywilnej. Czy wojskowi również dali się zaskoczyć, czy były to raczej percepcje prasowe? Czy tylko nam, cywilom się wydawało, że teraz będziemy walczyć wyłącznie w Internecie albo wyłączać sobie elektrownie, ale dziesiątki tysięcy ton stali już nie będą spadały ludziom na głowy?

Na samym początku chciałbym zacząć od polemiki z tym, że w tej wojnie obserwujemy użycie czołgów i systemów artyleryjskich, co kojarzy się nam z obrazami z II wojny światowej. To fuzja elementów klasycznych z nowym wymiarem, który w mojej ocenie nie jest dostrzegany.

Co mam na uwadze? Dwa wymiary. Pierwszy to IT. Wysoce zaawansowane systemy są używane w tej wojnie od samego początku, również przez broniących się Ukraińców. Nie na zasadzie systemów, które posiadają, ale bardzo szybko zostali wsparci przez Zachód, który od samego początku opowiada się po stronie broniącej się Ukrainy. Wykonywanie tych fantastycznych uderzeń artyleryjskich – tych zwrotów zaczepnych, które ostatnio obserwujemy – nie byłoby możliwe, gdyby nie wywiad, gdyby nie rozpoznane satelitarne udostępnione przez Zachód, w tym Stany Zjednoczone. Szanując determinację żołnierzy ukraińskich, w których jest zaangażowanie i wola walki (nie wspominając o poparciu społeczeństwa dla walczącej armii), nie zapominałbym o rozpoznaniu.

Kolejny element, który jest niezwykle istotny: zwiększył się dystans pomiędzy stronami, a to dzięki nowoczesnym systemom rakietowym, które są teraz używane i które potwierdzają swoją przydatność. To nowoczesna wojna, a że jest ona kompilacją tych klasycznych systemów (typu czołgi i artyleria) oraz nowego IT, to będzie wyzwanie dla analityków, jak ją oceniać.

To jest wojna nowoczesna, czy starcie nowoczesnego myślenia o wojnie ze starym?
(Shutterstock)

Tu już dochodzimy do kwestii zestawienia dwóch stron. Przed 24 lutego należałem do tych, którzy uważali, że armia rosyjska to, jak ją opisywał portal Global Firepower, druga armia świata. Oczekiwałem, że to armia nasycona nową technologią.

Jesteśmy przyzwyczajeni do dwóch przekazów: jeden to są potężne parady i ćwiczenia, które obserwujemy. Drugi to komunikaty – broń hipersoniczna, próby systemów rakietowych, nowe lotnictwo. A dzisiaj możemy z całą pewnością powiedzieć, że ten obraz był przez Rosjan kreowany. Ma się on nijak do rzeczywistości.

Z drugiej strony mamy według danych tego samego portalu 25. armię świata. Jednak ta armia, a raczej jej dowódcy, od 2015 roku uczą się nowego sposobu myślenia – myślenia zachodniego. Działań połączonych, wykorzystywania nowych technologii. To jest właśnie zderzenie dwóch wymiarów – nowoczesnego myślenia, które obserwujemy po stronie ukraińskiej, oraz zadufania w sobie i przekonania o swojej potędze generałów i polityków rosyjskich, które ma się nijak do nowoczesnego myślenia o konflikcie zbrojnym.

A czy z drugiej strony również NATO bardzo wszystkich nie zmyliło? Byliśmy przekonani, że Sojusz tworzą te kraje, które pozbyły się czołgów, te społeczeństwa, które są niezdolne do ponoszenia ofiar i do działania. Tymczasem po 24 lutego okazało się, że metody działają, broń działa. Nawet w obszarach, które zdawały się być rosyjską domeną, czyli wojna informacyjna, okazało się, że bezsprzeczną przewagę ma NATO. Jak to się stało? Czy Zachód po cichu profesjonalnie przygotowywał się do konfliktów, po czym udzielił konkretnej pomocy Ukrainie?

Siła nie jest mierzona w dziesiątkach tysięcy żołnierzy, karabinów czy ilością systemów artyleryjskich, to nie jest odpowiedni sposób myślenia. To nie są wyznaczniki zdolności i potęgi. Rozwijająca się technologia w tym wymiarze, także w cyberprzestrzeni, jest głęboko zakorzeniona w systemach zachodnich. To m.in. zdolność rozpoznania na dużych odległościach, kwestia systemów bezzałogowych, które mogą samodzielnie operować i przejąć wiele zadań, które dotąd wykonywał żołnierz z karabinem w ręce. Te systemy permanentnie na Zachodzie się rozwijały, natomiast nigdy nie były weryfikowane. Czytaliśmy, zapoznawaliśmy się z opiniami i często wątpiliśmy, czy samolot bez pilota może faktycznie coś „dobrego” na polu walki zrobić. Ta wojna, którą dzisiaj obserwujemy, jest potwierdzeniem, że kierunek rozwoju myśli o systemach zbrojeniowych Zachodu absolutnie się potwierdza.

Armia rosyjska początkowo była szacowana na 150–180 tysięcy żołnierzy rozstawionych wzdłuż granicy z Ukrainą. Te liczby w zestawieniu z armią po drugiej stronie początkowo nie dawało szans Ukrainie. Ta operacja miała się zakończyć w ciągu kilku dni. A tutaj mamy już prawie osiem miesięcy tej wojny. Konflikt w Ukrainie potwierdza, że kierunek rozwoju zbrojenia krajów zachodnich jest jak najbardziej słuszny i poprawny.

Powinniśmy iść w kierunku bardziej wysublimowanych systemów, które będą przemieszczały się w przestrzeni autonomicznie. To będzie decydowało o sukcesie bądź porażce w przyszłości, gdyby doszło do konfliktu. To jest właśnie ten element, nad którym trzeba będzie się pochylić. Przestrzegałbym natomiast tych, którzy już dziś chcą wyciągać wnioski z tej wojny. To niezwykle ryzykowne, a obserwujemy to u polityków, którzy chcą np. kreować potencjał polskich sił zbrojnych. Ale tak, ta wojna potwierdza, że te technologie będą dominowały i decydowały o losach przyszłych wojen.
Mobilizacja w Tomsku (Shutterstock)

Rosjanie, którzy zaczęli tę wojnę analogowo, armią w dużej mierze rozkradzioną, z bardzo słabym zapleczem, również widzą i obserwują. Czy Rosja jest w stanie wyciągnąć wnioski i dostatecznie szybko się dostosować, aby w jakiś sposób odmienić bieg wojny na polu walki?

Wszyscy się uczymy i myślę, że Rosjanie również wyciągają wnioski z pasma swoich porażek. Natomiast pytanie, czy Rosja jest w stanie podjąć decyzje, które zniwelują różnice? Nie szybko. Bo to nie jest kwestia, że dzisiaj skupiamy się na przekazie konfliktu militarnego, mówimy o wymiarach, technologiach itd. Natomiast armia będzie sprawniejsza, kiedy zaplecze gospodarcze i potencjał ekonomiczny państwa pozwoli, by była wyposażona w nowoczesne systemy.

Sankcje nie działają tak, jak przykładowo zamknięcie granicy. Od razu. Widzimy jednak, że ze strony Rosji płynie coraz mniej informacji. O użyciu zaawansowanych pocisków hipersonicznych. O użyciu systemów Kalibr czy Iskander. O tym, że strategiczne lotnictwo rosyjskie wykonało atak na cel. Świadczy to wszystko o tym, że Rosja technologicznie się zatrzymała, a nawet można mówić o zapaści, z której szybko nie wyjdzie. Rosja nigdy nie była krajem rozwijającym swoje know-how w zakresie nowych technologii, bo jej siłą były ropa, gaz czy węgiel. W ten sposób zdobywali środki, kupując też technologie.

Tę sytuację powinniśmy postrzegać jako perspektywę pozwalającą nam wykorzystać ten czas.

Patrząc na wojnę z naszej perspektywy, jak pan by to ocenił – Polska jest teraz bardziej czy mniej bezpieczna?

Wojna w Ukrainie pokazuje, jak ogromne znaczenie mają sojusze i relacje między grupami państw, a my do takiej elitarnej grupy o nazwie NATO należymy. Potencjał, który Ukrainie gwarantuje możliwość prowadzenia walki obronnej, a dziś nawet z elementami zwrotów zaczepnych i odzyskiwania terenów, to dla nas wyznacznik, że jesteśmy w dobrym miejscu i w dobrym czasie. Z tego powodu powinniśmy być przekonani, że nasze bezpieczeństwo nie jest narażone na taki szwank, jak chociażby Ukrainy przed 24 lutego.

Oczywiście o naszej potrzebie unowocześnienia sił zbrojnych nie mówi się od tego roku, lecz było to poruszane przed 2014 rokiem, kiedy ruszyło kilkanaście programów modernizujących nasze siły zbrojne, na wszystkich poziomach. Przewidywały modernizację marynarki wojennej, sił powietrznych, wojsk lądowych czy wojsk specjalnych, które to programy niestety zostały w 2016 roku wstrzymane przez Antoniego Macierewicza. Teraz natomiast mamy sytuację, kiedy Mariusz Błaszczak jako minister obrony narodowej podejmuje nieraz samodzielne decyzje. Jestem przekonany, że on chce poprawić stan naszej armii. Niejednokrotnie podyskutowałbym na temat decyzji o wyborze sprzętu itp., ale obserwujemy przyśpieszony ruch związany z modernizacją armii, który trudno jest negować.
Ale wracając do pytania, jestem przekonany, że Ukraina daje nam czas. Nie jesteśmy bogatym krajem i powinniśmy bardzo racjonalnie zastanawiać się nad wydatkiem każdego miliona czy miliarda, bo o takich pieniądzach tu mowa. Powinniśmy podejmować perspektywiczne, dalekosiężne decyzje.

Powinniśmy budować potencjał armii na miarę wojen, jakie mogą mieć miejsce w przyszłości, spoglądając na Ukrainę, a nie odnosić się do takich wspomnień jak 1939 rok, że będziemy bezpieczni tylko wtedy, kiedy obstawimy całą wschodnią granicę, gdzie będzie garnizon na garnizonie i żołnierz na żołnierzu, mierzeni w setkach tysięcy, tak jak tego chce pan Kaczyński czy minister Błaszczak. Ja bym nie szedł tą drogą. To nie jest dobre rozwiązanie.

Czyli jaką drogę by Pan widział?

Myślę, że powinniśmy mówić o zdolnościach, jakie powinny posiadać siły zbrojne, a nie o liczbie żołnierzy czy ilości sprzętu, jaki powinniśmy posiadać. Moim zdaniem Polska powinna posiadać siły zbrojne, które będą identyfikowały i neutralizowały zagrożenia jeszcze poza granicami naszego kraju. Nie chciałbym mówić czy to mają być trzy czy cztery dywizje, czy to mają być trzy czy cztery skrzydła. To zostawmy ekspertom wojskowym.

Pamiętajmy o tym, że Konstytucja wprost stwierdza, że rządzący są zobowiązani do zapewnienia nam bezpieczeństwa i nienaruszalności naszych granic. Spoglądając na Ukrainę, zabezpieczmy się przed tym, żeby w Polsce nie było Buczy, żeby nie powtórzył się u nas Izium. Wyposażmy się w narzędzia, które pozwolą nam patrzeć dalej i zadawać straty przeciwnikowi, jeszcze zanim przekroczy nasze granice.