Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 09.01.2023
Zoriana Varenia

Jestem fotografem, nie bohaterem. Ani nie jestem nazistą

Nie chciałem, aby zdjęcia z Azowstalu były kojarzone ze mną. Oczywiście jestem fotografem, jestem artystą. Ale w przypadku relacji z tragedii i bohaterstwa naszych obrońców jest mi wszystko jedno, kto zrobił te zdjęcia, ja czy ktoś inny. Moją główną misją jest ciągłe mówienie o jeńcach wojennych. O tym, że nie mają spełnionej najbardziej podstawowej potrzeby naszego życia: być i czuć się wolnymi. – Zorianie Vareni mówi Dmytro „Orest”Kozacki, fotograf pułku Azow z czasów obrony zakładów Azowstal w Mariupolu.
Foto tytułowe
Zdjęcie z oblężonego Azowstalu (foto. Dmytro "Orest" Kozacki)

Jesteś oczami Azowstalu. Dzięki tobie świat dowiedział się o  Mariupolu.

Nie chciałem, aby te zdjęcia lub jakiekolwiek inne materiały były kojarzone ze mną. Oczywiście chciałem, żeby ludzie wiedzieli, że jestem fotografem, że jestem artystą. Ale w przypadku relacji z tragedii i z bohaterstwa naszych obrońców jest mi wszystko jedno, kto zrobił te zdjęcia, ja czy ktoś inny. Przede wszystkim trzeba było pokazać, co się tam dzieje, żeby o tym mówił cały świat. Na tym polega praca służby prasowej i bardzo się cieszę, że nasz pułk Azow ma tak wspaniałe dowództwo, które pomogło i przyczyniło się do jej pracy. Na przykład „Kalina” [Światosław Pałamar – przyp. tu i dalej red.] był głosem Azowstalu, który komunikował się codziennie z nami i z różnymi mediami i bardzo pomagał naszemu serwisowi prasowemu. Ogólnie całe dowództwo, „Redis” [Denys Prokopenko], „Tawr” [Bohdan Krotewycz], nieustannie pomagało, kierowało i dawało materiały.

Niektórzy lubią robić ze mnie bohatera, ale tak naprawdę dużo jest osób z Azowa, którzy bardziej na to zasługują. Ja po prostu wykonywałem swoją pracę i gdyby nie ludzie, którzy trzymają broń i którzy mnie bronili, moja praca nie byłaby możliwa. Trzeba mówić o prawdziwych bohaterach, którzy naprawdę dokonywali niesamowitych rzeczy, a takich ludzi jest bardzo wielu. Niestety dziennikarze nie lubią wchodzić w szczegóły.

Jako żołnierz czuję się bardzo nieswojo z tym, co mi przypisują. Jako fotograf jest inaczej, mogę opowiedzieć o szczegółach technicznych, o tym, co mnie zainspirowało do zdjęcia, ale jako żołnierz nie akceptuję heroizacji.

A teraz jestem tylko żołnierzem, na razie bez konkretnego stanowiska. Szukam miejsca do przeprowadzki, aby kontynuować pracę jako fotograf. Służba prasowa w Azowie działa, ale ja odszedłem.

Widzieliśmy Azowstal z twoich zdjęć, ale co czułeś? Jaki tam był zapach, światło, dźwięk?

Jest jeden zapach, który mi się kojarzy z Azowstalem, to zapach jakiegoś paliwa, nafty oczyszczonej, zapach, który pozostaje po bombie lotniczej. 15 kwietnia taka bomba wleciała do naszego bunkra. Jego część została zniszczona, a wielu moich towarzyszy zginęło na moich oczach. Spali tuż obok mnie, ja cudem przeżyłem. Pamiętam ten zapach bardzo dobrze, w dowolnym momencie mogę go sobie odtworzyć w głowie. Czułem go w trzech bunkrach, które były bombardowane. Azowstal będę kojarzył już tylko z tym zapachem.

W Azowstalu ciągle miałem ręce brudne od kurzu, ponieważ pył stale się unosi podczas każdego ostrzału, osiada na tobie i nigdy nie możesz go zmyć.

A jeśli mówimy o świetle, o promieniu z mojego zdjęcia, to on często tam padał przez wyłom od jakiegoś pocisku. To było przejście między dwoma bunkrami, przechodziłem tamtędy kilka razy i widziałem to. Zrobiłem zdjęcie testowe na iPhonie tego promienia, ale pod innym kątem. Podobało mi się, jak to estetycznie wyglądało. Cały czas unosił się ten pył i ten promień był bardzo wyraźnie oddzielony od pyłu. Pewnego dnia, kiedy fotografowałem rannych, zawróciłem, postawiłem aparat i zrobiłem zdjęcie.

A była jakaś różnica w odczuciach w marcu, kiedy wchodziliście do Azowstalu, i w maju, kiedy wychodziliście?

Oczywiście. Nasze postrzeganie zapachów i percepcja wzrokowa zależy w dużej mierze od komponentu emocjonalnego, od nas samych. A co innego, gdy w swoim rodzinnym Mariupolu zdajesz sobie sprawę, że pierwszego dnia jedna rakieta wylądowała gdzieś na obrzeżach, a zupełnie co innego, gdy wychodzisz i widzisz doszczętnie zniszczone miasto. Widziałem nawet swoją dzielnicę, która była zupełnie spalona. Nawet na poziomie podświadomości będziesz postrzegać wszystkie zapachy inaczej. 24 lutego była zima, był zapach wilgoci, śniegu, deszczu – w Mariupolu często padało zimą. A 20 maja, kiedy wyszedłem w ostatniej grupie, był zapach wiosny, ale wiosny, której wcale nie chciałem.

W niewoli spędziłem dwa miesiące w Oleniwce i dwa kolejne w Doniecku.

Co czułeś, kiedy rosjanie byli waszymi jeńcami, i jaka była różnica, kiedy schwytali was?

Jak mieliśmy jeńców rosyjskich, to nasi żołnierze zawsze zapewniali im pierwszą pomoc, a następnie dalszą opiekę lekarską. Rosjanie twierdzą, że my strasznie traktujemy jeńców wojennych. Nawet nagrali ze mną inscenizowane przesłuchanie, gdy byłem w niewoli, i kazali mi powiedzieć, że jest polecenie administracji prezydenta, żeby brutalnie traktować jeńców. Widzimy jednak różnicę między stanem, w jakim rosyjscy jeńcy wojenni wyjeżdżają z niewoli ukraińskiej, a stanem, w jakim opuszczają ją Ukraińcy po niewoli rosyjskiej. Sami prawie nie mieliśmy jedzenia, ale i tak dzieliliśmy się z jeńcami. Z wodą to samo, prawie jej nie było, ale się dzieliliśmy. W pierwszych tygodniach robiliśmy im herbatę, przynosiliśmy ciastka i dawaliśmy papierosy, których sami mieliśmy mało. To zasadnicza różnica w nastawieniu.

Większośc Ukraińców nie poczęstowałoby teraz Rosjanina papierosem.

Musimy być lepsi niż Rosjanie. To mnie uratowało. Starałem się zostawić nienawiść na później. W pewnym stopniu było mi nawet żal tych ludzi, że są tacy nieszczęśliwi. A są nieszczęśliwi, bo są Rosjanami. Mają kompleks niższości. Patrzyłem na nich jak na ludzi chorych psychicznie, nie mogących normalnie funkcjonować w życiu, ludzi, których kraj jest terrorystyczny. Zrozumiałem, jaka czeka ich przyszłość – bez rozwoju, bez podróży.

Co by mi dała nienawiść? Oczywiście nienawidzę Rosjan, są wrogami moimi i mojego kraju, nienawiść dodaje energii, gdy jest potrzebna, a gdy byłem w niewoli, z nienawiścią zjadłbym tylko siebie. Ważna jest wtedy zmiana myślenia.

W maju wyszliście z Azowstalu, ale nie mówisz, że się poddaliście, tylko że to była ewakuacja, dlaczego?

Wszystko zaczęło się jako ewakuacja w celu ratowania życia, przede wszystkim ciężko rannych, a było ich ponad 400. To są ludzie, którzy oddali zdrowie za obronę miasta, żeby zatrzymać dużą liczbę przeciwników. Nasze dowództwo nie mogło im pozwolić po prostu umrzeć. Bomby lotnicze trzy razy uderzyły w nasz szpital polowy. Byłem tam, sala operacyjna była całkowicie zawalona, zawaliła się także sala, w której leżeli ranni, zginęli pod gruzami. Nie było lekarstw. Można sobie tylko wyobrazić, w jakim stanie byli ranni. Mieliśmy nadzieję, że ewakuacja uratuje im życie. Potem już widzieliśmy, że w niewoli nie ma odpowiedniej opieki, następnie miał miejsce atak terrorystyczny w Oleniwce i zdaliśmy sobie sprawę, że Rosjanie jak zwykle nie dotrzymują żadnych umów.

Dlatego pozostaje nam tylko szybko uwolnić wszystkich jeńców wojennych i odesłać ich do domów, aby mogli spokojnie i mniej lub bardziej szczęśliwie żyć. Teraz w niewoli pozostaje bardzo dużo ludzi, w tym moi przyjaciele, i nieustannie martwię się o ich życie i zdrowie. O ile mi wiadomo, w niewoli przebywa ponad 2 tysiące osób z Azowstalu i ponad 5 tysięcy obrońców z innych miejsc.

Jak pokonałeś strach w niewoli?

W pewnych momentach się bałem o moje zdrowie i życie, w innych było łatwiej, bo byli pobratymcy, z którymi można było porozmawiać. Wytrzymałem, bo nie było innego wyjścia. Jeśli nie wytrzymasz, umrzesz. Niewola to nie tylko ograniczenie twojej przestrzeni, to także ograniczenie twoich wyborów. Polega ono na tym, że nie możesz nic zrobić, chyba że chcesz umrzeć, a ja nie chciałem umierać, życie jest dla mnie zbyt ważne. I ważne było dla mnie, aby przejść przez to wszystko i przeżyć. Oczywiście, jeśli mnie nie zabiją, tak jak zabili wielu z nas w Oleniwce.

Pułk Azow jest znany z wewnętrznej solidarności.

To prawda. Niestety nie jestem już w szeregach Azowa, opuściłem go. Ale to były najlepsze lata mojej służby wojskowej. W tym oddziale rzeczywiście czułem się jak w rodzinie. W razie potrzeby zawsze można było uzyskać pomoc. Relacje między pobratymcami w Azowie są bardzo silne, to nie tylko przyjaciele czy koledzy, to bracia. Siła Azowa tkwi w silnej instytucji braterstwa. To jeden z powodów, dla których Azow poszedł na ewakuację, nie można było zostawić rannych. Wszyscy byli gotowi na ten krok, by ratować ich życie.

Jak przeżyć śmierć pobratymców, kiedy jesteście sobie tak bliscy?

Kiedy zaczęła się rosyjska inwazja, moja psychika zaczęła blokować negatywne emocje. Teraz bardzo trudno mi płakać. Jakiś czas temu udzieliłem wywiadu i zacząłem sobie przypominać przyjemne wspomnienia z osobą, która już nie żyje. Wtedy było mi bardzo trudno, więc kiedy mówię o moich zmarłych i tych, którzy są w niewoli, staram się nie angażować zbytnio emocjonalnie w szczegóły. Ale rozumiem, że trzeba o tym dużo mówić i ilekroć udzielam wywiadu, korzystam z okazji, by przypominać o zmarłych i ich bohaterstwie oraz o tych, którzy są w niewoli. Gdybym za każdym razem oddawał się temu emocjonalnie, nie byłbym w stanie tego znieść. Dlaczego płaczemy, gdy umiera ktoś bliski? Przez wspomnienia i zrozumienie, że to się już nie powtórzy.

Czym jest dla ciebie wolność po tym wszystkim, co przeżyłeś? Czujesz się symbolem wolności?

Nie jestem symbolem wolności. Są nim nasi obrońcy, dzięki nim mamy wolność. Wartość wolności można zrozumieć dopiero wtedy, gdy ją utracisz. To jak piramida Maslowa, kiedy jesteśmy na wysokim poziomie, nasze problemy wyglądają inaczej – na przykład dlaczego przygotowali latte zamiast flat white, tego typu problemy na pewnym poziomie dobrego życia. Ale im niżej, tym potrzeby są prostsze. W pewnym momencie doszliśmy po prostu do potrzeby życia i przetrwania oraz potrzeby wolności. Dopiero wtedy stało się jasne, jak to jest ważne. A to, że wolność jest w naszych genach, to nie tylko słowa. To naprawdę się czuje. Kiedy żyjesz z tym podstawowym poczuciem wolności, bardzo szybko się do niego przyzwyczajasz, a kiedy je tracisz, jest to bardzo trudne doświadczenie: nie możesz iść, gdzie chcesz, nie możesz jeść, czego chcesz. Czasem mi to w głowie nie mieściło: jestem wolnym człowiekiem, po co mnie ograniczać? Oczywiście rozumiałem, dlaczego.



Teraz na szczęście jestem wolnym człowiekiem, mam wszelkie możliwości wolnego życia w granicach obowiązującego ustawodawstwa Ukrainy. Iść tam, gdzie chcę, jeść, co chcę. Wielu moich pobratymców i przyjaciół nie ma takiej możliwości. Dlatego moją główną misją jest ciągłe mówienie o jeńcach wojennych. O tym, że nie mają spełnionej najbardziej podstawowej potrzeby naszego życia: być i czuć się wolnymi.

Co to za bransoletka, którą nosisz na ręce?

Dostałem to w prezencie. To ostatnia partia przedwojennej stali z Azowstalu. Obecnie robi się z niej bransoletki, aby zebrać pieniądze dla wojska. Całkowity koszt trafia do armii ukraińskiej. Dobra inicjatywa, bardzo mi się podoba.

Ostatnia sprawa: pułk Azow i nazizm. Czy rzeczywiście macie takie poglądy?

Mam zdjęcie na Twitterze z pizzą ze swastyką. Była to swoista kpina z wymierzonych w nas rosyjskich narracji. Wielu Ukraińców się śmieje, że według Rosjan jesteśmy nazistami. Fakt, że w Azowie były osoby, które interesowały się tym tematem, ale już dawno ich nie ma. W każdym kraju są tacy ludzie, a w wielu krajach pełnią oni służbę wojskową. Ukraina i pułk Azow nie są wyjątkiem. Każdy lubi etykietować dywizję, ale gdybyśmy przeszukali wszystkie oddziały w różnych krajach, wszędzie znaleźliby się tacy ludzie. Może 1 procent, może pół procenta, ale spójrzmy na 99 procent osób, które tworzą pułk Azow – to bohaterscy ludzie, którzy bronią swojego kraju, wchodzą w skład oficjalnej jednostki Gwardii Narodowej Ukrainy. To jedna z najbardziej profesjonalnych, najbardziej zmotywowanych jednostek na Ukrainie. A to, że są ludzie o określonych poglądach, którzy odeszli z jednostki, nie oznacza, że cały oddział powinien być z tymi ludźmi kojarzony.

Rozmawiasz teraz ze mną, czy masz wrażenie, że jestem nazistą? Czy moje działania, moje zdjęcia, czy cokolwiek z tego, co robię, sprawia wrażenie, że jestem nazistą?