Nowa Europa Wschodnia (logo/link)
Międzymorze / 06.02.2023
Jarosław Kociszewski

Polska, siostra Ukrainy. Czas wykorzystać historyczną chwilę

Trzeba myśleć, jak nam wspólnie żyć w tym domu, a to nie jest to tylko zadanie dla uchodźców czy migrantów: dostosowanie się do polskich warunków. Zmiana musi też nastąpić po stronie Polek i Polaków – Jarosławowi Kociszewskiemu mówi Myroslava Keryk, prezeska Fundacji „Nasz Wybór”.
Foto tytułowe
Wiec poparcia dla Mariupola w Krakowie w 2022 roku (fot. Shutterstock)



Liczba uchodźców z Ukrainy w Polsce się zmniejsza. Czy to trwały trend? Czy ci, którzy uciekli przed wojną, czują się na tyle bezpiecznie, żeby wracać?

Od czerwca obserwujemy stałe zmniejszanie się liczby osób, które zostają w Polsce czy do niej przyjeżdżają. Wojna osiągnęła wówczas pełne stadium i wiadomo było, gdzie przebiega linia frontu (chociaż oczywiście wszyscy nie czuli się bezpiecznie, bo jesienią doświadczyli-śmy fali ataków Rosji na miasta). Ludzie chcieli po prostu wrócić do siebie i robili to, jeżeli ich domy nie zostały zniszczone, a ich region był w miarę bezpieczny. Oczywiście oczekiwaliśmy zwiększonej liczby osób, które przyjadą do Polski zimą ze względu na rosyjskie ataki na infrastrukturę.
Tę energetyczną Ukraina ma zniszczoną w 50–60%, a Rosja atakuje dalej i niszczy, co sprawia, że brakuje elektryczności, brakuje ciepła, brakuje wody, bo wszystko działa na prąd. Ludzie często nie mają prądu przez pół doby lub mają go tylko po osiem godzin na dobę, na wsiach nawet i cztery godziny na dobę. Jeżeli zima będzie zimna, ludzie znów będą przyjeżdżać. Albo jeżeli Rosja zaczęłaby nową ofen-sywę z wielu różnych stron.

Czy Pani zdaniem Polska jest teraz lepiej przygotowana na przyjęcie uchodźców niż rok temu? Czy łatwiej będzie im pomóc?

Państwo ma funkcjonujący mechanizm budowania schronisk czy namiotów, w których ludzie mogą uzyskać wsparcie tymczasowe. Władze twierdzą, że mogą przyjąć od razu 80–100 tysięcy do grupowego zakwaterowania, ale nie sądzę, byśmy byli gotowi, jeśli więcej ludzi chciałoby przyjechać. Jesteśmy już prawie po roku pomagania, społeczeństwo jest zmęczone, już nie będzie takiej możliwości jak wcześniej, żeby zakwaterować tylu przyjezdnych w prywatnych domach.

To, co się zdarzyło w lutym i w marcu, było efektem wsparcia społeczeństwa obywatelskiego. Bez tej dobrej woli i otwartości Polek i Polaków samo państwo by sobie nie poradziło. Boję się, że teraz byłoby trudniej ze względu na zmęczenie społeczeństwa i inflację, która doprowadziła do tego, że ludzie mają mniej zasobów do życia, a utrzymanie jeszcze dodatkowych rodzin kosztuje. Brakuje środków wsparcia ze strony państwa, zwłaszcza jeżeli ktoś przyjedzie drugi raz.

Czego pani zdaniem konkretnie brakuje?

Przede wszystkim mamy problem z zakwaterowaniem. To nadal prawie dwa miliony osób, które są w Polsce.

Wielu z nich jeszcze jest goszczonych, nawet jeżeli mają pracę. Bo część z nich ma pracę, niestety poniżej kwalifikacji, z wynagrodzeniem nie wystarczającym na wynajem mieszkania na rynku. Brakuje też zresztą mieszkań na wynajem. I to jest problem zagrożeniem bezdomnością.

Polska powinna już mieć strategię wsparcia. Trwają prace prowadzone w zespole przy pani minister Agnieszce Ścigaj odnośnie do strategii, które dotyczą włączania różnych grup społecznych, w tym także migrantów i uchodźców. Miejmy nadzieję, że prace tego zespołu do-prowadzą do jej stworzenia. Taka strategia też potrzebuje finansowego wsparcia i zaangażowania wszystkich ministerstw. Zobaczymy, na ile ten rząd będzie gotów na takie zmiany, bo to faktycznie reforma systemu wsparcia dla grup wrażliwych w całej Polsce. A to wymaga jednak nakładów i chęci.

Z drugiej strony jest potrzebne opracowanie polityki migracyjnej, polityki integracyjnej, która nie będzie tylko bazować na Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, które myśli wyłącznie w kontekście polityki bezpieczeństwa, a migrantów stawia w grupie zagrożenia. Migracja ma różne twarze i dotyczy różnych sfer życia, a polityka państwa powinna być opracowana z udziałem władz samorządowych, centralnych, organizacji pozarządowych, instytucji, które działają w Polsce, i samych migrantów. Wtedy możemy mówić o wizji, jakim krajem Polska chce być.

Nigdy zresztą nie była krajem monoetnicznym, ale po II wojnie światowej grupy mniejszościowe były bardzo małe, ale obecnie w związku z migracją, z wojną, z przyjazdem do Polski uchodźców z Ukrainy, których część zostanie, bo nie ma po prostu dokąd wracać, albo bo ich dzieci chodzą do szkoły i odnalazł się tutaj. Zwłaszcza miasta nie będą monoetniczne. Trzeba myśleć, jak nam wspólnie żyć w tym domu, a to oznacza, że nie jest to tylko zadanie dla uchodźców czy migrantów – dostosowanie się do polskich warunków. Zmiana musi też nastąpić po stronie Polek i Polaków.

Uruchomienie numerów PESEL oraz rejestracja okazały się strzałem w dziesiątkę. Na czym możemy budować po tym roku doświadczeń?

Dobrze, że rząd szybko zareagował i wpuszczono do kraju ludzi bez wymaganych dokumentów, których nie mogli dostarczyć, jak uciekali, bo nie planowali wyjeżdżać, nie planowali migrować. Część z nich nie miała dokumentów, mieli tylko wewnętrzne ukraińskie. Nie mogliby inaczej przekroczyć granicy. Warto podkreślić, że dla ukraińskich obywateli ważna jest legalność przekraczania granicy i późniejsza możliwość ruchu. To było kluczowe, ta otwartość, pozwolenie ludziom przyjechania do Polski.

Druga sprawa to plusy COVID-u. Nauczyliśmy się działać online, uproszczone zostały pew-ne systemy, działanie państwa, szybkość reagowania, szybkość ustaw. Jest też minus tego – nie ma konsultacji, więc często robi się błędy i wchodzą przepisy niezgodne z prawem. Z drugiej strony mamy szybkość reagowania – dając numer PESEL, dajemy dostęp do rynku pracy, do usług społecznych. To pozwoliło ludziom szybciej się zaadaptować i jednak czuć się bezpieczniej i móc ubiegać się o wsparcie, zresztą nieduże.

Warto zaznaczyć, że to nie jest tak, że Ukraińcy korzystają z dużego systemu wsparcia za-bezpieczeń społecznych. To jest jednorazowe 300 złotych, potem objęcie programem 500 plus na dzieci 500. Ale jeżeli mówimy o tym, że część uchodźców pracuje, to generowane przez nich wpływy do ZUS-u są większe niż to, co otrzymują. Około 25 tysięcy ludzi skorzystało z zapomogi z pomocy społecznej, co wobec niemal dwóch milionów uchodźców nie jest dużą liczbą.

Polska ma bardzo liberalne systemy dostępu do rynku pracy dla cudzoziemców, ale rynek pracy potrzebuje więcej ludzi, w różnych zawodach. Niestety ciągle migrant potrzebuje pozwolenia na każde stanowisko, na którym pracuje, nawet jeżeli pracuje zawsze u tego samego pracodawcy, to musi się ubiegać o oddzielne zezwolenie. To zmniejsza mobilność, tworzy szarą strefę i wiele innych patologii. Obecna sytuacja, gdy nadano numer PESEL i możliwość zakładania jednoosobowej działalności gospodarczej, umożliwiono dostęp do rynku pracy, i ta mobilność na rynku pracy pozwala ludziom szybciej się odnaleźć i jednak ta szara strefa się zmniejsza. Polski rynek pracy się nie zawalił nawet teraz, gdy mamy inflację i będą zwolnienia. Zobaczymy jak to się odbije, ale póki co eksperci szacują, że 400 tysięcy znalazło zatrudnienie, większość dorosłych osób, które przyjechały. Polski rynek pracy może zaabsorbować drugie tyle.

Na początku wojny Polacy niesłychanie się zaangażowali w pomoc. Prywatne zasoby mają jednak granice, pojawia się zmęczenie i wroga propaganda, która usiłuje skłócić Polaków i Ukraińców. Na ile w tej chwili jest to rzeczywiście problemem?

Zmęczenie to naturalny proces. Bo ile czasu możemy gościć kogoś w domu, nawet własną rodzinę? To zawsze jest trudne. Na szczęście badania, które robiła ostatnio Krytyka Polityczna, pokazują, że wsparcie dla Ukrainy i jej zwycięstwa w tej wojnie jest bardzo duże i to w różnych warstwach społecznych. Gorzej jest ze wsparciem dla uchodźców. Ludzie, który sami są w trudnej sytuacji, należą do grup wykluczonych, bardziej marginalizowanych i mniej zamożnych, niestety postrzegają Ukraińców jako zagrożenie w dostępie do służby zdrowia, do różnych usług, że przez nich tworzą się kolejki, przez nich jest inflacja, trudny dostęp do żłobków i do szkół.
Punkt pomocy w Konstancinie - Jeziornej w marcu 2022 roku (fot. Shutterstock)

Powstają fake newsy, które żyją swoim życiem – że niby ktoś komuś powiedział, że ktoś wymaga wszystkiego bezpłatnie, i powstaje negatywny stereotyp Ukrainek i Ukraińców jako tych, którzy chcą nadużywać systemu zabezpieczeń społecznych, wymagają wszystkiego bezpłatnie, nie chcą pracować albo że zabierają miejsca pracy. A te, które wykonują migranci i uchodźcy, są najłatwiej dostępne i poniżej kwalifikacji, np. w usługach czy pracach domowych, czyli sprzątaniu, opiece czy gastronomii. Polki i Polacy też są obecni na tym rynku i boją się konkurencji.

Z drugiej strony widzimy problem z brakiem wsparcia dla szkół, dla systemu edukacji w pracy z klasami z dziećmi cudzoziemskimi. Jak pracować z klasami, w których są uczniowie z różnych kultur? To nie jest już monoetniczna grupa. Nauczyciele i dyrektorzy w miarę swoich możliwości działają i dokształcają się, ale tu jest potrzebne systemowe działanie, wspieranie nauczycieli, żeby się dokształcali, żeby program był dostosowany.

Nauczyciele sami podnoszą temat, że jeżeli chcą się dokształcać, to niestety sami muszą za to płacić. Plus ograniczenie z dostępem organizacji pozarządowych do szkół, które oferują takie szkolenia. Niestety to się robi dużym problemem dla nauczycieli zwłaszcza z mniejszych miejscowości, gdzie ten dostęp jest mniejszy niż w Warszawie. Bo my z punktu widzenia Warszawy mamy więcej wiedzy, więcej możliwości, więcej instytucji.

Ukraińcy są w tej chwili największą grupą migrantów i uchodźców w Polsce, ale nie jedyną. Wcześniej notowaliśmy znaczący napływ z Białorusi i z dalszych części świata. Czy istnieje konkurencja między imigrantami i uchodźcami z różnych krajów czy kontynentów?

Uchodźcy z innych krajów czują się trochę gorzej, bo Polacy zareagowali z otwartymi ramionami na uchodźców z Ukrainy po 24 lutego zeszłego roku, a zupełnie inaczej na uchodźców z polsko-białoruskiej granicy, zupełnie inaczej traktowanych przez te same służby. Oni też uciekają od wojen i potrzebują wsparcia. Negatywny obraz uchodźców, zwłaszcza z krajów odmiennych kulturowo, inaczej wyglądających, czarnoskórych czy też z krajów azjatyckich, odbija się niestety na chęci pomagania.

Musimy też pamiętać, że z Ukrainy uciekli nie tylko Ukraińcy. Byli tam też obywatele innych krajów, którzy musieli uciekać od wojny, ale ich nie objęło wsparcie. Przykładowo obywatele krajów afrykańskich, którzy studiowali w Ukrainie, mieli duże problemy. Dostali 14 dni, żeby zwrócili się do swoich ambasad i ewentualnie wyjechali lub w inny sposób rozwiązali legalność swojego pobytu. Była to szczególnie trudna sytuacja dla osób uchodźczych w Ukrainie. Tam mieli status, przyjechali tutaj i nie mogą się zwrócić do swojej ambasady, dlatego że uciekli ze swojego kraju z powodu prześladowania.

Widzimy też inne sygnały: białoruscy uchodźcy w porównaniu do Ukraińców czują się gorzej. Mamy też teraz problem w relacjach ukraińsko-białoruskich, bo wojna w Ukrainie trwa, a Białoruś jest agresorem. Ukraińcom jest bardzo trudno oddzielić jedno od drugiego – że wielu Białorusinów i Białorusinek to uchodźcy, którzy wyjechali z kraju i nie wspierają reżimu Łukaszenki, ale póki co nie widzimy jakichś otwartych konfliktów.

Na koniec chciałbym zapytać o długofalowe skutki przyjazdu Ukraińców do Polski i zaangażowania się Polaków w to, co się dzieje w Ukrainie. Czy to przełoży się na wzajemne poznanie, za którym przyjdzie też przełamywanie stereotypów i jakaś szansa na długofalową współpracę w przyszłości, czy może wręcz przeciwnie? Na zmęczenie nałoży się niechęć, aż nasze drogi znowu się rozejdą. Jak pani to widzi?
Myroslava Keryk - prezeska Zarządu Fundacji „Nasz Wybór". Historyczka, socjolożka, specjalistka w zakresie migracji Ukraińców do Polski w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Redaktorka naczelna miesięcznika „Nash Vybir”. Należy do Komisji ds. Migracji działającej pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich RP. Otrzymała nagrodę „Złote Wachlarze” przyznawaną przez International Organization for Migrations Polska za działania na rzecz integracji imigrantów oraz nagrodę Metropolity Lubelskiego Memoria Iustorum za działania na rzecz dialogu polsko-ukraińskiego.

Miniony rok, jeżeli tego nie zmarnujemy, okaże się przełomowy w relacjach ukraińsko-polskich przez to, w jaki sposób Polki i Polacy pomagają, i przez to, na ile odstawiono wszystkie historyczne konflikty. Z tym się mierzymy. Ale inaczej się pracuje, jeżeli jest otwartość. Jesteśmy teraz w momencie wzajemnego wsparcia i inaczej będziemy pracować nad tym, co było trudne w naszych relacjach. Mam nadzieję, że w nadchodzących wyborach nie będzie ukraińskiego tematu, że Ukraińcy nie będą wykorzystywani w negatywnym kontekście w kampanii politycznej.

Był sobie duży brat, który robi teraz Ukrainie taką wielką krzywdę, a Polska okazała się siostrą.

Teraz przed nami dużo pracy w przeciwdziałaniu rosyjskiej propagandzie, siłom ultra-nacjonalistycznym czy partiom politycznym, które chcą dalej wracać do przeszłości i konfliktów i głosić, że nie ma miejsca na rozmowę. Uważam, że to jest kluczowe – i zależy od nas.

Czy wyjdzie z tego dobro? Mam nadzieję, że tak, bo bardzo się zbliżyliśmy i poznaliśmy. To oznacza zrozumienie, że jesteśmy w jednej geopolitycznej sytuacji, mamy podobne problemy, musimy razem bronić naszych granic i być jednym głosem na arenie międzynarodowej. I nie zmarnujemy tego, dołożymy wszelkich starań żeby przełożyło się to na długoletnią przyjaźń i współpracę. Myślę, że gdy skończy się wojna, będzie dużo biznesowych relacji i osobistych, które ciężko potem będzie rozłączyć. Tylko wymaga to dużej pracy zarówno z ukraińskiej, jak i z polskiej strony.